Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Droga Krzyżowa dla młodzieży

Tam, gdzie miłość jest i dobro, tam mieszka Bóg!

Droga Krzyżowa dla młodzieży

Spis stacji Drogi Krzyżowej

STACJA I
PAN JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY

Człowiek skazał Boga. Pójdziesz na śmierć! To jednak nie wszystko. Wpierw, zanim wypędził Go ze swego serca - uprzykrzył Mu się. I ubrawszy kastet na rękę zaczął bić Boga po twarzy. Zmasakrował Jego godność!

Kiedyś, dawno temu ja również skazałem Boga na wygnanie. Spotkałem Go w moim życiu i pozwoliłem przejść obok siebie, nie skinąwszy palcem, by mi pomógł.

Byłem zagubiony, pragnąłem być kochanym, pragnąłem miłości. Chciałem być też zauważony, chciałem być kimś. Nikt jednak ze znajomych nie zauważył moich problemów. Przeszli obok mnie. Postanowiłem szukać przyjaciół na ulicy. Znalazłem grupę młodych ludzi, którzy zagwarantowali mi rozrywkę, dobrą zabawę, akceptację, wszystko, czego zapragnę. Mówili, że mnie kochają ale muszę udowodnić, że jestem godzien ich zaufania. Miałem zgnębić człowieka. Nadarzyła się okazja. Szedł ulicą dobrze ubrany, wyglądający na szkolnego prymusa, młody człowiek. To miał być mój bilet wstępu do grupy i do akceptacji mego "ja". Widziałem w nim tylko towar, coś co można nabyć w każdym butiku. Nie widziałem w moim bliźnim człowieka.

To był mój pierwszy wyrok na człowieka i zarazem na Boga.

STACJA II
PAN JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWOJE RAMIONA

Tym, co człowieka zaślepia, to nienawiść do siebie. Chciałem być lepszy, chciałem być kimś. Chciałem, aby mnie podziwiano. Tymczasem jednak zmasakrowałem człowieka i Boga. To jednak nie koniec. Aby dobić, postanowiłem obciążyć drugiego człowieka tym wszystkim, czym sam się niegdyś brzydziłem. Moda i chęć przebywania z masą z ulicy sprawiła, że nałożyłem to wszystko na niego. A On zabrał to wszystko, bo musiał. Zagroziłem Mu, że zginie. Koledzy mieli się dobrze bawić, a ja miałem to im zagwarantować. Obciążyłem Go alkoholem z prywatek, dyskotek i zabaw. Obciążyłem go odpowiedzialnością za wypadki pijanych kierowców, obciążyłem Go ponad miarę, że ledwo mógł iść.

Całym tym ciężarem młodzieńczych wybryków obciążyłem Jezusa.

STACJA III
PIERWSZY UPADEK CHRYSTUSA

Nigdy nie chciałem nieść swojego krzyża przez życie. Zresztą zawsze nieśli go za mnie moi rodzice. Nigdy nie lubiłem, gdy nade mną litowali się inni. Uważałem, że tylko nad kimś słabym można się litować. Ja jestem przecież mocny i świat zobaczy jeszcze na co mnie stać. Nigdy nie niosłem krzyża, ale lubiłem za to krzyż nakładać innym. Lubiłem być krzyżem dla innych.

Nałożywszy zatem na moją ofiarę torby z alkoholem, jakby było tego mało, chciałem aby jego człowieczeństwo zostało zniszczone doszczętnie. Postanowiłem ubić człowieka. Kiedy jednak on stawiał się, bronił swojej godności i wolności - musiał za to cierpieć. Nie lubię nieposłuszeństwa. Ja nigdy nikogo nie słuchałem, zawsze byłem najmądrzejszy. Słowo Boga też puszczałem mimo uszu, bo było wymagające.

Tak przez nieposłuszeństwo podstawiłem nogę na Chrystusowej drodze zbawienia, a On upadł na twarz. Miałem też zasadę, nigdy nikogo nie podnosić, niech leży. Dlatego Bóg i mnie pozwolił upaść, bym wreszcie zaczął myśleć.

STACJA IV
PAN JEZUS SPOTYKA SWOJĄ MATKĘ

Nie ma to jak dobrzy kumple, zawsze zastąpią ci "starych". Pomagali mi zgnębić moją ofiarę. Stacja spotkania Jezusa z Matką utkwiła mi mocno w pamięci. Tam Syn spojrzał na Matkę z miłością. Ja z nienawiścią. Zawsze się wtrącała w moje życie i teraz, kiedy kumple patrzyli na mnie z podziwem jak okładałem bliźniego, znowu stanęła niespodziewanie przy mnie. W domu miałem wszystko, tylko brakowało zainteresowania życiem dziecka.

Zatem spotkanie z matką było czymś ostatnim, co chciałem doświadczyć w tym momencie. Znowu mi przeszkodziła. Starym więc zwyczajem próbowałem delikatnie odsunąć ją od moich spraw. Wtedy Matka uderzyła mnie w twarz.

Teraz wiem dlaczego - żebym zaczął myśleć. Wtedy - urwałem kontakt z rodziną.

Jeżeli człowiek chce skazać siebie na przegraną wystarczy, że odsunie się od najbliższych. Trzymaj z rodziną!

STACJA V
SZYMON CYRENEJCZYK POMAGA NIEŚĆ KRZYŻ JEZUSOWI

A On, Jezus, sam dźwigając krzyż szedł i chwiał się. Wtedy spotkał młodzieńca. I rzekł Jezus: "Nie płacz. Jesteś Mi potrzebny". I dla każdego znalazł miejsce, by niósł kawałek Jego krzyża.

Człowiek jest nienasyconą maszyną, w którą nieustannie trzeba lać benzynę. Ja także chciałem mieć wszystko.

Szukałem okazji, by przypodobać się masie, która dyktuje modę ulicy. Znalazłem nową ofiarę - Szymona z jakiegoś miasta, który właśnie wracał ze szkoły, by niósł nasze bagaże. Dwóch skazańców, to niejeden. Lepsza zabawa. I znowu opór ze strony gnębionego, znowu muszę udowadniać, kto tu rządzi.

Ponownie pcham, kopię, blużnię. Nie widzę często w drugim człowieku mojego brata i siostry. Każdy jest stworzeniem Bożym i nie ma lepszych i gorszych. Ja o tym zapomniałem. Ja byłem lepszy. Znowu skazałem kogoś na niesprawiedliwość, drwiny, obmowę. Znowu zmusiłem do niesienia mojego krzyża innych ludzi. Teraz wiem - jestem tchórzem.

STACJA VI
SW. WERONIKA OCIERA TWARZ JEZUSOWI

Zobaczył Jezus, pomimo tłumu, tę jedyną twarz - spokojnej odwagi. Zobaczył Weronikę. I darował jej Jezus swoją Twarz, a sam odszedł dalej, mając oblicze otarte z krwi.

Pamiętam, jak dziś, tę odważną dziewczynę, która próbowała pomóc człowiekowi męczonemu przeze mnie. Nie zwracała uwagi na siłę naszej grupy. Nawet z szefową bandy dała sobie radę. W duchu się cieszyłem, że wygrała. Potem przyszła rzeczywistość deklaracji. Albo jestem z nimi, albo przeciwko nim - wtedy jednak tracę wszystko: akceptację, rozrywki, wolność, która potem okazała się pozorna - była niewolą. Weronika jednak dała mi dużo do myślenia. Jej odwaga i moje powstrzymanie ręki herszta bandy sprawiły, że zauważyłem inny, lepszy świat. Uświadomiłem sobie wtedy, że warto w życiu płynąć pod prąd rzeki mody, przeciętności. Z prądem płyną zawsze słabeusze. Człowiek, który bez względu na modę, ideologię i wiele innych czynników - czyni dobro, to człowiek prawdziwie wolny i odważny.

STACJA VII
PAN JEZUS PO RAZ DRUGI UPADA POD KRZYŻEM

Kolejny mój upadek. Kolejny cios dla Jezusa. Nigdy wcześniej nie miałem w ustach papierosa, nigdy wcześniej nie wąchałem kleju, czy dawałem sobie w żyłę. Teraz dla popularności, dla bycia przyjętym w pewne grona - zaczynam palić, pić, ćpać. Bo tak robią wszyscy. To drugi upadek, ale tak naprawdę człowiek wstając z niego czuje się jakby upadł sto drugi raz. Ciężko jest się wygrzebać z nałogów. Trudno jest wypłynąć na powierzchnię z balastem. Trudno jest, gdy trzymasz z pseudoprzyjaciółmi czyhającymi na twoją forsę, siłę, naiwność, chatę, by zrobić balangę. Trudno jest wstać.

Wiem, tak wielu młodych ma swoje udziały w tym Twoim drugim upadku, Jezu.

Przestrzegam was ja, który byłem człowiekiem niegdyś bawiącym się z trzeźwym umysłem - przestańcie, bo może być za późno.

STACJA VIII
PAN JEZUS POCIESZA PŁACZĄCE NIEWIASTY

Ulica może dużo nauczyć. Ja doświadczyłem ósmej stacji Jezusa. Kiedy prowadziliśmy mój "bilet" wkupienia się w grupę i dosyć mu przyłożyliśmy-zauważyłem spory tłum gapiów na chodniku. Każdy z nich użalał się nad pobitym, krzyczał w naszą stronę, wyzywał jak dziecko zza płotu i był odważny. Tłum reagował, jak kobiety z ósmej stacji, opłakując ofiarę i bluźniąc na oprawców. Mówili, że: "mój syn czegoś takiego by nie zrobił", albo, że zaraz podejdą i spuszczą nam lanie. Kiedy jednak ruszyliśmy w stronę tłumu, ten przycichł, zobojętniał, jakby chciał powiedzieć: nas tu nie ma, nic nie widzieliśmy...

Ludzie są często odważni wtedy, gdy mówią. Potem jakby im ktoś odwagę odbiera. Krzyczeli na nas. Grozili nam, a nawet nikt nie powiadomił policji, by nie narazić się złu.

Wolałem być tym kim byłem teraz, chociaż to też było tchórzostwo przed samym sobą - niż tchórzem z chodnika.

STACJA IX
PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM PO RAZ TRZECI

To straszne, ale ten moment napawa mnie złymi wspomnieniami. Popchnęliśmy Jezusa na środek, tak by upadł i rozbił sobie głowę na kamieniach. Patrzyliśmy, jak leży wdeptany przez naszą agresję w ziemię, jak ciężko oddycha. Nagle uczułem, że jestem sam. Że nie mam przyjaciół. Ci obok mnie, to tylko koledzy ze złej roboty. Jestem sam. Pustka w sercu po wygnaniu miłości i Boga. Zostało tylko zło, które jest brakiem dobra. Czułem się wybrakowany. Czułem się jak cyborg z filmu z Arnoldem Schwarzeneggerem.

Powiadam ci, nigdy nie dopuść do tego, by upaść tak nisko, jak Jezus w dziewiątej stacji - bo nie jesteś Bogiem i może się zdarzyć, że nie wstaniesz i tak umrzesz z pustym sercem!

STACJA X
JEZUS Z SZAT OBNAŻONY

Z kogoś, kto jest już umęczony łatwiej można się śmiać. Przynosi więcej radości, gdy ledwie stoi na nogach, gdy się przewraca. Człowiek nigdy nie czuje się tu na ziemi nasycony do końca. Zawsze mało. Trzeba więc odrzeć z godności bliźniego, zdjąć z niego ostatnie jego odzienie. Potem stanąć i przy dobrych humorach ocenić przydatność towaru. Czułem się jak weterynarz zaglądający w zęby konia, by stwierdzić wiek, przydatność, opłacalność itp.

Bawiłem się z mojąofiarąjak kot z myszką, która nie ma już sił, by uciekać.

Naprawdę, czułem się wtedy kimś. Teraz wiem, że to ja byłem nikim.

STACJA XI
PAN JEZUS PRZYBITY DO KRZYŻA

Moja droga próby zbliżała się do końca. Jeszcze tylko kilka zadań do spełnienia, kilka sprawności i już będę mógł z nimi trzymać. Będę członkiem rodziny, gdzie panuje nieustanna zabawa, śmiech - a nie radość; nienawiść-a nie miłość. Zrozumiałem to dopiero teraz, gdy spojrzałem na Jezusa przytwierdzonego do krzyża. Chciałem być lepszy niż Rzymianie. Wymyśliłem zatem zabawę, w której On też nie mógł się bronić. Związałem człowieka, a potem bezbronnego kopałem, biłem, plułem. Często traktujemy innych ludzi jak worki treningowe dla boksera. Ich powołaniem - naszym zdaniem, jest przyjmować ciosy. Noc się jednak kiedyś kończy. Sen kiedyś odchodzi. Środki kiedyś przestają działać. Musisz się kiedyś obudzić i wcale wtedy muzyka nie będzie grała, chyba że Reqviem Mozarta nad twoją duszą.

STACJA XII
PAN JEZUS UMIERA NA KRZYŻU

Świat jest brutalny dla tych, którzy zaufają sobie. Człowiek, który myśli, że sobie sam w życiu poradzi jest w błędzie.

Ja także sądziłem, że zapomnę. Że była to tylko igraszka, zabawa, że On wstanie i zejdzie z krzyża. Że krew, która się polała z Jego głowy nie jest prawdziwa, że to farba - jak na filmach. Świat niszczy pustostany. Najpierw przyjmuje ofiarę wyrzeczenia się Miłości-Boga, potem stawia tabliczkę "do rozbiórki" i zabija ducha, wolność, człowieczeństwo. Nigdy nie rezygnuj z krzyża, schodząc z niego przedwcześnie, bo i tak ci nie uwierzą, jak Jemu, że jest Bogiem.

STACJA XIII
PAN JEZUS ZDJĘTY Z KRZYŻA

Pod krzyżem Jezusa stała Jego Matka, siostra Matki Jego, Maria i uczeń. Wtedy Jezus powiedział do Niej: "Oto syn Twój..."

Pod moim krzyżem czekała tylko Matka. Tak jak wcześniej odpychałem ją od moich spraw, tak teraz ucieszyłem się, gdy zobaczyłem ją czekającą na mnie przed drzwiami domu. Ona zawsze we mnie wierzyła. Pewnie też modliła się za mnie, a ja tego nie doceniałem. Dawno już, tak szczerze, tak naprawdę nie rozmawiałem z Ojcem.

To drugie spotkanie z moją matką, zapamiętam na zawsze. Nic do mnie nie powiedziała, nie głosiła kazań, ganiła; tylko przytuliła mnie do siebie, zaakceptowała, zauważyła. Była ze mną.

A obok mnie teraz zawsze stoi Matka i Ojciec i, wiem, że jestem dla nich wszystkim - a oni dla mnie.

STACJA XIV
PAN JEZUS ZŁOŻONY W GROBIE

Mówią, że sprawca zawsze wraca na miejsce zbrodni. Ja również wróciłem do mojej ofiary. Człowieka, który miał być "biletem" do lepszego świata. Świata miłości, zrozumienia, akceptacji. Tymczasem wspomnienie Marcina zawsze wywołuje we mnie czarne myśli o mojej przeszłości. Teraz wiem, że obietnice świata z ciemnej ulicy i grupa, która nie stawia żadnych warunków - są największym kłamstwem, którego doświadczyłem w moim życiu.

Postanowiłem po raz ostatni dotknąć ofiary. Podszedłem więc i zostawiwszy kwiaty dotknąłem nagrobnego krzyża.

STACJA XIV
ZMARTWYCHWSTANIE PANA JEZUSA

Po trzech dniach, gdy świt niedzieli zagościł nad Jerozolimą- Jezus wstał z grobu. Moje wstawanie z martwych trwało kilka lat. Wreszcie zrozumiałem, że to dzięki modlitwie mojej Matki wróciłem do Boga, do ludzi, do normalnego życia. Że to jej miłość nauczyła mnie kochać innych. Że to miłość Boga sprawiła, że wyszedłem cało z grobu grzechów, pomimo straży postawionej przy wejściu do lepszego, prawdziwego świata. To dzięki modlitwie żyję!

Oprac. ks. ANDRZEJ OSSOWSKI

Pielgrzym nr 216

Droga Krzyżowa oparta na Piśmie Świętym i Dzienniczku św. Faustyny Droga Krzyżowa oparta na Piśmie Świętym i Dzienniczku św. Faustyny
Praca zbiorowa
Książeczka jest zbiorem rozważań stacji drogi krzyżowej. Każde rozważanie oparte jest na fragmencie z Pisma Świętego. Centrum rozważań stanowią fragmenty z "Dzienniczka" s. Faustyny, które kończy krótka modlitwa.... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy

Autor

Treść

[ Powrót ]

 
[ Strona główna ]

Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej