W stronę Sanu i WiaruNieczęsto się zdarza, by cudowne ocalenie miast w czasie nawałnicy wojennej lub innego kataklizmu było wyraźnie przypisane wstawiennictwu jego świętego Patrona, a fakt ten został jeszcze dodatkowo potwierdzony zapisami w kronikach. Na ogół takie przekazy żyją w tradycji ustnej, która przez wieki w znacznym stopniu je fabularyzuje.Inaczej wygląda to w kronikach przemyskich. Dwukrotnie ocalenie miasta przypisano św. Wincentemu - patronowi miasta od XVI wieku. Oba te fakty odnotowano w zapiskach klasztornych ojców franciszkanów, a także w kronikach miejskich. Pierwszy raz relikwie św. Wincentego, niesione procesjonalnie, ocaliły miasto w czasie oblężenia Rakoczego z Siedmiogrodu (1657). A drugi raz w czasie pożaru, który trawił g to miasto zaledwie kilkanaście lat później. Wiara w opiekuńczą rolę Patrona była wówczas tak silna, że miejscowa gmina Żydów ustaliła zwyczaj dostarczania łoju na światło do kościoła franciszkańskiego, by ono nigdy nie gasło przy relikwiarzu Świętego. Dziś zapis tamtego ocalenia miasta można w formie malarskiej obejrzeć na pięknym fresku w barokowej świątyni franciszkanów. Miasto na progu Karpat![]() Przemyśl - miasto ukryte w kotlinie Sanu, to miasto wielu-religii, kultur i języków. Obce tu było jedynie prawosławie. Kryje się w pięknym krajobrazie, którego malowniczość podkreśla stylowe budownictwo, tworzące swymi tarasami urzekającą panoramę. Tę panoramę miasta, w całej krasie można obejrzeć z kilku punktów widokowych, rozmieszczonych na najwyższych wzniesieniach Wzgórz Przemyskich, będących kiedyś bastionami słynnej dziś na całym świecie austriackiej fortyfikacji miasta. To właśnie stamtąd widać, że Przemyśl jest miastem kościołów i cmentarzy. Cała zabytkowa zabudowa świątyń usytuowana na stokach wzgórz opadających ku Sanowi, sprawia wrażenie, w wyraźnym skrócie perspektywicznym, że jedna świątynia wyrasta tuż za drugą. Góruje wyraźnie nad poprzednią. Tych świątyń i zabytkowych budowli towarzyszących kościołom - klasztorów, pałaców biskupich, budynków seminaryjnych, w tym niedużym przecież mieście, można naliczyć piętnaście. Są wśród nich katolickie, unickie i greckokatolickie. Jeśli jeszcze dodać dwie synagogi, można bez przesady potwierdzić zapiski kronikarzy, że naprawdę było to miasto wielu kultur i religii. Tuż przed Przemyślem, zaledwie trzy kilometry od miasta, w Prałkowcach, można odwiedzić sanktuarium Matki Bożej Zbaraskiej. Króluje tu, potajemnie przywieziona ze Zbaraża, opisanego pięknie przez Henryka Sienkiewicza, w roku 1946 w czasie wielkiej migracji ludności. Tę kopię częstochowskiej Madonny przewieźli w ukryciu zakonnicy i ukryli ją w sanktuarium w Leżajsku. Za sprawą starań biskupa Ignacego Tokarczuka znalazła nową siedzibę w świątyni, której patriotyczny wystrój musi poruszyć każdego pątnika. Kopia obrazu częstochowskiego jest tutaj wolna od charakterystycznych cięć na policzku, ale oczy Madonny, tak jak w częstochowskim oryginale, spoglądają na każdego z miłością. Dla Wielkopolan dodatkowym zaskoczeniem w tej świątyni może być piękna mozaika na jednej z bocznych ścian kościoła - przedstawia ona błogosławionego Edmunda Bojanowskiego. Przybyszów z Wielkopolski może zaskoczyć jeszcze jeden zabytek Przemyśla. Na starym cmentarzu, przyrównywanym pod względem sztuki kamieniarskiej do lwowskiego cmentarza na Łyczakowie, w polu nr 8, znajduje się secesyjny nagrobek Ireny Benschówny - Wielkopolanin, zaliczanej do grona Orląt przemyskich, która zginęła tu w roku 1918 podczas walk polsko-ukraińskich o Przemyśl. W stronę Kalwarii Pacławskiej![]() Wyjeżdżając z Przemyśla w stronę Bieszczad, przystanąć można na chwilę obok ludwisarni rodziny Felczyńskich, dziajającej tu od roku 1808. Podobno nie ma zakątka na świecie, gdzie nie biłyby dzwony wyprodukowane w tym zakładzie. Tu można przyjrzeć się całej produkcji i naprawdę zobaczyć jak rodzi się dzwon. A potem, po przejechaniu wzgórz i pokonaniu doliny rzeki Wiar, która chyba jedyna z terenu Polski toczy swe wody do zlewiska Morza Czarnego, znajdziemy się w oazie spokoju i modlitewnego skupienia. To sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej od trzystu przeszło lat mieści się u stóp Bieszczad. Dziś od granicy ukraińskiej dzielą je zaledwie trzy kilometry. Nie dziwi zatem fakt, że na główne uroczystości odpustowe (15 VIII) zjawia się tu przeszło 30 tysięcy pątników, z których sporo przekracza granicę z Ukrainą lub Słowacją. Przyjeżdżający tu pątnicy zanoszą modły nie tylko do cudownego Wizerunku Matki Bożej koronowanej już w roku 1882. Kontemplują także mękę Chrystusa i boleść Jego Matki. Kalwaria Pacławska to rozsiane 42 kaplice na wielu hektarach wzgórz, dolin przyrzecznych i lasów. Każda z nich stanowi inne dzieło architektoniczne. Pokonanie tych rozległych przestrzeni zajmuje nieraz dziesięć godzin. Towarzyszy temu nabożne zmęczenie. Po trudach pątniczych można jednak wygodnie odpocząć w domu pielgrzyma, prowadzonym przez ojców franciszkanów. Warto podjąć trud wędrowania, by w tym sanktuarium, ukrytym w lasach, do którego prowadzi jedyna droga, gdzieś na obrzeżach Rzeczypospolitej, odnaleźć swoją drogę do Boga. JANUSZ WYREMBEK, Ks. KRZYSZTOF MŁYNARCZYK
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |