Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Szewc Ananiasz

     Cóż za ciekawe czasy! Wieść o pustym grobie brzmiała jeszcze świeżo w ludzkich uszach. Każdego dnia zdarzały się nowe cuda.

     Ale jakoś omijały one Ananiasza, ubogiego szewczyka z Damaszku. "W końcu jestem tylko prostym szewcem, który ledwie zna alfabet. Szewcowi musi wystarczyć, że szyje buty na chwałę Bożą" - tłumaczył sobie.

     W czasie modlitwy też wszystko było całkiem zwyczajnie. Żadnych poruszających objawień - jedynie cicha, łagodna Obecność. Ale oto pewnego dnia w południe, kiedy właśnie odłożył szydło i dratwę, stało się coś niezwykłego. Z głębi serca wydobył się jakby szept:

     - Ananiaszu!

     Zdumiony szewczyk potknął się o własny stołek. Leżał nieruchomo na glinianym klepisku. Wsłuchiwał się w ciszę, ale słyszał jedynie własne serce, które tłukło się jak oszalałe. A gdy jego rytm już się właśnie uspokajał, znów rozległ się głos:

     - Ananiaszu!

     Tym razem szewczyk wiedział już, kto do niego przemówił. Uniósł wzrok i drżąc, odpowiedział:

     - Tu jestem, Panie.

     Głos brzmiał łagodnie, lecz rozkazująco:

     - Powstań i udaj się na ulicę Prostą. W domu Judy spytaj o młodzieńca z Tarsu imieniem Szaweł. Będzie on pogrążony w modlitwie. Miał wizję, w której ujrzał człowieka imieniem Ananiasz, a ty masz położyć na nim rękę, by odzyskał wzrok.

     Ananiasz skrzywił się. Zapominając, do kogo mówi, biedny szewczyk dźwignął się z podłogi.

     - Panie, słyszałem od ludzi o tym człowieku i o strasznych rzeczach, które uczynił twojemu ludowi w Jerozolimie. Nawet teraz przybył do Damaszku, by pojmać każdego, kto głosi Twoje imię - powiedział.

     Nastała długa chwila ciszy. Ananiasz bojaźliwie spojrzał w górę:

     - Panie?

     Cisza. Szewczyk odchrząknął, przestępując z nogi na nogę:

     - Panie?...

     Westchnął głęboko i pochylił głowę. Nagle głos rozległ się znowu:

     - Idź, albowiem wybrałem go na mego sługę, by niósł moje imię poganom i ludowi Izraela. Sam pokażę mu, co będzie musiał wycierpieć dla mnie.

     Ananiasz niepewnym krokiem wyszedł na błotnistą uliczkę przed warsztatem. Jak we śnie skierował się do najbogatszej dzielnicy Damaszku. Dotarłszy do domu Judy, zapukał nieśmiało i czekał, aż uchylą się wielkie wrota. Przez szparę wyjrzał służący ze sceptyczną miną.

     Ananiasz rzucił się do środka.

     - Muszę się pilnie widzieć z człowiekiem imieniem Szaweł.

     W pierwszej chwili sługa był zaskoczony widokiem szewczyka o błędnym wzroku i rozwianym włosie, ale szybko odzyskał równowagę.

     - Hej, ty... wejście dla służby jest z drugiej strony - rzucił. - Trzeba mieć tupet...

     Wziął szewczyka za twarz i wypchnął na ulicę.

     Ten wyrywał się, próbując krzyczeć:

     - Nie! uszę sze bidzieć z szłobiekiem imieniem Szabel... Błagam, uszę go bidzieć... (Koniec końców nie jest tak łatwo mówić wyraźnie, gdy ma się na twarzy czyjąś dłoń).

     Sługa miał już zatrzasnąć drzwi, ale Ananiaszowi udało się wsunąć w nie nogę. To w gruncie rzeczy zadziałało na jego korzyść, bo siła jego krzyku wydatnie wzrosła. Wrzask roznosił się echem po całej okolicy.

     - Auuu! Moja noga!! - wył szewczyk.

     Wtem z dziedzińca dał się słyszeć głęboki, udręczony głos:

     - Czekaj! Miałem widzenie o tym człowieku - powiedział ktoś.

     Ananiasz był bliski paniki i niemal zapomniał, po co przyszedł. "O nie!" - pomyślał sobie. "Miał o mnie widzenie! Teraz naprawdę jestem w tarapatach."

     Rozzłoszczony sługa chwycił szewca za pasek i wepchnął na dziedziniec. Tam pod starym drzewem oliwnym leżał ślepiec. Strach Ananiasza nagle stopniał.

     - Szawle - rzekł. - Przysyła mnie Pan Jezus, którego usłyszałeś w drodze. Przysyła mnie, byś odzyskał wzrok i został napełniony Duchem Świętym.

     Wyciągnął dłoń i dotknął niewidzących oczu. Przez krótką chwilę historia ludzkości spoczęła pod palcami szewca. Gdy zadanie zostało wykonane, człowiek imieniem Szaweł stał się Pawłem.

     Minął jakiś czas, zanim Paweł rozpoczął swoją posługę. Jeszcze więcej czasu musiało upłynąć, nim świat uświadomił sobie doniosłe skutki tamtej krótkiej chwili. Prosty szewczyk nigdy nie dowiedział się zatem, co przyniósł ów dzień, gdy wyciągnął dłonie pod starym drzewem oliwnym.

     Gdy u kresu życia Ananiasz leżał na łożu śmierci, uniósł wzrok ku niebu i wyszeptał: - Niewiele zrobiłem, Panie. Uszyłem trochę butów, naprawiłem trochę sandałów... ale czegóż więcej można się spodziewać po biednym szewcu?

     Nagle raz jeszcze ten sam wewnętrzny głos wydobył się mu z serca.

     - Nie troskaj się, Ananiaszu - mówił głos - o to, czy wiele dokonałeś, czy nie. Byłeś tam, gdzie cię potrzebowałem. A to, mój święty szewczyku, jedyne, co się naprawdę liczy.

David Juniper


   

Dzieci z Bullerbyn Dzieci z Bullerbyn
Astrid Lindgren
Opowieść o grupie dzieci zamieszkujących małe miasteczko Bullerbyn. Autorka barwnie opisuje liczne przygody, które przytrafiły się grupie przyjaciół oraz ich rodzinom. Ciepła historia podkreśla siłę przyjaźni i jej rolę w życiu... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




Poprzedni[ Powrót ]Następny
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej