Wybraliśmy adopcjęKiedy okazało się, że nie możemy mieć więcej dzieci (mieliśmy 2-letnią córeczkę) stanęliśmy przed dylematem: co robić? Świat dla takich małżeństw ma różne propozycje - od in vitro począwszy poprzez "wynajęcie" matki do urodzenia, na adopcji skończywszy.Ze względu na naukę Kościoła i moralność chrześcijańską wybraliśmy adopcję. Zgłosiliśmy się do ośrodka adopcyjnego i rozpoczęliśmy okres 9- miesięcznego przygotowania do przyjęcia dziecka adopcyjnego. Po ukończeniu tzw. kursu przygotowującego do roli rodziców adopcyjnych i przebrnięciu przez "poród" biurokratyczno-sądowy (ciężki, ale do przeżycia) przywieźliśmy do domu 2-miesięcz- nego synka. Mieliśmy szczęście, bo nie oczekiwał na nas w przepełnionym domu dziecka, ale w rodzinie zastępczej, która otoczyła go prawdziwą miłością. Narodziny dziecka z jednej strony zawsze są wielką radością, ale z drugiej napawają lękiem o jego zdrowie, przyszłość, dobre wychowanie... Czy my rodzice sprostamy tym wszystkim zadaniom? Te lęki i obawy są takie same w przypadku dzieci biologicznych i adopcyjnych. Przeżywałam dokładnie to samo z synem i z córką. Czy są różnice w wychowaniu? Oczywiście, ale tylko dlatego, że moje dzieci mają różne osobowości - córka bardziej spokojna, pracowita i pilna, chce mieć porządek w pokoju i ładnie owinięte zeszyty. Syn ma sto pomysłów na minutę, bałagan w szafie, w pokoju. Ocena dobra jest dla niego bardzo dobra i już. Co mają wspólnego? Miłość do słodyczy, ciekawość świata, marzenia i potrzebę bycia kochanym. Są dla siebie uzupełnieniem, każde czerpie i daje jednocześnie. Czy lękam się przyszłości? Oczywiście. O córkę - bo wkroczyła już w okres dojrzewania (dyskutowania i buntu), o jej zdrowie i życiowe wybory. O syna, aby się uczył i nie wpadł w złe towarzystwo. I aby miał na tyle sił, żeby gdy zrozumie prawdę o sobie i swojej biologicznej mamie - którą regularnie (stosownie do wieku) mu przekazujemy - nie załamał się i nie wpadł w rozgoryczenie. Mam nadzieję, że pomogą mu w tym doświadczenia, z czasu, gdy także my byliśmy przez kilka lat rodziną zastępczą, opiekującą się niemowlakami oczekującymi na swoją rodzinę adopcyjną. Uczestniczył w tym doświadczeniu, co prawda jako małe dziecko, ale wierzę, że w przyszłości to zaowocuje. Bycie rodziną zastępczą i opiekowanie się innymi dziećmi niż własne, nauczyło nas otwartości na drugiego człowieka, dzielenia się z nim czasem, uwagą, cierpliwością, jednym słowem - miłością. Choć było to okupione monotonną pracą dzień po dniu, to warto dzielić się sobą, tym, co się posiada najcenniejszego: rodziną i miłością. Co zrobię, jak mój syn będzie chciał poznać biologiczną mamę? Pomogę mu ją odnaleźć, a jeśli będzie chciał pojadę razem z nim na spotkanie (jeśli ona się na takie zgodzi). Uważam, że tak jak każdy, mój syn też ma prawo poznać swoje pochodzenie, prawdę o sobie, nawet jeśli jest bolesna. Zmierzenie się z nią jest konieczne, by mógł poznać i pokochać siebie. Odnaleźć pokój, sens i cel życia. Tylko wtedy będzie mógł prawdziwie kochać innych: Boga i ludzi. Maria Wilińska Autorka jest biologiczną mamą 12- letniej córki i mamą adoptowanego, 8-letniego syna. Jako rodzina zastępcza opiekowała się wieloma niemowlętami w pierwszych dniach ich życia, zanim trafiły do adopcji. "Don Bosco", nr 82
(Duszpasterstwo Małżeństw Pragnących Potomstwa)
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2021 Pomoc Duchowa |