Julek i jego gościeKończył się świąteczny czas i Julek postanowił zaprosić dawno niewidzianych przyjaciół. Niektórzy wyjechali na zimowiska ale ci, co pozostali w domach, obiecali, że przyjdą.Nadszedł umówiony wieczór. Julek był trochę zdenerwowany - chciał, żeby koledzy czuli się dobrze, a nie był pewien, czy wszystko zostało przygotowane tak, jak należy. Raz jeszcze sprawdził swój wygląd, potem obszedł mieszkanie i poprawił nakrycia na stole. "Wydaje mi się, że będzie fajnie" - pomyślał spoglądając na zegar. Właśnie wybiła godzina piąta i jednocześnie zadzwonił dzwonek do drzwi. Przyszli pierwsi goście: Małgosia, Ania i Kuba. Ledwo zdążyli zdjąć kurtki, a już w przedpokoju pojawili się Zbyszek z Maćkiem. Wkrótce zapanował wesoły gwar. Chociaż przyjaciele spotkali się pierwszy raz od trzech lat, Julek miał wrażenie, że widzieli się zaledwie poprzedniego dnia. Wspominali nauczycieli z podstawówki, wspólne zabawy i niebezpieczne przygody. Fajnie było posłuchać, co przez ten czas zdarzyło się w życiu każdego z nich i jakie kto ma plany. - Ja chodzę na zajęcia aktorskie - pochwaliła się Kasia. - Chcę iść do szkoły teatralnej, wybrałam już nawet liceum z klasą artystyczną. - Wiadomo, zawsze brałaś udział we wszystkich szkolnych przedstawieniach - roześmiał się Wojtek. - A ty? Nadal piszesz wiersze? - spytał Zbyszek. - Och, nawet stworzyłem poemat pod tytułem Leśny rapsod. - Ułouł! Tylko nam go teraz nie czyta], błagam! - złożył ręce jak do modlitwy Maciek. - OK wiem, że ciebie bardziej interesują słupki. - Nie słupki tylko zastosowanie teorii względności do... - Niee - zapiszczały dziewczyny. 4 Tylko nie wykład z fizyki! - Od tej nauki zwiotczeją ci mięśnie. Zobaczysz, wspomnisz jeszcze słowa kolegi. - Kuba! - przechyliła się w stronę chłopca Ania - A ty chyba jeszcze urosłeś z dziesięć centymetrów! - Trochę mniej, ale w mojej drużynie siatkarskiej nie będę już libero. Gospodarz spotkania przysłuchiwał się z uśmiechem przekomarzaniom. Cieszyło go, że koledzy mają swoje "małe sukcesy i wielkie plany. On sam też przecież miał ciche marzenie - chciał zostać księdzem. Wiedział o tym jedynie jego spowiednik. Julek nie powiedział o tym nawet rodzicom. Przynajmniej na razie. Teraz też wola] się z tym nie zdradzić. Była to jego tajemnica i tak na razie miało pozostać. Chyba, że... Może opowie o tym Zosi? - Julek, a ty co? Siedzisz i nic nie gadasz - zwróciła się nagle do niego Małgosia. - Zakrzyczeliście nas - chłopiec udał obrażonego. - Nas? - No przecież] Od dłuższego czasu próbujemy coś powiedzieć, tylko nas nie słyszycie, no nie Zośka? Dopiero teraz zrobiło się cicho. Wszyscy tak byli zajęci sobą, że nikt nie zwracał uwagi na koleżankę. Tymczasem Zosia nie była zwyczajną dziewczynką. Odkąd ją pamiętali zawsze poruszała się o kulach. Czasem nawet musiała korzystać z wózka inwalidzkiego. Na dodatek bardzo słabo widziała. Przez sześć lat wspólnej nauki w jednej klasie, dzieci przyzwyczaiły się do niej i nawet nie myślały o tym, jak bardzo musi cierpieć. Teraz zresztą też nikomu nie przyszło do głowy, żeby ją o cokolwiek zapytać. A przecież tyle trudu mu-siała pokonać przychodząc na spotkanie! - Eeee... tego... - zaczął się plątać Zbyszek - jak tam Zosiu? - Właśnie, właśnie - jednocześnie odezwały się Kasia z Anią. Zosia uśmiechnęła się zmieszana. - Dziękuję, że mogę być z wami. Poprosiłam mamę, żeby dała na Mszę św. za Julka... - O matko! A dlaczego akurat za mnie? - Julek poczuł, że robi się czerwony i chętnie zapadłby się pod ziemię. "Czyżby Zośka coś wiedziała o moich planach? - pomyślał - "Ale przecież to niemożliwe!". - Za ciebie, bo nas tu zaprosiłeś. Po prostu - odpowiedziała dziewczynka. - Ogromnie dziękuję - odetchnął z ulgą chłopiec. Teraz był już pewien, że koleżanka o niczym nie miała pojęcia. - Naprawdę strasznie ci dziękuję! - Julek poderwał się i uściskał Zosię. Było mu głupio, że od razu nie okazał jej wdzięczności. Przecież ONA ZAMÓWIŁA ZA NIEGO MSZĘ. To było coś! - O kurczę, Zośka ty to jesteś - pokręcił głową Kuba. Na chwilę znów zrobiło się cicho. Nikt nie wiedział jak się zachować: rozmawiać o Mszy św., czy o swoich sprawach? A może włączyć muzykę, albo opowiedzieć jakiś dowcip? Kłopotliwe milczenie przerwał Julek. - A ty, Zosiu? Będziesz się mogła dalej uczyć? - Nie wiem, ale chciałabym kiedyś pracować w bibliotece. Bardzo lubię książki. Dużo o nich wiem i dużo czytam. Uczę się też alfabetu dla niewidomych, bo kto wie jak długo moje oczy będą widziały i ... - Co ty mówisz! Na pewno wszystko będzie dobrze i wszystko ci się uda! - I w ogóle będzie super! - Jasne! Wszyscy zaczęli się przekrzykiwać nie zwraca]ąc uwagi, że Zosia coś jeszcze mówi. Tylko jeden Julek nadal jej słuchał. - A w ogóle, to najważniejsze, że jest Ktoś, kto mnie kocha i rozumie, no nie? Wiesz o kogo mi chodzi? - dziewczynka badawczo popatrzyła na kolegę. - Uhm - mruknął chłopiec czerwieniąc się po raz drugi tego popołudnia. Był już prawie pewien, że Zosia czegoś się domyśla. Może nawet odgadła tajemnicę jego powołania? Wstydził się jednak zapytać o to wprost. Na szczęście do pokoju weszła mama wnosząc talerz faworków. Jej obecność wszystkim przyniosła ulgę. Mogli zająć się pałaszowaniem karnawałowego smakołyku żartując i wesoło się przekomarzając. EP
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |