Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Ksiądz Chucherko i ślady w śniegu

Bajka o choince

Kiedy śnieg pozakładał białe czapy wszystkim kołkom w płocie... Kiedy noc rozpuściła swe ciemne włosy i po- zdmuchiwała światła w oknach jak świeczki na choince... Kiedy wszystkie dzieci, przytulone do poduszek, odpływały na zaczarowane wyspy - to jeszcze kilka okienek jakoś nie mogło zgasnąć... Były to uśmiechnięte kolorowymi witrażami okienka w kościele.

W tym właśnie kościele, choć cała wieś spała, ktoś chodził, sapał, stukał, pukał... To ksiądz Chucherko ustawiał Bożenarodzeniową szopkę, bo to przecież jutro miała już być Wigilia. Mróz też nie poszedł spać, tylko szczypał księdza w nos, który od tego stawał się to czerwony, to fioletowy. Lecz cóż tam mróz dla księdza Chucherko! On nie dbał o nos, gdy serce sobie rozgrzewał czerwonym światłem lampki na ołtarzu, a była ona jakby uśmiechniętym mruganiem Pana Jezusa do księdza, który biegał przy szopce nucąc sobie kolędę: "Jutro w Betlejem..." Przytaszczył pękaty worek, z którego wyrzucił kupkę siana o zapachu letniej łąki i w tym sianie zaczął ustawiać pastuchów brodatych, aniołów skrzydlatych, baranów kudłatych, ułożył osiołka z wołem - pysk przy pysku, Józefa z posiwiałą od zmartwień brodą, Matkę Bożą z oczami niebieskimi od łez... A na samym końcu, zza pazuchy kożucha, wyjął figurkę Dzieciątka Jezus, ucałował je i delikatnie, jakby ono było żywe, ułożył je na sianie. Wtedy mrugnął do Jezusa żywego, schowanego w ołtarzu, a On uśmiechnął się znowu pod czerwoną lampeczką. Tego żywego Jezusa widział, nie wiem jakim to sposobem ksiądz Chucherko, lecz nie widział mały chłopak, który wsunął się właśnie do kościoła, cichutko jak cień. Wielka barania czapa zakrywała mu prawie twarz, a szalik upodabniał go do jakiejś babuleńki. Ten chłopak, kryjąc się w ciemnych kątach, wolniutko zakradał się do szopki. A kiedy ksiądz pobiegł po coś do zakrystii, chłopak podszedł do szopki bardzo blisko, do- o tknął wielkiego nochala pastucha i poprawił figurkę owieczki, która zabłądziła pomiędzy nogami wielbłądów. Nagle przestraszył się, bo za czarną zasłonką z tyłu szopki zobaczył Heroda podobnego do strasznego Ali-Baby, z czterdziestoma żołdakami, którzy z wyszczerzonymi szablami czaili się na to małe, bezbronne Dzieciątko, które wyciągało rączki do całego świata. Niewiele myśląc, chłopak chwycił figurkę Dzieciątka, schował je za pazuchę i wybiegł z kościoła, jakby go goniła banda zbójców.

Ksiądz Chucherko niósł akurat z zakrystii gwiazdę złotą jak księżyc, gdy usłyszał trzaśnięcie drzwi i zobaczył, że figurki Maryi i Józefa pochylają się nad samym sianem... - "Gdzieś mi się podział, Maleńki?" - zawołał : zerknął pod czerwoną lampkę. Chwilę posłuchał, a potem, ;akby już wszystko zrozumiał, rzucił gwiazdę i wybiegł z kościoła. Zobaczył świeże ślady na śniegu, pobiegł więc za nimi, jak mógł najszybciej. Dwa razy zaplątał się w su- :annę i przewrócił się w śnieg, ale biegł dalej mrucząc: "Co za łobuz buchnął mi Dzieciątko? Co ja jutro maluchom pokażę? Co to za Boże Narodzenie bez Dzieciątka?"

Tymczasem chłopak zmęczył się trochę uciekając. Stanął więc pod drzewem i chuchnął za pazuchę szepcząc: "Nie oój się, ja Cię uratuję!" I wtedy zobaczył go ksiądz Chu- iherko. Sapiąc i puszczając kłęby pary, jak lokomotywka wąskotorowa, podbiegł i chwycił chłopaka za kołnierz. - .A tuś mi, złodziejaszku! - zawołał. - Buchnąłeś mi Dziecinę z szopki i co ja mam robić? Drugiej takiej nie wystrugam... Oddawaj mi ją, huncwocie, ale już!" - "Nieeoddam! - zawołał z płaczem chłopak. - Nie oddam, bo go Herod zamorduje. Ja schowam Dzieciątko do mojej dziupli." I wtedy ksiądz Chucherko puścił kołnierz chłopaka i pociągnął nosem ze wzruszenia. - "Kochanieńki głuptasku - powiedział z dziwną chrypką - ta Dziecina jest drewniana, a prawdziwy i żywy Jezus już się nie boi wszystkich nawet Herodów wziętych razem do kupy!" - "Ale On taki słabiuchny i maluchny, a Herod taki wielki, mocny i groźny!" - wychlipał chłopak.

Chrząknął ksiądz Chucherko, jakby zaczynał kazanie i powiedział: "Widzisz, u Pana Jezusa to wszystko jakby na odwyrtkę, czyli na odwrót - to, co małe, ciche i słabe jest NAJSILNIEJSZE! Chodź, zaniesiemy Dzieciątko do kościoła, a po drodze ci wytłumaczę. Z tym słabiuchnym i maluchnym, a najsilniejszym jest tak, jak z pewnym kwiatkiem, który dopiero co wyszedł z ziemi, zasiany tam przez Pana Boga. Wyszedł i zamiast rosnąć prosto do słońca, patrząc Panu Bogu w twarz, to on zagapił się na wielką czarną skałę, która wisiała tuż nad nim, Zaczął ją oplatać swoją łodyżką, aż ona nagle zwaliła się na niego i przydusiła go do ziemi. Zdawało się, że już po kwiatku, bo skała była wielka i ciężka jak nieszczęście, lecz nie zapomniał o nim Pan Bóg. Zaczął kapać na skałę maleńkimi, słabiuchnymi kropelkami, które wybijały w skale coraz to głębszą dziurę. A do tej dziury wrzucił Bóg ziarenko - też słabiuchne i maluchne - a ono wypuściło dwa kiełki, które zamieniły się w korzeń i gałązkę. Któregoś dnia skała nie wytrzymała naporu rozrastającej się roślinki - pękła i rozleciała się w kawałki. A zgnieciony kwiatek- zakwitł na nowo, oplótł tamtą roślinę i razem zaczęli się piąć do góry, wysoko, wysoko, jakby wprost Panu Bogu pod nogi. To ziarenko, które pokonało skałę, to jak Dzieciątko Jezus, na które rzucili się Herody, wielcy jak skały. I co? Poumierali Herody, prochu nawet po nich nie zostało ani garsteczki, a Jezus żyje i pokonuje wciąż zło twarde jak skała - cichutko, tak jak wszystko, co DOBRE, MAŁE i SŁABE."

I tak doszli do kościoła, przed szopkę. - "A teraz połóż Dziecinę na sianku i zaśpiewajmy "Dzisiaj w Betlejem...", bo to już mamy Wigilię, a wieczorem zobaczysz, co się stanie z Herodem i żołdakami. Teraz idź już spać, kochanieńki głuptasku, ale wpierw klęknij przed żywym Panem Jezusem, który pokonał wszystkie na świecie Herody."

Wieczorem przyszedł chłopak do kościoła i z wszystkimi śpiewał kolędy, i otworzył Jezusowi szopkę swojego serca, tuląc Go tam w środku, jak najserdeczniej. Czekał tylko niecierpliwie, co to miało się stać z Herodem. Wtedy to ksiądz Chucherko zawołał do szopki dzieci i odsłonił czarną zasłonę, za którą kołysały się... śmieszne balony w kształcie Heroda i żołdaków. Zawołał ksiądz chłopaka i powiedział: "Weź igiełkę choinkową i szturchnij tego Heroda i całą resztę!" I wiadomo, co się stało - Prask! Prask! - pękały balony i znikały Herody... A w domach łamał się opłatek, ludzie ściskali się, całowali i śpiewali Panu Jezusowi, który choć przyszedł na świat cichy, słaby i mały, to teraz królował w milionach domów na świecie, jak NAJWIĘKSZY KRÓL!

A ksiądz Chucherko długo jeszcze klęczał przed żywym Jezusem, a czerwona lampka malowała mu rumieńce. A chłopak, przed zaśnięciem, powtarzał sobie, jak tabliczę mnożenia: "Najsilniejsze jest to, co dobre, słabe, ciche i cierpliwe... dobre, słabe, ciche i cierpliwe... dobre, słabe, ciche..."

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej