Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Jak dojrzewała moja wiara

Urodziłam się w rodzinie, można powiedzieć, na pół katolickiej, gdyż matka moja była katoliczką praktykującą, natomiast ojciec był wyznania prawosławnego. Po przyjeździe do Polski, w wieku 22 lat przeszedł formalnie na wiarę katolicką, a faktycznie odszedł od praktyk religijnych. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek chodził do kościoła, chociaż nie negował istnienia Boga. Wolał się modlić w lesie czy w górach i jedynie w ostatnich latach swojego życia zachodził do ustronnego kościoła, gdy był pusty, aby tam nawiązywać kontakt z Bogiem.

Ja, jako dziewczynka wychowana w duchu Kościoła katolickiego, po dojściu do lat studenckich zaczęłam poddawać w wątpliwość znaczenie praktyk religijnych. Chodziłam wprawdzie do kościoła, przystępowałam od czasu do czasu do spowiedzi i Komunii, ale robiłam to bardziej z przyzwyczajenia i chęci nierobienia przykrości mojej matce niż z potrzeb wewnętrznych. A publiczne dawanie świadectwa swojej wiary uważałam za żenujące.

Kiedy Kościół wystąpił z potępieniem przerywania ciąży i stosowania środków antykoncepcyjnych, przyjęłam postawę pełną rezerwy. O ile nigdy nie miałam żadnych wątpliwości co do zakazu przerywania ciąży i uważałam, że człowiek nie ma żadnego prawa do zabijania życia, którego nie jest w stanie stworzyć (byłam już wtedy lekarzem), o tyle uważałam, że aby zapobiec temu, należy dopuścić do użytku środki antykoncepcyjne. I nawet publicznie się za tym opowiadałam, krytykując zakazy Kościoła.

I wtedy zaczęły się dziać rzeczy co najmniej dla mnie dziwne. Zaczęły wchodzić mi w ręce różne artykuły z piśmiennictwa światowego pokazujące szkodliwość stosowania tych środków i coraz częściej spotykałam w życiu kobiety z rozmaitymi powikłaniami po stosowaniu doustnych środków antykoncepcyjnych. Zmusiło mnie to wszystko do pewnych refleksji nad moją dotychczasową postawą. Coś się we mnie przełamało. Zmieniłam dotychczasowe zdanie i równocześnie uznałam w pokorze światło wnoszone w życie przez Kościół katolicki. Teraz już zaczęłam się modlić i chodzić do kościoła z poczucia wewnętrznej potrzeby.

W roku 1980 pojechałam do Kalwarii Zebrzydowskiej, aby uczestniczyć w misterium Męki Pańskiej w Wielkim Tygodniu. I tutaj doświadczyłam, co to naprawdę znaczy, jeżeli tak jak Święta Rodzina w Betlejem, nie można znaleźć przed nocą schronienia. Chodziłam od domu do domu, ale wszędzie przede mną drzwi zamykano, mówiąc, że już miejsca nie ma. Nie było też miejsc i w klasztorze. Prawie już kompletnie załamana i wykończona fizycznie zaszłam do kościoła i klęknąwszy przed obrazem Matki Bożej Kalwaryjskiej zaczęłam Ją prosić: Pomóż mi, całą noc jechałam, aby tu uczestniczyć w męce Twego Syna. Czyż mam wracać z powrotem? Za zimno jest na to, aby spać pod gołym niebem.

I wtedy znaleźli się ludzie, którzy podali mi rękę - przyjęli na wspólny goły siennik, ale w ogrzewanym mieszkaniu. I chociaż przez trzy kolejne dni i noce w ogóle się nie rozbierałam i nie wyciągnęłam ani razu z plecaka piżamy ani szczotki do mycia zębów, po raz pierwszy w życiu odczułam, że można nie stawiać wymagań, że można się upokorzyć, zapomnieć o sobie, a równocześnie być szczęśliwym. Mocno wryły mi się w pamięć te rozmodlone, ufne tłumy ciągnące śladem Męki Pańskiej. A był to rok, kiedy w Wielkim Tygodniu spadł potężny śnieg i wchodzenie na górę ukrzyżowania było naprawdę trudne. Wracałam do domu szczęśliwa. Wydawało mi się, że nic nie potrafi już zachwiać mojej wiary. Wkrótce potem, zupełnie niespodziewanie, spadła na mnie ciężka choroba, która z krótkimi przerwami, przykuła mnie na pół roku do łóżka szpitalnego.

Zrodził się we mnie wtedy ogromny bunt. Jak to, Boże? Wtedy, kiedy Ciebie nie dostrzegałam, kiedy zachowywałam tylko zewnętrzne formy praktyk religijnych, wszystko było dobrze, a teraz, kiedy stałam się zaangażowana wewnętrznie, Ty mnie tak surowo karzesz. Jesteś okrutny i niesprawiedliwy! Nie mogłam się pogodzić z tym, że człowiek w pełni sił i zdrowia może nagle stać się niczym, nie mogąc wykonać nawet koło siebie podstawowych czynności.

Nie chciałam przyjąć tego krzyża. Chrystus zawieszony na krzyżu wydał mi się koszmarem, przed którym chciałam uciec. Na niewiele zdało się przeczytanie Księgi Hioba, podsuniętej przez bliską mi osobę. Ależ to bajki! Wydawało mi się nawet, że jak odrzucę Boga i wiarę, to wszystko znów będzie dobrze. Długo toczyłam wewnętrzną walkę, rozważając różne za i przeciw.

W piątym miesiącu choroby postawiłam wszystko na ostatnią kartę. Wyjęłam Cudowny Medalik z Niepokalanowa i rzuciłam wręcz Bogu wyzwanie, mówiąc: Matko Niepokalana, jeżeli naprawdę istniejesz, jeżeli w ogóle jest Bóg, wyproś mi u Niego, abym wróciła do zdrowia i normalnego życia.

Niebawem ktoś zastukał do jednoosobowej sali, w której leżałam, i uchylając drzwi nieśmiało zapytał, czy może mnie odwiedzić. Był to ksiądz, zupełnie mi nie znany i przez nikogo nie proszony. Przyjęłam go. Zakończyło się to spowiedzią i Komunią św. Po kilku dniach ten sam ksiądz przyszedł do mnie znów i ofiarował mi obrazek Matki Bożej Niepokalanego Poczęcia z Lourdes.

Były to dla mnie znaki, przez które Bóg chciał mi powiedzieć: jestem przy tobie, uwierz i módl się. Modliłam się. W dwa miesiące później opuściłam szpital. I chociaż jeszcze przez trzy lata nie mogłam podjąć pracy, teraz już trzeci rok pracuję i żyję normalnym życiem.

Teraz rozumiem. Bóg w przeogromnym miłosierdziu swoim pozwolił mi przez chorobę odejść ze zgiełku życia na pustynię, na której wśród cierpień fizycznych i zmagań psychicznych narodziło się we mnie coś nowego.

Ja po raz pierwszy w życiu odczułam i zrozumiałam, jak niewiele człowiek znaczy i może sam. Inaczej spojrzałam na drugiego człowieka, po raz pierwszy w życiu sięgnęłam po książkę religijną i odczułam potrzebę pogłębienia swojego życia duchowego.

Boga nie da się dotknąć w płaszczyznach tylko intelektualnych. Bogu trzeba otworzyć duszę i serce. Wtedy On przyjdzie do nas sam, poprzez wydarzenia dnia codziennego i przez drugiego człowieka.

Chciałabym tą drogą również podziękować księdzu Piotrowi Piekarskiemu z Otwocka, który pewnie nie jest nawet świadom tego, jak Bóg posłużył się jego osobą, aby wnieść nowe wartości wiary w moje życie.

Lubomira

Prosimy Portal Fronda o nie kopiowanie tekstów



Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

św. Gabriel Possenti od Matki Bożej Bolesnejśw. Gabriel Possenti od Matki Bożej Bolesnej

Modlitwa do św. Gabriela Possenti od Matki Bożej BolesnejModlitwa do św. Gabriela Possenti od Matki Bożej Bolesnej

Litania do św Gabriela od Matki Bożej BolesnejLitania do św Gabriela od Matki Bożej Bolesnej

Modlitwa w chorobie do św. Gabriela od Matki Bożej BolesnejModlitwa w chorobie do św. Gabriela od Matki Bożej Bolesnej

ks. Franciszek Blachnicki - Apostoł nawróceniaks. Franciszek Blachnicki - Apostoł nawrócenia

Modlitwa do ks. Franciszka BlachnickiegoModlitwa do ks. Franciszka Blachnickiego

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2023Godzina Łaski 2023

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2024 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej