Przebaczyłam..., a Pan Bóg mnie uzdrowił"Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: "Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu odrzeki: "Nie mówię ci, ze aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy" (Mt 18, 21-22).Z woli i opatrzności Bożej dane mi było kilkanaście lat temu uczestniczyć w Seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Przez siedem tygodni - w każdą sobotę - dojeżdżaliśmy na miejsce spotkań ponad 100 km i mimo wielu przeszkód, wytrwaliśmy do końca. Modlitwa wstawiennicza w ostatnim dniu związana była z odnowieniem Sakramentu Chrztu i Bierzmowania czyli przeżyciem ich bardziej świadomie i z większą odpowiedzialnością. Dla mnie był to wielki dzień - przełom, który zapoczątkował proces duchowej odnowy trwającej do dziś. W pierwszej katechezie podczas Seminarium usłyszałam: "...jeżeli nie przebaczysz WSZYSTKIM, nie dokona się w tobie żadna odnowa". Szybko przetłumaczyłam to sobie na "język praktyczny": jeżeli nie przebaczę, to szkoda Panu Bogu "zawracać głowy", bo wszystko będzie jednym wielkim oszukiwaniem siebie - mnożeniem pobożnych praktyk, utwierdzających w faryzejskiej postawie obłudy i zakłamania.
Pragnienie i wola przebaczenia sprawiły, że Pan Bóg mógł wkroczyć w moje życie i rozpocząć proces uzdrowienia. Po powrocie do codziennych obowiązków, ze zdziwieniem zobaczyłam, że ludzie do których żywiłam urazy są inni, zupełnie inni. W krótkim czasie odkryłam, że wina nie była po ich stronie, ale we mnie, w moim chorym sercu. Dostrzegłam, że to ja zbudowałam oddzielający nas mur. Mur potężny i nie do zdobycia. Mur wrogości, uprzedzeń, nieufności, który wciąż wzmacniałam i obwarowywałam. Zobaczyłam, że ci ludzie wcale nie są do mnie wrogo nastawieni, ale życzliwi, kochający i otwarci na miłość. Długo i wnikliwie przyglądałam się temu "zjawisku" - zdziwienie było wielkie, a w sercu coraz większa radość i pokój. Wszystko stawało się piękne. Nabierało sensu to, co dotąd wydawało się szare i nijakie. W moim sercu zagościła MIŁOŚĆ, która przemieniła świat - "świat" najbliższego otoczenia, w którym żyłam, pracowałam, przebywałam..., a także cały świat, który Pan Bóg stworzył dla dobra i szczęścia każdego człowieka. Wszystko nabierało barw. Odkrywałam piękno przyrody - z zachwytem patrzyłam na wschodzące i zachodzące słońce, na rosnący w polu chleb w kłosach pełnych ziarna - pojęłam, że jest to cudowne rozmnożenie chleba, które dokonuje się na naszych oczach. W kwiatach ujrzałam uśmiech Boga. Każdego dnia odkrywałam coraz większe bogactwo Bożych darów. Zrozumiałam, że nie może ich zobaczyć człowiek skoncentrowany na sobie - zajęty kontemplowaniem krzywd i zranień. Zagłębiając się w smutku, przygnębieniu, apatii, wszystko widzi w czarnych kolorach i na każdym kroku czuje się zagrożony. Szuka ratunku, ucieka od siebie i najczęściej znajduje "schronienie" w nałogach (dziś także w sektach). Wielu rzuca się w wir świata, zatracając się w jego "rozkoszach" - ci udają szczęśliwych, a tak naprawdę są najbardziej nieszczęśliwymi z ludzi. Prawda o nich ujawnia się w chwili doświadczenia - choroba, śmierć bliskiej osoby, utrata dóbr materialnych... Wtedy wpadają w rozpacz, u której źródeł stoi zawsze Szatan - Książę Ciemności. On wie doskonale, kim jest Bóg - Miłość, którego odrzucił i nienawidzi, dlatego robi wszystko, aby w swoją orbitę wciągnąć jak najwięcej ludzi, zazdroszcząc im szczęścia obcowania z Bogiem. On to obwarowuje wszystkie nasze nieprzebaczenia - podsyca żale, pretensje, urazy, wyolbrzymia poczucie krzywdy. Wciąż przypomina o ranach, jakie nam zadano, aby je rozjątrzyć. Bądźmy czujni! Nie dajmy się oszukać! Prośmy Ducha Świętego, abyśmy mogli zobaczyć, jaki duch towarzyszy nam i doradza, kogo słuchamy, komu wierzymy. Bierzmy chętnie do ręki Biblię i nie tylko czytajmy, ale wprowadzajmy w życie Jezusowe słowa - przebaczajmy zawsze, już w chwili, gdy dotyka nas krzywda. Bez emocji patrzmy na sytuacje, w których czujemy się pokrzywdzeni, a zobaczymy, że tak naprawdę, to nic się nie dzieje, cierpi tylko nasza pycha, płacze egoizm. Nie bójmy się! Korona z głowy nam nie spadnie. A gdyby nawet spadła, to warto ją utracić, bo gdy trochę pocierpimy, w wieczności czeka nas korona chwały - jedyna prawdziwa i nieutracalna. Chcę Was zapewnić, że ten trud się "opłaca". Maria
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |