Zjawisko tęczyWszystko zaczęło się bardzo zwyczajnie i trochę po szczeniacku. Była piękna, słoneczna pogoda i nagle spadł deszcz. Osłupiałem z wrażenia. Na niebie, niczym pomost z najpiękniejszej baśni, pojawiły się wstęgi o przecudnych barwach. Wstrzymałem oddech, czekając na wróżkę, dla której to przejście stworzono. A barwy nabierały mocy: z bladych, delikatnych stawały się coraz wyraźniejsze. Ochłonąwszy nieco, rozejrzałem się wokół. Wierzcie albo nie, ale krowy pasące się na łące stały jak wryte, gapiąc się w to zjawisko. Wielekroć widziałem w swoim życiu tęczę, ale nigdy nie była tak piękna. Nigdy też nie była tak ogromna. Powyżej tej znajdowała się druga, bledsza tęcza.
Bardziej udane próby podjął Kartezjusz (filozof francuski żyjący na przełomie XVI i XVII w.). Długo kreślił ołówkiem po papierze, aż wreszcie udało mu się odpowiedzieć na pytanie: dlaczego tęcza powstaje akurat w tym miejscu na niebie, a nie w innym. Powstawania barw nie umiał jednak poprawnie wyjaśnić. Dopiero angielski fizyk i matematyk Izaak Newton odkrył, że światło białe nie jest jednorodne, lecz składa się z wielu odcieni barwnych. Ciekaw byłem, czy Newton wymyślił to, pisząc jakieś szalenie skomplikowane wzory? Szukałem długo, aż wreszcie znalazłem. Lubił on eksperymentować i udało mu się skonstruować prosty przyrząd, nazwany pryzmatem. Przyrząd ten rozkłada światło białe na barwną wstęgę. Ale Newtonowi tego było mało. Sprawdził jeszcze, czy pojedynczy kolor z jego wstęgi można rozłożyć na jakieś inne barwy. Wynik tego eksperymentu był jednoznaczny - nie można. Tylko i wyłącznie światło białe daje się rozkładać.
Na górze zostawiłem mały otwór, przez który potem nalałem wody. Fiknąłem trzy kozły na tapczanie, kiedy się okazało, że patrząc pod światło przez moją bryłę widzę wielobarwną wstęgę. Była co prawda maleńka i niewyraźna, ale nie jestem przecież Newtonem. Rano sprawdziłem w książce, czy prawdą jest, że inaczej zbacza ze swego szlaku światło czerwone, a inaczej fioletowe. Znalazłem też w niej rysunek przedstawiający bieg promieni w kropli deszczu czy mgły. Okazuje się, że czerwień załamuje się słabiej niż fiolet. Białe światło padające na kroplę rozdziela się na barwy. Te pojedyncze barwne wstęgi odbijają się od wewnętrznej strony kuli i wychodzą z niej w ten sposób, że każdy kolor światła idzie w innym kierunku. Ale takich kropli jest bardzo dużo.
![]()
Jeżeli jest ono zbyt wysoko, wszystkie promienie barwne opuszczające krople deszczu trafiają wysoko, wysoko ponad moją głowa, i dlatego wtedy nie mogę zobaczyć tęczy. Wyczytałem też, skąd się bierze ta druga tęcza, ta słabsza. Nie wszystkie promienie odbijają się tylko raz wewnątrz kropli. Te, którym zdarza się to częściej, tworzą drugą tęczę. No i przegrałem zakład - niestety. Ale c cośmy się założyli? Nieważne, tyle nowych rzeczy się dowiedziałem! Barbara Gocłowska
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |