Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Nowenna do Dziewicy Maryi

     Dzień pierwszy

     W pierwszym dniu będziesz kontemplować [ten czas od momentu,] gdy błogosławiona Matka słodkiego Jezusa została zaprowadzona do świątyni, aż do zwiastowania anioła. Przeto jako pierwszą rzecz będziesz rozważać głęboką pokorę, jaką miała w sercu i w zwyczajach, uważając się za najbardziej nędzną ze wszystkich, nie tylko w świątyni, ale również na całym świecie. Myśl także o wielkim milczeniu, jakie zachowywała, ponieważ mówiła tylko wtedy, gdy była wielka konieczność; o tym, że nie była bezczynna, ale zawsze robiła coś dobrego, kiedy nie była fizycznie zajęta modlitwą - bo myślami była zawsze w raju. Ale kiedy przebywała w świątyni na modlitwie, to znaczy przez część nocy, rano i wieczorem, modliła się z tak wielką żarliwością i z pragnieniami rozpalonymi Bożą miłością, że kiedy odchodziła z modlitwy, wydawało się, że z Jej dziewiczej twarzy wychodziły jaśniejące promienie, dlatego każda osoba, która Ją obserwowała, starała się czynić dobro i wystrzegać się zła.

     Rozważaj też Jej głęboką czystość, nie tyle ze względu na nieskazitelne obyczaje i spojrzenia, ale także z powodu [złożonego] ślubu i mocnego postanowienia zachowania dziewictwa.

     Gdy była w wieku zamążpójścia, kapłan ze świątyni chciał Ją wydać za mąż, czym była bardzo zaniepokojona; jednakże, przeczuwając wolę Bożą, zgodziła się przyjąć Józefa za oblubieńca, jak Bóg zarządził, i zawrzeć [z nim] małżeństwo, z wielką bojaźnią Boga i z gorliwością o swoją uczciwość. Dlatego też oddała się modlitwie z jeszcze większą żarliwością, starając się o jeszcze głębszą pokorę.

     Gdy była cała przemieniona w Bożą miłość, bardziej niż zwykle, objawił Jej się anioł Gabriel, pozdrawiając Ją w nowy sposób, to znaczy: Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan jest z Tobą (Łk 1,28). Była całkowicie oszołomiona jego pozdrowieniem, odpowiadając na słowa anioła w sposób bardzo roztropny, jak opowiada święta Ewangelia.

     Pomyśl teraz, z jaką pokorą i bojaźnią przyjęła tyle i tak wielkich tajemnic, to jest poczęcie Syna wszechmogącego Boga, które dokonało się za sprawą Ducha Świętego. Ale ty, duszo pobożna, myśl o nowej żarliwości i miłości, która była w piecu Jej serca, gdyż zostało Jej dane tak wiele i sam Boży Syn. A tymczasem przez dziewięć miesięcy, gdy nosiła Go w łonie, Jej miłość i pragnienie wzrastały coraz bardziej, tak iż wydawało się, że miliony lat mogła adorować Boga tak maleńkiego, poczętego z Jej własnej materii, to znaczy czystej i dziewiczej krwi, przez co też wydawało Jej się wiele razy, że omdlewa z miłości i pragnienia, by karmić Go piersią i trzymać Go słodko w swoich najświętszych ramionach.

     Dzień drugi

     Drugiego dnia rozważaj w jak wysokim stanie, w jakiej głębokiej otchłani miłości była Najświętsza Dziewica tej najświętszej nocy, kiedy urodziła Syna Ojca wiecznego, a gdy Go urodziła, z jaką czcią Go adorowała, a później wzięła na ręce, przytulając i całując z tak wielką miłością i czułością, że Jej dusza jakby rozpływała się z powodu wielkiej słodyczy miłości. Tym niemniej, umocniona przez Ojcowski majestat i przez słodkiego Jezusa, Jej Syna, i przez Ducha Świętego, i przez anielskie chóry, które były tam obecne, słodko owinęła Go w pieluszki i później położyła w żłobie (Łk 2,7) między dwoma zwierzętami, to jest wołem i osłem (por. Iz 1,3), wypełniając tym wszystkie tajemnice, jakie były o Nim przepowiedziane przez proroków. Patrz następnie, jak słodko Go karmiła, a [Dzieciątko] ssąc mleko, zdawało się ssać miłość z wnętrza serca słodkiej Matki. O Królowo Rajska, jakże nie umarłaś z miłości, widząc siebie karmiącą piersią słodkiego Jezusa?

     Zobacz także, jak potem Go prowadziła - w ósmym dniu dała Go obrzezać, według tego, co Bóg nakazał w Prawie żydowskim (por. Łk 2,21), i wielce współczuła tej udręce i męce doznawanej przez Syna w tak młodym wieku, dlatego gorzko płakała, pieszcząc Go słodkimi słowami i uściskami. Później rozważaj, z jaką radością przyjęła Trzech Króli w koronach i ich dary (por. Mt 2,11). Proś następnie słodką Królową, by ci pozwoliła każdego dnia dawać i ofiarować duchowo Jej Synowi te trzy dary: świętą miłość do Boga i bliźniego, którą oznacza złoto, będące najbardziej szlachetnym z metali; i miłość jest najbardziej godną cnotą, jaka istnieje, również dlatego, że bez niej żadna inna cnota nie jest wystarczająca, by odnieść jakąś korzyść duchową. Także pokornymi modlitwami nakłaniaj słodką Dziewicę, by dała ci łaskę ofiarowania Jej Boskiemu Synowi Jezusowi daru wonnego kadzidła, to jest świętej i pobożnej modlitwy i pobożności, [polegającej na] zachowaniu zarówno w umyśle, jak i w sercu, przez nader obfitą pobożność i medytację, wszystkich tajemnic słodkiego Jezusa, Jej Syna. Potem będziesz Ją serdecznie prosić, by ci pozwoliła przedstawić Jej jednorodzonemu Synowi Jezusowi umartwienie wszystkich uczuć, które oznacza mirra, gdyż jest mocna i gorzka. Lecz jeśli dla ciebie takie umartwienie byłoby nie do zniesienia, to słodki Jezus, Pan raju, przedstawia ci swoją naukę i mówi do ciebie: "O duszo moja, jeśli chcesz umartwić twoje oczy, popatrz na Moje łagodne i jaśniejące [oczy], które dla twej miłości w czasie Mojej Męki były zawiązane cuchnącą i śmierdzącą opaską, bym cierpiał i był wyszydzony.

     Gdybyś też rozkoszowała się w słuchaniu próżnych i nieużytecznych rzeczy i gdyby sprawiały ci przyjemność ludzkie pochwały, a byłoby dla ciebie za ciężkie być ganioną i znieważaną słowami, pomyśl, że moje uszy słyszały obelgi; wiedz przeto, że byłem nazwany Synem cieśli (por. Mt 13,55), bo uważano, że byłem zrodzony z Józefa, który zajmował się stolarstwem, a nie brano pod uwagę, że Mój początek był wieczny i tak bardzo wielki, że Pismo Święte mówi: "Któż może opisać Jego pochodzenie?" (por. Iz 53,8).

     Cierpiałem również, gdy nazywano Mnie pijakiem, uwodzicielem ludu, bluźniercą (por. Mt 11,19; 26,65; Łk 23,2) i [obrażano] Mnie innymi zniewagami i oszczerstwami, które wypowiadano w Mojej obecności.

     Także kiedy będziesz chciała pohamować podnietę łakomstwa, pomyśl, jak byłem napojony octem i żółcią, jak to było przepowiedziane o Mnie przez świętego proroka Dawida: I dali Mi żółć jako pokarm! A gdy byłem spragniony, poili Mnie octem (Ps 69[68],22). I tak gdy będziesz rozważać wszystkie Moje męki i cierpienia, które przyszedłem wycierpieć z miłości do ciebie, nie będzie dla ciebie uciążliwe, co więcej, będzie ci miłe pohamowanie wszystkich twoich uczuć z miłości do Mnie, kiedy będziesz patrzeć na Mnie, twojego słodkiego Pana".

     Wracając do mego pierwszego tematu, to jest o słodkiej Bogarodzicy, myśl i rozważ, jak przebywała przez czterdzieści dni w tym miejscu tak nędznym i pogardzanym, by wypełnić nakazy Prawa. Na końcu pomyśl o tym, gdy ofiarowywała swego słodkiego Syna Jezusa w świątyni, z jaką radością niosła Go w ramionach, będąc Matką i jednocześnie Dziewicą, i oddała Go w ramiona świętego proroka Symeona. A czcigodny starzec, widząc Królową Raju, w duchu proroczym tak Jej powiedział: A Twoją duszę miecz przeniknie (Łk 2,35), co znaczyło: Twój Syn będzie jak nóż, który przeniknie Twoją duszę, i od tamtego momentu [na myśl o tym] już więcej się nie radowała. Współczuj Jej przeto i płacz razem z Nią, aż przyjdzie czas wielkiego wydarzenia, to jest gorzkiej i cierpkiej Męki. A wtedy zostanie usunięty wszelki ból, wszelki płacz i wszelki lament.

     Dzień trzeci

     W trzecim dniu będziesz rozmyślać, jak Dziewica musiała uciekać ze swoim malutkim Jezusem i pielgrzymować, a to dlatego, że Herod chciał zabić Jej Synka.

     Jej cierpienia, utrapienia i trudy już zaczęły wzrastać, gdy szła do Egiptu, jak Józefowi nakazał anioł, wyruszając nocą, w czasie zimy. Pomyśl tylko, jak znosiła zimno i dotkliwy brak wszystkiego, bo była uboga i nie miała wystarczającej liczby ubrań i innych środków albo szat, by się okryć. Nie mówię o jedzeniu, bo nie miała nic innego, jak tylko trochę chleba i wody, a gdy znajdowała jakieś źródło, tam zaspokajała swe pragnienie; i to było Jej jedzenie i "wyszukane potrawy". Jej Synkowi niepotrzebne było żadne jedzenie, bo był tak malutki, że ssąc mleko, tylko tym się żywił. A gdy dotarła do wielkiego miasta w Egipcie, zupełnie wyczerpana podróżą i zmęczona, nie mając tam przyjaciół lub krewnych, niekiedy musiała z konieczności podejmować służbę u jakiejś dobrej osoby, by mieć, gdzie mieszkać. Przebywała tam siedem lat jako obca i gość (por. Hbr 11,13; 1 P 2,11), w wielkim ubóstwie i niedostatku. Gdy upłynęło siedem lat, na rozkaz anioła wróciła do swego miasta. I gdy przedtem Dziewica odbyła podróż z wielką czułością ze swoim słodkim Jezusem, który, niesiony przy piersi przez swoją słodką Matkę i niekiedy przez Józefa, nie cierpiał zmęczenia z powodu wędrówki, teraz w drodze powrotnej całą tę drogę szedł i z powodu tego trudu słodka Matka odczuwała wielkie współczucie dla Niego, biorąc pod uwagę Jego młody wiek i to, że był z natury delikatny.

     W końcu rozmyślaj o tym, jak, wróciwszy do swego miasta, bez [zapasowej] odzieży i bez żadnej wygody, mieszkała w ubogim i małym domu ze swym Synem i z Józefem z wielką miłością i pokorą, nie chodząc tu i tam do przyjaciół czy krewnych, z wyjątkiem [dni, kiedy wypadało świętowanie] żydowskich obrzędów i uroczystości w świątyni, według nakazu Bożego. Szczególnie jednego razu, gdy szła na wielkie święto do Jerozolimy z Jezusem i z Józefem, Bóg tak zrządził i sprawił, że w drodze powrotnej do domu nie było z Nią słodkiego Jezusa. Bardzo tym zatroskana szybko wróciła, by Go szukać, a nie znalazłszy Go, gorzko płakała. Trzeciego dnia odnalazła Go wśród uczonych [w Piśmie] i cała radosna i pogodna zbliżyła się do Syna, mówiąc: Synu, czemuś nam to uczynił? etc. (Łk 2,48). Jakby mówiła: "O Synu, czemuś to uczynił, że Ja i twój ojciec szukaliśmy Ciebie z tak wielkim strapieniem i męką?". Słodki Jezus, odpowiadając swej drogiej Matce, rzekł: Czemuż to Mnie szukaliście? itd. (Łk 2,49). A wówczas słodka Matka wzięła ukochanego [Syna] i przytulając Go, i całując z wielką czułością, zaprowadziła Go z powrotem do swego ubogiego domu, gdzie przebywał z Nią aż osiągnął wiek 29 lub 30 lat.

     Dzień czwarty

     W czwartym dniu będziesz rozmyślać, jak po szczęśliwym odejściu z tego życia Józefa słodka Matka została z ukochanym Synem, jedynym słodkim Towarzyszem i jedyną Pociechą. Ale co ja powiedziałam? O Dziewico najlitościwsza, nie byłaś już sama, ale w towarzystwie całego Raju: byli z Tobą Ojciec i Syn i Duch Święty, z Tobą byli święci aniołowie, którzy kontemplowali tę wielką głębię pokory.

     O słodka Maryjo, z jak wielkim szacunkiem i z jaką miłością Mu służyłaś, z jaką słodyczą na Niego patrzyłaś! O Królowo Raju, czym było widzieć Was dwoje jedzących przy ubogim stole, z kilkoma kawałkami chleba i małym dzbankiem wody!

     O słodka Matko, z jakim szacunkiem Mu usługiwałaś! Dlatego myślę, że kiedy On udawał się na spoczynek, ze słodką miłością okrywałaś Go kawałkami sukna, które miałaś, a gdy wstawał, z podobną gotowością podawałaś Mu płaszcz. I tak samo ze słodką miłością i z szacunkiem spełniałaś inne posługi, jakich potrzebował w swoim słodkim człowieczeństwie. Pomyśl jeszcze i powiedz w duchu: "O Dziewico Najświętsza, ileż razy, podczas gdy On spał, kontemplowałaś Go, a On z kolei, tak myślę, bardzo wiele razy dla pociechy ukazywał Ci promienie swej Boskości, szczególnie kiedy się modlił. Jakże byłaś radosna i zadowolona, idąc do jakiegoś miejsca w towarzystwie tak słodkiej Obecności; a jak bardzo byłaś strapiona, kiedy Twój Syn Jezus się oddalał!. Na koniec dziękuję Ci za wszystkie posługi, które spełniłaś dla mojego słodkiego Jezusa".

     Dzień piąty

     W piątym dniu będziesz rozmyślać o tym, jakiej pociechy doznała Dziewica, kiedy dobry Jezus zaczął głosić [Ewangelię], widząc, że Ojciec Przedwieczny nie chciał, aby Jego umiłowany Syn pozostawał nadal ukryty przed ludźmi, ale żeby się objawił przez swe kazania, a nawet przez cuda, znosząc trudy przechodzenia z jednej okolicy do drugiej. [Ona] wiele razy chodziła, aby słuchać Go, jak przemawiał, i z wielką miłością i szacunkiem słuchała Jego słodkich słów.

     Pomyśl także, iż wiele razy widziała Go cierpiącego wielki niedostatek i przez to smuciła się w swoim duchu. [Rozważaj] również to, kiedy widziała Go prześladowanego przez Żydów, którzy gardzili Jego naukami, cudami i wszelkimi innymi Jego czynami, a dla [wyrażenia] największej pogardy wobec Niego nazwali Go zwodzicielem ludu, oszustem, opętanym, bluźniercą i [ranili Go] wieloma innymi zniewagami, grubiaństwami i prześladowaniami, jakie wobec Niego czynili, a z powodu których słodka Matka czuła nieznośną udrękę, bo dobrze wiedziała, kim On jest. A im lepiej znała Jego mądrość i niewinność, tym większe współczucie miała dla Niego. Myślę, że wiele razy, gdy Królowa Niebios rozważała obrazę, jakiej doznawał Ojcowski Majestat przez zniewagi, jakie czyniono Jego umiłowanemu Synowi, Jej oczy stawały się źródłami łez.

     Na końcu pomyśl, jak wielkiego bólu i smutku doznawała Matka, kiedy widziała starania Żydów, by zabić Jej słodkiego Jezusa, i w ten sposób rozważ, iż Ona na tym świecie miała tylko zmartwienia i męki z powodu miłości do Syna. Podobnie i On znosił wszystko z miłości do nas i dla wynagrodzenia za nasz grzech. Trzeba więc wiedzieć, że jak Królowa Raju z naszego powodu znosiła wiele cierpień, zmartwień, trudów, niedostatków i utrapień, tak samo my, aby wyrazić wdzięczność, jesteśmy zobowiązani do tego, by żałować i gorzko płakać w czasie, gdy jesteśmy na tym świecie, by wyrazić wielkie i głębokie współczucie tak Synowi, jak i Matce.

     Dzień szósty

     W szóstym dniu kontempluj z bólem serca, ze smutkiem w duszy i z obfitymi łzami wielkie widowisko, wielką hańbę, którą [przeżywała] udręczona Matka, widząc swojego Syna Jezusa, jak wisiał na drzewie krzyża. I rozważ dobrze Jej cierpienia, szlochy i lamenty, bardziej serca niż ust, gdyż z powodu głębokiego bólu, jaki odczuwała, wiele razy traciła głos. I przez ten nieznośny ból pojawiły się również krwawe łzy na Jej anielskim obliczu, tak iż niekiedy zdawało się, że pękło Jej słodkie i kochające serce. Także ci nieliczni wybrani, którzy byli przy Niej, to jest Jan i Magdalena, i Jej siostry, czasem płakali bardziej nad Matką niż nad Synem. A kiedy na krótki moment przychodziła do siebie, słabym głosem i z sercem udręczonym pytała: "Teraz co się dzieje z moim Synem umiłowanym, Jezusem - jest żywy czy umarły?". Obecni podtrzymywali Ją słodko, pocieszając Ją słowami i, najlepiej jak tylko mogli, prowadząc Ją z trudem pod krzyż, gdyby jeszcze miała siłę, by wypowiedziała jakieś słowo, zanim dobry Jezus wyzionie ducha. Dziewica, stojąc obok Syna, który wisiał na krzyżu przybity trzema bardzo wielkimi gwoździami i cały napełniony boleściami i utrapieniami, tak że Ona, cała bolejąca i z obliczem zalanym krwawymi łzami, ledwie rozpoznawała, czy to był Jej słodki Jezus, dowodząc w ten sposób, że już Jej zabrakło łez. I Jej serce zdawało się być całkowicie pęknięte na pół, a Ona, najlepiej jak umiała, zaczęła mówić do swojego umiłowanego Jezusa, wypowiadając podobne słowa: "O Synu mój najsłodszy, dobrze okazałeś Twoją wielką miłość, prosząc Ojca niebieskiego za Twoich oprawców i w Twoim niewypowiedzianym miłosierdziu dałeś raj łotrowi, a do mnie, Twojej Matki, tak bardzo zasmuconej, nic nie mówisz. O Synu mój, kiedyś byłeś Pocieszycielem mojej duszy, a teraz jesteś dla mnie jak najostrzejszy nóż. O Synu mój, którego przez dziewięć miesięcy z tak wielką miłością nosiłam w moim łonie i karmiłam Cię mlekiem z tak pełną miłości słodyczą, i tyle razy zmieniałam Ci pieluszki, kiedy byłeś malutki, i wiele razy miłosnymi uściskami przyciskałam Cię do mojej piersi. Teraz nie jest mi dane nawet, by dotknąć końca Twojej nogi! O jakże nieszczęsny jest ten dzień dla mnie i dla Ciebie, Synu mój! Dlatego za wszystkie radości i rozkosze, jakie otrzymałam w dniu Twoich narodzin, w którym słyszałam wielki tłum aniołów śpiewających z wielką radością: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom etc. (Łk 2,14), dzisiaj słyszałam wielki tłum ludzi krzyczący: Precz, precz, ukrzyżuj Go! (Łk 23,21). Wówczas, tamtej nocy posłaniec anielski udał się do pasterzy, mówiąc: Zwiastuję wam radość wielką (Łk 2,11), dziś przyszedł do mnie Jan, aby mi oznajmić, że zostałeś zabrany i związany, jakbyś był złoczyńcą. Tamtej nocy widziałam także nierozumne zwierzęta, woła i osła, na kolanach przed żłóbkiem, jakby w adoracji; dziś widziałam zgraję Żydów, którzy dla udręczenia i drwiny, pochyleni aż do ziemi szydzili z Ciebie, mówiąc: Witaj królu żydowski (Mt 27,29). Przedtem Cię ukoronowali cierniem i włożyli Ci do ręki trzcinę jako berło królewskie, po czym jaśniejące oczy zasłonili Ci brudną i śmierdzącą szmatą i posadzili Cię na nędznym i godnym pogardy stołku. Tak też [po narodzeniu] po tak wielu tajemnicach, dla mnie słodkich i miłych, wzięłam Cię ze żłobu, biorąc w Moje ramiona, i przyciskając Cię do Mojej piersi, ze słodką miłością karmiłam Cię mlekiem. Dzisiaj, Synu mój, zostałeś napojony żółcią i octem, i nie mogę Cię nigdzie znaleźć. Dlatego słusznie mogę mówić z prorokiem: "Jestem udręczona i bardzo upokorzona z powodu Ciebie, o słodki mój Synu, udręczona z powodu cierpień, które widzę, że znosisz, upokorzona dlatego, że straciwszy Ciebie, moją jedyną nadzieję, nie mam już odwagi, by iść między ludzi, bo tam, gdzie wcześniej byłam szanowana przez liczne rzesze ze względu na szacunek dla Ciebie, dzisiaj przez cały lud jestem pogardzona i odrzucona, dlatego że straciłam Ciebie, słodki Jezu, Synu mój" (por. Iz 21,3; Łk 9,22). I tak Dziewica, wylewając słodko cierpienie, przeżyła cały ten dzień pełen goryczy w płaczu i żałości.

     Na koniec rozważ, jak [Jezus] został zdjęty z krzyża i położony na łonie udręczonej Matki. Wtedy odnowiły się wszystkie Jej żale, płacz i gorzkie szlochania. I słodka Matka, oglądając wszystkie członki Syna, widziała je wszystkie poranione i udręczone i Jej ból był tak nieznośny, że nie była w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa i wydawała się być jakby umarła. Wówczas ze współczucia dla Matki Józef i Nikodem wzięli ciało Jezusa i według zwyczaju żydowskiego zostało ono złożone w grobie. A wdowa Matka tak przygnębiona i obolała wróciła do Jerozolimy. Jan zaprowadził Ją na górę Syjon, a Magdalena poszła z Nią; podobnie siostry słodkiej Matki nie chciały Jej opuścić, ale zostały z Nią przez cały ten czas, płacząc i wzdychając. Tak samo ty, duszo pobożna, kiedy oddasz się tej pobożnej medytacji nad słodką Maryją, płacz i wzdychaj razem z Nią i z innymi [niewiastami], które Jej towarzyszyły aż do świtu niedzielnego poranka.

     Dzień siódmy

     W siódmym dniu będziesz rozważać niezmierną radość, jaką miała Królowa Raju, gdy trwała na modlitwie, kontemplując tajemnicę zmartwychwstania, i zaczęła już odczuwać wesele i radość duchową, gdyż zdawało Jej się widzieć przechwalebną duszę, jak powracała w drogocenne ciało. I złączona przez Bożą Miłość z Ojcowskim Majestatem przynaglała ją słodkim omdlewaniem, by przez swoją łaskawość szybko dokonała połączenia z ciałem; a będąc cała zajęta taką myślą, rozpływała się w słodkich łzach w pragnieniu, by zobaczyć swego umiłowanego Jezusa. I zaraz Jej się ukazał, w pełni odświętny i chwalebny, i pełen blasku, otoczony rzeszą aniołów, mówiąc łagodnym i radosnym głosem: "Niech Bóg Cię zbawi, Moja droga i najsłodsza Matko". A Ona, słysząc ukochany głos i widząc Jego czcigodne oblicze, tak jaśniejące i pełne Boskości, natychmiast z szacunkiem oddała Mu pokłon, i przytulając Go słodko, słodka Matka powiedziała: "Dobrze, że wróciłeś, mój słodki Synu, etc.".

     I tu oczami duszy rozważaj wszystkie gesty miłości i słodkie rozmowy, jakie Królowa Raju prowadziła ze swym zmartwychwstałym Synem. Następnie pomyśl, jak Go widziała wstępującego do nieba - popatrz na Jej anielskie oblicze mokre od najsłodszych łez, płynących ze wzruszenia z powodu Jego odejścia. Słodki Jezus poprosił swoją słodką Matkę o błogosławieństwo, a Ona objęła Jego drogocenną głowę z szacunkiem i gorącą miłością, przycisnęła Go do swej piersi i przytuliła słodko, rozpływając się cała z miłości i czułości. Pozostali przez pewien okres czasu w ten sposób przytuleni do siebie. Dobry Jezus Ją podtrzymywał, jako słodką Matkę, a potem tak do Niej rzekł: "Moja droga i kochana Rodzicielko, proszę Cię, byś pozwoliła Mi odejść, jako że odwieczny Ojciec na Mnie czeka". Po tych słowach słodka Matka, jako [osoba] mądra i pragnąca chwały Jezusa, puściła Go. I wtedy słodki Syn, po udzieleniu błogosławieństwa tym niewielu wybranym, którzy byli tam obecni i którzy płakali wszyscy ze wzruszenia i z miłości, jeszcze raz przytulił Matkę. I w tym ostatnim uścisku, jakim Syn objął Matkę, pociągnął do siebie Jej serce i udzielił Jej do tego stopnia promieni swej Boskości, że gdy słodki Syn Jezus cofnął ku sobie swe najświętsze ramiona i zaczął powoli unosić się wysoko i lekko w górę, słodka Matka ledwie to spostrzegła i była tak bardzo pochłonięta tym [co otrzymała], że wydawało się Jej, iż wznosi się razem z Synem.

     Dobry Jezus użył tego łagodnego sposobu - to jest, by wznieść się tak delikatnie - ze względu na wybranych, którzy patrzyli na [Jego] wniebowstąpienie. A kiedy był tak wysoko, że nie mogli Go już widzieć, w mgnieniu oka wzleciał do tronu swego Majestatu. I natychmiast posłał anioła, żeby ich pocieszył. On śpiewając, z radością i weselem powiedział: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? etc. (Dz 1,11). A Królowej Raju, kiedy słyszała anielski głos, wydawało się, jakby przebudziła się ze słodkiego snu; i przepełniona nieskończoną radością, rozważając chwałę i triumf swego słodkiego Syna Jezusa, powróciwszy na górę Syjon, czekała z wielką miłością i pragnieniem na przyjście Ducha Świętego. I rozważ, że Królowa Nieba pragnęła tego bardziej dla Apostołów i wszystkich wiernych, którzy byli i którzy mieli przyjść, niż dla siebie, ponieważ Ona była Nim cała wypełniona, i dzięki tej pełni, którą miała, czuła w swej piersi rozżarzonej jak piec coraz bardziej rozpalone pragnienie, by zbliżyć się do Bożej miłości. Gdy minęło dziesięć dni od wniebowstąpienia, zstąpił Duch Święty na Dziewicę Matkę i na tych, którzy byli zamknięci w świętym Wieczerniku, to znaczy oddani tylko modlitwie i kontemplacji Boga. Czując się tak rozpaleni jak rozżarzony piec, wyszli na zewnątrz z wielkim zapałem, nie lękając się już chłosty ani śmierci, i poszli głosić tu i tam, nawracając narody do prawdziwej wiary, zgodnie z nakazem danym im przez Boskiego Mistrza, o którym słodka Matka im przypominała, jak Apostołowie Jej polecili. A Ona, posłuszna i pokorna nad wszelkie stworzenie, była tam, gdzie Ją umieścili święci Apostołowie, a zwłaszcza Jan Ewangelista, ponieważ przez dobrego Mistrza Jezusa została mu powierzona. I on, będąc prawdziwie posłusznym, nigdy Jej nie opuścił, służąc Jej zawsze we wszystkich potrzebach, chociaż mało Jej było potrzeba, bo Jej życie było w całości niebiańskie.

     Dzień ósmy

     W ósmym dniu rozważ w swym sercu, jak Królowa Nieba żyła przez 15 lat po zesłaniu Ducha Świętego aż do wniebowzięcia. W tym czasie praktykowała wszystkie ćwiczenia duchowe, to jest modlitwę, rozmyślanie i kontemplację, modląc się za wszystkich wiernych, żeby byli nieustannie utwierdzani w łasce i uświęceniu. Modliła się za niewierzących i niedowiarków, żeby Ojcowski Majestat raczył ich oświecić i nawrócić na wiarę w Jego jedynego Syna.

     Następnie pomyśl jak nieustannie rozważała wszystkie tajemnice swego umiłowanego Jezusa i nawiedzała w myślach wszystkie miejsca, gdzie dokonało się odkupienie ludzkości, a w szczególności miejsca okrutnej Męki. Na pierwszym miejscu w ogrodzie, gdzie był tak brutalnie aresztowany; później tam, gdzie był tak barbarzyńsko ubiczowany przy kolumnie; gdzie był ukoronowany cierniem; gdzie były zawiązane te cudowne oczy; gdzie było oszpecone to Boskie oblicze; gdzie był bity trzcinami po drogocennej głowie, na której była ostra i kłująca korona cierniowa; gdzie na koniec niewinny został skazany na najokrutniejszą śmierć krzyżową; gdzie droga Rodzicielka spotkała Go z krzyżem na ramionach przy Złotej Bramie; gdzie był ukrzyżowany między dwoma łotrami. W tym momencie rozważ, jak odnowił się [w Niej] ten serdeczny płacz z ogromnym współczuciem dla ludzkiej natury niewinnego Jezusa, tak iż wydawało się, że to jest właśnie ten dzień, w którym widziała Go na szubienicy krzyża. A ty, duszo pobożna, płacz razem z bolesną Matką, rozważając, że z powodu twoich grzechów błogosławiony Jezus zniósł tak wielką hańbę i liczne męki, i [biorąc pod uwagę to], że Matka tak gorzko płakała, wynagradzając to, do czego my nie byliśmy zdolni, to znaczy by gorzko opłakiwać nasze wady, z powodu których na Syna i na Matkę spadło tyle utrapień.

     Pomyśl w końcu, jak Królowa Raju szukała w duchu innych tajemnic, a dochodząc do ostatniej, to jest do wniebowstąpienia, i kiedy kontemplowała triumf, nieskończoną chwałę majestatu swego Syna, ta myśl przemieniła Ją w tak wielką miłość i wzniosłą kontemplację, iż zdawało się Jej, że jest przed Trójcą Świętą dopuszczona do Boskich objęć. Dlatego też miejsce, gdzie się modliła, mogło być słusznie nazwane rajem, bo po takiej rozmowie Jej oblicze było bardziej jaśniejące niż samo słońce, tak iż Apostołowie bali się pozwalać Ją zobaczyć osobom, które nie były dobrze ugruntowane w wierze, aby nie adorowały Jej jako bogini. Kiedy miała potrzebę rozmowy albo mówienia, jako mistrzyni tych wszystkich, którzy nawracali się na prawdziwą wiarę, była jedyną ucieczką i pociechą wszystkich wybranych, którzy z miłości do Jej Syna Jezusa znosili trudy i utrapienia. I czyniła to z tak wielką miłością i słodyczą, że zdawała się być cała rozpalona miłością ku Bogu i [gorliwością] o zbawienie dusz, tak iż byłaby gotowa dla nich umrzeć, gdyby zaszła taka potrzeba. I pomyśl, że Jej serce, będąc już rozpalonym piecem przez to ćwiczenie, płonęło ciągłym pragnieniem, by była osobiście złączona z Majestatem Ojca i ze swoim umiłowanym Synem i z Duchem Świętym, by cieszyć się blaskiem Ojca, słodkością Syna i miłością Ducha Świętego na wieki wieków. Amen.

     Dzień dziewiąty

     W dziewiątym dniu będziesz rozważać, jak po upływie 15 lat Królowa Nieba, Oblubienica Ojca wiecznego, Matka słodkiego Jezusa, mieszkanie Ducha Świętego, zapaliła się nowym pragnieniem i uczuciem żarliwej miłości, gwałtowniejszym niż zazwyczaj, [to jest pragnieniem, by] być złączona ze swoim jednorodzonym Synem. Cała omdlewała z miłości, tak iż zdawało się, że wychodzi z siebie, tak bardzo była rozpłomieniona. Widząc rozpalone pragnienie swojej Oblubienicy, odwieczny Ojciec patrzył na Nią ze słodyczą i także słodki Syn Jezus słyszał głos drogiej Rodzicielki, która niemym językiem serca mówiła: "O Synu mój przesłodki, już jest czas, byś przyszedł po mnie, bo Ja nie mogę dłużej żyć bez Ciebie. Jak więc Ty możesz żyć beze mnie, biorąc pod uwagę, że jestem Twoją Matką?

     Przypomnij sobie, mój Drogi, że przez te 33 lata, kiedy byłeś na tym świecie, żadne stworzenie nie kochało Cię bardziej niż Ja i że z powodu Twych trudów, udręk, bólów, obelg i najokrutniejszej śmierci żadne stworzenie nie cierpiało bardziej ode Mnie, która cierpiałam z Tobą tak wielkie męki aż dotąd. Już czas, byś położył kres Moim wzdychaniom i pragnieniom".

     I gdy te miłosne skargi były zanoszone do nieba dla miłości Bożej, Duch Święty rzekł do Ojca i do Syna: "Moja Oblubienica się roztapia z powodu miłości jak świeca w ogniu. Poślijmy, by Ją zabrać". Wówczas na rozkaz Przenajświętszej Trójcy zstąpił książę Gabriel, by zwiastować Królowej Nieba, że Trójca Święta czeka na Nią z wielkim pragnieniem i żeby się pocieszyła, bo wkrótce Jej Syn przyjdzie po Nią, i że jeśli czegoś szczególnie pragnie, aby mu to powiedziała, a on to szybko przekaże. Wtedy słodka Matka, skłoniwszy się aż do ziemi z głęboką pokorą, podziękowała Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu za tak wielką łaskę i, pozdrowiwszy anioła Gabriela, który Jej przyniósł tak słodką nowinę, poprosiła go serdecznie, by prosił Jej Syna, aby swoją łaską i mocą zgromadził Apostołów w momencie Jej odejścia, ponieważ bardzo pragnęła zobaczyć ich zebranych wszystkich razem. I Jej słuszna prośba została wysłuchana. I pomyśl, że to życzenie nie Jej miało przynieść pociechę, ale Apostołom. Ona była głęboko przekonana, że Jej Syn przyjdzie osobiście, dlatego też poprosiła o tę łaskę, aby dać im tę pociechę, żeby mogli ponownie zobaczyć swego drogiego Nauczyciela, tak chwalebnego. A gdy wszyscy w bardzo krótkim czasie mocą Ducha Świętego zostali zebrani razem w domu Dziewicy, skoro tylko poznali przyczynę ich cudownego przybycia, wszyscy płakali z powodu odejścia tak wielkiej Matki. Jeden całował Jej ręce, inny stopy, inny patrzył na Nią słodko, nie mogąc mówić z powodu obfitości łez, inny mówił, szlochając: "O Matko, naprawdę chcesz nas zostawić sierotami? Jeśli to zrobisz, do kogo będziemy się uciekać w naszych strapieniach? Ty byłaś wszelką naszą ucieczką, etc.", i w innych czułych słowach, których się nie przekazuje, lecz tylko pozostawia tobie, pobożna duszo, byś mogła je sobie wyobrażać.

     Słodka Matka, widząc ich tak bardzo smutnych z powodu Jej odejścia, nie mogła powstrzymać łez współczucia dla nich, jednakże pocieszała ich słodkimi słowami i słodkimi obietnicami ze strony swego Syna, a ich Boskiego Nauczyciela. A gdy byli pogrążeni w tych rozmowach, nagle zjawił się Zbawiciel w towarzystwie licznej rzeszy aniołów i świętych Starego i Nowego Testamentu i pozdrawiając swą słodką Matkę i Apostołów, którzy byli tam obecni, powiedział zgodnie ze swoim zwyczajem: Pokój wam! (Łk 24,36). I wszyscy oddali Mu pokłon aż do ziemi, i z wielką radością i weselem upadli do Jego nóg, całując je z wielkim szacunkiem i słodką miłością. On zaś pozwalał im czynić to, czego pragnęli, aby dać im trochę pociechy przez swą słodką obecność. W ten sposób przez krótki czas słodki Jezus przyglądał się oczami [pełnymi] miłości swej najsłodszej Matce. Teraz pomyśl, duszo pobożna i kontemplacyjna, i popatrz trochę na słodkiego Jezusa, jak zbliża się do słodkiej Matki i otwierając przesłodkie ramiona i zarzucając je na Jej szyję, przyciska Ją do swej przenajświętszej piersi, przekazując Jej promienie Boskości. I pośród tych słodkich i miłych objęć wyprowadził duszę Maryi poza ciało. A święci aniołowie, którzy byli tam obecni, widząc duszę ich Królowej tak jaśniejącą na ramieniu słodkiego Jezusa, zaczęli śpiewać słodką melodię. I pomyśl, jak Odkupiciel polecił Apostołom, by zanieśli ciało Matki do doliny Jozafata i czekali tam aż do trzeciego dnia. I tak się stało. Trzeciego dnia przyszedł słodki Jezus w towarzystwie wszystkich chórów anielskich i wszystkich świętych Starego i Nowego Testamentu, i z księciem Michałem, prowadząc duszę słodkiej Matki. I pośród słodkich melodii i pieśni anielskich połączył ją na nowo z ciałem i napełnił chwałą i szczęśliwością tak bardzo, że kontemplując tylko Jej ciało (to jest ciało Dziewicy), zdawało się, że widzi się raj. I dobry Nauczyciel udzielił swego słodkiego błogosławieństwa świętym Apostołom, a oni wszyscy płakali ze wzruszenia z powodu odejścia swej Pocieszycielki.

     I pomyśl, duszo pobożna, że Zbawiciel zaczął wstępować do nieba bardzo powoli, dla pocieszenia uczniów, którzy byli wszyscy mokrzy od łez. Wszyscy aniołowie i święci, śpiewając radośnie, wstępowali wraz ze Zbawicielem i z Dziewicą; i tak wkroczyli na dwór niebiański. Dziewica została postawiona po prawicy swego Syna Jezusa, jak zostało wyżej powiedziane, i na nowo świętowano, ku zadowoleniu Trójcy Świętej i serafinów, rozpalonych Boską miłością. Następnie [Maryja] została ukoronowana wspaniałą koroną, a Boże duchy, według swego porządku, śpiewały Jej pieśni i dźwięki pełne melodii.

     Pomyśl także, jak rozjaśniła Ona cały raj jakby nowym światłem i jak Najświętsza Trójca wywyższyła Ją ponad wszystkie chóry anielskie i ponad wszystkich świętych. I pomyśl, że to wywyższenie [dokonało się] nie tylko jako [przyznanie] miejsca, ale jako wzrost potęgi, to znaczy Królowa w mocy i potędze sama jedna może więcej niż wszyscy aniołowie i święci razem. Również jak została wywyższona (jakby na drugim miejscu) ze względu na swoją zdolność kochania Bożą miłością, bo jest zdolna przyjąć i pomieścić Bożą miłość i Trójcę Świętą bardziej niż wszystkie dziewięć chórów anielskich oraz święci, którzy kiedykolwiek byli i będą.

     Potem pomyśl, że została wywyższona ze względu na blask, przez co trzeba ci rozumieć, że jeśli byłoby możliwe, żeby wszyscy święci aniołowie i święci, którzy są i będą, byliby [zgromadzeni razem] sami w jednym miejscu, a Matka Boża sama byłaby po drugiej stronie, to przewyższyłaby blask tych wszystkich aniołów i świętych, chociaż każdy z nich jaśnieje siedem razy bardziej niż słońce (a rzesza tych aniołów i świętych jest tak wielka, że tylko Boski Majestat może ją zliczyć), niemniej jednak ta Królowa bez żadnego porównania przewyższy wszystkich w blasku.

     Pomyśl także, jak została ustanowiona Skarbniczką wszystkich Bożych skarbów i jest Tą, która rozdaje wszystkie łaski.

     Pomyśl również, że została ustanowiona Orędowniczką grzeszników i modli się za wszystkich i wyprasza przebaczenie naszych grzechów, i z najczulszą miłością otwiera swoje przesłodkie ramiona przed słodkim Jezusem, mówiąc słowa: "O przesłodki mój Synu, obejmuję Twoje wnętrzności, które wyszły z moich własnych, żebyś okazał miłosierdzie grzesznikom, dla których przez Ciebie zostałam wybrana Pośredniczką".

     I wiele innych przesłodkich i pełnych miłości modlitw zanosi za nas słodka Matka do słodkiego Syna Jezusa, kochając nas wszystkich jak swe własne dzieci.

     Ale ty, pobożna duszo, która z serdecznym uczuciem klęczysz w uniżeniu przed Królową, obejmij i uściskaj Jej najświętsze nogi, ze słodkimi i przeobfitymi łzami mówiąc: "Słodka Matko miłosierdzia, nie odejdę od tych najświętszych nóg, dopóki mi nie dasz Twego najświętszego błogosławieństwa. I chociaż jestem niegodna, pamiętaj, że dla mojego zbawienia zostałaś Matką Boga, a Twój najsłodszy Syn dla mnie wisiał na drzewie krzyża, tak iż z pewnością nie możesz odmówić mi tej łaski".

Św. Kamila Baptysta Varano, dziewica, zakonnica (1458-1524). Pochodziła z rodziny książęcej. Mając 23 lata wbrew woli rodziców wstąpiła do klarysek w Urbino. Tam przyjęta imię zakonne Baptysta. W trzy lata później przeniosła się do nowego klasztoru w Camerino, który ufundował jej ojciec. Następnie założyła klasztor w Fermo. Prowadziła życie surowe i pełne wyrzeczeń. Doznała wielu cierpień. Miała dar mistycznego zjednoczenia z Jezusem, proroctwa oraz czytania w ludzkich sercach. Zmarła podczas epidemii 31 maja 1524 roku.


Fragment publikacji "Dzieła wszystkie" Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

   

Wasze komentarze:
 Halina: 30.10.2019, 20:23
 MARYJO przez 9 dni rozważałam twoje piękne i pełne cierpień życie , to było cudowne wieczorem usiąść i rozmyślać czekałam na te chwile powierzając CI MOJE ŻYCIE KTÓRE TY DOBRZE ZNASZ. Ufam CI królowo i najlepsza Matko.
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]

Pełna wersja | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej