Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Historia nawrócenia byłego ateisty

Przykro sie zaczyna ale milo sie konczy.

Dojrzewanie i dorastanie pamiętam głownie jako okres buntu, czas przymusów i kar. Dosyć wcześnie straciłem relację z ojcem. Prawie wcale z nim nie rozmawialem. Czasami pomogl w pracach domowych i nauce. Mama tez starala sie pomoc w nauce, bo oceny w szkole byly zawsze priorytetem i znalezienie dobrej pracy. Często byłem karany przez rodziców, a tata mnie czasami uderzył. Często bywał agresywny ale nigdy nie zostałem pobity. Uciekałem czasami przed nim do ogrodu i sie tam chowałem, płacząc i czekając aż opadną emocje. Dopiero wtedy wracałem do mojego pokoju i próbowałem się tam uspokoić. Kiedyś jak się schowałem w łazience i zamknąłem drzwi, to je wyrwał. Potem, jak podroslem, buntujac sie, uciekałem przed rodzicami do znajomych, których nie miałem wielu. Nauczyłem się od nich palic i pic. Szukalem u nich akceptacji. Malo mowilem ale po alkoholu rozwiazywal sie jezyk. Z mama tez malo rozmawialem w dziecinstwie, duzo pracowala. Nie było żadnych szczerych rozmów o emocjach i uczuciach, mimo że już wtedy potrzebowałem pomocy terapeuty. Ten okres to głownie czas buntu i kłotni. Rodzice również z czasem mieli problemy w małżeństwie i kłótnie. Pamiętam jak ich krzyki przeszkadzały mi zasnąć, a śmiech mnie irytował jak probowalem zasnac w pokoju obok. Momentami kochałem moich rodziców ale zdarzały się chwile pełne nienawiści i niezrozumienia. Z młodszym bratem również często się kłóciłem. Byłem zazdrosny i nie dogadywałem się z nim. Stałem się również agresywny i go wyśmiewałem. Często się z nim kłóciłem i robiłem na złość, jak rowniez rodzicom. Wyładowywałem na nich swoje emocje. Z czasem przestalem z bratem w ogóle rozmawiać. Nawet nie pamiętam co do tego doprowadziło i kiedy się to stało, ale było to bardzo wcześnie. Nie pamiętam tej ostatniej rozmowy. Z kuzynami również nie miałem kontaktu, mimo czestych podrozy do nich, do dalszej rodziny. Nikt nie pomogl nam w dziecinstwie nawiazac z nimi relacji, bo nie bylo ich rowniez u nas w rodzinie. Siedziałem wtedy cicho i moj brat na spotkaniach albo przy świątecznym stole. Prawie nic wtedy nie mowilem, bo myslalem ze jestem niesmialy.

Po mojej Pierwszej Komunii kościól stawał się przymusem, a Bóg karał piekłem jak się nie poszło na Msze w Niedziele albo zjadlo mieso w piatek. Zacząłem oszukiwac rodziców, że tam idę, a szedłem na spacer, lody lub pogadac z kolega. Msza niedzielna byla dla mnie przykrym obowiazkiem, nie bylo w niej relacji z Bogiem. Modlitwy również były przymusem a nie rozmową. Liczyła się ich ilośc i był brak zrozumienia sensu i znaczenia ich słów. Czasami za kare mialem odmowic modlitwe kleczac. Ciężko mi było zaakceptować autorytet Taty Niebiańskiego bez akceptacji autorytetu mojego taty i przykładu. Ciezko mi bylo zrozumiec przykazanie Czcij ojca swego i matke swoja. Potem miałem liczne problemy w szkole z zachowaniem, przez bunt i ogólny problem z akceptacją autorytetów takich jak np. nauczyciele.

W szkole dosyc dobrze sobie radzilem z ocenami. Duzo mnie tez nauczyl dziadek, ktory mieszkal z babcia obok w tym samym domu wielorodzinnym. Do niego tez czesto uciekalem przed gniewem i kara rodzicow. Pamietam jak przychodzil po mnie rozgniewany tata i zmuszal zebym do nich wracal, bo mam kare. Wtedy karą jaka wymyslili rodzice byl zakaz ogladania telewizji albo korzystania z komputera. Uciekałem do dziadka, bo lubilem z nim pobyc i cos poogladac. Czulem tam wiekszy spokoj i milosc. Nie bylo tam kar. Babcia czasami poczęstowała mnie jakims ciastem.

Innymi razy jak przychodzilem, dziadek uciekal przed babcia do pokoju obok. Pamietam jego grymas na twarzy jak nie mogl wytrzymac. Zrobil sobie nawet pokoj zupelnie w innej czesci naszego domu, zeby pobyc w spokoju sam, odizolowany od wszystkiego. Nie mogl zniesc jej podniesionego glosu. Byla straszie krzykliwa i malo kompromisowa. Wtracala sie we wszystko i chciala wszystkimi rzadzic. Teraz wiem ze miala depresje i nerwice. Podejrzewam ze tez mieli jakies problemy malzenskie i klotnie o ktorych malo wiem. Chodzila codziennie do kosciola. Relacja taty z moja babcia tez pogarszala sie z czasem. Wtracala sie bardzo w malzenstwo moich rodzicow. Jej postawa najbardziej zniechecala mnie do chrzescijanstwa i wiary. Postawy rodzicow tez nie moglem pogodzic z dobrym, przebaczajacym Bogiem.

W szkole mialem problem z nawiązywaniem relacji z innymi. Buntowałem sie duzo jako nastolatek i ciezko bylo mi uszanowac autorytet nauczycieli. Wyglupialem sie w szkole czesto kosztem innych. Wyladowywalem tam agresje i emocje. Juz od dziecinstwa mialem mysli samobojcze. Czulem ze roznie sie od innych i nie wiedzialem co jest ze mna nie tak. Pamietam jak lezac w lozku, zastanawialem sie jak najlepiej sie zabic, jak juz bedzie bardzo zle i nie dam juz rady. Wtedy wybralem juz sposob, skok z wysokości. Z czasem te mysli sie nasilily.

Mialem duze problemy z samoocena i wiele kompleksow. Wieczny problem z tradzikiem i cera. Brzydkie zeby. Zaczalem sie garbic, bo bylem przekonany ze jestem za wysoki. Mialem krzywy kregoslup i wade postawy. Nie podobaly mi sie moje wlosy i nie wiedzialem jak je ulozyc. I do tego brzydka twarz. Wstydzilem sie swojego wygladu. Brakowalo przez to pewnosci siebie. Nie moglem zaakceptowac jak wygladam, duzo czasu spedzalem w lazience placzac i rozpaczajac. Pamietam jak kiedys przed spaniem martwilem sie tym, jak bede wygladac w trumnie. Taki krzywy i brzydki. Nie wiedzialem wtedy, ze o moich problemach mozna otwarcie mowic. A one sa glownie w mojej glowie.

Nie bylem na studniowce i ukrywalem powody dlaczego. Balem sie strasznie relacji damsko meskich. Nie mogac sie dogadac z rodzicami, nie majac pojecia co robic z moim zyciem, ucieklem na studia daleko od nich do Krakowa. Chcialem miec spokoj i mialem dosc ich kontroli, kar i klotni. Wierzylem ze jak bede mieszkal sam to bede mial spokoj. Problemy sie nie skonczyly tylko sie nasilaly. Malo pamietam z tego okresu przez luki w pamieci. Zmienialem miejsca zamieszkania co chwile. Nie moge sobie nawet przypomniec adresow, tylko mam przeblyski gdzie wynajmowalem pokoj. Glownym problemem wtedy byla samoocena i brak poczucia wartosci. Ciezko mi bylo tez nawiazywac relacje z innymi i szanowac autorytet wykladowcow. Czasami chcialem byc w srodku zainteresowania zeby polepszyc samoocene. A czasami zeby nikt mnie nie widzial. Zycie stawalo sie coraz wiekszym klamstwem. Udawalem zawsze ze jest ok, bo myslalem ze tak wypada. Nie chcialem nikomu sie otworzyc i opowiadac o moich przykrych doswiadczeniach i problemach. Probowalem znalezc dziewczyne, bo myslalem ze to moj cel zycia, i rowniez z potrzeby milosci. Ale bylem pewny siebie tylko po alkoholu, ktory zaczalem naduzywac. Wieczorami czesto w samotnosci palilem trawke. W relacjach damsko meskich bylem bardzo niesmialy. Nie potrafilem stworzyc zwiazku. Nie wyobrazalem sobie nigdy malzenstwa. Szukalem jakis luznych relacji. I mialem kilka takich prob zakonczonych niepowodzeniem i wiekszym cierpieniem dla obu stron. Mialem nawet krotki romans z mezatka, jeszcze wtedy czulem poczucie winy i dlugo walczylem czy warto w to wchodzic. Potem poczucie winy z czasem zanikalo ze zrezygnowania i bezsilnosci. Najlepiej czulem sie sam u siebie w mieszkaniu. Najchetniej bym z niego w ogole nie wychodzil momentami. Czesto budzilem sie rano zmeczony albo po bezsennej nocy i nie mialem sily isc na studia czy potem do pracy. Czasami w ogole nie szedlem bo czulem sie zle. Czesto bralem tez wtedy zwolnienia lekarskie. Czasami patrzylem godzinami zrozpaczony w sciane albo lezalem w lozku i nie mialem energii na nic. Jakos zmuszalem sie mimo to do nauki. Glownie przetrwalem i przeszedlem przez studia sciagajac. Studiowalem filologie angielska z niemieckim. Praktyczna czesc jezyka nie byla problemem. Nabylem pasje do jezykow juz wczesniej w dziecinstwie grajac w gry, probujac uciec od rzeczywistosci. Ale najwiecej sie nauczylem ogladajac filmy angielskojezycznych naukowcow i ateistow jak Richard Dawkins, Sam Harris albo Christopher Hitchens. Lubilem filmy o nauce, neurobiologii, astrofizyce, ewolucji biologicznej. Zainteresowaly mnie, bo z nich dowiadywalem sie, ze nie wszyscy ludzie wierza w Boga. Sa rozne opcje i mam alternatywe dla panujacego w Polsce katolicyzmu. A ja wtedy, buntujac sie, nie rozumiejac Boga Milosci, wolalem ta inna opcje. Chyba glownie dzieki tym filmom i przez nie i wzrastajacej pasji do jezykow udalo mi sie skonczyc studia, a potem pracowalem w obsludze klienta z jezykiem niemieckim i angielskim. Na telefonie albo email. Inaczej bym sobie nie poradzil. Balem sie spotkan z ludzmi i unikalem ich cale zycie.

Z czasem zaczalem uciekac od cierpienia i depresji, ktora sie rozwijala, do alkoholu, trawki, potem leków narkotycznych i jakis "lekkich" narkotyków. Jak chciałem wyjść do ludzi, do znajomych, których też miałem niewielu, to prawie zawsze pod wpływem alkoholu, tylko na impreze. Jak wracalem na swieta do rodzicow to z czasem rowniez potrzebowalem byc pod wplywem czegos zeby to przetrwac. Bez tego i przez depresje nie moglem u nich w ogole spac. Na trzeźwo nie potrafiłem z nikim gadać. Nie miałem siły na to i ochoty, do tego doszla fobia społeczna i zaczynalem sie coraz bardziej zamykac w sobie. Problemy z samoocena i kompleksy mnie dobijaly. Do pracy tez ciezko bylo chodzic. Co chwile ja zmienialem bo sobie nie radzilem. Klamalem ze zmieniam bo mam lepsza opcje. Po prostu mnie wyrzucali. Ciezko bylo mi sie podporzadkowac autorytetom czyli przelozonym. Poza tym po prostu zle sie czulem psychicznie. Pogorszyla sie pamiec i coraz trudniej bylo sie skupic na pracy. Coraz trudniej bylo udawac ze wszystko u mnie ok. Prawdą jak bylo z nikim sie wtedy nie dzielilem.

Stracilem tez stopniowo zainteresowania jakie mialem kiedys jak bylem buntujacym sie nastolatkiem. Jeszcze jako nastolatek szukalem wtedy alternatywnych drog dla tego "dobrego" Boga o ktorym uczyla mnie mama w dziecinstwie, ktory byl przeciez tak okrutny dla mnie i dla swiata. Tyle cierpienia przeciez dookola i w moim zyciu. Wtedy zainteresowalem sie nauka, filozofia i ateizmem. Odrzucilem go calkowicie kolo bierzmowania. Zaczalem sluchac metalu, czy twardzszego rocka typu Slipknot, Rammstein lub Marilyn Manson. Najbardziej polubilem tego ostatniego, bo podobal mi sie jego bunt.

Odkad pracowalem zdalnie w okresie pandemii i juz po, coraz czesciej palilem marihuane i ignorowalem obowiazki w pracy. Wieczorami prawie zawsze uciekałem od tego cierpienia, co przezywalem i mysli samobojczych, zeby miec choc chwile spokoju, do trawki albo alkoholu. Z czasem zaczalem brac leki o dzialaniu nasennym i narkotycznym w ogromnych ilosciach. Zostaly mi przepisane przez psychiatre ale zobaczylem ze mozna je naduzywac i odetchnac mocniej i na dluzej. Nie bylo trudno je dostac. Pamietam ze kilka razy tak duzo sie ich nalykalem ze nie pamietalem co sie dzialo ze mna nawet przez kilka dni. Pamietam przeblyski ze stacji benzynowej gdzie bylem wtedy w zimie w krotkich spodenkach. Pod wplywem ich i alkoholu. Po alkohol. Na hulajnodze elektrycznej. Polykalem momentami cale opakowania na raz. Nie planowalem wtedy sie zabic, chcialem miec po prostu spokoj i ulge od cierpienia psychicznego. Wylaczalem telefon zeby miec spokoj od wszystkich. Tracilem nad tym kontrole. To uczucie spokoju szybko mijało i cierpialem przez tolerancje i skutki odstawienne. Ale nie bylo to wazne dla mnie. Jak moglem miec chociaz jeden dzien spokoju to momentami potrafilem zignorowac ciepienie ktore przezywalem potem przez tydzien. Zmieniajac lub miksujac te substancje w rozny sposob. W przerwach miedzy braniem tych lekow palilem marihuane ale nie zawsze mi pomagala. Mialem tez takie momenty w ktorych nawet alkohol nie dawal mi wytchnienia, niewazne od ilosci a nasilal depresje, dawal kaca, a nastepnego dnia zlosc i agresje. Na kacu czesto z nienawiscia patrzylem na wszystkich i wszystko. A leki przestawaly dzialac im czesciej je bralem ze wzledu na tolerancje. Nic nie sprawialo przyjemnosci. Zadna aktywnosc, nawet pod wplywem.

Od 15 lat bylem typowym ateista opierajacym wszystko na nauce, moze agnostykiem. Momentami mowiacym ze w sumie to nie wiem, bo nikt nie wie co jest po smierci. Na pewno nie katolicki Bog bo to tylko "moherowe berety". Poza tym jak ma Bog byc dobry jak tyle cierpienia dookola i sam przeciez cierpie i na nic nie mam sily. Smialem sie z religii. Od bierzmowania nie chodzilem do kosciola i nie wierzylem. Jesli nauka cos nie potrafi wytlumaczyc to twierdzilem ze ten problem pewnie zostanie rozwiazany w przyszlosci, ze to kwestia naszej ludzkiej ograniczonej wiedzy. Irytowalo mnie jak ktos mi przysylal jakies materialy o Bogu. Pamietam moze 2 wierzace osoby ktore do mnie wtedy pisaly. Od razu to odrzucalem albo jak mialem sile to z tym walczylem. Aktywnie probujac obalic argumenty wierzacych i czujac ze wygrywam i ja mam racje.

Mimo to, cale zycie interesowalem sie moja swiadomoscia, po co jestem i dawalem zawsze mozliwosc ze sie myle. Skad mamy wiedziec przeciez. Dawalem malutka szanse ze jest jakis bog, tylko na pewno nie Jezus, bo Biblia to prymitywna ksiega opisujaca Boga tyrana. Moze to jakas bezosobowa energia ktora od nas i dla nas nic nie chce. A czasami ze po smierci jest tak jak przed urodzeniem. Wielkie nic. Rozne momenty w zyciu. W kazdym razie bardzo sceptycznie do tego podchodzilem. Wiec katolicyzm czy chrzescijanstwo od razu odrzucalem. Mimo to czasami w rozpaczy wolalem jakiegos boga jak jest. Jak bylo bardzo zle to czasami nawet robilem znak krzyza przed spaniem. Zastanawiajac sie czy to mysli kompulsywno obsesyjne z dziecinstwa. Najczesciej z zarzutem czemu jest tak okrutny. Albo zeby mnie unicestwil jak jest bo juz nie mam sily i nie chce istniec. Rownoczesnie w niego nie wierzac. Ciezko to opisac. Po prostu bezradnosc. Czesto nie spalem po kilka dni albo nie moglem zasnac. Walczylem z depresja i nerwica zmieniajac psychiatrow i leki.

Przed nawroceniem zbudowalem blizsza relacje z mama, ciagle sie modlila za mnie i probowala pomoc. Moje problemy zaczely wychodzic na wierzch, kolejny raz stracilem prace, zaczalem sie otwierac i opowiadac coraz wiecej o tym co przezywam. Kiedys powiedziala mi ze byly juz jakies problemy przy moim porodzie i powierzyla mnie Maryji.

W kwietniu 2023, w wieku 30 lat, otworzylem troche umysł i zaczalem wolac jakiegos boga nadal sceptycznie, ze jakis jest. Pomodlilem sie nawet jakas modlitwa, ktora dostalem od mamy o przyjscie Ducha Sw. Kiedys mi wyslala nawet Pismo Sw i obrazek Maryji i odlozylem je na polke w ukryciu. Wolalem ze jak jest to niech przyjdzie. Ale najlepiej jakby mnie unicestwil, bo momentami bylo tak zle ze nie chcialem w ogole istniec, nic nie pomagalo i go o to blagalem jak jest. Ale najbardziej to chcialem po prostu nieistniec.

Tuż przed nawroceniem czulem sie troche lepiej i trafilem na slowa Ewaneglii Lukasza 6 rozdzial i inne fragmenty Nowego Testamentu. Spodobały mi sie nauki Jezusa i jego cytaty. Trafilem na jakis film na Youtube z jego cytatami i innych myslicieli. Nie wierzylem ze jest Bogiem, tylko ze madrze naucza, tez podobnie mysle przeciez od dawna ale przeciez brak dowodow na jego Boskosc. Mowilem sobie ze moze troche podobnych nauk jest w buddyzmie czy filozofii mindfullness Eckarta Tolle’a na ktore rowniez trafilem wczesniej. Od dluzszego czasu probowalem troche medytacji, obserwowalem swoj umysl, bo bardzo chcialem go jakos opanowac, nauczyc sie skupiac, i wyjsc z depresji i uzaleznien. Chcialem glownie wykorzystac ta wiedze dla siebie, do manipulacji innymi, dla swoich egoistycznych celow. Ale coraz czesciej odczuwalem wspolczucie dla innych. Zaczalem dostrzegac, ze brakuje tych praktyk o ktorych naucza Jezus w naszej cywilizacji, szczegolnie wsrod chrzescijan, czyli Jego uczniow. Widzialem do okola kompletny egoizm, narcyzm, ocenianie innych na podstawie wygladu fizycznego i jak sobie radza w zyciu materialnie czy umyslowo, troska tylko o siebie i bliskich, nienawisc do nieprzyjaciol, oko za oko zab za zab, brak przebaczania, brak pomocy slabszym, kapitalizm, nacjonalizm, ogolnie czucie sie lepszym od innych. Cywilizacja oparta na materializmie, pieniadzach, wygladzie fizycznym, seksie i wladzy. Sam przez nia cierpialem i sam krzywdzilem innych zeby do tych wartosci dazyc. Strasznie mnie to momentami bolalo. A czasami to kompetnie ignorowalem i dbalem tylko o siebie. Ta Ewangelia poruszyla moje serce, bo Jezus nauczal o podobnych wartosciach ktore zauwazylem ze sa wazne. A brakuje ich wszedzie przeciez dookola. Niewazne czy sa to osoby wierzace czy nie.

Walczylem z uzaleznieniami i depresja. Zauwazylem wartosc rowniez w czystosci. Porno i masturbacja staly sie tez uzaleznieniem. Zaczalem zauwazac, ze okropne jest to co ogladam. Co ludzie potrafia zrobic dla pieniedzy i jak sie ponizaja, a ja to bez wiekszych emocji ogladam. Probowalem rowniez z tego zrezygnowac. Ale nie potrafilem. Slabo mi to szlo. Poped seksualny i uzaleznienie byly silniejsze.

30 kwietna, kolejny raz walczac z tym uzaleznieniem, usunalem moje zapisane filmy porno i postanowilem sprobowac znowu. Poszedlem spac.

To byl przelom. Nastepnego dnia, od 1 maja zaczalem odczuwac bardzo mocna, nie do opisania, obecnosc Boga. Nie do porownania z niczym ziemskim czego doswiadczylem do tej pory. Pierwszy raz zaczalem plakac i sie wzruszac. Nie plakalem kilkanascie lat. Caly czas z nim rozmawialem i pytalem. Odpowiadal w znakach i roznych cudach dookola mnie. Odpowiadal przez innych ludzi albo wydarzenia, zbiegi okolicznosci czy przypadki. Przez piosenki. Kierowal moje skupienie i mysli tam gdzie byla odpowiedz albo odpowiadal w myslach. Pytalem Go o cos z perspektywy ateisty, bo w ogole Go nie znalem i nie wierzylem ze jest od kilkunastu lat przynajmniej. Zylem przeciez jakby Go w ogole nie bylo. Pytalem kim jest, jak sie modlic, do jakiego kosciola mam isc. Plakalem i prosilem zeby juz przestal. Juz wystarczy, wierze, ze jest. Bylo tych rzeczy tak duzo na raz, tak duzo roznych przypadkow i zbiegow okolicznosci, w tak krotkim czasie, i takie odczucie obecnosci, ze ateista 3 maja pod wplywem tego, jak sie pozniej okazalo w Swieto Maryji w kosciele katolickim, stwierdzil ze po 15 latach musi isc do kosciola. Przez "przypadek" w swieto Maryji. Nie planowalem jeszcze spowiedzi.

Spytalem gdzie mam isc i zaczalem sie zastanawiac ktory kosciol i kiedy. Wierzac juz w jakims stopniu, ze to On prowadzi moje mysli, moja uwage, i moje kroki. Ze nie ma przypadkow. Chcialem to ciagle przekladac bo sie balem. Na ktora godzine. Gdzie. Myslalem zeby isc do Kosciola Mariackiego ale w ostatniej chwili zmienilem zdanie i poszedlem do najbliższego kolo mnie 3 maja na 18:00. Balem sie ze sie juz spoznie na Msze, ale bylem kilka minut przed czasem. Wtedy, od poczatku Maja probowalem sie modlic. Widzialem przeciez, ze rozmawiam z Bogiem i odpowiada na moje modlitwy caly czas. Nie pamietalem tych tradycyjnych katolickich ale tez znalazlem je w internecie i probowalem sie modlic rowniez nimi. Przed wyjsciem poprosilem zeby ten dzien tez byl owocny, zeby tez przyniosl cos dobrego.

"Przez przypadek", po 15 latach, wszedlem do kosciola w trakcie jakiegos nabozenstwa albo konca wczesniejszej mszy. Kompletnie nie pamietalem jak to wyglada i jak sie zachowywac. Od razu po wejsciu zobaczylem ze wszyscy klecza. Tez od razu ukleklem nie wiedzac jeszcze co sie dzieje. Uslyszalem: "Modlimy sie o zdrowie Moniki (mojej mamy) i nawrocenie Przemka". Bardzo mnie to poruszylo. To przeciez modlitwa o mnie. Jak sie ona tu znalazla wlasnie w tym momencie i w tym miejscu, gdzie jestem. To byly pierwsze slowa jakie uslyszalem w kosciele po 15 latach! Nie moglem sie skupic reszte Mszy. Przypadkow nie ma. (Moja mama nic nie wie o tej modlitwie i skąd się ona tam wzięła, mieszka w innej części Polski) Jednak nadal balem sie pojsc do spowiedzi. Powiedzialem sobie, ze przeciez teraz nie ma mozliwosci wyspowiadania sie. Moze nastepnym razem. Ale pomodlilem sie i powiedzialem ze jak chcesz to prowadz, moge isc. Mow i kieruj co mam robic.

Skonczyla sie Msza, nie widzac mozliwosci wyspowiadania sie, wyszedlem jako jeden z ostatnich z kosciola. Przed kosciolem "przez przypadek" stal ksiadz i rozmawial z dwoma wiernymi na wozkach inwalidzkich. Poruszylo mnie to i mi sie spodobalo. To przeciez jak w Ewangeliach, ktore czytalem, Jezus z chorymi rozmawia. Stanalem obok i czekalem az skoncza rozmawiac. Chcialem sie tylko spytac kiedy jest najblizsza mozliwosc spowiedzi. Ksiadz powiedzial ze idziemy teraz. W trakcie spowiedzi czulem tak jakby ktos przeze mnie mowil i pomogl, bo przeciez strasznie sie balem. Wyznawalem grzechy z wielkim natchnieniem. Poczulem niesmowita ulge i radosc. W prezencie dostalem od ksiedza kalendarz z fragmentami Nowego Testamentu w prezencie. "Przez przypadek" mial zakładkę akurat miedzy 29 a 30 kwietnia. To wtedy byl przeciez przelom, wszystko sie zaczelo. Czy to przypadek ze tam, kiedy zaczalem sluchac Ewangelii na Youtube i wołać boga jak jest. Czy to przypadek ze wlasnie tam, 30 kwietnia postawilem rowniez na czystosc. Zaczalem sie zastanawiac czy moze mam mylne wyobrazenie o kosciele, ktorym wczesniej pogardzalem. Czulem nadal mocna obecnosc Boga.

Te cytaty były na wspomnianych kartkach kalendarza:

25 W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. 26 Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. 27 Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. 28 Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. 29 Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. 30 Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie».

1 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. 2 Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. 3 Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. 4 A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. 5 Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych». 6 Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił.

7 Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. 8 Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. 9 Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony - wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. 10 Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości.

W kolejnych dniach, na poczatku Maja, zaczalem chodzic do kosciola i sie modlic, prawie codziennie. Nadal powatpiewalem momentami czy to co przezylem bylo prawdziwe, czy cos sobie nie wkrecam. Jak mam sie modlic najlepiej, co robic dalej. Wtedy zaczalem odczuwac w trakcie modlitwy w kosciele takie bardzo przyjemne ciepło w sercu i całym ciele, uczucie milosci i szczescia. W momentach kiedy modlilismy sie do Matki Boskiej. To byl Maj. Miesiac Maryjny w kosciele katolickim. Odczucia byly fizyczne i duchowe. Ale inne, nigdy jeszcze nie odczulem czegos takiego w zyciu! Z roznymi emocjami temu towarzyszacymi, milosci, szczescia, wzruszenia. Rowniez nie do opisania uczucia, troche inne, czasami w czasie komunii, spowiedzi i w innych momentach dnia, nie tylko w kościele. Teraz wiem ze to ogien Ducha Sw, a przytulala sama Maryja swoje zagubione dziecko.

Od tego czasu dzialo sie wiele cudow w moim zyciu, ciagle widze obecnosc Boga jak nim kieruje i ciagle mnie czegos uczy. Czasami daje sie poczuc, daje znaki, odpowiada na modlitwy i dziala przez ludzi dookola mnie i przeze mnie. 40 dni pomogl mi zyc bez zadnych uzaleznien! Od poczatku Maja. Cos czego bym sobie nigdy nie wyobrazil. 40 dni w czystosci. Bez porno, alkoholu, trawki, lekow. 30 dni nie palilem rowniez papierosow po tym. Tak bylo to znaczace i wielkie dla mnie. I taka Jego bliskosc odczuwalem. Zdarzyly sie jakies potkniecia w moim zyciu po tym czasie, z czystoscia albo nalogami, ale od razu wracalem do Niego i do spowiedzi i probowalem z poczuciem winy, ktorego dawno nie mialem, sprobowac znowu. Nie obrazal i nie obraza sie na mnie. Duzo mnie rowniez tym nauczyl. Pokory i nie oceniania innych. Nie czucia sie lepszym od nikogo. Wszyscy mamy problemy i przezycia. Wszyscy grzeszymy w jakis sposob caly czas. Nie przyznajemy sie do tego nawet przed samym soba a lubimy oceniac innych. U innych widzimy przeciez wszystko co zle. Nauczyl mnie przebaczac. Przebaczylem wszystkim. W ostatnim czasie tez duzo schudlem. Wrocilem do formy. Depresja znika. Ale tez sa gorsze dni. Wczesniejsze wydarzenia nadal bola ale juz wiem ze maja glebszy sens. Duzo mnie nauczyly. Wszyscy jestesmy polaczeni, a w obliczu wiecznosci taka nauka jest bezcenna. Wplynely nie tylko na mnie przeciez, ja tez wplywalem pozytywnie i negatywnie na innych. Byc moze bede mogl coraz wiecej pozytywnie. Moge spac. Znikl lęk. Znikl bol plecow i brzucha. Czasami nadal cierpie jak kazdy, bo zycie kazdego z nas to ciagla walka. Ale juz wiem ze cierpienie ma wiekszy sens. Czasami czuje nieopisana milosc, szczecie, radosc i spokój. Jak najczesciej modle sie rozancem, rozwazajac zycie Jezusa i Maryji. Mozemy sie duzo z niego przeciez nauczyc, na czym polega milosc, przebaczenie i poswiecenie. Spowiedz i Eucharystia to podstawa. Bez tego nie mozna doswiadczac Boga. Jezus zyje naprawde i jest wsrod nas. Nadal mam slaba pamiec niestety ale wierze, ze powoli wroci, poza tym nie jest ona przeciez najwazniejsza, dlatego ciezko mi opisac wszystko co sie dzialo do tej pory. Wierze, ze te rzeczy najwazniejsze pamietam. Caly czas jest i dziala w moim zyciu. Caly czas Go dostrzegam.

Jak pytalem o dowody naukowe, ze naprawde jest prawdziwy, jeszcze na samym poczatku tego wszystkiego, jak jeszcze powątpiewałem, to Bog zwrocil mi uwage na Calun Turynski i cuda Eucharystyczne. Wielu naukowcow to nawrocilo. Ich niewytlumaczalne wlasciwosci, ktore potwierdzaja prawdziwosc nauk Jezusa w Ewangeliach i jego zmartwychwstanie. W chrzescijanstwie jest mnostwo tez innych cudow jak Obraz z Guadalupe i liczne objawienia, szczegolnie interesujace i dziejace sie teraz w Medjugorie. Bog objawia sie normalnym, grzesznym ludziom, jak widzi taka potrzebe w swoim Wielkim Planie Zbawienia. Swieci tez grzeszyli i chodzili do spowiedzi. Jeden z zalozycieli Kosciola przeciez, sw Pawel, byl morderca i przesladowca kosciola przed nawroceniem. Kolejny glowny zalozyciel, pierwszy papiez, sw Piotr, 3 razy wyparl sie Jezusa, ze Go nie zna, mimo tego, ze widzial Go osobiscie i Jego cuda. Nawet chodzil po wodzie. Bo przeciez kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem jak mowi Jezus. On wymaga od nas pokory i pracy nad soba. Pelnego uczestnictwa w kosciele ze spowiedzia i Eucharystia, bo inaczej nie moze nas zmieniac i przygotowac na zycie wieczne. Przeciez chcemy zyc wiecznie w milosci, ktora tylko On sam moze najlepiej nauczyc. Ale to wymaga od nas choc troche pokory i przyznania sie do winy. Okazalo sie ze to bylo tak blisko a jednak daleko. Polecam kanal youtube Prowadzi mnie Jezus gdzie Bog objawia sie zwyklym ludziom takim jak ty, daje sie poznac i doswiadczyc, uzdrawia i zmienia zycie. A to zycie to dopiero poczatek naszej przygody. Polecam Ewangelie Lukasza 6 rozdzial ktory pokazal mi jaki jest Bog i czego od nas oczekuje.

To dopiero zauwazylem po tych wydarzeniach:

Bóg, który jest w 3 Osobach, mówi prostym językiem do swoich prostych ludzi, żeby każdy mógł zrozumieć Jego język. Symbolicznie w 3 dni odkrywał przede mną Prawdę i pomógł mi "zmartwychwstać" duchowo jak sam zmartwychwstał po 3 dniach. 3 maja byłem u spowiedzi i "zmartwychwstałem". A zaczęło się to wszystko juz późnym wieczorem 30 kwietnia. To były dokładnie 3 tygodnie po tym jak obchodziliśmy Wielkanoc (Zmartwychwstanie) w 2023 roku. Wtedy przez 3 dni odkrywałem 3 Osobowego Boga i uwierzyłem. Po 3 dniach poszedlem do spowiedzi. W wieku 30 lat. A Pan Jezus zgodnie z Ewangelia sam zaczal nauczać w wieku 30 lat wiec teraz moja kolej zeby sie tym dzielic. Bylo jeszcze wiele znakow w ktorych objawial i objawia mi sie w liczbie 3. To teraz moja ulubiona liczba. Przypadkow nie ma.

Dopisek z 03.08.2023: 3 lipca 2023, 2 miesiące po mojej "pierwszej" spowiedzi, nie mając pojęcia co dalej robić ze swoim życiem, bez pracy i pieniędzy ale z ufnością i wiarą, pojechałem do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia Św Faustyny w Krakowie. Bardzo chciałem zobaczyć obraz Jezu Ufam Tobie i się pomodlić o dalszą drogę. Wcześniej trafiłem na Dzienniczek Św Faustyny, który mnie zainteresował i tam zaprowadził.

Po adoracji i modlitwie, pytając co robić dalej, wyszedłem z Kaplicy Wieczystej Adoracji z myślą, że muszę w końcu znaleźć ten obraz i go zobaczyć. Zagubiony wyszedłem i zobaczyłem dziewczynę, która szła w moim kierunku. Chciałem tylko spytać o drogę. Spytała mnie czy jestem singlem bo organizuje pielgrzymkę dla singli do Medjugorie we wrześniu. Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia co to za miejsce. Zaproponowała że mnie oprowadzi po Sanktuarium. Zobaczyłem obraz jak chciałem, a wspólnie jeszcze trafiliśmy tam na modlitwę różańcową. Powiedziałem jej, że nie mam teraz pieniędzy i ciężko mi sobie wyobrazić żebym je teraz znalazł na pielgrzymkę nie mając pracy i przemyślę to zaproszenie. Wymieniliśmy się również kontaktem. Miała na imię Maria! Okazało się, że ma problemy podobne do moich i też ciężką historię za sobą i niedawne nawrócenie. Po powrocie z Sanktuarium zainteresowałem się tym miejscem i historią objawień. Nie wiedziałem wtedy, że takie rzeczy mają miejsce i Maryja objawia się normalnym ludziom w dzisiejszych czasach. Nie miałem pojęcia o jej orędziach. Nie wierząc, że tam pojadę powiedziałem "Królowo, pojadę chętnie, chcę jechać, ale nie mam kasy!"

Kilkanaście dni później zadzwoniła do mnie mama, że spotkała Marka pod kościołem i zaprosił ją na pielgrzymkę do Medjugorie i jadą już w lipcu. Powiedziała, że ona ma kasę i bardzo chce żebym jechał. Bardzo długo się wahałem, bo byłem przekonany, że już lepiej się czuję i powinienem skupić się teraz na szukaniu pracy i robiłem kroki w tą stronę. Nie chciałem jechać. Nie chciałem, żeby ktoś za mnie płacił. Chciałem wrócić do życia i do pracy. Odmówiłem. Dzwoniła i próbowała mnie przekonać jeszcze kilka razy. Próbowałem jej wytłumaczyć, że na pielgrzymkę przyjdzie dla mnie czas. Że bardzo chcę kiedyś pojechać, ale nie teraz, że nie jest to dobry moment dla mnie.

W ostatni dzień możliwych zapisów na pielgrzymkę zadzwoniła do mnie ponownie. Tego dnia rano otworzyłem Pismo Św na jakimś fragmencie, którego do końca nie rozumiałem i go zignorowałem. Miałem już taki zwyczaj, że raz dziennie tam zaglądam, czytając fragment, szukając inspiracji. Odmówiłem mamie kategorycznie kolejny raz. Ale coś nie dawało mi spokoju. Nie byłem pewny czy to dobra decyzja. Biłem się z myślami resztę dnia.

Po jakimś czasie rozmyślań, tego samego dnia, pomodliłem się mówiąc: "Panie Boże, ja już nie wiem co ty ode mnie chcesz. Nie mam kasy. Czuję się lepiej, ja chcę wracać do pracy. Musisz mi dać wyraźny znak jak tam mam jechać teraz! Powtarzam wyraźny! Daj mi wyraźny, zrozumiały dla mnie fragment z biblii! Rano coś do mnie tam mówiłeś ale nie rozumiem." Otworzyłem Pismo Św dokładnie na tej samej stronie i na tym samym fragmencie na którym otworzyłem rano! 1700 stron! Ten znak i te słowa które przeczytałem i zrozumiałem, przekonały mnie ostatecznie, że muszę jechać. Przekonały mnie, że na pierwszym miejscu ma być Bóg, a nie moje plany czy pomysły. Zadzwoniłem do niej i zdecydowaliśmy, że jadę z nimi. Stałem wtedy koło okna podczas tej rozmowy, bo mam kiepski zasięg w moim bloku. Po rozmowie i decyzji usiadłem zadowolony na kanapie i zobaczyłem, że odpadł mi gdzieś krzyżyk, który noszę cały czas na szyji. Znalazłem go właśnie pod tym oknem. Potem zacząłem oglądać go dokładnie i zastanawiałem się jak to możliwe, bo fizycznie nie mógł przecież odpaść.

Pojechałem i nie żałuję. Z mamą, siostrą i jej chłopakiem. Widziałem wiele znaków, "przypadków czy zbiegów okoliczności" i czułem obecność Bożą w Medjugorie. Miałem niesamowitą spowiedź. Kapłan pokierował mnie co robić dalej, a do tego prorokował i przepowiedział mi kolejne wydarzenia. Zauważyłem to dopiero po powrocie. Ten sam kapłan dawał mi komunię, kilkadziesiąt minut później w czasie mszy. A było tam naprawde wielu kapłanów rozdających Eucharystię ze względu na wielkie tłumy. Było to dla mnie kolejnym potwierdzeniem, że to co mówił pochodzi od Boga. Było jeszcze wiele znaków, a najmilej pamiętam moje wejście na górę Križevac wieczorem z siostrą i jej chłopakiem. Odmawialiśmy w czasie wejścia na górę drogę krzyżową. W połowie wejścia na górę zauważyliśmy, że się błyska i zbliża się burza. Siostra boi się burzy i się przestraszyła. Stanelismy na chwile. Nie była przekonana czy chce wchodzic dalej i czy moze nie powinnismy zawrocic. Po jakiejś chwilii krzyknęła, że z innej strony nieba widzi sylwetkę Matki Bożej na chmurze. Odwróciłem się i aż sam się przestraszyłem. Wyglądało to bardzo realnie. A po malutkiej chwili ta chmura zaczęła nagle się rozpadać i zanikać. Poszliśmy dalej. Wszyscy to widzieliśmy i dodało to nam otuchy do dalszego wejścia, że nie idziemy sami. Co najważniejsze, na tym wyjezdzie udało nam sie dużo nauczyć, nawiązać bliższe relacje w rodzinie i wszystko sobie poprzebaczać co złe i zapomnieć.

Przemek

Prosimy Portal Fronda o nie kopiowanie tekstów



Wasze komentarze:
 marzena aneta: 08.08.2023, 22:47
 Historia nawróconego byłego ateisty dziękuję piękne świadectwo dziękuję Bóg pomaga tylko trzeba w niego wierzyć mieć z nim dobre relacje dziękuję modlić się czynić dobrze dziękuję Boże kocham Cię bardzo mocno proszę o miłość prawde sprawiedliwość szczerość uczciwość ufność wiare na całym świecie dziękuję modlitwa ma moc nie ma modlitw nie wysłuchanych wszystko dojrzewa w czasie nic się nie marnuje modlitwa ma moc modlitwa cuda czyni miłość cuda czyni nadzieja cuda czyni pokora cuda czyni sprawiedliwość cuda czyni uczciwość cuda czyni ufność cuda czyni wiara cuda czyni wiara to jest pewność bez dowodu wiara to jest droga którą docieramy do marzeń dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję
(1)


Autor

Treść

Nowości

św. Romanśw. Roman Jurajski

Modlitwa do św. RomanaModlitwa do św. Romana Jurajskiego

Dlaczego wszechmogący i miłosierny Bóg dopuszcza do nas cierpienie?Dlaczego wszechmogący i miłosierny Bóg dopuszcza do nas cierpienie?

Gdzie szukać tabernakulum?Gdzie szukać tabernakulum?

Matki porównując dzieci zapominają, że trzeba je kochać takimi jakie sąMatki porównując dzieci zapominają, że trzeba je kochać takimi jakie są

Ruszyły już klucze dzikiego ptactwaRuszyły już klucze dzikiego ptactwa

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2023Godzina Łaski 2023

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2024 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej