Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Justyna Kowalczyk

     Czy po zakończeniu kariery przez Adama Małysza polski tron w sportach zimowych nie pozostanie pusty? Wszyscy mamy nadzieję, że zajmie go nasza mistrzyni biegów.

     Justyna Kowalczyk na sportowym topie jest od lat, ale od tego sezonu ma jeszcze trudniejsze zadanie, bo to na nią są zwrócone oczy kibiców w ciągu najbliższych miesięcy.

     Kasina Wielka w Beskidzie Wyspowym. Tu znajduje się dom rodzinny Justyny Kowalczyk. Nasza biegaczka bywa w nim rzadko. Zbyt rzadko. - Czas spędzany z najbliższymi, z ludźmi, którzy mnie znają, przy których nie muszę się dodatkowo pilnować, to są moje matę nagrody. I są one bardzo mile - mówi biegaczka.

     AUTOGRAFY W SKLEPIE

     Rodzice mają w domu mnóstwo kartek z autografami córki. Zawsze w ten sposób mogą dać trochę radości tym, którzy przyjeżdżają z całej Polski, bo chcą zobaczyć, gdzie i jak żyje nasza mistrzyni. To jedna z odsłon wielkiej popularności. Bywa ona mila i dla Justyny niezbyt uciążliwa, bo biegaczka... rzadko pojawia się w kraju.

     - Podczas długich wyjazdów na obozy zapominam o tym wszystkim. O tym, że mam rozpoznawalną twarz - mówi Justyna Kowalczyk. - Kiedy więc wracam do Polski i idę do sklepu, zaskakuje mnie, że zamiast robić zakupy, muszę rozdawać autografy. To jest niesamowicie mile. Nie dlatego, że karmi się w ten sposób moje ego. Raduje mnie zachowanie ludzi. Gdy podchodzą, opowiadają swoje historie, ale związane z moim życiem. Mówią o swoich wzruszeniach. To jest bardzo budujące.

     Mniej budujące są ustalenia w sprawie leków, których używa największa rywalka Polki, Norweżka Marit Bjorgen. Światowa Agencja Antydopingowa postanowiła, że od pierwszego stycznia ten sam co Norweżka środek na astmę - formoterol -może wdychać każdy sportowiec. - Sądzę, że jeśli tę furtkę uchyli się przynajmniej na centymetr, to zacznie się ona otwierać coraz bardziej i bardziej - ocenia nasza mistrzyni. - To przykre, co powiem, ale życie jest brutalne. Jeśli człowiek jest głupi, to nie będzie Einsteinem. Jeśli nie ma talentu do sportu, to nie będzie mistrzem. I tak powinno pozostać - przynajmniej według mnie. Bez żadnych furtek.

     OPONA OD MALUCHA

     Mówi to kobieta traktująca biegi narciarskie, bardzo trudną i wymagającą wielu wyrzeczeń dyscyplinę jak swoje powołanie. Polska „królowa zimy" to właśnie taki prawdziwy sportowiec, który kocha to, co robi. Do tego stopnia, że od 11 lat podczas treningów ciągnie za sobą... oponę!

     - Najlepsze są opony od malucha - wyjaśnia Justyna - które niestety wychodzą z produkcji. Ale jeżeli mamy większą, to trener wycina górną część. Bo nie chodzi o przesadę, żeby na przykład ciągnąć za sobą oponę traktorową.

     Trener Justyny Aleksander Wierietielny podpatrzył kiedyś ten sposób przygotowań u biathlonistów podczas obozu przygotowawczego w Niemczech. Co daje opona? - Dzięki niej nawet na najbardziej stromej trasie, po której poruszam się na rolkach, nie ma zjazdów. W ten sposób ciągle pracuję - tłumaczy Kowalczyk.

     - Pod górę jest naprawdę bardzo ciężko. Trening z oponą mogę porównać do startu na 30 kilometrów. Cały czas jest mordercza praca.

     Justyna jednak pamięta, by nie przesadzić. Podobnie jak trener. Treningów z oponą jest najwyżej dziesięć w roku. Mając przed oczami takie mordercze zajęcia, trudno uwierzyć w to, co nasza zawodniczka powtarza przy różnych okazjach: - Jestem trochę leniem. Dlatego, by ta część mojej natury nie zwyciężyła, tak istotny jest cel. I chęć, by z każdym miesiącem, każdym rokiem stawać się coraz lepszą.

     PRZYSZŁOŚĆ I TERAŹNIEJSZOŚĆ

     Dlatego nie ma w życiu Justyny zbyt wielu chwil zwątpienia w sens ciężkiej pracy. - One oczywiście były, ale tak naprawdę innego życia nie miałam. Bardziej się zastanawiam, co się stanie, gdy tego wszystkiego zabraknie. Co wtedy zrobię? Jak tu normalnie żyć bez tego?

     Nasza gwiazda nie ukrywa, że zbliża się dla niej przełom, być może najważniejsza drwiła w karierze. Będą nim zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi. - Do tego momentu chcę być naprawdę na bardzo wysokim poziomie sportowym. Jeżeli oczywiście mi mc uda, jeżeli moje ciało mi na to pozwoli. Wtedy podejmę decyzję, co dalej - mówi Justyna. - Czy to będzie przerwa? Czy nie musi zacząć się od nowa?

     Soczi to dopiero przyszłość. Teraźniejszość to obecny sezon, w którym znów wśród sięgających szczytu emocji i wielkich wzruszeń widzimy ambitną, walczącą o sukcesy - i zwyciężającą! - Justynę Kowalczyk. - Upartą w tych dążeniach do bólu - podkreśla biegaczka.

     Wiara kibiców w sukces sportowca to wielka sprawa. Niech nam nie zabraknie przekonania, że dzielna dziewczyna z Kasiny Wielkiej to nasza prawdziwa Królowa Zimy.

Mariusz Jankowski

Tekst pochodzi z Tygodnika
Idziemy, 8 stycznia 2012


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej