Po śladach Bożej MękiKiedy pielgrzymuje się po Ziemi Świętej nie sposób zapomnieć świętego Franciszka z Asyżu. Ojcowie franciszkanie, którzy dzisiaj roztaczają opiekę nad wielu miejscami znanymi z Ewangelii, uczą się miłości do tych miejsc od swego założyciela. Święty Franciszek naśladując ubogiego Jezusa bardzo pragnął odwiedzić Jerozolimę i Betlejem. Nie było to łatwe w czasach wojen krzyżowych. Choć krzyżowcy zdobyli mieczem Ziemię Świętą, to jednak święty Franciszek uprzedził krzyżowców. Swoją łagodnością przezwyciężył wrogość sułtana i "bez oręża" dostał się do grot betlejemskich, gdzie Jezus narodził się w ubóstwie. Ucałował także święte miejsca, na których Jezus ogołocony ze wszystkiego oddał w ręce Ojca Niebieskiego swego Ducha. Siadem wędrówki świętego Franciszka po Ziemi Świętej jest piękny zwyczaj urządzania w naszych parafiach żłobka Bożonarodzeniowego. Sam Święty wprowadził ten zwyczaj w Grecio niedaleko Asyżu. Ojcowie Franciszkanie przenieśli go także do Polski, a w Jerozolimie od XIV wieku rozważają - jak święty Franciszek - mękę Pana Jezusa postępując Jego śladami od miejsca gdzie został skazany aż na Golgotę. W każdy piątek wielu pielgrzymów, którzy przybywają do Jerozolimy pobożnie czyni to samo, co uczynił niegdyś biedaczyna z Asyżu. Prowadzą ich tą drogą właśnie ojcowie franciszkanie.Nabożeństwo rozpoczyna się o godzinie piętnastej. Ale już pół godziny wcześniej gromadzą się pielgrzymi na placu szkoły arabskiej. Jej dziedziniec to właśnie znana Ewangelii Gabbata, czyli wzgórze na którym stała w czasach Pana Jezusa twierdza Heroda Antonia. Piłat, który zajmował tę twierdzę, tu wydał wyrok śmierci na Pana Jezusa. Ponieważ czekamy na rozpoczęcie nabożeństwa, rozglądam się po placu szkoły. Południową ścianę dziedzińca rozświetlają przeźrocza okratowanych okien. Za kratami rozpościera się plac świątyni, a na nim w błękitnych i złotych barwach Meczet Skały. Stoi na miejscu dawnego Przybytku. Wielojęzyczny tłum powiększył się. Ojcowie Franciszkanie, którzy właśnie przybyli, rozpoczynają nabożeństwo w języku włoskim i angielskim. Krzyż niesie kilka osób. Jest ciężki. Nie mogę sobie wyobrazić, jak niósł go Pan Jezus, skoro dzisiaj niesie Krzyż - równie ciężki jak wtedy - wiele rąk. Każdy chce nieść Krzyż, dlatego przy każdej stacji następuje zmiana. Uczestnicy nabożeństwa pamiętają widocznie o słowach Pana Jezusa, który powiedział: "Kto chce iść za mną a nie niesie swego krzyża, nie jest moim uczniem." Kiedy pójdziemy poprzez te same stacje jeszcze raz naszą "polską" drogą krzyżową, z ibierzemy z trzeciej stacji stojącej przy bardzo ruchliwej ulicy nasz polski krzyż pozostawiony tu przez polskich żołnierzy. Nieśli go po wąskich uliczkach Jerozolimy jak nosi się broń na ramionach. Niosąc krzyż uczyli się kochać pośród straszliwej nienawiści, którą rozpętała II wojna światowa. Nie wszyscy doszli do Polski, wielu zginęło. Pozostał po nich krzyż jako znak wielkiego cierpienia i miłości do kraju. Ludzie, których mijamy po drodze, nie wszyscy wierzą w Pana Jezusa. Nikt jednak nie przeszkadza, choć wszystko odbywa się w wielkim gwarze tego wschodniego miasta. Nabożeństwo jednak robi pewne wrażenie swoją powagą, powagą uczestników, którzy słuchają słów ojców franciszkanów, ilekroć zatrzymują się przy każdej stacji. Nieznana kobieta podchodzi z ulicy do niesionego krzyża, dotyka go. A potem z powagą i nabożeństwem czyni znak krzyza na czole, ramionach i gubi się w tłumie arabskiej dzielnicy. Tuż zaraz za placem szkoły arabskiej mijamy zabudowania franciszkańskiego Instytutu Biblijnego. Działalność naukowa, zwłaszcza prowadzone w Jerozolimie badania archeologiczne, odsłoniły spod późniejszych budowli wzruszające dokumenty. Opodal szkoły biblijnej w podziemiach zabudowań klasztoru Panien Syjońskich ufundowanego przez nawróconego Żyda Ratisbone znajduje się Lithostrotos. Jest to kamienna posadzka dziedzińca, na której stanął przed wzburzonym tłumem ubiczowany Pan Jezus. Na posadzce wyżłobiony rzymskim mieczem rysunek gry w króla popularnej wśród żołnierzy. Tu, na tym dziedzińcu towarzyską grę przeniesiono na Człowieka, którego okrutnie pobito i przybrano na pośmiewisko w królewską purpurę. W klasztorze franciszkańskiego prezbiterium przepiękne witraże przypominają tę odległą, lecz jakże aktualną historię. Czy trzecia - polska stacja - nie czyni bliższym tego wydarzenia, które miało miejsce na Lithostrotos? Zdarzało się przecież, że nie tylko pojedyńczych ludzi, lecz cały naród skazywano na okrutne poniżenie. Do trzeciej stacji docieramy mijając znany z wielu widokówek łuk zwany Ecce Homo. To tu pobożna tradycja, na tym łuku każe stanąć Jezusowi przed tłumem, wraz z Piłatem, który rzucił w tłum smutne słowa: "Oto człowiek". Stacja trzecia jest pełna polskich pamiątek. Uczestnicy nabożeństwa nie wchodzą do żadnej z kaplic, więc zatrzymują się tylko przed trzecią - polską. We wnętrzu nad wejściem naścienne malowidło przedstawia wielu ludzi obarczonych krzyżem. "Każdy musi nieść swój Krzyż" podpowiada napis. Różnobarwność ubiorów pozwala tam rozróżnić kosynierów z pól maciejowickich, mundury uczestników powstania listopadowego i znane z obrazów Grottgera czamarki styczniowego powstania. W ołtarzu Chrystus uginający się pod Krzyżem. Widowiskiem stał się dla ludzi i aniołów - mówi tło płaskorzeźby. Nie sposób nie zamyślić się przy tej stacji nad naszą historią, którą tylko Polacy mogą najlepiej rozumieć. Od stacji trzeciej Droga Krzyżowa skręca gwałtownie w strome i niezwykle wąskie uliczki. Jesteśmy na szlaku męki. W tym miejscu nazwa ulicy bezbłędnie nas o tym informuje: Via Dolorosa. Tu zatrzymamy się przy stacji spotkania z Matką, którą także opiekują się Polacy. Na tym odcinku "odważna Weronika podała Panu chustę ręcznika". Tutaj Pan Jezus podchodząc z ciężkim krzyżem upadł po raz wtóry i tu także spotkał Szymona z Cyreny. Choć chciał on z pewnością umknąć rzymskim żołnierzom zmuszającym go do dobrego czynu, lecz zamknięte bramy wysokich budynków uniemożliwiały ucieczkę. Uliczka zionie chłodem głębokiej studni i wysoko dopiero rozpościera się błękitne niebo. Inna jest na pewno atmosfera naszych wielkopostnych nabożeństw kiedy w kościele gromadzimy się na Drodze Krzyżowej. Tu w tej wąskiej i stromej uliczce rozłożyły się po każdej ze stron różnorakie kramy. Łatwo potrącić wyłożone wprost na ulicę przedmioty. Przechodnie, którzy bezceremonialnie się przeciskają pośród pielgrzymów, najczęściej jednak nie zwracają na nas uwagi. Zycie tu jakby toczyło się obok nas drugim nurtem. Myślę sobie, że jest to jednak atmosfera bardzo autentyczna. Kiedy szedł tą drogą Pan Jezus, niektórzy ciekawie spoglądali na Jego nieszczęście, a potem zabierli się do swoich codziennych spraw lub przechodzili w inną uliczkę, jakby nic się nie stało. O cierpieniu bliźnich chce się zapomnieć, jeśli nie chcemy, lub nie potrafimy mu zaradzić. Czasami po prostu się go nie dostrzega. Droga na Golgotę jest pełna niespodzianek. W czasach Pana Jezusa otwierało się na nią miejska brama, bowiem miejsce kaźni znajdowało się poza murami miasta. Teraz drogę na Golgotę zamyka brama koptyjskiego klasztoru. Trzeba więc po rozważeniu trzeciego upadku, który miał miejsce tuż pod Golgotą wyminąć klasztor i obejść go szerokim łukiem. Ostatnie pięć stacji należy odszukać w bazylice Grobu Pana Jezusa. Ojcowie Franiciszkanie podprowadzają do każdej z nich. Wnętrze bazyliki oddycha majestatem wydarzeń, które tu się dokonały. W czasach Pana Jezusa, nie było oczywiście żadnego kościoła, a samo miejsce zionęło grozą dokonywanych tu egzekucji. Niektórzy uważają, że stały tu już gotowe do każni pale, na które wciągano poprzeczną belkę z przymocowanym do niej skazańcem. Jeśli tak było, to po palu, na którym zawisł Pan Jezus, popłynęła krew niejednego skazańca. Nie umniejsza to wcale nadzwyczajności tego miejsca, bo Pan Jezus "obarczył się naszym cierpieniem i dźwigał nasze słabości On poniósł tutaj na drzewo Krzyza grzechy nas wszystkich. Stąd miejsce to jest otoczone nadzwyczajną czcią całego Kościoła. Na Golgotę wchodzi się dzisiaj po kamiennych schodach. Tutaj przybito Pana Jezusa do Krzyża. Tu także umarł na Krzyżu. Miejscem tym, podobnie jak grobem Pana Jezusa, opiekują się szczególnie chrześcijanie prawosławni. Dużo tu srebrnych lamp, migocących żywym światłem knotków oliwnych. Światło odbija się od srebrnych i pozłacanych blach, na których wytłoczone są sceny przedstawiające mękę Pana Jezusa. Kiedy spojrzy się z dala na miejsce, w którym stał Krzyż, odnosi się wrażenie jakby coś tu ustawicznie pulsowało, mieniło się jak kry- niczna woda wytryskująca ze źródła. Tak, to miejsce na pewno jest źródłem łaski. Trzeba więc uklęknąć przed ołtarzem. W jego wnęce znajduje się srebrny krąg z otworem przez który można dotknąć nagiej skały Golgoty. Tutaj stał Krzyż. Pod tą skałą znajduje się cysterna, do której wrzucono krzyże, kiedy miejsce to w kilkadziesiąt lat później zostało opasane murami miasta i przestało być miejscem kaźni. Choć zbudowano tu różne budowle, uczniowie Jezusa nigdy o tym miejscu nie zapomnieli. Kiedy schodzi się do cysterny mieszczącej się w podziemiach bazyliki na ścianach okalających schody można zauważyć gąszcz wyrytych tu krzyży. To krzyżowcy tak zaznaczyli tu swoją obecność. Każdy krzyżyk wyryty w skale puginałem oznacza jednego z uczestników słynnych wypraw do Grobu Pana Jezusa. Ze średniowiecznym hymnem śpiewanym po łacinie pójdziemy za chwilę w procesji dookoła grobu Pana Jezusa przystając co chwila, to przy lochu, gdzie więziono Pana Jezusa, to przy słupie biczowania, cennej pamiątki, to znów przy kamieniu namaszczenia, na którym Nikodem i Józef z Arymatei położyli ciało Pana Jezusa, by je namaścić. Czas jakby się cofnął w odległe średniowiecze, w którym pobożność kościoła z tak wielką tkliwością odnosiła się do męki Pana Jezusa. Do Grobu Pańskiego trzeba przyjść samemu. Niewiele tu miejsca. W przedsionku kamień odwalony ręką Anioła przypomina wydarzenia wielkanocnego poranka. We wnątrz grobu pali się wiele świateł. Pobożny mnich w czarnym habicie odmawia w kącie swoje modlitwy. Zanim wejdą tu ciekawi wrażeń Amerykanie lub Japończycy i zabłysną flesze ich aparatów fotograficznych, można uklęknąć i położyć rozpaloną głowę na chłodnej półce, na której złożono umęczone ciało Jezusa. Tak kiedyś modlił się tu Słowacki o zmartwychwstanie dla Polski udręczonej przez zaborców. Grób Chrystusa przyciąga wszystkich swą niezwykłą Tajemnicą zwycięstwa nad śmiercią. Niezwykłość tych miejsc, po których wędrowaliśmy, można rozważać także w Polsce. Zanim udacie się z pielgrzymką do Jerozolimy, spróbujcie poznać i odwiedzić polskie kalwarie. Są one pobożnym przeniesieniem do Polski tego, co znajduje się w Jerozolimie. KS. HENRYK PYKA
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |