Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Ucieszyłem się z daru życia

  1. Jak Ksiądz odkrył swoje powołanie do kapłaństwa?
Pan Bóg powoływał mnie od dawna, od dzieciństwa. Ja natomiast uciekałem przed tą myślą. Miałem swoje koncepcje na życie i swoje wizje jak je przeżyć. Gdy ktoś mówił mi, że może będę księdzem, reagowałem dosyć nerwowo.

Bóg dawał mi znać poprzez różne konkretne wydarzenia mojego życia, ludzi, z którymi się spotykałem, księży, którzy mi imponowali. Nie mogłem wobec nich przejść obojętnie. Starałem się zdusić w sobie myśli, pragnienia, które się we mnie rodziły. Jednak pewne sygnały wracały.

Odkrycie powołania zdarzyło się w okolicznościach dosyć dramatycznych. Jako 19-letni młodzieniec wybrałem się z przyjaciółmi na rajd rowerowy w Bieszczady. W trakcie jazdy, konkretnie pod Sandomierzem, uległem wypadkowi samochodowemu, wydawało się. że dosyć poważnemu. Ostatecznie skończyło się niewielkimi obrażeniami. Jedynie rower był mocno pokiereszowany. Szczęśliwie, jedynie z małym zszywaniem skóry, wróciłem do domu. Lecz jył to moment decydujący dla mojej wiary.

  1. Co pomogło Księdzu odkryć powołanie?
Uświadomiłem sobie bardzo namacalnie, że moje życie jest bardzo kruche. Choć dziś jestem w pełni sił, zdrowia, energii, lecz to nie oznacza, że mam dożyć chociażby 80 lat. Dziś jestem na tej ziemi, a jutro może mnie nie być. To był moment, gdy doświadczyłem, że Pan Bóg daje mi nowe życie. Poczułem się jak nowo narodzony. Pamiętani, ucieszyłem się z tego daru życia i z tego, że Bóg pozwala mi być blisko Kościoła, a w Kościele - blisko ołtarza. Byłem bowiem wtedy ministrantem.

Moja modlitwa też zaczęła się zmieniać. Wcześniej - to ja mówiłem do Pana Boga. Dużo. Od tego momentu zacząłem Go słuchać. Pytałem wprost: "Czego chcesz ode mnie?". I faktycznie po kilkutygodniowym szamotaniu się wewnętrznym zacząłem coraz wyraźniej widzieć, że Pan Bóg powołuje mnie właśnie do kapłaństwa, chociaż ja od tego uciekałem.

Po kilku tygodniach zmagania, walki, przyszła zgoda z mojej strony i akceptacja tego powołania.

  1. Co jest najważniejsze w tym procesie rozeznawania swojego powołania?
Gdy patrzę na to z perspektywy 20 lat kapłaństwa, widzę, że ważne są trzy elementy. Z jednej strony powołuje Pan Bóg, który mówi: "Jeśli chcesz". A z drugiej strony - odpowiada człowiek. Tak jak u Maryi, jest to odpowiedź wiary. Spotykają się dwie wolności i można powiedzieć, że jest to powołanie ze strony Pana Boga, ale przyjęte przez człowieka. Wierzę, że Pan Bóg ma plan dla mojego życia i że mogę odczytać ten plan. Czyli nie jest to tylko czysto naturalne rozważanie i dywagacja, ale próba słuchania Pana Boga.

Jest jeszcze trzeci element w powołaniu - potwierdzenie z zewnątrz. W kapłaństwie odbywa się ono poprzez lala seminaryjne. Tam roze-znawane jest przez przełożonych seminarium, ojca duchownego i biskupa, który udziela święceń. Ostatecznym potwierdzeniem powołania przez Kościół jest udzielenie sakramentu święceń.

  1. Jakie warunki trzeba spełnić, żeby wstąpić do seminarium?
W seminarium jest cała procedura rozeznawania powołania, któremu przychodzący kandydaci są poddawani. Dokonują tego przełożeni seminaryjni. Jest to rozeznanie związane z dotychczasowym życiem tego człowieka, w jakim kierunku szło to życie, jak Pan Bóg je prowadził. Gromadzone są różne dokumenty, m.in.: opinie proboszcza, katechety, osób, które mogły się jakoś bliżej przyglądać temu kandydatowi w jego latach zaangażowania w Kościele, na katechezie. Trzeba też spełniać kryteria zdrowia fizycznego i psychicznego. Istnieje wymóg przedstawienia świadectwa badań lekarskich, na wstępie są też badania psychologiczne.

Przy przyjmowaniu do seminarium jest przeprowadzana rozmowa kwalifikacyjna, w której przełożeni starają się poznać tego człowieka w jego kontekście życiowym: rodziny, wiary. Pytają o motywację. W wypadku rozeznawania powołania do kapłaństwa czy życia konsekrowanego muszą być badane trz; kwestie: pragnienia, motywacje i predyspozycje do podjęcia tegc wyzwania. Ważne, by to badanie było podejmowane na gruncis wiary, tzn. co wskazuje na powołanie ze strony Boga.

  1. Rozdzielił ksiądz pragnienie i motywacje...
Pragnienia, dotyczą tego, czego chcę. Motywacja, to pytanie - dlaczego? W rzeczywistości są to dwie różne kwestie. Formacja seminaryjna trwa 6 lat. Subiektywne kryteria rozeznawania powołania powinny wyklarować się w tym czasie. Na początku mogą bardziej się ujawniać pragnienia natury powierzchownej czy nawet zmysłowej, tzw. "zachcianki". Kiedy naprawdę idziemy drogą wiary, gdy człowiek dojrzewa wewnętrznie i pozwala Panu Bogu, żeby Ten przenikał jego życie, dochodzą do głosu coraz bardziej pragnienia związane z najgłębszą istotą naszego życia. Chodzi o to, żeby się dokopać do najgłębszych pokładów serca. Wierzę, że powołanie, choć jest głosem jakby z zewnątrz od Pana Boga, ale jest ono składane w naszym sercu.

Natomiast motywacje, to odpowiedź na pytanie: "Dlaczego podejmujesz drogę seminaryjną?", "Dlaczego chcesz być księdzem?", "Dlaczego chcesz pójść do zakonu?". Na wstępie mogą pojawiać się odpowiedzi, które są tylko powtórzeniem tego, co się gdzieś usłyszało, np. "Chcę być księdzem, żeby służyć Panu Bogu i ludziom". 6 lat pobytu w seminarium weryfikuje, ile jest we mnie gotowości do służby Panu Bogu i służby braciom, a ile chęci służby sobie samemu, ustawienia się w życiu, jakieś stabilizacji czy wygody.

  1. Jak można zobaczyć, czy motywacje są właściwe?
Podejmując wstępną decyzję pójścia do seminarium czy zakonu okazuje się, że jest wiele różnego typu uwarunkowań wewnętrznych. Są to różnego typu nieuporządkowane przywiązania. W miarę upływu czasu powinny one zostać oczyszczone, wyprostowane, uporządkowane po to. by móc podjąć tę drogę powołania w duchu służby. Służba ma stawać się coraz bardziej bezinteresowna. Im bardziej będzie ona hojna i odważnie podejmowana, tym większa nadzieja, że jest to właściwy kierunek.
  1. Może się zdarzyć, że ktoś chce iść do seminarium, bo się boi małżeństwa albo kobiet?
Podjęcie powołania, to nie ucieczka od życia, lecz wybór pomiędzy dwiema pięknymi wartościami. Są nimi zarówno małżeństwo, jak i życie celibatariusza. Idę w danym kierunku nie dlatego, że się panicznie boję tego drugiego, ale rozeznaję, że Pan Bóg mnie do tego właśnie powołuje.

Zdarzają się także różnego typu uwarunkowania zewnętrzne, np.: mamusia wywiera presję na syna, by szedł do seminarium, czy na córkę, żeby szła do zakonu. To jest absolutnie niedopuszczalne. Myślę, że ważne jest zdystansowanie się wobec takiej presji zewnętrznej po to, by wybór podejmowany był w wolności serca. Ponadto droga rozeznawania powołania bardzo wiąże się też z drogą nawrócenia. Uwolnienie od grzechu i jego konsekwencji, pomaga uporządkować sferę moralną i duchową.

  1. Czy zdarzają się osoby, które od razu są na tyle dojrzałe, by móc udzielić im święceń kapłańskich?
Zdarzają się kandydaci z dużym doświadczeniem duchowym i ludzkim, po studiach, nawet z doktoratami. Kościół w tym względzie udzielania święceń jest jednak ostrożny. Czas pobytu w seminarium można trochę skrócić. Była taka sytuacja w naszym seminarium, że przyszedł kandydat już w wieku trzydziestu kilku lat. Miał doktorat z jednej dziedziny, licencjat z teologii. Był nawet wykładowcą na uniwersytecie. Jednym zdaniem: duchowo dojrzały człowiek, zaangażowany w sprawy Kościoła. Choć skrócono mu studia, jednak 4 lata w seminarium przeżył.
  1. W jaki sposób studia seminaryjne pomagają "dojrzeć" kandydatowi?
Spektrum studiów seminaryjnych jest bardzo szerokie - od spraw kulturowych, językowych, poprzez filozofię, psychologię, pedagogikę, historię. Wchodzą w nie różne działy teologiczne, pastoralne. Chodzi o to, by poszerzyć horyzonty myślenia, postrzegania świata, siebie, innych, Kościoła. Dojrzałość intelektualna i duchowa jest niezmiernie istotna, by przyszły ksiądz był naprawdę człowiekiem Bożym, człowiekiem modlitwy...
  1. Czego jeszcze potrzeba do pełnej dojrzałości?
Cała sfera uporządkowania hierarchii wartości w życiu to niezmiernie ważna kwestia w dojrzewaniu człowieka i jego zdatności do realizacji powołania życiowego. Modlitwa, medytacja, kontakt z Ewangelią i żywym Jezusem porządkuje jego wnętrze od strony duchowej. Studia intelektualne, formacja duchowa i kontakt z wychowawcami mają sprzyjać w porządkowaniu hierarchii wartości, a także uczenia się warsztatu ascetycznego i duszpasterskiego. Potrzeba, by ten człowiek był w stanie podołać zadaniom, które mu będą wyznaczone w parafii.
  1. Jaki powinien być idealny kandydat na księdza?
Ksiądz to taki "człowiek-orkiestra". W kancelarii musi znać się na sprawach prawnych, musi być doradcą duchowym w konfesjonale i kaznodzieją na ambonie i śpiewać w czasie Liturgii i mieć jeszcze wychowawczego ducha, by pracować z młodzieżą. I tak dalej i tak dalej...

Oczywiście trzeba mieć świadomość, że nawet długie 6-letnie studia nie spowodują, że ten ksiądz, gdy otrzymuje sakrament święceń, jest „w pełni wykończony". Tak jak lekarz po 6 latach studiów medycznych dopiero później zaczyna staże, pierwszą specjalizację, później drugą. Tak jest również z księżmi. W miarę zdobywania doświadczenia duszpasterskiego dalej dojrzewa on jako ksiądz.

  1. Ilu kandydatów dochodzi do końca do święceń?
Różnie bywa. Mniej więcej połowa dochodzi do święceń, czasem trochę więcej. W niektórych rocznikach ta liczba dochodzi do 2/3. To jest zwyczajny proces, który dotyczy także, np. studentów rozpoczynających studia świeckie. Czas trwania formacji w seminarium jest także dosyć zindywidualizowany. Sąklerycy, którzy mają przerwy, czasem sami proszą o urlop. Innym razem przełożeni proponują czas pewnej próby, np. poprzez pracę przy parafii. Zanim dochodzi do sakramentu święceń, jest to dosyć drobiazgowo badane i rozeznawane przez samego kandydata, ojca duchownego i przez rektora.
  1. Święcenia, i co dalej?...
Gdy już dochodzi do samych święceń, niezależnie od tego, czy trwa to krócej czy dłużej, to jednak przychodzi ten moment i trzeba powiedzieć "tak". Podjęcie takiej decyzji życiowej zawsze jest ryzykowne.

Nawet jeśli to jest faktycznie powołanie ze strony Pana Boga. Pojawia się pytanie: "Czy będę wierny, czy podołam temu powołaniu?" To samo ryzyko jest związane z innymi decyzjami życiowymi.

Gdy ktoś decyduje się na małżeństwo, ryzyko jest nawet podwójne, bo pytanie brzmi: "Czyja wytrwam i czy ta druga osoba będzie wierna?"

To zawsze jest ryzyko. Owszem wierzymy, że w każdym sakramencie dawana jest człowiekowi Łaska Boża, żeby wytrwać. Nie jesteśmy sami zdani na siebie. Pan Bóg nam naprawdę towarzyszy, jeśli szczerze, autentycznie z zaangażowaniem podejmujemy tę drogę. To nieprawda, że w tym momencie wszystko się kończy. Właściwie wtedy dopiero wszystko się zaczyna.

Pojawiające się pytanie: "Czy ja będę wierny?" jest dobre i potrzebne do tego, by te święcenia podejmować pokornie. Żeby nie być zbyt pewnym siebie. Myślę, że właśnie zbytnia pewność siebie wielu zgubiła. Ktoś, kto tak pokornie do tego podchodzi i później dzień po dniu prosi o tę łaskę wytrwania, wierności, gdy prosi o łaskę dochowania wierności małżeństwu, wtedy bardziej się też otwiera na działanie Łaski Bożej.

  1. Jak dbać o swoje powołanie?
Ważne jest, żeby ksiądz naprawdę troszczył się o jedność z Jezusem, o ducha modlitwy, o swoją osobistą formację. Żeby ciągle sięgał do literatury, dbał o dobre, zdrowe relacje z innymi księżmi. Potrzeba, żeby szukał także takiego środowiska chrześcijańskiego - ruchu, stowarzyszenia, gdzie inni będą jego samego wzmacniać, pomagać mu dojrzewać w powołaniu.

W momencie przyjęcia sakramentu święceń i potwierdzenia powołania, mówię klerykom, że tu już nie ma co się pytać: "Czy jestem powołany?" tylko: "Jak mam realizować powołanie?". To samo dotyczy małżonków. To też wymaga troski. Nieustannie potrzebne jest pogłębianie wzajemnych relacji, polepszanie komunikacji. Trzeba uczyć się na tysiąc różnych sposobów wypowiadać miłość do współmałżonka i przyjmować tę miłość, którą on daje przez różne słowa, gesty, konkretną służbę, konkretnywymiar takiego oddania się.

  1. A co z tymi, którzy odchodzą z seminarium? Odejście często postrzegane jest jako dramat, tragedia. Czy wśród tych, którzy odeszli są tacy, którzy mówią, że mimo wszystko to był dobry czas?
Wielu jest takich, którzy naprawdę są szczerze wdzięczni za ten czas pobytu w seminarium. Mówią, że nie był to czas stracony, lecz jakby "przedłużone rekolekcje". Myślę, że to może być dobra inwestycja na całe życie, albo i nawet na całą wieczność. Dwa czy trzy lata formacji w seminarium to jest pewien luksus, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Człowiek ma czas na modlitwę, na przemyślenie wielu spraw, na poważne rozmowy duchowe. Ojciec duchowny jest pod ręką i można z nim naprawdę na każdy temat porozmawiać. To dobry czas na dojrzewanie. Niewielu młodych ludzi ma takie warunki do osobistej formacji, do takiego procesu samowychowania i wychowania. Dlatego w wielu wypadkach naprawdę z wdzięcznością byli klerycy wspominają ten czas i dziękują za możliwość pobytu w seminarium. Owszem, zdarzają się takie wypadki, że ktoś z różnych powodów nie jest zadowolony. Są to jednak raczej jednostki, pewien margines. Zdecydowana większość naprawdę ceni sobie ten czas pobytu w seminarium nawet jeśli później rozezna drogę gdzie indziej.

z ks. Mirosławem Cholewą
rozmawiał Jan Urmański



   

Wasze komentarze:
 damian: 21.04.2007, 08:32
 Podobają mi się bardzo słowa jakie powiedział ks. Mirosław.Jestem jeszcze bardzo "chwiejny"- to znaczy trudno mi wyjść na prostą drogę. Popełniam wiele grzechów choć staram się je poprawić.sam jestem lektorem w parafii świętej w ostrowcu sw i chce zostac ksiedziem . moj wujek tez jest księdziem a tata organista . nie wiem czy mam powolanie ale ide do seminarium. wszyscy mi mowia ze nie zostane księdzem ale tego najbardziej pragne w głebi duszy i w moim sercu. prosze ksiedza o modlitwe za mnie by Bóg dał mi duzo siły i bym został tym kim chce zostać
[1] (2)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej