Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Bursztyn to skarb, a skarbu trzeba długo szukać

Od kilku dni niemal w całym kraju panowała słoneczna pogoda. Na Wybrzeżu słońce piekło od rana do zachodu. W Ustce zaroiło się. Na plaży trudno było o zdobycie wolnego miejsca. A morze jakby przygotowało wszystkie swoje uroki na przyjazd gości. Kolor wody zmieniał się w ciągu dnia od zieleni do granatu. Fale szumiały cicho, tylko od czasu do czasu poryw wiatru uderzał o prawie gładką taflę wody. Wczasowicze cieszyli się słoneczną pogodą i orzeźwiającym morskim powietrzem. Przyjechali tu, aby nabrać sił na cały rok pracy. Jaga przybyła do Ustki przed dwoma dniami. Czuła się zmęczona po ostatnich egzaminach na uczelni. Poza tym lekarz zalecił jej terapię jodową, właśnie w Ustce. Zakochała się w morzu od pierwszej chwili, od pierwszej wędrówki po rozległej plaży. Postanowiła unikać towarzystwa. Po prostu nie myślała o zawieraniu znajomości. Bała się narazić na niemiłe przygody. Ale wkrótce doszła do wniosku, że bardziej zwraca uwagę dziewczyna samotna niż otoczona gronem młodzieży. Już w pierwszym dniu zaczepiło ją kilku wyrostków. Postanowiła mieć się na baczności.

W drugim dniu pobytu w Ustce, tuż po kolacji wybrała się do miasta. Głównym celem był kościół. Słyszała, że codziennie wieczorem odprawiana jest Msza św. specjalnie dla wczasowiczów. Czuła potrzebę modlitwy, aby podziękować Bogu za pomoc w nauce, za szczęśliwie zdane egzaminy. Po raz pierwszy wyjechała z domu bez opieki. Bała się, aby tu wśród zbieraniny różnych ludzi nie poniosła szkody na duszy.

Po wyjściu z kościoła poszła obejrzeć wystawy sklepowe. I tam zobaczyła coś, od czego nie mogła oderwać oczu, co stało się przedmiotem jej marzeń. Za grubą szybą wystawową u jubilera leżał duży bursztyn na srebrnym łańcuszku. Mienił się całą gamą kolorów od jasnożółtego aż do brązu. Zamknięte w nim były na wieczne czasy drobniutkie roślinki morskie i kropelki wody. Przypięta do bursztynu cena - bardzo wysoka. Stwierdziła z przykrością, że nie wystarczyłoby pieniędzy na kupno nawet znacznie skromniejszej ozdoby. A gdy tak stała wpatrzona w szybę wystawową, usłyszała za sobą miły męski głos: "Piękny? Prawda?" Zaniepokoiła się. Poczuła się złapana na gorącym uczynku. Ktoś śledził ją, ktoś dostrzegł jej zachwyt. Chciała odejść, ale młody, przystojny mężczyzna zatrzymał ją słowami: "Czy pani wie, że takie cuda wyrzuca morze? Każdy może stać się posiadaczem podobnego skarbu. Trzeba wyjść na plażę o wschodzie słońca, wtedy na wilgotnym piasku leżą różnej wielkości bursztyny. Najwięcej jest ich tuż po sztormie, który wyrywa morzu takie klejnoty. Nie są tak ładne jak ten, dopiero po oszlifowaniu nabierają blasku". Mówił jak mówca, i Jaga słuchała uważnie. "Ja mogę pani towarzyszyć. Dobrze?" Pomimo że uśmiech młodego mężczyzny był pełen wdzięku i wywarł na niej wrażenie, nie odpowiedziała. Odeszła od witryny, zmieszała się z tłumem spacerowiczów, ale słowa nieznajomego zasiały w jej sercu niepokój. Przez dwa ranki mimo pokusy nie zeszła na plażę. Jednakże chęć zdobycia bursztynu była silniejsza od postanowienia. Nie zatrzymała się przed wystawą u jubilera, chciała poszukać podobnego bursztynu i znaleźć go sama.

Właśnie nastał piękny, bezchmurny ranek. Słońce zaledwie wychyliło się spoza morskiego brzegu i rzuciło smugę promieni na gładką taflę Bałtyku. A po chwili już całe przeglądało się w wodzie. Jego odbicie było jakby poranną kąpielą. Podpływało z falami do brzegu, to znowu się cofało. Białe mewy chciały naśladować ten ruch i też ślizgały się po falach. Wyglądały z daleka jak sportowcy na wodnych nartach. Od czasu do czasu zanurzały łebki w wodzie, aby zdobyć nowy kąsek. Plaża była prawie pusta o tej porze, tylko mały zbieracz muszelek krążył w krótkich spodenkach. Stał tam tez ten młodzieniec "od bursztynów". Już zdążył wykąpać się i teraz spoglądał na molo. Wypatrywał dziewczyny sprzed wystawy jubilerskiej. Już trzy ranki czekał na próżno. Trudno mu było uwierzyć, że nigdy się nie zjawi. Wyglądała na naiwną, to dodawało jej uroku. Znał wiele dziewcząt. Często udawały niewiniątka, a w gruncie rzeczy nie miały skrupułów. Nagle drgnął. W jego kierunku zdążała powoli z rozpuszczonymi włosami, w błękitnych dżinsach ta, na którą czekał. Uśmiech triumfu rozjaśnił jego twarz. Nie mylił się. Prędzej czy później rybka połknie haczyk. Miał już za sobą różne doświadczenia. Ale, gdy stanęła przed nim świeża jak poranek poczuł się onieśmielony. Nie rozumiał, dlaczego tym razem nie był pewny siebie.

Brodzili po piasku dość długo, prawie nie rozmawiali. Jaga pilnie szukała, to był dla niej jedyny cel wyprawy. Wreszcie jakby z wyrzutem powiedziała: "No i gdzie są te bursztyny? Tak mnie pan zapewniał, że lezą w piasku, że je znajdę?" Popatrzyła na młodzieńca oczyma koloru bursztynu. Sama nie wie, jakie klejnoty posiada - myślał. "Bursztyn to skarb, a skarbu trzeba długo szukać. Zanim pani stąd wyjedzie, pragnienie się spełni" - mówił miękko i tak ciepły był jego głos, że Jaga poczuła mocniejsze bicie serca. Po raz pierwszy w życiu spodobał jej się chłopiec.

Już kilka ranków upłynęło na poszukiwaniach, a marzenia Jagi nie spełniły się. Wspólnie podziwiali urok wschodu słońca i zaprzyjaźnili się, ale młody liczył na większe sukcesy. Na próżno proponował jej spacery we dwoje wieczorem. Jaga znikała prawie na godzinę zawsze po kolacji i nie wiedział, co się za tym kryje. Nie śmiał ją pytać, bał się, że ciekawością zrazi ją do siebie. Zrozumiał, że musi podjąć inną taktykę zdobywania jej względów. Ta dotychczasowa odpadła. Jaga narzucała szacunek dla siebie. Jeden raz tylko zdołał ją namówić na tańce w świetlicy. Lubiła tańczyć z różnymi partnerami, a jemu zależało tylko na niej. Była stanowcza. To mu imponowało, ale jednocześnie złościło go. Obmyślał sposoby zatrzymania jej przy sobie.

Pewnego wieczoru odmówiła mu jak zwykle towarzystwa po kolacji. Postanowił wreszcie zbadać, co jest przyczyną jej znikania. Przystanął za malwami okalającymi pensjonat, w którym mieszkała Jaga i czekał. Dotychczas nigdy mu się to nie zdarzyło, to dziewczęta zabiegały o jego względy. Zdawał sobie sprawę, że jest przystojnym młodym lekarzem, był pewny swoich walorów. Lecz tym razem było inaczej. To on musiał zdobywać każdy uśmiech i każde życzliwsze słowo. I teraz stał, aby wykryć tajemnicę dziewczyny. Niedługo czekał, bo wybiegła z bramy lekka, wesoła, zarumieniona, jakby szła na miłe spotkanie. Poczuł zazdrość. "Chyba ktoś go ubiegł - myślał. A dziewczyna spoglądała na zegarek i przyspieszyła kroku, niemal biegła. To pierwszy piątek miesiąca, nie wypada się spóźnić - myślała. Młodzieniec śledził ją, musiał iść szybko, aby nie stracić jej z oczu. Odprowadził ją wzrokiem do drzwi kościoła. Uspokoił się na chwilę, ale zdał sobie sprawę, że nie może liczyć na przelotny flirt. Teraz zrozumiał zachowanie się dziewczyny. On też był kiedyś inny, gdy czerpał siły z modlitwy przed ołtarzem. To było tak dawno, że już nie pamięta kiedy ostatni raz był w kościele. Chyba jeszcze, kiedy chodził na lekcje religii. Sądził, że nie ma na to czasu, zresztą odzwyczaił się. Wszedł w towarzystwo ateistów i nie miał sił a nawet chęci, żeby się od nich oderwać. Ale ta dziewczyna imponuje mu. Wszedł za nią do kościoła i choć czuł się w nim intruzem, niegodnym, pozostał do końca nabożeństwa. Jaga zdziwiła się, gdy spotkali się przy wyjściu, ale jakby życzliwiej na niego popatrzyła. Odtąd razem chodzili o świcie na poszukiwanie bursztynu, a wieczorem tez razem do kościoła. Z początku zależało mu tylko na jej towarzystwie, ale z wolna budziły się w nim wspomnienia z dziecięcych łat i czuł się tam dobrze.

Pewnego wieczoru służba morska zapowiedziała: sztorm na Bałtyku. Już wkrótce porywy wiatru stawały się coraz gwałtowniejsze, piętrzyły fale na kilka metrów. Morze huczało. Na horyzoncie ukazał się biały jacht. Wiatr dął w jego żagle i kołysał nim jak łupiną. Jaga oniemiała. Nie zdawała sobie sprawy, że sztorm może być tak groźnym żywiołem. "Dziś na pewno nie znajdziemy bursztynu" - powiedziała z żalem. "Nawet nie będziemy go szukali". Czyżby naprawdę tylko na to liczyła w czasie wspólnych spacerów? Czy nie rozumie, że zbudziło się w nim uczucie, jakiego nie znał do tej pory? - myślał szczerze zawiedziony. "Pójdziemy po ustaniu sztormu i będziemy szukali tak długo, aż wreszcie znajdziemy" - pocieszał ją. "Nie wierzę w takie cuda" - stwierdziła oschle, ale po chwili uśmiechnęła się, jakby już nie zależało jej na skarbach morza.

Po sztormie plaża nie była już tak czysta. Leżały trofea, które woda przyniosła z daleka i tu złożyła. Zjawiło się wielu zbieraczy. Miejscowy rzeźbiarz szukał ciekawych w kształcie korzeni drzew. Inni zbierali kolorowe kamyczki i muszelki. Jaga i młody lekarz milczeli Oboje byli roztargnieni. Ona czuła się zawiedziona, że nie znalazła bursztynu, a jego smuciła myśl, że za kilka godzin się rozstaną. Chciał wiedzieć, czy nie jest jej obojętny. Najwyższy czas na uzyskanie pewności. Jaga też zdawała sobie sprawę, że brak jej będzie tak miłego kompana.

Z uśmiechem podała mu rękę i znowu szukali, ale tym razem nie bursztynu, tylko wzajemnie swoich oczu. Kilka razy zdradzili się wymianą spojrzeń, oboje się zarumienili. Nagle Jaga poderwała się z okrzykiem. "Mamy skarb!" pobiegli razem. Kto prędzej? Oboje pragnęli pierwszeństwa. Ona, aby nie zawdzięczać mu znalezienia bursztynu, a on, by go jej ofiarować. Mężczyzna potknął się. Pociągnął za sobą dziewczynę i znowu spojrzeli sobie w oczy. Oboje znaleźli w nich skarb. "0, leży bursztyn!" - zawołała Jaga. Ale, gdy się pochyliła, spotkał ją zawód. Podniosła zwykłe żółte szkiełko i rzuciła je do morza. Ałe rzecz dziwna, nie była zbyt rozczarowana. A młodzieniec mówił: "Skarbu trzeba szukać długo i cierpliwie.

Prawdziwy skarb zdarza się rzadko. To wielkie szczęście znaleźć go. Ja swój już znalazłem. Czy wiesz gdzie? Przed dwoma tygodniami w kościele. Po wielu latach ty mnie tam zaprowadziłaś. Pamiętam, że chodziłem tam często, kiedy żyła jeszcze mama, a później nikt się mną nie zajmował. Powoli zatarły się wspomnienia tamtych lat, a teraz odżyły na nowo. Brak mi było czegoś ale nie mogłem pojąć czego. W kościele odnalazłem utraconą wiarę i ciebie. Mówiąc to objął dziewczynę ramieniem, "może i ty znajdziesz swój skarb?" Nie czekał długo na odpowiedź, bo Jaga z całą świadomością uczucia zarzuciła mu ręce na szyję. Przechodnie nie byli zdziwieni, od takich par roi się wszędzie. Nie wiedzieli, ze to uczucie, które zrodziło się przed kilkoma tygodniami wybuchło jasnym i czystym płomieniem i znajdzie finał na ślubnym kobiercu w kościele, z wiarą, że co Bóg złączył, człowiek nie może rozłączyć.

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej