Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zahacz skrzydłem o konfesjonał

     Spowiedź to nie tylko udzielenie rozgrzeszenia, to ukazanie człowiekowi dobra, które w nim jest - mówi ks. Kazimierz Jankiewicz MIC

     KATARZYNA KOLSKA: Często się ksiądz spowiada?

     KS. KAZIMIERZ JANKIEWICZ: Reguły zakonne określają, jak często powinniśmy przystępować do sakramentu pojednania. W nowicjacie i seminarium mieliśmy cotygodniową spowiedź, teraz zazwyczaj spowiadamy się raz na miesiąc, w czasie dnia skupienia.

     A zwykły śmiertelnik jak często powinien korzystać z sakramentu pokuty?

     – Według prawa kościelnego powinniśmy spowiadać się przynajmniej raz w roku, i w czasie wielkanocnym przystępować do Komunii świętej. To oczywiście przepis, praktyka jest inna. W Kościele funkcjonuje coś, co nazywamy spowiedzią z pobożności: to znaczy, że każdy we własnym sumieniu musi odnaleźć ten rytm. Zazwyczaj ludzie korzystają z sakramentu pokuty raz na dwa, trzy miesiące. Są tacy, dla których okazją do spowiedzi jest każdy pierwszy piątek miesiąca.

     Wiele osób podejmuje to, co się nazywa pracą nad sobą i w bardzo świadomy sposób kreuje swoje życie duchowe – spowiedź jest jednym z elementów tego życia duchowego. A istotą życia duchowego jest to, że człowiek dzięki łasce Bożej ma więcej wewnętrznego światła, które sprawia, że pewne rzeczy widzimy wyraźniej. Umiemy lepiej rozpoznawać, co jest słuszne, a co niesłuszne, co dobre, a co złe.

     Dla wielu ludzi pójście do spowiedzi jest ogromnym problemem. Towarzyszy im strach, wstyd i z tego powodu miesiącami potrafi ą się nie spowiadać. Lęk jest większy niż chęć pojednania się z Panem Bogiem.

     – Ma to swoje uzasadnienie psychologiczne. Każdy człowiek woli być chwalony niż ganiony. My nawet sami przed sobą z trudem przyznajemy się do swoich niepowodzeń. Spowiedź jest uzewnętrznieniem tej wewnętrznej, trudnej sytuacji. Stąd pojawia się zrozumiały opór przed ujawnianiem swoich największych słabości.

     Najczęściej wstyd dotyczy naszej seksualności, czyli grzechów przeciwko szóstemu i dziewiątemu przykazaniu Bożemu. Te grzechy mówi się absolutnym szeptem, najlepiej tak, żeby spowiednik nie dosłyszał. Wstydzimy się tak bardzo, że to prowadzi czasami – zupełnie niepotrzebnie – do nieszczerej spowiedzi.

     Ale to nie jedyny powód, dla którego wiele osób rezygnuje ze spowiedzi. Znacznie trudniejsze jest to, że my czasami nie wiemy, z czego mamy się spowiadać. Człowiek nie czuje się winny, nie ma poczucia, że postępował źle, że komuś wyrządził krzywdę.

     Lęk przed spowiedzią wiąże się też z oceną: obawiamy się, że zostaniemy skarceni, zrugani, że spowiednik nie zostawi na nas suchej nitki.

     – Relacja między penitentem, a spowiednikiem jest niezwykle istotna. W mojej praktyce duszpasterskiej spotykałem osoby, które przez dłuższy czas nie były u spowiedzi, bo wcześniej zostały źle potraktowane przez spowiednika. W statystyce nie jest to pewnie wielki procent, ale jest na tyle ważny, że nie można go pomijać. Ksiądz, który siedzi w konfesjonale, nigdy nie powinien zapominać, że nie on ustala normy. Kapłan jest jedynie sługą – sędzią jest Pan Bóg.

     Niezwykle ważnym momentem sakramentu pojednania jest nie tylko udzielenie rozgrzeszenia, ale ukazanie ludziom dobra, które w nich jest. Ojciec rodziny, który przed chwilą wyznał, że nie zmówił pacierza, pięć razy zaklął i trzy raz skłamał musi usłyszeć, że on jest fi larem tej rodziny, że ta rodzina go potrzebuje, na nim polega i że nie mógł dać swoim dzieciom lepszego przykładu jak ten, że widzą go przystępującego do spowiedzi, czy modlącego się. Niejednokrotnie słuchając spowiedzi mam poczucie, że ludzie się niepotrzebnie oskarżają. Dlatego myślę, że rolą spowiednika jest uświadomienie penitentowi, by nie tworzył grzechów tam, gdzie ich nie ma.

     Dawniej bardzo często mówiłem żartobliwie młodym ludziom, którzy po spowiedzi odchodzili od konfesjonału: "A teraz uważaj, żebyś nie zahaczył skrzydłem kogoś z wiernych". Bo człowiek powinien odchodzić od konfesjonału podbudowany, wewnętrznie uradowany. Wówczas spowiedź nie będzie dla niego trudem.

     Jednym z warunków spowiedzi jest postanowienie poprawy. Tymczasem my wyznając nasze grzechy mamy świadomość, że one znów się powtórzą i za jakiś czas z tymi samymi grzechami pojawimy się przed konfesjonałem. To może podcinać skrzydła...

     – Każda spowiedź jest uświadomieniem sobie naszej słabości. Ale nie ma takiej słabości, nad którą nie moglibyśmy popracować. Jeśli więc te same grzechy miałyby nas skłonić do refl eksji, że właściwie to nie warto do spowiedzi przystępować, to popełnilibyśmy wielki błąd. Spowiedź, nie zapominajmy o tym, jest łaską, i na mocy tej łaski Pan Bóg daje nam siły byśmy z naszymi słabościami umieli walczyć – tylko musimy tego naprawdę chcieć i o to się modlić.

     Nieodłącznym elementem spowiedzi jest przebaczenie, a to nie przychodzi nam łatwo.

    – Bo przebaczenie nie jest łatwą sprawą. By jednak dobrze zrozumieć, o czym mówimy, musimy dokonać pewnego rozróżnienia: czym innym jest przebaczenie, czym innym pamiętanie. Są sytuacje, gdy człowiek słusznie się gniewa na drugą osobę. Jeśli mąż popełnia grzech przeciwko miłości, upijając się notorycznie, trudno oczekiwać, że żona powita go z kwiatami. Ona została zraniona, ma prawo do gniewu, ma prawo o tym pamiętać. Przebaczyć to nie znaczy przestać pamiętać. Gdy się mocno skaleczymy na naszym ciele zostaje blizna na całe życie. Ale ta blizna nie boli.

     – To gdzie jest ta granica między pamiętaniem, a przebaczeniem?

     – Przebaczenie jest nie szukaniem zemsty, odwetu. To jednak wcale nie znaczy, że mamy klaskać z radości w ręce, że mamy pozwalać na to, by nas dalej krzywdzono. Czasami słyszymy jak ktoś mówi o przestępcy, który dopuścił się zbrodni: temu należałoby uciąć ręce. Tak nie wolno mówić, to głęboko niechrześcijańskie.

     Roman Brandstaetter napisał wiersz o królu, który gnębił swoich poddanych. Ten król był uwięziony w ich krzywdzie, w ich łzach i cierpieniu. Będzie wolny dopiero wtedy, gdy oni mu przebaczą. To nie znaczy wcale, że mają mu powiedzieć: "Nic się nie stało, byłeś wspaniałym władcą". To byłaby nieprawda. On powinien usłyszeć: "Byłeś dla nas okrutny, krzywdziłeś nas. My o tym wiemy i to pamiętamy. Ale my nie chcemy cię za to krzywdzić". Taki rodzaj przebaczenia jest możliwy tylko w kategoriach religijno moralnych.

     Czy łaska, jakiej doświadczamy podczas sakramentu pojednania, pomaga w tym byśmy umieli przebaczyć?

     – To jest właśnie najgłębszy sens spowiedzi. Za każdym razem, gdy przystępujemy do sakramentu pojednania Pan Bóg przebacza nam nasze winy. Zraniony człowiek musi zrobić dokładnie to samo, względem swego bliźniego. O tym przypominają nam słowa naszej codziennej modlitwy. "Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy."

     Jak dobrze przygotować się do spowiedzi?

     – By przypomnieć sobie swoje grzechy trzeba posłużyć się jakimś wzorcem, który pozwoli nam spojrzeć w nasze sumienie. W naszej licheńskiej bazylice są rozłożone egzemplarze rachunku sumienia – wiele osób z nich korzysta. To jest jeden ze sposobów ukazania pewnej przestrzeni wewnętrznej, w której człowiek się obraca.

     Ważne jest jednak to, by nie wpaść w rutynę, by nie ograniczyć się do rachunku sumienia zapamiętanego z dzieciństwa. Bo będzie on jak za małe ubranko, z którego dawno już wyrośliśmy i które nam nie pasuje.

     Czy dobrą praktyką jest posiadanie stałego spowiednika?

      – Kościół oczywiście zostawia absolutną wolność w wyborze spowiednika. Ale ja uważam, że to bardzo może nam pomóc, a nawet ułatwić spowiedź. Jest to niezwykle istotne dla naszego życia duchowego. Każdy z nas chce mieć kogoś, kto nas rozumie, kogoś, komu nie trzeba tłumaczyć całego swojego życia. Kto zna historię naszych zmagań, upadków. Spowiednik, kierownik duchowy może być właśnie taką osobą – choć, nie ukrywajmy, to ogromna odpowiedzialność dla kapłana. Ludzie szukają stałych spowiedników: w dużych miastach jest to oczywiście łatwiejsze niż na wsi, gdzie przeważnie jest tylko ksiądz proboszcz, który, chcąc nie chcąc, zazwyczaj jest dla swoich parafi an jedynym spowiednikiem.

     Zdarza się, że także tu, w naszym licheńskim sanktuarium, pielgrzymi, którzy częściej przyjeżdżają, szukają księdza, u którego kiedyś się spowiadali. Uważają, że historia ich życia jest gdzieś zapisana w tej spowiedzi.

     Jak zachęcić zatwardziałego grzesznika, który latami broni się przed spowiedzią, by pokonał swoje lęki, strach, wstyd i przystąpił do sakramentu pojednania?

     – Wielu ludzi pyta mnie o to, a odpowiedź nie jest łatwa. Pytają zatroskane żony, które martwią się o swoich mężów, pytają matki dorastających synów i córek "Co robić?". A ja zawsze odpowiadam: Zachować spokój. Zostawić ich. Oni sami muszą dojrzeć do tej decyzji. Trudno przecież pójść do kogoś i powiedzieć mu: "No grzeszniku, dosyć tego, teraz się nawróć". Co nie znaczy, że nie powinniśmy dążyć do dialogu z tymi ludźmi.

     Czasami ktoś zabrnie tak daleko, że już dalej brnąć nie może. Jest na dnie i pragnie się z niego wydostać. To niewątpliwie jest łaska Boża, której doświadcza i za którą powinien Bogu dziękować.

     Kiedy ktoś po wielu latach trafi a do mnie do spowiedzi i ma poczucie, że na nowo odnalazł Pana Boga, ja mu mówię: "Wiesz gdzie Pan Bóg był przez ten cały czas? Czekał na Ciebie tam, gdzie go zostawiłeś." Pamiętajmy, że Kościół każdego dnia modli się za grzeszników. Ta modlitwa trwa dzień i noc. I przynosi swoje owoce.

     Często zdarza się księdzu spotykać ludzi, dla których spowiedź jest naprawdę pojednaniem się z Panem Bogiem, a nie tylko przykrym obowiązkiem, który przynajmniej raz do roku trzeba załatwić?

     – O tak, zwłaszcza tu w Licheniu, gdzie z inicjatywy ks. Kustosza co jakiś czas odbywają się rekolekcje przygotowujące do tzw. spowiedzi generalnej. Wielokrotnie jestem świadkiem głębokich, prawdziwych nawróceń. Dar spowiedzi to łaska, o którą trzeba się modlić – dla siebie i dla innych.

    Często mówię ludziom: Pamiętaj: jesteś tutaj, bo chcesz, z Twojej własnej woli. Ale nie byłoby Ciebie tutaj, gdyby nie Pan Bóg, który nawet wtedy, gdy grzeszymy, jest blisko nas. I działa w naszych duszach. Dlatego, my kapłani, nie mamy prawa pysznić się, że jesteśmy tacy skuteczni – byłoby to wielką pomyłką. Możemy jedynie mieć nadzieję, że Pan Bóg przyśle do nas grzeszników, których będziemy mogli wyspowiadać.

Rozmawiała Katarzyna Kolska

Świadectwa łask doznanych za przyczyną bł. Stanisława Papczyńskiego www.stanislawpapczynski.org

Tekst pochodzi z Informatora Sanktuarium Maryjnego w Licheniu
Pielgrzym Licheński - Informator nr 8, zima 2008


   

Targ zamknięty. Droga do zbawienia - lekcje Hioba Targ zamknięty. Droga do zbawienia - lekcje Hioba
o. Adam Szustak OP
To konferencja, która całkowicie odrzuca w kąt starotestamentalną zasadę handlowania z Panem Bogiem. O. Adam Szustak na pierwszy plan wysuwa tutaj to, co mamy najcenniejsze, czyli... naszą relację z Bogiem, opartą na wolności. Żeby Ci to pokazać, o. Adam Szustak sięga po historię Hioba i... niemal odwraca ją do góry nogami, ukazując nieznane dotąd spojrzenie. ... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej