Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Pieśń

     Opowiadanie z tomu W zrębie 110. wybuchł strajk, dedykowane Włodzimierzowi Paźniewskiemu.

     Był to dziewiąty dzień naszej pracy w lesie. Pewnego wieczoru było milkliwie jakoś w kolibie. Żadnych pogwarek, żadnych bajek. Zmęczenie. Cisza. Zapach potu, jedliny, tytoniu.

     "Kumie Grzesiak" - zagadnął nagle jednego z Polaków majster Fedio Furkuca. - "Jak idę do cerkwi w niedzielę, przechodzę koło waszego kościoła. Mojej babie i mnie wpadła w uszy taka wasza pieśń kościelna. Czekaj... czekaj... jak ona idzie? Jak? Zaraz... zaraz... O, już wiem... jak..."

     Furkuca powoli z przejęciem powiedział: "Ta pieśń idzie tak: Matko Najświętsza, do Serca Twego. Ce duże harna pisnia! Moja baba, jak ją czuje, to zaraz czegoś płacze. Kolegi polaki, zaspiwajte nam ciu pispisniu!"

     Grzesiak powstał. Był to wysoko kwalifikowany ślusarz z Kombinatu. Rosły, postawny mężczyzna.

     "No, panowie. Proszę do mnie. Szybko proszę" - powiedział z uśmiechem po polsku. "Koledze Fediowi Furkucy nikt przecież nie odmówi. Prawda, że nikt?"

     Powstaliśmy z prycz. Stanęliśmy zwartym kołem przy Grzesiaku. Ten ogarnął nas wzrokiem i uśmiechnął się cicho: "No śmiało, panowie. Zaczynamy. Trzy, cztery..."

     Cicho, powoli zaczęliśmy śpiewać: "Matko Najświętsza do Serca Twego, Mieczem boleści wskroś przeszytego, Wołamy wszyscy z jękiem, ze łzami, Ucieczko grzesznych, módl się za nami!"

     "Duże harna pisnia" - powiedział cicho w zamyśleniu Furkuca. "Duże, duże harna" - powtórzyli za nim echowo Ukraińcy.

     "Spiwajte dalsze, chłopci. Bud'te taki dobri i łaskawi, taj spiwajte"2. "Gdzież my, o Matko, ach gdzież pójdziemy, I gdzie ratunku szukać będziemy? Twojego ludu nie gardź prośbami: Ucieczko grzesznych, módl się za nami!"

     Gdyśmy skończyli śpiewać, rozpromieniony Furcuka podszedł do nas z szeroko wyciągniętą ręką. "Diakuju, diakuju wam, chłopci. Z ciłoho sercia. Nema szczo harnoste spowały. Szcze raz spasibi. Diakujemo wam".

     Tu stary majster placowy szybkim ruchem rękawa otarł natrętną łzę i podsunął nam swój kapszyk, skórzany worek z tytoniem: "Kurit, chłopci. Kurit. Diakuje. Szcze raz diakujemo wam".

     Zapaliliśmy. Furkucka, przymknąwszy oczy, powoli kiwał głową. Uśmiechał się do siebie i powtarzał cicho, powoli: "Harna pisnia. Duże, duże harna". Nagle klasnął w dłonie. Jego oczy rozszerzyły się radośnie, przygryzł wargi i po chwili wykrzyknął: "Chłopci! Hej, chłopci... My ciu pisniu perewedemo szwydko na ukrainskij. Ukraińska mowa i polska mowa susidni, błyski sobi mowy. Myrosiu, Mykokiu, skoreńko do mene. Bikiel, hej Bikiel, dajno, brate mij paperu. Na raz, dwa, try, dawaj brate mij ridneseńkij".

     Po chwili Furkuca, Makokio i Marysio, siedząc na przyczy, zaczęli tłumaczyć z polskiego na ukraiński słowa starej pięknej pieśni maryjnej.

     "Matko Najświętsza, do Serca Twego" - mówił powoli z namysłem Furkuca. - "Ce pidu widrazu - Maty Switaja, do Serca Twoho".

     "Wujku Furkuca" - zwrócił mu delikatnie uwagę Mykokio. - "Najświętsza, to dużo więcej znaczy niż święta - swiataja. Tu potrzebne będzie jakieś inne słowo. Ważniejsze. Pyszyt' bat'ku Furkuca! Ne Maty Swiataja, a Maty Preczysta".

     "Tak bude lipsze" - poparły Mykokia liczne głosy.

     "Pyszy, Myrośku, pyszy, synu" - przyznał Furkuca9. "Maty Preczysta do Sercia Twoho." "Teper perewedemo ciu druhu striczku: Mieczem boleści wskroś przeszytego. Ceż proste" - powiedział Furkuca. "Meczamy boli skriś proszytoho".

     "Może tak buty, chłopci?" - zapytał.

     "Może, może" - zahuczała cała koliba.

     "Maju wże tretiu striczku" - wykrzyknął Marysio - "Wona pide tak. Taka wona bude: Kłyczem do Tebe Maty z ślozamy".

     "Nehaj bude, dobra je" - krzyknęli Ukraińcy.

     "A ja maju czetwertu srticzku" - ktoś nieśmiało rzucił znad pryczy. - "Utriczko hrisznych, mołyś za namy".

     "Fajno, synu, fajno!" - krzyknął w kierunku tłumacza czwartej zwrotki Furkuca i radośnie zatarł ręce.

     "Wstańte, chłopci. Nu wstańte. Zaspiwajemo. Polacy po swojemu, po polsku, a my Ukraińcy, też po swojemu, po ukraińsku".

     Wstała wiara. To prawda, że nieprędko, że nie tak jak na komendę, utrudzenie na to nie pozwalało. Wstali wszyscy. Pojawili się niespodziewanie niebywali u nas, rzadcy goście, uśmiech i uspokojenie. Furkuca wdrapał się na przygasające paleniska. W jego wychudzonej i zuchowatej twarzy niecodziennym promieniem radości i nadziei gorzały oczy. Bacznym wzrokiem ogarnął wszystkich. Wzniósł ręce do góry i po chwili spuścił je na dół.

     Wtedy zaczęliśmy śpiewać. Cicho, powoli, łagodnie. Pod strop naszej okopconej dymem jałowca koliby wzbiły się zgodnym tonem starodawne polskie i ukraińskie świeżo powstałe słowa tej maryjnej pieśni. Jej kojąca moc, tu, pośród górskiej nocy w biedzie i głodzie, potrafiła wykazać swą jednoczącą ludzi siłę, która podtrzymywała, wzmacniała serca i znów po raz któryś uczyła nas wytrwania.

Jan Adamski,
W zrębie 110. wybuchł strajk,
Agencja Wyd. Zebra, Kraków 1993.

Espe nr 61


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzedni[ Powrót ]Następny
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej