Księża nie kanarkiDzięki internetowi można łatwo się dowiedzieć, co porabiają osoby, z którymi dawno straciliśmy kontakt.Wpisujemy nazwisko do Google'a lub na Facebooku i patrzymy, co pojawi się na ekranie. Niekiedy jednak jest też tak, że przeglądając gazetę odkrywamy znajomych sprzed lat, o których już dawno nam się zapomniało. Przydarzyło mi się to przed paroma dniami, kiedy przeczytałem, że proboszcz katedry w Fuldzie ks. Peter-Martin Schmidt otrzymał od swojego biskupa polecenie udania się w zaciszne miejsce, aby mógł odnaleźć dla swojego życia nowe ukierunkowanie. Przyczyną tegoż zarządzenia było niezadowolenie rady parafialnej z jego pracy. Przed 15 laty prowadziliśmy razem w przykatedralnej akademii trzydniowe seminaria dla uczniów i rodzin, które zawsze kończyły się wielkimi kłótniami. A to dlatego, że na zakończenie rekolekcji ks. Schmidt odprawiał Mszę Świętą, podczas której udzielał Komunii tylko katolikom. Wzbudzało to zawsze żywe protesty, tyle że nie pośród protestantów, ale katolików! Stąd też owo rozporządzenie szczególnie mnie nie zaskoczyło. Dla wielu niemieckich katolików ksiądz jest niczym kanarek. Powinien ładnie śpiewać, miło się prezentować i nie za dużo brykać w swojej klatce. Jeśli duchowny chce być w Niemczech lubiany i popularny, powinien spełniać te trzy kryteria. Kiedy jednak będzie robi! swoje, wcześniej czy później usłyszy od kurii zarzut wprowadzania podziałów w parafii. Najwięcej problemów z dostosowaniem się do owych reguł mają księża ukierunkowani na Watykan. Nie zdążyłem jeszcze ochłonąć po tej historii, kiedy przeczytałem w prasie o innym znajomym duchownym, parającym się również dziennikarstwem. Ksiądz Georg Oblinger publikuje artykuły nie tylko w prasie katolickiej, ale również świeckiej, w tym w prawicowym tygodniku "Jungę Freiheit". W ostatnim czasie jednak biskup Augsburga Konrad Zdarsa, za pośrednictwem mediów, zakazał ks. Oblingerowi pisania dla tegoż tygodnika. Powodem nie były treści artykułów, ale prawicowa opcja gazety. Jak można to sobie łatwo wyobrazić, sytuacja ks. Oblingera po takim publicznym zakazie nie jest do pozazdroszczenia. Ponieważ pracuje on również w szkole, cała historia wywołała pośród rodziców uczniów zaniepokojenie, że ich dzieci staną się neonazistami. Dzięki Bogu, niektórzy uczniowie przyznają szczerze, że lekcje religii z ks. Oblingerem są w porządku. Ale naturalnie ksiądz zostanie poddany wnikliwej obserwacji, niczym wspomniany kanarek. W wywiadzie dla "Jungę Freiheit" niemiecki filozof katolicki prof. Robert Spaemann krytykuje ostro sposób potraktowania ks. Oblingera. Z jego punktu widzenia "jedyną słuszną decyzją byłoby, gdyby biskup uchylił ten zakaz i wstawił się za swoim kapłanem, który nie zrobił nic niesłusznego". Ponadto prof. Spaemann wyraźnie chwali reakcję ks. Oblingera, który oświadczył, że będzie posłuszny biskupowi, gdyż posłuszeństwo jest ważną cnotą "zaczynającą się właśnie tam, gdzie mamy inną opinię". Ja też podzielam pochwały wobec stanowiska ks. Oblingera. Reprezentuje on poziom daleko wychodzący poza "przeciętną parafialną". Być może jest to jednak tragizm naszych czasów, i to nie tylko w Niemczech, że ludzie utracili zmysł porządku, uważając siebie za sędziów osób duchownych. A przecież w życiu każdego człowieka pojawiają się sytuacje, w których pomóc może jedynie ksiądz. Bo to on znajduje się najbliżej Boga i to on otrzyma! od Niego autorytet. To, że wielu ludzi spoza Kościoła nie widzi tego autorytetu, to jedna rzecz. Ale to, że coraz więcej katolików staje się zaciekłymi sędziami swoich pasterzy, jest naprawdę tragicznie. Nie wiem, jak można to zmienić. Ksiądz Józef Tischner napisał kiedyś, że każda rewolucja zawiera w sobie element zemsty. Wyraźnie widać to w rewolucjach francuskiej i bolszewickiej. Król Ludwik XVI i jego żona zostali zgilotynowani za to, co sobą reprezentowali. To samo tyczy się rosyjskiej rodziny carskiej. Obawiam się, że w Niemczech księża, którzy nie godzą się być kanarkami, coraz bardziej stają się przedmiotem zemsty. Tyle że za co? Za moralny ucisk, za wyrabianie wyrzutów sumienia? A może sędziowie sami już nie wiedzą za co? Stefan Meetschen
Tekst pochodzi z TygodnikaIdziemy, 5 lutego 2012
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |