Bóg jest WIELKIMam na imię Kasia i mam 17 lat.Na początku chcę zaznaczyć, że jestem dzieckiem adoptowanym, w nowej rodzinie, ponieważ moja biologiczna matka nie zajmowała się mną i z tego co się dowiedziałam, była alkoholiczką. Miałam bardzo wiele żalu o to do niej i wielki problem z przebaczeniem... Moja obecna mama, która mnie wychowuje, jest bardzo wierząca. Od kiedy pamiętam zawsze prowadzała mnie do kościoła. Sama jest bardzo zaangażowana religijnie. A ja z czasem przestawałam to lubić. Coś się we mnie buntowało i zaczynała mnie drażnić cała ta pobożność. Zamiast do kościoła wolałam iść z moimi kumplami, albo w pojedynkę gdzieś na papierosa. Żeby tylko nie do kościoła. Tak się zaczęły pierwsze uniki przed Eucharystią. Zaczęła mi się podobać ciężka metalowa muzyka i zespoły, które ją grały. Podobał mi się styl życia, w którym, jak się okazało, coraz mniej było Boga. Zaprzyjaźniłam się z ludźmi, którzy oddawali cześć szatanowi i nawet brałam udział w tak zwanych "czarnych mszach". Na efekty nie trzeba było długo czekać. Pojawiły się problemy z czystością, samoakceptacją, a potem czarne myśli ocierające się o to, żeby odebrać sobie życie i wszelkie inne pokusy, które nawet trudno wymieniać. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam próbować z narkotyków. W ogóle, to nie zdawałam sobie sprawy, w co się pakuję. Trwałam w nałogach, w grzechach ciężkich. Niby chodziłam do kościoła, na religię w szkole, ale to wszystko było tylko po to, aby mieć względny święty spokój, aby mama mi nie dokuczała, że nie kocham Boga. Ale we mnie spokoju już nie było. Był raczej ciągły niepokój. Budziłam się po nocach dręczona koszmarami, czułam, jakby mnie ktoś dusił. Często budziłam się o 3.00 w nocy - bardzo charakterystyczna godzina, ponieważ Pan Jezus umarł na krzyżu o 15.00 a szatan jakby przedrzeźniając tę godzinę miłosierdzia budzi swoich wyznawców o tej godzinie w nocy. Często też widziałam postać, która mi mówiła, że tylko do niej należę oraz że nie ma Boga. To wszystko stawało się coraz trudniejsze do zniesienia. Czułam się ogromnie zmęczona. Zaczęłam szukać jakiejś ulgi dla mojego stanu. Mama widziała, że ze mną coś się dzieje niedobrego, ale tak naprawdę nie wiedziała co. Któregoś dnia zdecydowała, że udamy się po pomoc, do ks. egzorcysty. No i zaczęło się: jeżdżenie, modlitwy i "inne cuda". U jednego u drugiego, trzeciego... Ale to nic nie pomagało, ponieważ tak naprawdę to ja nie chciałam się wyrzec tego, co dotąd było moim życiem. Nie chciało mi nawet przejść przez gardło wyznanie że: "Tak Panie, chcę należeć tylko do Ciebie". Często natomiast miałam myśli, że należę do szatana, że jemu się oddaję. Bałam się też, że jak pozwolę Panu Jezusowi wejść w moje życie, to szatan się zemści na mnie w jakiś sposób. Bardzo się męczyłam najrozmaitszymi myślami... Aż wreszcie dwa lata temu poznałam księdza, który postanowił mi pomóc. Często wspierał mnie na duchu. Na samym początku było mi bardzo ciężko dostosować się do poleceń żeby walczyć, żeby być nieustannie w łasce uświęcającej, żeby być jak najczęściej na mszy św., żeby się modlić. To był dla mnie jakiś koszmar, no i często odnosiłam porażki. Przełomowy dla mnie był moment, kiedy zdecydowałam się zniszczyć wszystkie przedmioty - między innymi płyty i kasety z muzyką satanistyczną, filmy, jakieś talizmany, książki o magii i mnóstwo innych rzeczy - które wiązały mnie ze złem. Wydawało mi się kiedyś, że nigdy nie będę mogła się z tym rozstać. Zatajałam również fakt ich posiadania przed egzorcystami. Ksiądz, który zaczął mną kierować, uparcie dążył żebym się tego wyzbyła na zawsze. Wreszcie któregoś dnia pojechaliśmy spalić te przedmioty, które nie pozwalały mi na zbliżenie się do Pana Boga. A ja zaczęłam dojrzewać duchowo do tego, aby też wreszcie wyzwolić się spod wpływu złego. Mniej więcej na początku zeszlego roku ksiądz postanowił modlić się nade mną z kilkoma osobami. Na początku jakoś to szło, modliłam się z nimi, ale było mi jakby coraz trudniej. Były momenty, że kompletnie się poddawałam i zaczynałam wszystko jakby od początku... Wiele razy mówiłam, że to bez sensu, że nigdy nie wygram ze złym... Podczas mojego zniewolenia grałam wielokrotnie w zespole muzycznym w tej parafii. Niekiedy było mi ogromnie ciężko grać na chwałę Pana. Służyłam także w Liturgicznej Służbie Ołtarza. Oczywiście dodawało mi to wiele sił, ale szatanowi bardzo się to nie podobało. Byłam także w tym roku na pielgrzymce, gdzie kosztowało mnie to również wiele walki, ale z całych sił szłam w intencji o moje uwolnienie, którego coraz bardziej pragnęłam. Najciężej było na Jasnej Górze, a szczególnie przed Obliczem Cudownego Obrazu Matki Bożej. Bardzo wiele mnie to kosztowało wewnętrznego zmagania i walki, ale też wierzyłam gorąco i pragnęłam, aby Maryja wyprosiła dla mnie tę łaskę. I stało się. W pierwszą niedzielę września mama zabrała mnie do sasiedniej parafii, na spotkanie z ks. egzorcystą. Pojechałam tam motocyklem z myślą, że wrócę sobie wcześniej. Spodziewałam się raczej, że będzie to spotkanie, gdzie ks. będzie mówił o zagrożeniach, i skutkach zajmowania się jakimiś wróżbami, okultyzmem i tym, co może sprawić, że łatwo popaść w zniewolenie szatańskie. Okazało się jednak, że było to spotkanie modlitewne. Zaczęłam mieć wewnętrzne wątpliwości czy powinnam wejść do kościoła. Po długich namysłach i wahaniach, oraz telefonie do osoby, która mnie często wspierała w mojej wewnętrznej walce, postanowiłam wejść. Kiedy już wreszcie byłam w kościele pozostawałam na samym końcu. Na adoracji nie mogłam uklęknąć. Przez cały ten czas walczyłam z myślami żeby może podejść do księdza po spotkaniu, żeby się nade mną pomodlił. W końcu z trudem, ale podeszłam. Najpierw chwilę rozmawialiśmy, żeby wyjaśnić moje zachowanie i mój problem. Potem poprosił diakona aby z nami się modlił. W trakcie modlitwy zawołano również ks. proboszcza. Modlitwa trwała od ok 21.00 do ok 23.30. Nie wiele z niej pamiętam i tylko kapłani, którzy się nade mną modlili, mogą zaświadczyć co się działo. W tym czasie Pan Jezus ulitował się. Uwolnił mnie od 6 złych duchów. Ukazał jaki jest wielki, miłosierny i potężny. Późno wróciłam do domu, ale przepełniała mnie wielka radość i pokój. To było zupełnie coś nowego. Nie pamiętam kiedy czułam się tak jak teraz. Każdego dnia modlę się i dziękuję za to, co się stało. Czuję się jak nowonarodzona. Będąc niemowlęciem nie otrzymałam miłości od moich rodzonych rodziców. Za to teraz otrzymuję dużo miłości ze strony bliskich, prawdziwych przyjaciół, których znalazłam w tej wspólnocie, ale przede wszystkim Pana Boga. Jezus jest obecny w moim sercu i już nigdy się Go nie wyrzeknę! Kocham Go i pragnę całym moim sercem! Chwała Panu! Kasia
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |