Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Siła czynienia dobra

     O pracy, działalności prospołecznej, akcjach pomocowych i miłosierdziu z Beatą Kempą, minister ds. pomocy humanitarnej, rozmawia ks. Jarosław Rodzik SAC

     Pani Minister, niełatwe, momentami brutalne, jest życie polityka. Dobrze się Pani czuje w tej roli? Szczególnie internauci nie oszczędzają Pani na forach. Może wynika to z faktu, że jest Pani po prostu skuteczna w tym, co robi?

     Dobro i zło - to dwie rzeczywistości, które splatają się w ludzkim życiu i w dzisiejszym świecie. Wszędzie tam, gdzie można zrobić wiele dobra, pojawia się i zło, które próbuje to dobro zniwelować albo spowodować, żebyśmy go nie czynili. Powiem szczerze, że jeżeli ktoś nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem pod swoim wpisem, komentarzem czy opinią w Internecie, to znaczy, że nie jest to warte, aby się nad tym pochylać.

     Aby coś osiągnąć, trzeba mieć cel. Mając cel, możemy pójść dalej, bez oglądania się na tych, co nam rzucają kłody pod nogi. Siłę do czynienia dobra czerpiemy z naszej wiary. Bardzo się cieszę, że powierzono mi misję koordynowania polskiej pomocy humanitarnej, która nie jest łatwa, ale trzeba po prostu spokojnie do tego podejść i robić swoje. O to też chodzi w naszym życiu. Nie o to, by zła nie było, ale o to, by ono nas nie pokonało. Wtedy będzie go w świecie zdecydowanie mniej.

     Zaraz po studiach prawniczych podejmuje Pani decyzję o działalności prospołecznej. Przecież można było sobie ułożyć życie w kluczu "małej stabilizacji", żyć spokojnie. Nie szkoda Pani tych lat zadręczania się cudzymi sprawami?

     Zawsze miałam z tego więcej satysfakcji, niż mogłoby się wydawać, patrząc z zewnątrz. Kiedy spotykam się z ludźmi w różnych sytuacjach i miejscach, przy okazji różnych uroczystości, w których biorę udział, to częściej doświadczam dobrego słowa, ciepłego odbioru i życzliwych rad. Ludzie mają bardzo dużo dobrych pomysłów i warto z nimi rozmawiać. Kogoś, kto jest anonimowy w Internecie, nie chce się ujawnić, potrafi tylko narzekać, bo taki jest jego sposób na życie, nie potępiam, bo to nie moje zadanie. Najważniejsze jest to, jakie komunikaty otrzymuję od ludzi, którzy też chcą czynić dobro i sami angażują się w akcje pomocowe czy na poziomie społeczności wojewódzkich. Tak było na Dolnym Śląsku i Lubelszczyźnie, czy na poziomie parafii, gdzie angażują się nawet dzieci, czy na poziomie działania dużych organizacji pozarządowych. Dla mnie jest to pozytywnym doświadczeniem i zaszczytem móc współpracować z tymi organizacjami. Wszystkie działania możemy uporządkować w jedną całość, pokazać innym, że są w Polsce ludzie, niezależnie od wieku i wykształcenia, od profesorów po dzieci, którzy chcą czynić dobro. Dobro jest wartością obiektywną, niezależną od tego, kim jest człowiek, który to dobro czyni. Warto włączyć się w takie akcje, żeby przekonać się, że one o wjele więcej dają, niż zabierają.

     Klasyczna, arystotelesowska definicja polityki mówi, że celem jej uprawiania jest troska o dobro wspólne. Zgadza się Pani z tym poglądem?

     Tak powinno być! Dobro nie jest przypisane do religii czy partii politycznej. Ta definicja dobra jest trudna do określenia, aczkolwiek takie rzeczy polityk albo ma w sercu, albo nie. Albo dba tylko o określoną grupę, albo podejmując decyzje, przewiduje, że będą one kiedyś obowiązywać erga omnes, czyli wszystkich. Warto rozważać taką opcję, która będzie skuteczna i będzie zadowalała wszystkich. Nie jest to łatwe, bo "jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził", jak mówi staropolskie przysłowie. Prawa powinno się stanowić w duchu odpowiedzialności za to, co robimy, w całym tego słowa znaczeniu, a nie populizmu, bo populizm jest bardzo złym doradcą; w duchu odpowiedzialności politycznej za podjęte decyzje, które ostatecznie summa summarum zawsze się obronią.

     Pani Minister, ostatnie dwa lata to praca u boku Pani Premier Beaty Szydło. Jak Pani wspomina ten czas? Zaprzyjaźniłyście się Panie?

     Uśmiecham się, dlatego że my z Panią Premier jesteśmy w polskim parlamencie niemal od trzynastu lat, w jednym klubie parlamentarnym, w związku z powyższym to nie była i nadal nie jest "tylko znajomość" tego typu, że byłyśmy w rządzie i współpracowałyśmy bardzo blisko. Praca z Panią Premier była dla mnie absolutnym zaszczytem i wspaniałym doświadczeniem. Podziwiam Panią Premier za absolutny spokój! Jest ona świetnym przykładem propaństwowca, u którego na pierwszym miejscu zawsze jest człowiek i to determinuje wszelkie podejmowane przez nią decyzje. Przyznam, że czas ten był naprawdę jednym z najlepszych okresów w moim życiu. Ceniłam sobie i nadal cenię współpracę z Panem Ministrem Zbigniewem Ziobro, która mnie tak naprawdę przygotowała do tej dużej pracy państwowej, mocno też zahartowała. Wspomniane osoby to w mojej ocenie ludzie o najwyższych kwalifikacjach, o bardzo dużym potencjale, jeśli idzie o kwestie dotyczące sprawowania rządów.

     Kilka miesięcy temu funkcję premiera objął Mateusz Morawiecki. Powołał Panią na funkcję ministra odpowiedzialnego za koordynację pomocy humanitarnej i spraw uchodźców. Proszę nam przybliżyć cele i zadania, które przed Panią stoją.

     Do tej pory tymi sprawami zajmowały się jednocześnie dwa ministerstwa: Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, wykonując bardzo ciężką i skuteczną pracę. Brakowało osoby, która byłaby zwornikiem tych inicjatyw. Osoby, która to wszystko by zdiagnozowała, przygotowała, zinwentaryzowała, pokazała, jak ta pomoc powinna wyglądać w kluczu synergii. Departament, którym mam zaszczyt koordynować, stanowi nową jakość, centrum decyzyjne na służbie potrzebującym. Po kilku miesiącach pracy widzimy, jakie są w Polsce możliwości. Jestem bardzo wdzięczna za ten projekt. Oczywiście projekt departamentu dojrzewał. Przy okazji różnych rozmów przewijała się myśl, że przydałaby się struktura i osoba, która uporządkowałaby sprawy związane z pomocą humanitarną. Przedstawiciele różnych organizacji dzisiaj nie muszą się odbijać od kilku ministerstw, tylko mają jedną osobę, z którą mogą rozmawiać na wszystkie tematy, którymi są żywotnie zainteresowani. Najważniejsze, żeby pomóc drugiemu człowiekowi w sytuacji wojny, głodu, klęski, w sytuacjach, kiedy te osoby nie są w stanie sobie pomóc. W tym momencie, gdy ta praca jest skoordynowana, jest po prostu łatwiej.

     >Pytanie może trochę osobiste - trudno było wyjść z roli szefa Kancelarii Premiera i ruszyć niemalże "w nieznane" ? To prawie jak decyzja o wyjeździe na misje? Analogia może odrobinę kulawa, ale po części chyba oddaje istotę rzeczy...

     Tak, to prawda. Wcześniej to była praca administracyjna, chociaż przeszłam niezły chrzest bojowy podczas przygotowań do Światowych Dni Młodzieży, kiedy szefowałam zespołowi rządowemu. W tej chwili jest to zupełnie inny wymiar, nowe wyzwania. Tak to w moim życiu się dzieje, że raz na jakiś czas nagle mam zwrot akcji. Myślę, że Opatrzność wie, gdzie kogo kieruje. Trzeba po prostu odpowiedzieć na to wielkie wyzwanie. Zawsze podziwiałam misjonarzy i misjonarki, zastanawiałam się skąd czerpią tyle siły. Słyszałam, że to pewnie dlatego, że dużo się modlą i ta siła płynie z modlitwy. Z modlitwy na pewno, ale przede wszystkim z miłosierdzia. Czynienie dobra niesamowicie wzmacnia, bo otrzymuje się dobro i radość od tych osób, które się wsparło. I osoby duchowne i świeckie czynią bardzo wiele dobra na misjach, ale też w Syrii, Libanie, Jordanii, także w Grecji, bo z takiego programu korzystają nasi księża. Duże znaczenie w pomaganiu mają organizacje związane z Kościołem, np. Stowarzyszenie Papieskie Pomoc Kościołowi w Potrzebie czy Caritas. Myślę, że się wzajemnie uzupełniamy. Cieszę się, że nawiązujemy kontakty, że współpraca się rozwija, każdy zrobił i robi nadal coś bardzo dobrego, i to w dużym wymiarze.

     Europa żyje tematem uchodźców. Dyskusja ta została również przeniesiona na nasz, polski grunt. Odnoszę czasami wrażenie, że nie do końca wiemy, o czym dyskutujemy. Zamieszanie pojęciowe wokół słów emigrant, imigrant, uchodźca sprawia, że merytoryczna strona dyskusji przegrywa z emocjami. Co Pani Minister sądzi na ten temat?

     U nas nie ma dyskusji merytorycznej, jest za to dyskusja na bardzo płytkim poziomie publicystycznym, obliczona wyłącznie na wywołanie negatywnych emocji. Nie zgadzam się z tym, bo uważam, że tu trzeba sformułować jasny przekaz, trzeba znać definicje uchodźcy, emigranta, emigranta ekonomicznego. Jeżeli te wszystkie rzeczy wrzucimy do jednego worka, to bardzo łatwo możemy się pogubić. To jest jedna strona medalu. Druga - to kwestia metod i sposobów niesienia pomocy. Jest to niezwykle ważne, dlatego bardzo trudno w jakimś programie dziesięciominutowym o tych rzeczach rozmawiać. Ubolewam nad tym, że nikt nie pokusił się o to, żeby przygotować na ten temat dłuższe audycje. Cieszę się, że jest prasa, jak ta, która go podejmuje, dzięki której można naszego czytelnika naprawdę wyedukować, a ludzie chcą tej edukacji, bo to jest problem, który bezpośrednio ich dotyka. Polacy, i to trzeba uszanować, chcą mieć pewność, że decyzje, jakie podejmuje się na poziomie państwa, są decyzjami bezpiecznymi dla nich samych. Praca, zdrowie, bezpieczeństwo to trzy obszary w życiu każdego obywatela, które są najważniejsze.

     Podczas swojej pierwszej wizyty w nowej roli odwiedziła Pani stolicę Jordanii, Amman. Była Pani również w obozach dla uchodźców z Syrii w Libanie. Co przyniosły te wizyty?

     Liban i Jordania to kraje, które przyjmują uchodźców, bo bezpośrednio sąsiadują z Syrią, gdzie toczy się okrutna wojna. Ponoszą one największe skutki tego, co się dzieje na tym obszarze, przyjęły tych ludzi, wiele lat już goszczą ich na swoim terenie i nie ukrywają, że mają dużo własnych problemów, m.in. związanych z obciążeniem uchodźcami. Jestem pod wrażeniem, że potrafią sobie radzić w tej sytuacji. Byłam tam, żeby rozmawiać, jak jeszcze możemy pomóc, jakie formy, jakie metody pomocy są najbardziej skuteczne, ale też najbardziej oczekiwane, żeby ulżyć losowi tych ludzi, ale także tych krajów, gospodarek, które przyjmują te niebotyczne ilości uchodźców. Wiemy, że jest to grupa 1,5 miliona, nawet 1,6 miliona, jak się określa w oficjalnych szacunkach. W tych nieoficjalnych może być zdecydowanie więcej, np. w Turcji jest ok. 3 milionów uchodźców. Te wszystkie dane się zmieniają w zależności od sytuacji. W Jordanii uchodźcy żyją albo w obozach, albo między Jordańczykami, zdani na siebie i lokalną społeczność, co też powoduje bardzo często różnego rodzaju konflikty, które trzeba ograniczać. Usłyszałam od jednego z ministrów, z którymi miałam przyjemność się spotkać, np. taką informację, że bardzo dziękuje Caritasowi, który pracując z tymi ludźmi, redukuje poziom napięcia społecznego spowodowanego napływem tak dużej liczby uchodźców. Widoczne są również takie organizacje, jak: UNICEF Polska, Stowarzyszenie Papieskie Pomoc Kościołowi w Potrzebie, Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowei, Stowarzyszenie Polska Misja Medyczna, Fundacja "Redemptoris Missio", organizacje zakonne. W dużym stopniu to one przyczyniają się do tego, że jesteśmy jako Polacy postrzegani tam czasami jako jedyni, którzy niosą pomoc.

     Pani Minister, Polska aktywnie uczestniczy w projektach pomocowych dla uchodźców. Komu i gdzie konkretnie pomagamy?

     Informacja ogólna o polskiej pomocy humanitarnej i rozwojowej w roku 2017 przewidywała nie tylko środki finansowe przeznaczone w ramach wpłat do bardzo dużych funduszy, które udzielają międzynarodowej pomocy humanitarnej, która to pomoc wyniosła ponad 137 milionów złotych. Ta kwota powiększona jest też o środki z rezerwy ogólnej, którą dysponuje premier. Jest jeszcze pomoc rozwojowa. One się właściwie ze sobą łączą, bo przy pomocy rozwojowej mamy do czynienia chociażby z tym, że odbudowujemy domy, infrastrukturę, stwarzamy warunki do prowadzenia działalności i innych przedsięwzięć, które pomagają tym ludziom podejmować decyzje na przyszłość, np. w Iraku, gdzie w zasadzie można powiedzieć, że wojna się skończyła. Teraz jest potrzebna pomoc w odbudowie tych wszystkich elementów, które są niezbędne do podstawowej egzystencji. Ogólnie w 2017 roku Polska, mimo że też jest na dorobku, udzieliła pomocy humanitarnej i rozwojowej na kwotę ponad 754 milionów złotych (zob. tabela - przyp. red.). Myślę, że jeżeli dodamy do tego środki własne polskich organizacji pozarządowych, to kwota zbiorcza oscyluje w okolicach miliarda złotych.

     Ojciec Święty Franciszek często mówi o problemach, których Pani dotyka "w konkrecie". Czerpie Pani inspiracje do pracy z Jego nauczania?

     Tak, oczywiście. Jak wcześniej wspominałam, byłam szefową rządowego zespołu ds. organizacji Światowych Dni Młodzieży w 2016 roku. Nauczanie papieża Franciszka jest dla mnie ważne. Papież nieustannie zachęca wierzących do wyjścia poza mury Kościoła na spotkanie ze światem i jego potrzebami. Podkreśla, że sprawdzianem wiary jest zaangażowanie w czynienie dobra. Tej wizycie towarzyszył piękny przekaz: Błogosławieni miłosierni, który powinien być oczywisty dla każdego chrześcijanina, dla mnie też. Dlatego nasza formuła niesienia pomocy jest otwarta, nie proponujemy jej tylko chrześcijanom, ale każdemu, kto je potrzebuje, mając na uwadze, że w krajach Bliskiec: Wschodu są osoby o różnych wyznaniach religi i światopoglądzie.

     Ta działalność wyczerpuje wszelkie znamiona "czynienia miłosierdzia po chrześcijańsku". Czuje Pani satysfakcję z wykonywanej pracy? Zbliża to Panią do Boga?

     Czasami jest bardzo ciężko, ale myślę, że im ciężej, tym więcej satysfakcji. Nierzadko rozbijamy się o kwestie administracyjne, proste, które wydawałoby się, że nie powinny istnieć, ale to są takie przeszkody, których pokonanie powoduje, że my wszyscy tej pomocy się tak naprawdę uczymy, że musimy ją zrozumieć. Samo zrozumienie może spowodować usunięcie wielu barier, a na końcu wystarczy spojrzeć w oczy tych dzieci w obozach i właściwie wtedy człowiek dostaje jeszcze większej energii do pracy. Ich radość wynagradza każdy trud. Zdajemy sobie sprawę, że za tą radością kryje się jednak beznadzieja. Jeżeli my nie pomożemy, ta radość może kiedyś w ich oczach po prostu zgasnąć. Nie możemy dopuścić, żeby to było stracone pokolenie. To jest nasze chrześcijańskie zadanie. Tak, ta praca bardzo zbliża do Boga.

     Jest Pani osobą niekonwencjonalną. Pewnie ludzie, nie tylko dziennikarze, próbują Panią zaszufladkować. Jaka właściwie jest Beata Kempa na co dzień?

     Normalna (śmiech). Tak mogę o sobie powiedzieć, bo jak przyjeżdżam do domu, to muszę po prostu posprzątać, wyprać, wyprasować, tak jak każda żona o i matka. Nie mam taryfy ulgowej. Nie mam nikogo do pomocy poza oczywiście moją rodziną i mężem, bez którego absolutnie nie dałabym rady. Będziemy obchodzić w tym roku trzydziestą rocznicę ślubu. Bardzo się cieszymy i jesteśmy z tego dumni, że mamy dwójkę dzieci i zięcia, czyli można powiedzieć kolejne dziecko. Byłam bardzo szczęśliwa, kiedy jedno z moich dzieci po wykonaniu testu predyspozycji zawodowych powiedziało: "Mamo, ty nas tak wychowałaś, że my jesteśmy tacy społeczni, że nawet w teście wyszła mi osobowość skrajnie prospołeczna". Dla mnie jest to tylko powód do dumy, że moje dzieci nie zamkną się tylko w obrębie własnych potrzeb i wygodnego życia, a faktycznie będą dostrzegać potrzeby innych ludzi.

     Dziękuję za rozmowę.

     Beata Kempa, ur. 11 lutego 1966 roku w Sycowie, poseł na Sejm V, VI, VII, VIII kadencji. W 1990 roku ukończyła studia dzienne z zakresu administracji na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego. W latach 1998-2005 była radną rady miasta i gminy Syców. Przez kilkanaście lat pracowała jako kurator zawodowy dla dorosłych. W latach 2006-2007 sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. W lipcu 2014 została wiceprzewodniczącą nowo powołanego klubu parlamentarnego Sprawiedliwa Polska, od marca 2015 działającego pod nazwą Zjednoczona Prawica. Od 2015 roku minister - członek Rady Ministrów w rządach Beaty Szydło oraz Mateusza Morawieckiego. W okresie od 16 listopada 2015 do 18 grudnia 2017 szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. W grudniu 2017 roku postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej została powołana na urząd ministra - członka Rady Ministrów, w której w zakresie działań leży koordynacja pomocy humanitarnej.


Tekst pochodzi z Kwartalnika Pollotyńskiego
Apostoł Miłosierdzie Bożego
Lipiec-Sierpień-Wrzesień
nr 3 2018



   

Otwarci na miłość – jak pokonać bariery Otwarci na miłość – jak pokonać bariery
ks. Krzysztof Grzywocz, Monika Gajda, Marcin Gajda
To konferencja, która zatrzęsie światem Twoich relacji, a z gruzów dotychczasowych przekonań pomoże zbudować piękne i trwałe więzi z innymi ludźmi i z Bogiem. Audiobook „Otwarci na Miłość” wskaże Ci drogę do przełamywania wewnętrznych barier i udowodni, jak ważne jest otwarcie na drugiego człowieka. Dowiedz się, jak rozwijać kontakt z własnymi uczuciami, jak słuchać uważnie drugą osobę i co zrobić, by odpowiedzialnie kochać! ... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej