Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Macierzyństwo a kariera zawodowa

     Pewnego dnia mój syn wrócił ze szkoły i podzielił się tym, co przeczytał w jakiejś bezpłatnej gazetce, którą mu wciśnięto do ręki na przystanku tramwajowym. Chodziło o artykuł, w którym autor radośnie odnotował zanik w polskim społeczeństwie "stereotypu matki Polki", zajmującej się wyłącznie dziećmi i domem. W czasie gdy się zastanawiałem, jak mam na to zareagować, syn powiedział, że jest oburzony. "Co oni sobie wyobrażają? Co to byłoby za życie, gdyby nasza mama chodziła do pracy i się nami nie zajmowała!" - podsumował.

     Bardzo mnie ta jego wypowiedź zbudowała. Od początku naszej wspólnej drogi małżeńskiej byłem bowiem zwolennikiem tego, żeby moja żona była pełnoetatową matką i panią domu. Starałem się docenić jej wysiłki i jej trud, starałem się uprzyjemnić jej czasami monotonne życie, starałem się łagodzić konflikty, które zawsze powstają w procesie wychowania, starałem się ją odciążyć od części obowiązków. Musiałem również zarobić na utrzymanie całej naszej rodziny, co też nie jest takie łatwe. Nieraz zdarzało się, że wychodziłem do pracy o szóstej rano, a wracałem o dwunastej w nocy. Jednak świadomość tego, że powracam do prawdziwego domu, do przystani otoczonej miłością, dodawała mi sił. Oczywiście, różnie bywało w naszej rodzinie. Zdarzały się i konflikty, i problemy, i wątpliwości. Często mówiłem do siebie: "Po co mi to? Może niech lepiej żona idzie do pracy, będzie mi znacznie lżej, a dzieci jakoś się wychowają samopas, tak jak większość ich kolegów". Mojej żonie również często się wydawało, że niepotrzebnie marnuje życie, siedząc w domu z dwoma dyplomami .wyższych uczelni oraz doktoratem. Na szczęście mieliśmy wśród swoich przyjaciół pozytywne przykłady skutecznej kariery macierzyńskiej: dzieci wychowane przez matki, a nie przez podwórko, wyraźnie się wyróżniały na plus w środowisku szkolnym i później na studiach. Z drugiej strony obserwowałem swoje koleżanki w pracy, które musiały się użerać z szefostwem, które się stresowały i płakały, narzekały i męczyły się - ale i tak niemal natychmiast po urodzeniu dziecka wracały do pracy. Widząc te "kariery zawodowe" kosztem porzuconych i zdradzonych dzieci (które przecież przynajmniej na początku boleśnie przeżywają nieobecność mamy, zwłaszcza gdy w końcu zrozumieją, że się je po prostu zdradziło), nabierałem przekonania, że nasz wybór jest właściwy. I teraz otrzymaliśmy najwyższą ocenę - nasze dzieci zauważyły, jak ważne jest to, co dla nich robimy.

     Biblia uczy, że miłość przewyższa wszystko (1 Kor 13, 13). Uczy też, że należy kochać czynem, a nie tylko słowem (1 J 3, 18). Miłość rodzicielska - najbardziej podstawowa i najbardziej naturalna miłość, jakiej człowiek może doświadczyć - opiera się nie tylko na zmianie pieluszki i ugotowaniu zupy. A już na pewno nie polega na wynajęciu opiekunki i robieniu "kariery zawodowej". W swoim czasie nasze dzieci wystawią nam ocenę, która nie będzie raczej zależała od naszych osiągnięć zawodowych. I jestem przekonany, że mama, która po prostu była ze swoimi dziećmi, pomagając im zrozumieć otaczający je świat, zaskarbi sobie znacznie większą wdzięczność swoich dzieci niż ta, która pracując zawodowo, będzie w stanie podarować swojemu dziecku na osiemnastkę dom i samochód.




Mirek - mąż i ojciec


Publikacja za zgodą redakcji
Miłujcie się!, nr 2-2009


   

Wasze komentarze:
 Kurkuma: 17.12.2018, 14:48
 Myślę, że taki kult kury domowej w dzisiejszych czasach bardziej uderza w rodzinę niż jej pomaga. Bo to jasne przesłanie dla kobiet, że na wsparcie męża kobieta nie ma co liczyć. Bo oczywiście mężczyzna mógłby dzielić z żoną obowiązki w domu, spędzić trochę czasu z dziećmi i wspierać żonę w karierze zawodowej, ale to utopia - każdy facet będzie myślał tylko o tym jak uziemić żonę w domu, a samemu uciekać od rodziny na całe dnie i robić własną karierę (twierdząc, że to wszystko z troski o rodzinę). I tak oto, młode kobiety boją się założyć rodzinę, żeby nie skończyć jako kury domowe, kury domowe są sfrustrowanymi matkami, które swoją irytację wyładowują na dzieciach (bo mężów całymi dniami nie ma w domu), mężowie pracują na dwa etaty (no bo jak inaczej w pojedynkę utrzymać niepracującą żonę i dzieci), a dzieci wychowują się bez ojca, bo ojciec jest zajęty robieniem kariery dla dobra rodziny, więc na przebywanie z rodziną nie ma już czasu.
 Anka: 11.04.2015, 16:07
 Uważam, że karierę macierzyńską może robić kobieta, która nie ma wyższego wykształcenia. Po to się idzie na studia, żeby później pracować w zawodzie, a nie żeby być wykształconą panią domu (no chyba, ze jest się po pedagogice). Wykształcona kobieta, która zajmuje się głównie gotowaniem obiadu, sprzątaniem, rozmowami o misiach i lalkach, prędzej czy później będzie miała poczucie frustracji i niespełnienia, albo przerzuci je na dzieci, abstrahując już od tego, że na jej bezpłatną edukację wyższą składamy się my - wszyscy podatnicy. Pomijam już przypadki losowe np. mąż ginie w wypadku.
 Anonim: 12.01.2015, 08:22
 Ja myślę,że domem i rodziną wszyscy muszą się zająć niezależnie czy ktoś pracuje czy nie.
 O.: 06.11.2014, 08:57
 Ja myślę,że nie mieszajmy życia prywatnego z zawodowym bo to są zupełnie 2 inne bajki. Taka kobieta tylko dla własnej rodziny będzie kimś.
 Kwiat: 29.09.2014, 06:31
 Pod jednym warunkiem,że jej męża będzie na to stać. W tym kraju ciężko jest utrzymać rodzinę z jednej pensji.
 karola: 01.08.2011, 20:27
 Ja się zastanawiam co taka kobieta zrobi, kiedy wspaniały dobroczyńca rodziny - ojciec, w związku z kryzysem wieku średniego postanowi zmienić żonę na lepszy model. Zero emerytury, zero środków. Wspaniała perspektywa.
 Katoliczka: 31.07.2010, 20:00
 Ja nie byłabym szczęśliwa zajmując się domem i dziećmi i rezygnując z pracy zawodowej. Myślę jednak, że są panie, które dobrze się czują w takiej roli. Mam nadzieję,że uda mi się pogodzić pracę z macierzyństwem. Za dwa tygodnie wracam do pracy po urlopie macierzyńskim.
 Katoliczka: 31.07.2010, 19:46
 Też jestem mamą i praktykującą katoliczką ale nie byłabym szczęśliwa siedząc tylko w domu. Po macierzyńskim wracam do pracy dokładnie tak samo jak kiedyś moja mama. Nie mam oczywiście nic przeciwko mamie dla której karierą jest dom i dzieci. Moją małą córeczkę bardzo kocham a pracę i ludzi tam pracujących lubię. Poza tym dzięki temu czerpię więcej radości z macierzyństwa i ma więcej cierpliwości do córki.
 anna: 17.03.2010, 00:07
 a czemu to matka ma rezygnować z kariery a nie ojciec?
 MN: 07.01.2010, 19:58
 "Mojej żonie również często się wydawało, że niepotrzebnie marnuje życie, siedząc w domu z dwoma dyplomami .wyższych uczelni oraz doktoratem." Niestety, z przykrością muszę napisać, że miała rację: to z pewnością inteligentna, szczęśliwa kobieta, ale niestety nie w pełni spełniona - tak uważam. Rozumiem, że to bardzo trudne pogodzić pracę i rodzinę, ale z drugiej strony większość kobiet pracuje zawodowo. Moja babcia pracowała zawodowo od ukończenia technikum, aż do emerytury i urodziła dwóch synów, z czego jeden był cięzko chory i w końcu zmarł na astmę. Znajdowała jakoś czas na pracę i opiekę nad nim. Tak samo moja śp. Mama - wychowywała mnie i siostrę i pracowała w biurze (niestety zmarła na raka).
 Danuta: 06.11.2009, 16:25
 To prawda.
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej