Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Wpisany w losy Warszawy

     To jeden z pierwszych wizerunków Jezusa Miłosiernego, namalowany w cztery lata po obrazie „podyktowanym" przez s. Faustynę w Wilnie. Niezwykła jest też sama historia powstania obrazu wiszącego dziś w kościele oo. kapucynów przy ul. Miodowej w Warszawie.

     Właściwie jego powstanie ściśle wiąże się z kościołem Najczystszego Serca Maryi na Grochowie. Był początek okupacji. Niedawno wybudowany kościół przy placu Szembeka nie miał jeszcze obrazu w ołtarzu głównym. Ksiądz Jan Sztuka, miejscowy proboszcz, chciał umieścić tam wizerunek Jezusa Miłosiernego. O pomoc w wyszukaniu odpowiedniego artysty zwrócił się do Józefy Jurkowskiej, jednej z fundatorek kościoła. Zaprzyjaźniona rodzina Tomaszewskich skontaktowała ją z malarzem Zdzisławem Eichlerem.

     Artysta przed wojną pracował jako pedagog Szkoły Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego w Poznaniu. Sam zajmował się sztuką religijną, jego prace znalazły się w 1939 r. na wystawie w Zachęcie. Przyjął zamówienie, choć był ciężko chory, a za sobą miał koszmar rodzinnych przeżyć. Kiedy bowiem dogasały walki w oblężonej Warszawie, Eichler stracił całą rodzinę. Wracając z wiadrami zdobytej wody widział, jak bomba spada na jego dom. Przygarnęli go znajomi z ul. Złotej. W 6-pokojowym mieszkaniu znalazło zresztą schronienie kilka rodzin. On sam dostał "służbówkę". W tym mieszkaniu miał powstać historyczny dziś obraz Jezusa Miłosiernego. Malarz głowił się, jak zabrać się do dzieła. Nie miał farb, palety, sztalug - wszystko zostało pod gruzami. Wkrótce problemy zaczęły się rozwiązywać. Koledzy artyści przyszli z pomocą, użyczając potrzebnych narzędzi. Pozostał największy problem - brak było odpowiedniego płótna: chropowatego, o zamówionych wymiarach 220x150 cm oraz oleju do jego nasycenia. W końcu znalazł się materiał - pozostałość beli, z której rodzina Tomaszewskich szyła worki do pakowania rzeczy na ewentualność wysiedlenia z Warszawy. O dziwo, płótno miało dokładnie taką powierzchnię, jaką zamówił proboszcz z Szembeka! Chłopi z podwarszawskiej wsi dostarczyli olej lniany i płótno zostało zaimpregnowane.

     Obraz powstawał w bardzo trudnych warunkach. Artysta musiał czekać, aż z mieszkania wyjdą wszyscy lokatorzy. Wtedy w długim przedpokoju otwierał wszystkie drzwi, żeby mieć wystarczająco dużo światła. Malował mimo trawiącej go gorączki. Nie uskarżał się ha złe samopoczucie. Obraz powstawał od sierpnia 1942 r. do maja 1943 r. Kiedy ks. Sztuka zobaczył gotowe dzieło, powiedział zdecydowanie: „Ja go nie wezmę". Z przebitego serca Jezusa wypływały dwa promienie, biały i czerwony. W promieniu krwi leża! przebity baranek. W tle postaci Chrystusa widniały ruiny zniszczonej Warszawy. Ks. Sztuka zaczął się obawiać, że Niemcy doszukają się narodowej symboliki w obrazie i parafian oraz kapłanów spotkają represje: rozstrzelanie albo wywózka do obozu. Obrazu nie chcieli też zabrać inni zachęcani do tego księża. Zainteresował się nim o. Benwenuty Kwiatkowski, kapucyn zaangażowany w konspirację. Wiedział, że jeśli na ulicy zostanie przez Niemców złapany z takim wizerunkiem, zginie. Postanowił jednak zapakować i ukryć obraz w bezpiecznym miejscu. Już wtedy planował, że po wojnie umieści Jezusa Miłosiernego w kościele oo. kapucynów przy ul. Miodowej, w kaplicy sarkofagu z sercem króla Jana III Sobieskiego.

     Kiedy w styczniu 1945 r. tułacze wracali do Warszawy, na podwórku zburzonego domu przy ul. Brackiej 18 wśród gruzów znaleźli duży pakunek z napisem: „Własność oo. kapucynów". Był to obraz, który o. Benwenuty ukrył u sióstr westiarek.

     W pierwsze Boże Ciało w wyzwolonej Warszawie, 31 maja 1945 r. z czwartego ołtarza - na cokole zwalonej kolumny Króla Zygmunta - spoglądał na swój lud Jezus Miłosierny. Spod tego obrazu ks. bp Zygmunt Choromański udzielił pierwszego błogosławieństwa udręczonym warszawiakom, którzy powoli wracali do swego miasta. W 1983 r. w czasie pielgrzymki do Ojczyzny kościół oo. kapucynów odwiedził papież Jan Paweł II. W ciszy zatopił się w modlitwie przed obrazem Jezusa Miłosiernego.


Irena Świerdzewska


Tekst pochodzi z Tygodnika

11 kwietnia 2010



   


Granice w relacjach małżeńskich Granice w relacjach małżeńskich
Henry Cloud, John Townsend
W takim stopniu, w jakim czujesz się wolny, by odmówić czegoś małżonkowi, możesz również zgodzić się na to, czego pragnie. Dlatego dla dobra małżeństwa czasami warto powiedzieć: „Nie mogę wyrazić na to szczerej zgody, dlatego tym razem muszę ci odmówić”... » zobacz więcej


Wasze komentarze:
 Jan Kwiatkowski: 28.01.2015, 12:56
 O. Benwenuty to Alojzy Kwiatkowski, brat mojego dziadka, Jana. Spotykałem się z nim kilkakrotnie, jako dziecko, na Miodowej w klasztorze.
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej