Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Co robić w przypadku nieakceptacji przez rodzinę ukochanej osoby?

Brak akceptacji przez rodzinę

Zdarza się nieraz, że mimo wszelkich starań, naszych i ukochanej osoby, takiej akceptacji rodziny nie będzie. Przyczyny tego, jak już pisaliśmy, mogą być rozmaite i nie zawsze możecie mieć wpływ na sympatie i antypatie rodziców. Chcąc uniknąć dodatkowych nieporozumień, dostrzegając, że rodzicom nie podoba się wasz kandydat na męża, żonę, starajcie się nie mówić o tym wybrankowi, a przynajmniej nie wszystko i nie od razu. Tu nie chodzi o ukrywanie czegoś, o "robienie dobrej miny do złej gry", lecz by od początku nie nastawiać stron do siebie źle.

Tymczasem naturalnym odruchem dziewczyny której rodzice zarzucają narzeczonemu (piszemy z perspektywy dziewczyny bo chyba częstsza jest nie- akceptacja przyszłego zięcia - tak przynajmniej wynika z waszych listów] brak przedsiębiorczości, wytykają jego wady, mówią o małych ambicjach, jest szukanie ratunku... w jego ramionach. Zatem rozgoryczona i wstrząśnięta przedstawionymi zarzutami dziewczyna przychodzi do ukochanego po to, by zaprzeczył tym oskarżeniom. Co powoduje rzecz jasna jego gniew i wrogie nastawienie do przyszłych teściów - bo oto on się stara, a oni stawiają mu mniej lub bardziej wyimaginowane zarzuty. Czuje, że musi się bronić, i robi to - nieraz udowadniając, że nie jest taki, jak mówią, zabiegając o większe ich zainteresowanie i chcąc się przypodobać - co czasem wywołuje efekt odwrotny do zamierzonego. A nieraz unosi się honorem i wycofuje się z relacji z nimi, przestaje przychodzić albo również okazuje swoją niechęć, szuka wad i "haków" na przyszłych teściów. To powoduje jawny konflikt. Ale nawet nie to jest najgorsze. On robi ten sam błąd co narzeczona i... mówi jej o swoich zastrzeżeniach względem jej rodziców. Ona zaś zdziwiona najpierw się broni, potem może przyznaje mu rację i sama zaczyna prowadzić wojnę z rodziną. Do czego to prowadzi? Ano do skłócenia wszystkich ze sobą i jawnej już nieakceptacji. Mało tego, rodzice zaczynają zarzucać córce, że się zmieniła (na niekorzyść rzecz jasna), że ich nie szanuje, a sprawcą tego wszystkiego jest naturalnie jej narzeczony. W niektórych zaś przypadkach dziewczyna uważa jego zastrzeżenia za bezpodstawne, obraźliwe i traktuje jako dowód braku szacunku względem swoich rodziców. Wskutek czego ich relacja się pogarsza i między nimi zaczynają się kłótnie, podczas których ona trzyma stronę rodziców. To prowadzi do uznania przez chłopaka, że on nie jest dla niej najważniejszy i że skoro teraz jest im podporządkowana, to po ślubie też tak będzie. Nieraz prowadzi to nawet do rezygnacji ze związku.

Ironia losu polega na tym, że najczęściej oskarżenia są przerysowane, gdyż rodzice źle odczytali czyjeś słowa lub intencje, nie znają zbyt dobrze chłopaka czy dziewczyny i nieraz pewne reakcje ich dziwią. Ale interpretują to na niekorzyść, bowiem dochodzi do tego wspomniana już troska o swoje dziecko. Próbują więc córce "oczy otworzyć", myśląc, że ona widzi tylko dobre strony chłopaka. Tymczasem ona widzi i te złe, ale nie przyznaje się do tego rodzicom, wychodząc z założenia, że byłaby to "woda na młyn" i spowodowałaby lawinę kolejnych skarg. Co zatem robi? Tłumaczy chłopaka, idealizuje, broni, odpierając rodzicielskie zarzuty. Co niepokoi ich jeszcze bardziej, utwierdzając w przeświadczeniu, że patrzy na niego przez różowe okulary.

Prowadzi to wszystko do naprawdę napiętej sytuacji, mogącej trwać latami. A po ślubie dochodzą kolejne punkty zapalne w postaci oskarżeń o niewłaściwe zajmowanie się dzieckiem lub zbyt rzadkie kontakty. Dlatego zalecamy, by zarzutów formułowanych przez rodziców nie powtarzać bezkrytycznie. Ma to jeszcze jeden wymiar. Z reguły z biegiem czasu, gdy rodzice lepiej poznają przyszłego małżonka, przełamują się, przekonują do niego albo po prostu tolerują pewne rzeczy, wychodząc z założenia, że skoro córce czy synowi to odpowiada, nie powinni się tak przejmować. Ich opinie łagodnieją, zmieniają się. Tymczasem powstała wcześniej niechęć przyszłego zięcia czy synowej trwa i, mimo zmiany oceny, pozostaje uraz.

Kasia: Czas narzeczeństwa nie był dla nas łatwym okresem. Stosunki z rodzicami były tym, co mnie osobiście sprawiało największą trudność. Czułam się wewnętrznie rozdarta, bo bardzo, wręcz na siłę chciałam, by rodzice podzielali mój entuzjazm z małżeństwa i nadchodzącego ślubuj a przede wszystkim, by byli zachwyceni moim narzeczonym. Sporo czasu zabrało mi zrozumienie, czemu zachowują się z rezerwą, a czasem niechętnie. Dziś potrafię spojrzeć na to z ich perspektywy i dostrzegam coraz więcej. Gdybym kilkanaście lat temu rozumiała ich punkt widzenia, nie toczyłabym z nimi walk i nie starała się wygrać każdej słownej potyczki.

Tak więc w przypadku nieakceptacji trzeba po prostu robić swoje. Jeśli mimo prób tłumaczenia i łagodzenia konfliktu rodzice są niechętni waszemu związkowi, musicie przyjąć, że ciężar tej nieakceptacji spadnie na was. Jednak to małżonek będzie osobą najważniejszą i jemu będziecie ślubować. Przy nim zatem musicie trwać - i przezwyciężyć wszelkie życiowe burze. To, co możecie zrobić, zawsze dobrze mówić o nim, o niej w obecności rodziców, nie skarżyć się na wasze kłopoty, a czasem po prostu milczeć, gdy chodzi o drobiazgi. W przypadku poważnych, rzucanych wam w twarz oskarżeń macie prawo i obowiązek go bronić, ale ograniczcie się do faktów i argumentów. Łatwo jest poddać się emocjom i zrobić awanturę, ale to do niczego dobrego nie prowadzi. Jeśli nawet po ślubie relacja staje się destrukcyjna, trzeba ograniczyć częstotliwość wizyt, ale jak mówiliśmy - nigdy z nich nie rezygnować całkowicie, by nie dawać powodu do kolejnych zarzutów. Nie prowokować, nie zaczynać samemu dyskusji. Wasza niezachwiana postawa i trwanie w jedności z mężem czy żoną przyniosą z czasem efekty, choć droga może być długa, trudna i zawsze bolesna. Jeśli to my jesteśmy stroną nieakceptowaną, starajmy się znieść to z godnością, pozostając w szacunku do rodziców przyszłego męża czy żony. Nie chodzi rzecz jasna, by tolerować złe zachowania czy obelgi kierowane w naszą stronę, ale by nie wchodzić w zbędne dyskusje i nie odpłacać tym samym. Lepiej czasem zamilczeć, powiedzieć coś ogólnikowo, obrócić w żart (nawet jeśli nas to sporo kosztuje), a w skrajnych przypadkach nawet wyjść, zanim powie się kilka słów za dużo lub zrobi coś, czego się będzie później żałowało. Oczywiście tu jest pole do działania dla naszego przyszłego małżonka - to on powinien powiedzieć, że nie życzy sobie obrażania nas, on powinien nas bronić.

Nie odpłacajmy tym samym. To zrozumiałe, że czujemy niechęć w przypadku niesprawiedliwego potraktowania przez przyszłych teściów. Mimo wszystko jednak składajmy im życzenia: świąteczne, po ślubie także w Dniu Matki i Dniu Ojca, pamiętajmy o ich imieninach - nawet gdy sami tych życzeń nie otrzymujemy. Nie odciągajmy od nich narzeczonego czy narzeczonej, a później małżonka, nie mówmy mu o każdym złym odczuciu wobec nich. Oczywiście możemy powiedzieć, że jest nam przykro, możemy ujawnić swoje emocje po spotkaniu z nimi, ale nie gromadźmy w sobie zawiści i starajmy się ich nie oceniać i nie oskarżać. Nie powodujmy w naszym narzeczonym, narzeczonej swoistego rozdarcia i nie każmy mu wybierać między nami a nimi. Oczywiście, że po ślubie to my mamy być dla niego na pierwszym miejscu, ale to nie znaczy, że ma odrzucić rodziców, nawet jeśli oni nas nie akceptują. Bo to zawsze będą jego rodzice i choćby błądzili, należy im się szacunek.

A jak zachowywać się w stosunku do innych członków rodziny? Rodzeństwa, dziadków, dalszych krewnych? Tutaj sytuacja jest nieco inna, bo mamy do czynienia albo z osobami w naszym wieku, albo z takimi, z którymi widzimy się rzadko. Jeśli chodzi o rodzeństwo, kontakty i rozmowy mogą być bardziej swobodne. Jeśli jednak widzimy, że brat lub siostra ukochanego nas nie lubi, może niejednokrotnie powtarzając bez namysłu zarzuty swoich rodziców, możemy zachować wobec nich większy dystans, nie próbując zbliżyć się do nich na siłę. Trudno, może nie będzie wspólnych wyjazdów lub imprez, ale będzie spokój. Gdy różnice między wami dotyczą światopoglądu, sposobu bycia to - tak jak i w przypadku teściów - nie wchodźmy w dyskusje, nie nawracajmy na siłę. Wystarczy, że damy przykład swoim życiem, a niekoniecznie musimy występować w roli pouczającego "starszego brata", narażając się na oczywisty bunt z ich strony, bo "jakim prawem"? Starajmy się za to traktować rodzeństwo narzeczonej, narzeczonego na zasadzie partnerskiej, nawet jeśli jest młodsze. Nie wywołamy tym frustracji, płynącej z faktu, że oto przychodzi ktoś z zewnątrz i się mądrzy. A z wiekiem różnice i tak ulegną zatarciu, zaś z chwilą założenia rodziny przez owego brata, siostrę będziecie zdziwieni, jak samoistnie znajdą się tematy do rozmowy, a wcześniejsza niechęć stopnieje. Co do dalszych krewnych, to po prostu bądźmy uprzejmi i kontaktujmy się z nimi tyle, na ile jest to konieczne. I jeszcze jedno: módlcie się za swoich przyszłych teściów! Tak, to nie żart. Właśnie wtedy, gdy szczególnie trudno się z nimi rozmawia, gdy stosunki są napięte - tym bardziej się módlcie. Bo czasem człowiek nie może już nic więcej zrobić, Bóg jednak może wszystko. A największe rezultaty daje modlitwa zanoszona za teściów przez tego nieakceptowanego małżonka lub narzeczonego. Wówczas bowiem nie tylko dokonuje się zmiana w sercach tych, za których prosimy, ale i w naszym - bo przełamujemy swoją niechęć i kierujemy ku nim swoje myśli.

Jako młody mąż długo nie wiedziałem, jak rozmawiać ze swoim teściem. Starałem się bardzo, a jednak jego zdaniem ciągle robiłem coś źle. Powodowało to moją frustrację i chęć ograniczenia kontaktów. Po latach, kiedy powierzyłem Bogu tę intencję, zobaczyłem, że... im mniej się staram, tym jest lepiej! To było zadziwiające odkrycie. Chodziło o to, że przestałem "mieć ciśnienie", by dogodzić teściom, zachowywałem się więc normalnie, byłem też tym wszystkim zmęczony. Modliłem się więc, a codzienny dziesiątek różańca kierował mnie w stronę człowieka, z którym nie mogłem się dogadać, ale któremu poprzez modlitwę życzyłem jak najlepiej. To nie mogło pozostać bez rezultatów. TOMEK: Na koniec coś na pocieszenie: jakkolwiek układają się wasze relacje z przyszłymi teściami teraz, z czasem będzie, a przynajmniej powinno być, lepiej. Nie brnąc w zbędne dyskusje, mimo odczuwanej do was niechęci, traktując ich z szacunkiem, nie unikając ich, a do tego gdy oni zobaczą, że z mężem czy żoną naprawdę się kochacie i tworzycie jedność - ich stosunek do was się zmieni. To przypuszczalnie będzie długi proces, ale pomału skończą się zaczepki, pretensje, wyrażanie dezaprobaty, zaczną się zwyczajne rozmowy, a z czasem może nawet sympatia. Tylko musicie włożyć w to wysiłek.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Cel życiaWierzyć nie rozumiejąc Tyś przy poczęciu ogniem miłości pałała...Tyś przy poczęciu ogniem miłości pałała...

Historia i tradycja modlitwy Pod Twoją obronęHistoria i tradycja modlitwy "Pod Twoją obronę"

Początki kościoła katolickiego na BiałorusiPoczątki kościoła katolickiego na Białorusi

Streszczenie encykliki Fides et ratio (Wiara i rozum)Streszczenie encykliki Fides et ratio (Wiara i rozum)

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej