Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Jaka była rodzina św. Maksymiliana Kolbe

Niedawno jeden z naszych czytelników zwrócił uwagę, że trzeba podawać więcej szczegółów z życia Św. Maksymiliana Marii - nie z Oświęcimia tylko, ale z powszedniego, codziennego życia - świadczących o jego heroiczności. Chodzi o to, by o. Kolbe, człowiek o tak bogatej indywidualności, był bardziej poznany i wykorzystany jako wzór do naśladowania.

U kolebki heroizmu św. Maksymiliana

Nie jest to życzenie odosobnione. Sprawa jest aktualna i z tego powodu, że niektórzy chcieliby widzieć wielkość o. Kolbego tylko w jego bohaterstwie oświęcimskim, gdy tymczasem proces kanoniczny, przeprowadzony przed beatyfikacją, wykazał heroiczność cnót w całym jego życiu. Został wyniesiony na ołtarze jako wyznawca, a dopiero Papież Jan Paweł II ogłosił go, przy kanonizacji, męczennikiem.

W tym roku, w którym obchodzimy stulecie urodzin Św. Maksymiliana, artykuły wstępne w "Rycerzu" będą poświęcone właśnie jego heroiczności na co dzień. W czasach, gdy przeważa nastawienie na przeciętność, z jakże częstymi odchyleniami w dół nędzy moralnej, należy ukazywać świeże przykłady świętości, by budzić odzew syna św. Moniki: "Mogli ci, mogły te, czemu nie ty, Augustynie". Św. Maksymilian pociągnął już za sobą tysiące, jeżeli nie miliony. Cykl ten trzeba zacząć od kolebki świętości heroicznej Patrona naszych ciężkich czasów, którą była jego rodzina naturalna. Rodzina Marianny (z domu Dąbrowskiej) i Juliusza Kolbów może pod wielu względami służyć za wzór dla dzisiejszych rodzin polskich. Warto ją ukazać zaraz na progu Roku Rodziny, który się zbiega z Rokiem Kolbiańskim.

Św. Maksymilian przyszedł na świat 8 stycznia 1894 r. w Zduńskiej Woli, gdy ojciec miał 23 lata, a matka 24. Byli tkaczami. Mieli własny warsztat, w którym wykonywali pracę chałupniczą. Ze względu na malejące zarobki - trudno było warsztatom konkurować z fabrykami Łodzi i okolicy - przenieśli się w 1896 r. do Łodzi, a stąd po roku do Pabianic, gdzie chyba z cztery razy zmieniali miejsce zamieszkania i pracę. W okresie pabianickim początkowo na przedmieściu Jutrzkowice prowadzili sklep, a po jego zwinięciu nawet gospodarstwo rolne, ale przeważnie była to praca fabryczna. Do fabryki chodził ojciec, a gdy dzieci były odchowane, również matka. Zarobki były niewielkie, ale przy skromnych wymogach wystarczały na utrzymanie.

Mimo ciężkiej pracy, która w fabryce trwała 12 godzin (z godzinną przerwą obiadową), Kolbowie zachowali ducha pobożności, główną zaś troskę skierowali na wychowanie pięciu synów (dwaj ostatni wcześnie umarli, Waluś po roku, a Antoś, urodzony w 1900 r., po 4 latach). Wierząc w moc łaski uświęcającej, chrzcili dzieci już w dniu ich urodzenia lub następnym (Rajmund, późniejszy św. Maksymilian, urodził się 8 I o godz. 1 w nocy, a został ochrzczony tegoż dnia o godz. 16). Poświęcali je Matce Najświętszej. "Co do wychowania swych synów... - zwierzyła się matka - czując swoją nieudolność, prosiłam Matkę Bożą, by mnie zastąpiła". Modlitwy codzienne odmawiali wspólnie przy ołtarzyku domowym, a do kościoła chodzili na Mszę całą rodziną, nawet, w miarę możności, codziennie, latem o godz. 5. Uczęszczali również na nabożeństwa wieczorne, odprawiane po pracy fabrycznej (o godz. 19). Chłopcy służyli przy ołtarzu. Często wszyscy przystępowali do sakramentów świętych, zwłaszcza po dekrecie św. Piusa X z 1905 r. (nieraz Juliusz w czasie fabrycznej przerwy na śniadanie spieszył do kościoła, by przyjąć Komunię Św.). Kolbowie strzegli swoje dzieci od zepsucia moralnego i sami dawali im dobry przykład. Marianna lubiła czystość i porządek. Cieszyła się, że ma męża, który nie pije i nie pali. Hartowali synów, przyzwyczajali ich od małego do pracy, trzymali w karności, okazując przy tym dużo serca. Wieczorami ojciec z synami grywał na skrzypcach i śpiewał. Chłopcy byli nadzwyczaj żywi i weseli.

Co do szkoły, to sami rodzice uczyli synów w domu, korzystając też z pomocy prywatnej, m.in. księży. Dopiero w 1905 r., gdy nauka w szkołach zaczęła się odbywać po polsku, trzeci z kolei syn, Józef, zaczął uczęszczać do prywatnej szkoły fabryki, w której pracował Juliusz. Ukończył ją po trzech latach. W owym roku 1905 najstarszy, Franciszek, wstąpił do szkoły handlowej przy ul. Długiej, jedynej szkoły średniej w Pabianicach, a w rok potem dogonił go Rajmund, którego przygotował miejscowy aptekarz, gdy spostrzegł wybitne zdolności chłopca.

W rok po ślubie Kolbowie wstąpili do Tćzeciego Zakonu. "Pokochaliśmy św. Franciszka - wyznaje Marianna - i chcieliśmy go naśladować, tak jakśmy go rozumieli i w naszym stanie można byto". Przede wszystkim "nie chcieliśmy być bogaci, mając to przekonanie, że bogactwo jest wielką przeszkodą do doskonałości. I sam też Bóg strzegł nas od tych sideł". Juliusz wyrzekł się nawet swej części rodzinnej. Kolbowie chętnie spieszyli w razie potrzeby z pomocą materialną, a w swym sklepie sprzedawali biednym na kredyt, co, niestety, przy niewypłacalności wielu spowodowało jego zamknięcie. Zachowywali wiernie przykazania Boże i kościelne. Marianna pisze: "Kochałam swych synów i męża nad życie, ale nie nad wolę Bożą". Najbardziej zdumiewa następujące jej wyznanie: "Gdyśmy już mieli pięciu synów, Bóg kazał nam żyć w czystości... Po 10 latach próby ślubów rocznych byliśmy już przysposobieni do ślubu dozgonnej czystości". Gdy trzej żyjący synowie wyrazili pragnienie wstąpienia do zakonu franciszkańskiego, zrozumieli, że i oni mogą teraz poświęcić się Bogu, jak tego pragnęli za młodu. W 1908 r. Marianna wybrała się z najmłodszym synem do Lwowa, gdzie dwaj starsi byli już od roku w niższym seminarium. Wtedy to Juliusz dał jej na piśmie zgodę, że może oddać się "na wyłączną służbę" Bogu, i wyraził "gotowość przyspieszenia ślubu wiecznej czystości o trzy lata". Ona pozostała we Lwowie przy klasztorze sióstr benedyktynek (w 1913 r. przeniosła się do Krakowa, gdzie do śmierci mieszkała w klasztorze sióstr felicjanek), a on po pewnym czasie zgłosił się do franciszkanów, choć formalnie (podobnie jak żona) nie mógł być zakonnikiem. W Pabianicach pozostawili pamięć "świętego małżeństwa".

Św. Maksymilian, podobnie jak jego bracia, nie tylko otrzymał w swej rodzinie powołanie franciszkańskie, ale też szkołę apostolstwa i poświęcenia dla ojczyzny. Ojciec, jak zeznają świadkowie, "miał zacięcie i ducha prawdziwie apostolskiego", przy czym posiadał szczególny dar szybkiego zyskiwania serc ludzkich. Matka "z nadzwyczajną zręcznością potrafiła prowadzić rozmowy o Bogu i Matce Najświętszej". Oboje udzielali się w życiu parafialnym, należąc do Żywego Różańca i Bractwa Najświętszego Sakramentu. Juliusz organizował adorację eucharystyczną wśród mężczyzn, pomagał w założeniu biblioteki parafialnej, a gdy zaczęto wznosie kościół w nowej parafii Najśw. Maryi Panny, do której zostali włączeni z parafii Św. Mateusza, chodził po domach i zbierał składki na budowę. Marianna służyła bezinteresownie jako położna, mając pozwolenie lekarza. Wołano ją zwłaszcza tam, gdzie dzieci się nie chowały. Rodzina Kolbów "była rodziną polską i na wskroś patriotyczną", choć wywodziła się po linii ojca z Czech, skąd przybyła w okolice Łodzi w połowie XIX wieku. Do domu Juliusza schodzili się robotnicy na zebrania o charakterze religijno-patriotycznym, a dobry pretekst stanowiły jego dodatkowe zajęcia: był fryzjerem i oprawiał książki. Czytano książki, kolportowano pismo "Kiliński i Polak", za które za caratu groził Sybir. Juliusz należał też do Koła Stowarzyszenia Robotników Chrześcijańskich i pisywał do jego pisma "Pracownik Polski". Wydrukował tam swoje credo religijno-patriotyczne w wierszu-pieśni pt. Psalm robotników chrześcijańskich".1'

W podłódzkiej rodzinie Kolbów należy też szukać początków Rycerstwa Niepokalanej, a nawet męczeństwa św. Maksymiliana. On sam, pisząc wspomnienia pt. Jak się zaczęła Milicja Niepokalanej, m.in. wspomina: "Jeszcze pamiętam, że jako mały chłopiec kupiłem sobie figurkę Niepokalanej za5 kopiejek". "Od tegoczasu-wyja- śnia kiedy indziej - postanowiłem kochać szczególnie Niepokalaną i pracować dla Niej". Być może, że fakt ten łączy się z wizją dwóch koron, o której matka poinformowała Niepokalanów, gdy dowiedziała się o śmierci syna w Oświęcimiu. "Już przedtem - napisała 12 X 1941 r. - wiedziałam z nadzwyczajnego zajścia z lat dziecinnych o. Maksymiliana, że umrze on śmiercią męczeńską". Pewnego razu, gdy coś spsocił, zrobiła mu wyrzut: "Mundziu, nie wiem co z ciebie będzie". Wkrótce zauważyła, że "dziecko zmieniło się nie do poznania". Na nalegania matki Rajmund wyjawił, że będąc w kościele prosił Matkę Bożą, by mu powiedziała, co z niego będzie, i wtedy Ona ukazała mu się trzymając dwie korony: białą i czerwoną, i pytając, czy chce je mieć. Zrozumiał, że chodzi o czystość i męczeństwo. Gdy wyraził zgodę, mile nań spojrzała i znikła. O prawdziwości tego zeznania świadczyła według matki owa zmiana u chłopca oraz to, że "przy każdej sposobności z rozpromienioną twarzą wspominał o swej upragnionej śmierci męczeńskiej". Starszy jego kolega Adam Zalewski zeznał, że "obcując z Rajmundkiem, można go było nazwać świętym". Już w dzieciństwie apostołował, napominając kolegów, by czcić nabożnie Najświętszy Sakrament i nie oddawać złem za złe.

W 1942 r. ówczesny przełożony Niepokalanowa wyraził Mariannie Kolbowej uznanie za dobre wychowanie synów. Najpierw przypomniał, jak to Pius IX, gdy podawano mu różne projekty odnowy Kościoła (m.in. podnieść gorliwość duchowieństwa, zwiększyć ilość szkół katolickich, wzmocnić propagandę w prasie), oświadczył: "Dajcie mi dobre i święte matki katolickie, a uświęcę cały świat i podniosę Kościół do niebywałej świętości". A potem gwardian napisał: "Ze papież miał rację, dowodem jest czcigodna Pani. Gdyby każda matka dała Kościołowi takich synów, naprawdę niezadługo nastąpiłoby pełne odrodzenie całego świata, nie rządziłaby światem nienawiść i siła, ale miłość i cnota".

Przykład rodziny Kolbów ilustruje też wypowiedź Piusa XII: "Światu potrzeba franciszkańskiej wizji życia". Od tej wypowiedzi zaczął swą książkę (nie wydaną) pt. Cywilizacja jranciszkańska Walenty Majdański, publicysta, walczący przez całe lata o zdrową rodzinę polską. Pokazuje w niej, że czasy obecne wymagają heroizmu zarówno od zakonów, jak i laikatu katolickiego, że potrzeba mnożyć Niepokalanowy realizujące w pełni ideał św. Franciszka i wytyczne św. Maksymiliana, ale "musi teraz towarzyszyć im akcja świeckich także w kształtowaniu pełni życia i kultury: całej cywilizacji". Zacząć trzeba od rodzin, które stanowiłyby "trzeci zakon cywilizacji" (bo, pyta autor, "skąd o. Kolbe? rycerz i męczennik?" i odpowiada: "z domu, z klimatu życia rodzinnego, z jego tradycji franciszkańskich i narodowych polskich"). W ten sposób powstanie, jak kończy Majdański, "świat dzieci Maryi i przez Nią - Boga jako Ojca i Chrystusa jako Brata".

Rok Rodziny, połączony z Rokiem Kolbiańskim, jest wyzwaniem dla rodzin polskich, by trwały wiernie przy Chrystusie, a w razie ustępstw zerwały ze stylem życia, jaki dziś narzuca propaganda mass mediów, z ogromną szkodą dla najistotniejszych interesów narodu, i zdecydowały się, nawet za cenę heroizmu, na pełną realizację ideału ewangelicznego. Nie zabraknie nikomu siły, gdy czerpać będzie, jak rodzina Kolbów, z Eucharystii i czci Niepokalanej. Rodziny elitarne, coraz liczniej zrzeszane pod sztandarem Niepokalanej, promieniując intensywnie na otoczenie, zadecydują o nowej cywilizacji, a tak o lepszym jutrze Polski i Kościoła.

Rycerz Niepokalanej nr 451

1) Oto pierwsza zwrotka pieśni J. Kolbego, śpiewanej na melodię My chcemy Boga: "Hołd złóżmy Bogu, robotnicy! / Zaszczytny, wzniosły jest nasz stan, / Krwią go uświęcił Syn Dziewicy, / Nasz wieczny Król, nasz Mistrz i Pan! / Ten, co się Ojcem mieni, / Z miłości tak rzekł nam: / Pójdźcie, wy pracą obciążeni, / Ja was ochłodzę, silę dam!"


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do św. Jana NepomucenaModlitwa do św. Jana Nepomucena

Modlitwa do bł. RychezyModlitwa do bł. Rychezy

Kieszonkowe dla dziecka. Jak nie popełnić błędów?Kieszonkowe dla dziecka. Jak nie popełnić błędów?

Opalać się... z głowąOpalać się... "z głową"

Jako katoliczka nie wiem czy powinnam słuchać black i death metalu?Jako katoliczka nie wiem czy powinnam słuchać black i death metalu?

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej