Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Mistyka i praca

     Pewien bloger, niechętny Kościołowi ateusz i lewak, ale wnikliwy obserwator rzeczywistości, pisał niedawno z podziwem o prawicowych ideowcach. Dlaczego?

     "Miałem okazję poznać osobiście niewielu publicystów prawicowych, ale ci, których poznałem, jeździli zdezelowanymi sztruclami i prosili żonę o pieniądze na jedną puszkę piwa. Nie piszę tego z pogardą, lecz z podziwem. Ci ludzie chcą żyć z idei, która, powiedzmy, trawi ich dusze apokaliptycznym ogniem. Nie pójdą na etat jak żona, bo będą mieć mniej czasu na Sprawę. Jeśli walka o Sprawę nie przynosi kasy, trudno, będą biedować."

     Czytając te słowa na jego blogu, pomyślałem sobie, że to nieodkrywcza prawda i zapewne w wielu przypadkach dość gorzka. Poza tym zwykła złośliwość. Zapomniałem o tym komentarzu dość szybko i zapewne nie wróciłbym do niego, gdyby nie pewna rozmowa w gronie, nie tyle "prawicowych", co katolickich przyjaciół. W pewnym momencie padło smutne pytanie: "Czy naprawdę nie da się żyć z pracy dla Idei?". Oczywiście chodziło o możliwość utrzymania siebie i swojej rodziny z zajęcia, które równocześnie będzie zaangażowaniem na rzecz ewangelizacji, kultury chrześcijańskiej, ważnych spraw społecznych i tym podobnych.

     Pierwszą refleksją było to, że praca ideowa jest raczej dla młodych ludzi, zaraz po studiach. Stanowi przetarcie przed wejściem w pracę bezideową, z której będzie można utrzymać rodzinę, żyć w pewnego rodzaju bezpieczeństwie materialnym. Wniosek ten wydał mi się raczej dość smutny, szczególnie, że jego wypowiedzenie wywołało wśród nas pesymistyczną ciszę. Ponieważ smutek w życiu chrześcijańskim zawsze jest związany z jakąś nieprawidłowością, będącą wynikiem skażenia ludzkiej natury grzechem pierworodnym, sprawa wydała mi się konieczna do ponownego przemyślenia. Jak to jest? Przecież trudno sobie wyobrazić, by wszyscy mogli pracować dla Idei i czerpać z tego duże korzyści. Czy praca musi być udręką?

     DLA SPRAWY

     Jeśli spojrzeć na współczesną kulturę medialną uformowaną na gruncie dawnej kultury europejskiej, możemy zauważyć pewne tendencje, które pozwolą lepiej zrozumieć nastawienie na oddanie się Idei. Praca dla Sprawy silnie łączy się z lansowanym modelem pracy jako formy samorealizacji, wartości w społeczeństwie czy określonym środowisku. Jeśli jest to główny punkt odniesienia dla życia człowieka, to staje się także najważniejszym źródłem, z którego człowiek czerpie sity do podtrzymywania swojej tożsamości. Można podzielić ją na religijną, katolicką, kościelną. W taki oto sposób z łatwością tworzy .się zamknięty tandem: praca-tożsamość. Jeśli praca nie wspiera tożsamości, doświadczamy frustracji, smutku. Taki stan psychiki i duszy jest jednak świadectwem, że chrześcijańskie życie w nas kuleje. Upraszczając, powinno ono być otwarte na istniejący świat w relacji Bóg-dusza. Oczywiście nie znaczy to, że należy ulecjakiejś dezintegracji! Nie znaczy to, że teraz praca - czy inne obszary życia - nie muszą, a nawet nie powinny dotyczyć naszej religijności. To oczywiste, że możliwość pracy ideowej jest czymś znakomitym, ale tylko wtedy, gdy wspiera rzeczywiste dobra, a nie sztucznie podtrzymuje poczucie wartości osoby przez zewnętrznie otrzymaną tożsamość. Ostatecznie praca jest czymś zewnętrznym. Jeśli religijność - czy, szerzej, poczucie wartości - opiera się na wykonywanym zawodzie, to jest to pewnego rodzaju iluzja.

     Integralność wiary będzie polegała raczej na zachowywaniu przekazu wiary we wszystkich jego aspektach, niezależnie od okoliczności, w jakich przychodzi nam spełniać nasze zawodowe i życiowe obowiązki. Czasem będzie wymagała naszego sprzeciwu i porzucenia wykonywanego zawodu, ale te gesty muszą wynikać z uprzedniej postawy - zaufania Bogu, łasce, prawu Bożemu.

     JAK TEODOZJUSZ

     W ten sposób widzimy, że stoimy wobec problemu egoizmu, który pracę dla Idei albo Sprawy czyni, tak naprawdę, sposobem realizacji własnego "ja" - słabego, pogubionego i niedowartościowanego wobec braku oparcia się na Bogu. Co pozostaje?

     Pewien mój znajomy zauważył, że w czasach wczesnochrześcijańskich jedynym zasadniczym wymogiem dla chrześcijańskiego polityka było to, by wyznawał wiarę. Nie musiał należeć do odpowiedniej partii. Realizował swoje zadania, wypełniając obowiązki chrześcijanina - od udziału w liturgii po wypełnianie przykazań moralnych (także dbając o ich ochronę w ustawodawstwie). Czasem popełniał błędy, grzechy, i potem za nie pokutował. Jak choćby cesarz Teodozjusz. Dopuścił się on poważnego przewinienia: na jego rozkaz dokonano masakry mieszkańców Tesalonik. Wywołało to ostrą rekcję bpa Ambrożego, który wykluczył cesarza ze wspólnoty wiernych do czasu odpokutowania. Władca początkowo opierał się wyrokowi świętego biskupa, jednak ostatecznie poddał się karze i ek>komunika została s cofnięta. Zresztą cesarz ten znajdował się ,3 wielokrotnie w sytuacji konieczności podjęcia pokuty z powodu swoich politycznych poczynań.

     WIĘCEJ REALIZMU

     Coś takiego powinno przyświecać dzisiejszym świeckim katolikom. Jaka jest ich główna Idea, główna Sprawa? Jest nią powołanie, realizujące się w podstawowym wymiarze w dbałości o dobro ich rodzin. Trzeba więc przenieść siły duchowe z realizacji Idei, która skrywa nasze niedowartościowane "ja" na zadania rzeczywiste, w których realizacji będzie nas wspierał Bóg. Wtedy każda wykonywana praca, nie-ingerująca w różne aspekty życia chrześcijanina, będzie satysfakcjonująca, ponieważ znajdzie swoje właściwe miejsce. To jednak wymaga, by osoba pozwoliła umrzeć dotychczasowemu sposobowi "samorealizacji" przez doczesność i oddała tę "realizację" w ręce Boga. Będzie bolało - spotkanie z Bogiem boli. I tu zaczyna się droga mistyczna życia rodzinnego, oczyszczenie.

     Czy jest jakaś kategoria w chrześcijańskiej duchowości, która pozwoli nam opisać przedstawiony powyżej stan frustracji? Najlepiej pasuje tu acedia: stan ten łączy niecierpliwe poszukiwanie nowych wrażeń, także duchowych, emocjonalnych, które podtrzymają dobre samopoczucie naszej tożsamości, z nienawiścią do rzeczywistego stanu naszego życia (np. konieczności porzucenia myślenia idealistycznego o życiu zawodowym, a skupienia się na utrzymaniu swojej rodziny, zapewnienia wykształcenia dzieciom eta). Stan acedii dotyka w rożnym stopniu prawie każdego, również rzeczywistości kościelnych.

     Doświadczyło tego wiele wspólnot katolickich powstałych po Soborze Watykańskim II, które pragnęły wyspirytualizować życie świeckich na podobieństwo duchowieństwa zakonnego, kontemplacynego. Ich zderzenie z rzeczywistością było bardzo bolesne: problemy wychowawcze z dziećmi, uświadamianie sobie innego statusu świeckich w stosunku do duchowieństwa w strukturze Kościoła, niesamodzielności z powodu braku doświadczenia zawodowego, jeszcze większe zagubienie w świecie.

     Jak zwykle, w życiu człowieka do zrozumienia różnych kwestii, nękających szczególnie młodych ludzi, potrzeba otwarcia na nieraz trudną obecność Boga. Gdzie ją można znaleźć? Choćby w tradycji Kościoła, której realizm dotyczący dostosowania sposobu życia do stanu powołania niejednokrotnie był powodem zgorszenia tych, którzy szukali radykalnej gorliwości. Jednak bez tego realizmu nie ma rzeczywistego życia duchowego i prawdziwej mistyki.


Tomasz Rowiński

Autor jest historykiem idei, redaktorem
kwartalnika "Christianitas".
Pracuje w Centrum Myśli Jana Pawła II.


Tekst pochodzi z Tygodnika

4 lipca 2010


   

Wasze komentarze:
 dokladny: 15.02.2010, 17:19
 ...a ostatnio jest moda na "tak?" watawiane na koncu zadania.-Jak gdyby ostry obciach tak? -dokladnie.a podobno Polacy nie gęsi... ps dokladnie
 Alicja: 16.02.2009, 21:39
 Ostatnio robi karierę zwrot "coś jest na rzeczy" no i ten códzysłów pokazywany palcami obu rąk, a trochę wcześniej wyrażenie "mówiąc kolokwialnie". Może nie raziłoby tak gdyby nie było nadużywane. Problem w tym, że używać takich słów to równoznaczne z byciem "na topie". Dziękuję za ten artykuł. Miło wiedzieć że nie jestem odosobniona w takiej wrażliwości na słowo.
 Offca :): 16.02.2009, 14:53
 Świetny artykuł, bardzo mi się podoba. Ale jak inaczej zastąpić słówko "to znaczy" czy "dokładnie"? hmm... :)
 :): 16.02.2009, 14:10
 świetny artykuł
 jolanta: 16.02.2009, 08:29
 Zgadzam się w pełni. Szczególnie drazni mnie słowo "dokładnie". Takie słowo wytrych. Ja mówie, że 2+2 to jest dokładnie 4 i tyle, nic więcej i nic mniej :) Pozdrawiam
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej