Pozwolić dzieciom odejśćKto kocha swoje dziecko wysyła je w świat: To niemieckie przysłowie wyraża prawdę, że każda autentyczna miłość musi liczyć się z rozstaniem. Rozłąka kochających się osób niekoniecznie musi być dramatem zrywającym więzi miłości, ale odwrotnie - często staje się szansą na ich umocnienie.Najdobitniej widać to na przykładzie miłości Boga, który posłał swego umiłowanego Syna na świat. Nie było to wygnanie ani skazanie Syna na śmierć, lecz wysłanie Go dla ratowania świata. Dzięki temu świat ocalał, a miłość Ojca do Syna jeszcze bardziej się wzmocniła, mimo iż została okupiona tak wielką ceną. Miłość daje wolność
Porażka jako element dojrzewania Można więc powiedzieć, że wysyłanie dzieci w świat, to nic innego jak dawanie im wolności - niezależnie od tego, czy same ją wybierają, czy pomagają im w tym rodzice lub wychowawcy. Miłość bez wolności traktowana jest zwykle jako przywiązanie, które krępuje lub ogranicza. Młody człowiek próbuje się z niej wyzwolić, dążąc do osłabiania więzi rodzinnych lub zrywając je definitywnie, albo też usiłuje je sztucznie podtrzymać, nie mając odwagi na odejście. Ważna rola przypada tutaj rodzicom i wychowawcom, aby pomóc dzieciom utrzymać tę więź, gdy wyruszą one w świat. Nie można jednak tego czynić na siłę. Gdyby ojciec chciał za wszelką cenę zatrzymać swojego marnotrawnego syna, przewidując to, co się z nim stanie i kategorycznie zabraniałby mu wyjazdu, stałoby się z młodzieńcem to, co z jego starszym bratem - żyłby w ciągłym żalu i być może nigdy nie udałoby mu się tak naprawdę pokochać swego ojca, jak również nigdy nie doświadczyłby jego prawdziwej miłości. Odejście w świat doprowadziło go, co prawda, do ruiny, ale powrót uczynił go o wiele bogatszym duchowo. Ojciec o tym wiedział i dlatego nie zatrzymywał go przy sobie, ani potem nie nakłaniał do powrotu, choć było jasne, że syn bardzo cierpi. Ale syn sam musiał zrozumieć: co zrobił, co stracił i jaką krzywdę wyrządził ojcu. I właśnie na tym polega mądrość wychowawcza i sposób dojrzewania, który jest o wiele skuteczniejszy, niż chęć uchronienia dziecka przed rozczarowaniem. Właśnie błędne pragnienie rodziców czy wychowawców, aby nie narażać dzieci na cierpienie i zawód, powoduje chęć zatrzymania ich przy sobie, żeby im zaoszczędzić gorzkiego rozczarowania. Efekt wtedy jest jednak odwrotny: tracą dzieci oraz szansę na ich miłość i dojrzałość. Co na to ksiądz Bosko Ksiądz Bosko w swym systemie zapobiegawczym też przewidywał takie sytuacje i działał w tym względzie uprzedzająco na swych wychowanków, przygotowując ich do konfrontacji ze światem. Sam jako mały chłopiec został wcześnie wysłany z domu w świat przez swą matkę, ażeby mógł zarobić na siebie i uniknąć przykrych docinków ze strony swego starszego brata Antoniego, że tylko się uczy zamiast pracować. Ale dzięki temu szybko nabrał samodzielności i zaradności życiowej, którą potem skutecznie wykorzystywał w swojej pracy wychowawczej. Uczył swych chłopców nie tylko zaradności życiowej, lecz nade wszystko uczciwości. Chciał, aby byli dobrymi obywatelami i gorliwymi chrześcijanami. Uczył ich zawodu, aby mogli uczciwie pracować i zarabiać na swoje utrzymanie. Uczył ich myślenia, aby nie pozwalali się oszukiwać. Uczył ich pacierza, aby się nie zagubili w świecie, odchodząc od Boga. Nie przywiązywał chłopców do siebie, ani też nie zatrzymywał ich na dłużej w oratorium, które stanowiło jakby oazę na pustyni ówczesnego Turynu, gdzie czyhały na nich liczne niebezpieczeństwa. Nie zabraniał im odejść, ale wychowankowie, gdy odchodzili, wiedzieli, że są nadal kochani i zawsze mogą wrócić. Niektórzy rzeczywiście wracali, bo chcieli zostać z księdzem Bosko, czy to w charakterze jego współpracowników w wychowaniu, czy jako współbracia w Zgromadzeniu Salezjańskim.
Wielu z nich jednak opuściło księdza Bosko, bo dało się zwieść szalejącej wówczas rewolucji, której nie dało się pogodzić z uprzedzającą miłością. Wielu z nich odeszło do innych seminariów, zostając księżmi. Wielu jednak, będąc w świecie, nadal utrzymywało z nim kontakt i pomagało mu w wychowywaniu. To dało księdzu Bosko impuls do stworzenia Wspólnoty Salezjanów Współpracowników i Wspólnoty Byłych Wychowanków, przy pomocy których jeszcze bardziej rozwinął swoje dzieło wychowawcze na całym świecie.
ks Jacek Rytko SDB Tekst pochodzi z pisma
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |