Biedna kobietaStałam z dwiema ciężkimi siatkami, pełnymi warzyw i owoców, które chwilę wcześniej kupiłam na bazarze. Czekałam na tramwaj. Nagle ujrzałam kobietę, jeszcze nie starą, o zmierzwionych włosach, biednie odzianą, opierającą na kulach swe grube i chore ciało. Wybierała odpadki z koszy na śmieci."Biedna kobieta" - pomyślałam ze współczuciem i zaczęłam się za nią gorąco modlić. Po kolejnym Zdrowaś Maryjo kobieta zrobiła nagły zwrot i rzuciwszy puszkę sunęła z całym impetem w moją stronę. "To koniec ze mną, na pewno mnie uderzy tą kulą" - pomyślałam szybko; przerażona, nie mogłam się nawet poruszyć. Stanęła przede mną i chrapliwym głosem powiedziała cicho, acz stanowczo: "Niech mi pani da na kawałek chleba". Otworzyłam portmonetkę i wysypałam na rękę wszystkie pieniądze. Nie było ich za wiele. "To wszystko, co mam - powiedziałam szczerze. - Proszę wziąć". "Jak bym mogła wziąć wszystko?" - żachnęła się kobieta. "Proszę się o mnie nie martwić, ja wierzę, że Matka Boża "da" mi, kiedy będę potrzebowała". Zasłuchana w moje słowa wybrała sobie kilka monet. "Wystarczy na bochenek" - powiedziała, lecz nie odeszła. Wyczekiwała na coś. "Dlaczego pani jest taka chora?" - "zaatakowałam" ją znienacka. "A czy ja chcę być chora?" - broniła się, prawie płacząc. "Jeśli nie - nie dawałam za wygraną - to dlaczego nic pani nie robi, aby wyzdrowieć?... Trzeba chociaż pójść na Mszę o uzdrowienie do jezuitów na ul. Sienkiewicza... Czy wie pani, gdzie to jest?" Kobieta zamarła... "No tak... Wiem..., ale o kulach mi ciężko... To dla mnie za daleko... Mieszkam na ul. Gdańskiej..." "Jak wyjdzie pani dużo wcześniej, to na godzinę 19 pani zdąży. Po drodze można będzie kilka razy odpocząć..., a może pojawi się ktoś życzliwy i pomoże... Trzeba się modlić. A przed Mszą koniecznie obmyć zakurzone ciało, założyć czyste odzienie, no i najważniejsze - iść do spowiedzi". Kiwała głową ze zrozumieniem, bez słów. Patrzyłam w jej szeroko rozwarte, załzawione oczy i widziałam, jak się przemieniają, rozświetlają, nabierają blasku i ciepła, wypełniają miłością. Obiecała, że spróbuje. Nagle chwyciła mnie za rękę, a z jej ust popłynęły słowa tak słodkie i łagodne, pełne wdzięczności i uwielbienia Najwyższego Pana, iż zalały mnie potokiem miłości i światła. Tak pięknych i czystych słów, i tak wzniosłych dawno nie słyszałam. Poczułam, jakby sam anioł ogarniał mnie swoimi skrzydłami i unosił ponad twardą rzeczywistość. Nadjechał tramwaj i musiałam opuścić moją rozmówczynię. Jeszcze przez chwilę widziałam jej szczęśliwe, rozpromienione oczy... Elżbieta
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |