Co robić? modlić sięW czasach, gdy ukazywały się moje artykuły w "Rycerzu Niepokalanej" pod ogólnym tytułem Zagrożenia duchowe, a szczególnie teraz, gdy zbiorek tych artykułów znalazł się na rynku w postaci książeczki (Wyd. Michałineum 1993), trafiam na zarzut, że wszędzie widzę tylko negatywy. Dopatrywanie się zagrożeń dookoła to ponoć szukanie dziury w całym, to brak zrozumienia dla dobrych intencji itd. Jest w tych zarzutach ziarenko prawdy. Nie można stale patrzeć tylko na ciemną stronę każdej sprawy. Choć zagrożeń ignorować nie wolno i do tego tematu będę wracał, teraz postanowiłem zacząć pisać o tym, co można i trzeba robić pozytywnego.Św. Benedykt, twórca Europy chrześcijańskiej, rzucił hasło połączenia modlitwy i pracy. Ora et labora. W tej kolejności. Pierwszym więc zadaniem każdego człowieka wychowanego w kręgu cywilizacji łacińskiej jest modlitwa. To może robić każdy i w każdej sytuacji. Św. Ignacy Loyola to samo hasło sprecyzował jeszcze dobitniej. Modlić się musimy tak, jakby wszystko zależało od Pana Boga, a działać tak, jakby wszystko zależało od nas. To samo mówił św. Maksymilian Kolbe.
Modlitwa to potężny orężKażda sprawa, którą podejmujemy, gdy wsparta jest modlitwą, będzie wartościowsza, skuteczniejsza, wyda lepsze owoce. Nieraz wydaje nam się, że modlitwa nie jest wysłuchana. Ale to nieprawda. Modlitwa zawsze jest wysłuchana. Bywa ednak, że odpowiedź na nasze prośby jest rdmowna. To wcale nie jest tak, że to, o co prosimy, musi być zaraz najlepszym rozwiązaniem. Pan Bóg wie lepiej i na swój sposób pisze po naszych krzywych ścieżkach. Ale mimo tych negatywnych czasem odpowiedzi na nasze prośby, modlitwa nigdy nie jest zmarnowanym wysiłkiem. Owoce mogą się pojawić po wielu latach, jakoś zupełnie inaczej lub dopiero w przyszłym życiu.Wiedzieli to nasi przodkowie śpiewając Bogurodzicą przed bitwą. Wiedzieli to twórcy Konstytucji 3 Maja. Jej oficjalna nazwa to "Ustawa rządowa w imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego". Podobnie Konstytucja Marcowa z 1921 r. zaczyna się od słów: "W imię Boga Wszechmogącego!" Był zwyczaj wśród Polaków, że listy rodzinne zaczynano od słów: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!" Do dzisiaj w wielu domach tak się witamy wchodząc. Modlimy się lub żegnamy przed posiłkiem, przed rozpoczęciem podróży. Znaczymy znakiem krzyża świętego chleb przed krojeniem. Coraz częściej ludzie wstydzą się tych publicznych znaków pobożności. W kościele, owszem, modlą się, indywidualnie i zbiorowo, ale w życiu codziennym unikają manifestowania modlitwy. Brak jej w ustawach państwowych, w sądzie, w interesach. Są pretensje o przywrócenie jej do szkół. Nowa literatura stroni od pobożności. Tymczasem nasza literatura piękna, ta naprawdę piękna, tchnie modlitwą.
Cyprian Kamil Norwid modlił się:
Adam Mickiewicz modlił się:
Juliusz Słowacki ubolewał: Żaden z nich za życia do Polski nie wrócił. Ale wrócili swoją poezją nieśmiertelną i nią żyją wśród nas. Zostali wysłuchani stokrotnie skuteczniej niż im się mogło marzyć, gdy w rymy układali swe tęskne modlitwy. Swego czasu słynny dziennikarz angielski, Malcom Muggeridge, zrobił reportaż z klasztoru trapistów. Dostał pozwolenie, by spędzić z zakonnikami dwa tygodnie, żyjąc tak jak oni. Miał prawo zadawać im pytania tylko godzinę dziennie w czasie tzw. rekreacji. Normalnie w czasie tej godziny zakonnicy czytali prasę. Ku zdziwieniu redaktora stale milczący zakonnicy byli świetnie zorientowani w sprawach bieżących świata. Czytali prasę szukając tematów do modlitwy. Szukali gdzie i za kogo winni się modlić, bo świat potrzebuje ich milczącej modlitwy. Muggeridge stwierdził, że tam w klasztorze spotkał zupełnie normalnych ludzi, gdy tymczasem szpitale umysłowo chorych pełne są dzieci dobrobytu. Muggeridge przeszedł potem na katolicyzm. Bywa, że ktoś nas prosi o modlitwę w jakiejś sprawie, a my zapominamy o tym. Gdy dowiadujemy się, że dana sprawa została już załatwiona, pozytywnie czy negatywnie, to nam wstyd, że nie przyczyniliśmy się swoją modlitwą. Nawet wtedy warto w tej intencji się pomodlić. Bo Pan Bóg żyje ponad czasem i zna nasze słabości, nasze roztrzepanie, zapomnienia. I tę spóźnioną modlitwę dołączy do sprawy. Gdy wydaje się, że już nic nie jesteśmy w stanie zrobić, gdy czujemy zupełną bezsilność - zawsze pozostaje nam modlitwa. Dobrze wie o tym Ojciec Święty Jan Paweł II. Od pierwszej chwili swego pontyfikatu zwraca się do chorych, do niedołężnych i cierpiących, by ofiarowali swoje modlitwy i swoją niemoc w jego intencji, w intencji Kościoła. Ludzie ci nic nie mogą, są od innych zależni, słabi, cierpiący. Ojciec Święty stale ich odwiedza na wszystkich swoich szlakach pielgrzymkowych. Prosi ich o modlitwę, za nią dziękuje, czuje się nią wsparty, i działa. Tak jest! Modlitwą można wspomagać tych, którzy dźwigają brzemię odpowiedzialności. Można w ten sposób współuczestniczyć w ich dziele. A ile ludzi modli się w Polsce za nasz rząd? Czy nasi przywódcy mają wsparcie modlitewne? Może gdyby je w większym stopniu mieli, skuteczniej by dbali o sprawy naszego państwa. Maciej Giertych
|
[ Strona główna ] |
Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Polityka Prywatności Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2024 Pomoc Duchowa |