Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Jakiej sprawiedliwości pragną błogosławini?

     Nauka Jezusa nie sugeruje, że nieszczęście ma być szczęściem, a bogactwo z konieczności musi prowadzić do utraty Królestwa Bożego. Nie należy utożsamiać mowy Jezusa na górze błogosławieństw z samymi jedynie błogosławieństwami, gdyż to prowadzi do całkowitego wypaczenia intencji Jezusa.

     Jezus chce raczej przekonać do całkowitej przemiany naszego dotychczasowego stylu życia, wzywa, abyśmy zechcieli wziąć udział w doświadczeniu samego Jezusa. Dopiero wówczas uzyskamy szansę życia na miarę wolności, poświadczonej miłością Boga, miłością, która dotyka nie powierzchni bycia, lecz jego najgłębszej istoty. Wówczas też sprawiedliwość, której pragnie cały świat, zajaśnieje w pełnym blasku. Niemniej jednak chęć sprawiedliwości może okazać się egzystencjalną pułapką. Kto z nas bowiem nie rozpozna, co znaczy być sprawiedliwym, nie odkryje jej autentycznych źródeł, nie będzie pogłębia! jej znajomości bądź uzna się od razu i niejako bezproblemowo za człowieka sprawiedliwego, ten nie osiągnie dobroczynnej radości istnienia, nie zasmakuje Bożej miłości. Sprawiedliwość ze swej natury oczekuje, abyśmy się co do niej, choć nie jest to łatwe, porozumieli. Jeżeli to nie nastąpi, już na zawsze pozostaniemy w szczerym polu niedomówień i mniemań, stając się łatwym łupem najróżniejszych manipulacji. Nie będziemy mogli podejmować odpowiedzialnych i przynoszących dobro - nie wyłączając dobra wspólnego - decyzji. Jan Paweł II wyraźnie podkreślał: "Gdy zachwieje się sprawiedliwość, również miłość znajduje się w niebezpieczeństwie" (Serce pragnie sensu. Motywy życia i nadziei, Warszawa 1991, s. 63).

     Dlatego też tak wielką wagę przywiązywał on do idei sprawiedliwości i wiele razy napiętnował jej wszelkiego rodzaju wypaczenia. Podkreślał przy tym, że refleksji nad pojęciem sprawiedliwości nie należy ograniczać do dywagacji czysto teoretycznych, ale wiedzieć, że jest ona zaletą i zdolnością ducha ludzkiego, woli i serca, tym bardziej że w świecie współczesnym zostało rozbudowane.na wielką skalę poczucie sprawiedliwości. To zrozumiałe, ponieważ sprawiedliwość bywała dawniej i bywa obecnie intuicyjnie rozpoznawana w swoim treściowym bogactwie. Uznanie jej za koronę wszelkich cnót to po prostu wynik spontanicznego doświadczenia i pobudzonej przez owo doświadczenie refleksji, o czym wyraźnie zaświadczyli już twórcy greckiej liryki gnomicznej w VI wieku przed Chrystusem.

     W tradycjach biblijnych, w cywilizacji egipskiej, mezopotamskiej sprawiedliwość zwieńczała mądrość życiową; regulowała relacje międzyludzkie, nakazywała - dzięki instytucji sędziego - szacunek dla zwyczaju lub prawa, nie wyłączając stosunku do rzeczy, dóbr osobistych i społecznych. Polegała na oddawaniu każdemu tego, co mu się należało, nawet, gdy ta należność nie była dokładnie określana przez obyczajowe reguły lub dane prawodawstwo.

     SPRAWIEDLIWOŚĆ - FAKT LUDZKI

     Warto w takim razie przypatrzeć się sprawiedliwości jako faktowi ludzkiemu, przynależnemu tylko człowiekowi. Przyroda nie potrzebuje przecież sprawiedliwości, nie domaga się jej, nie walczy z nią. Jedynie w osobowym porządku życia rozwijają się - i mogą się rozwijać - sprawiedliwe bądź niesprawiedliwe normy. Natomiast kultura, wytwór twórczej aktywności wolnego człowieka, tworzy przestrzeń, w której sprawiedliwość zyskuje swe uprzywilejowane miejsce. Ludzkie prawa, instytucje, systemy społeczne, ale także poszczególne działania jednostkowe, podejmowane decyzje, wypowiadane sądy i oskarżenia, najróżniejsze, w szerokim sensie, egzystencjalne postawy - mogą być sprawiedliwe bądź niesprawiedliwe. Sprawiedliwość ukazuje swą "wewnętrzną treść" w opozycji do niesprawiedliwości. W jej świetle nabiera semantycznego kolorytu i pozostaje koniecznym elementem życia.

     Sprawiedliwość właśnie jest tą cnotą kardynalną, która tworzy jakby zawiasy i osie (łac. cardinem) najrozmaitszych stosunków, jakie istnieją między ludźmi, ale również między ludźmi a aniołami i Bogiem. Dzięki niej istnieje możliwość budowania życia społecznego za zasadach przynoszących wspólne dobro i oddawanie każdemu człowiekowi tego, co mu się słusznie należy, aż do zupełnego wyrównania. Pozostaje, jak to ujął i spopularyzował rzymski prawnik okresu cesarstwa Ulpian, nazwą trwałej i niezmiennej woli oddawania każdemu tego, do czego ma on prawo, choć nie precyzuje bliżej miar, określających to, do czego człowiek "ma prawo". Tę tradycję akceptuje Jan Paweł II, uwypuklając takt, że bycie sprawiedliwym oznacza zasadniczo oddawanie każdemu tego, co mu się należy. Odnosi się to zarówno do dóbr doczesnych, materialnych, ale też do porządku egzystencjalnego. Człowiekowi należy się poza dobrym imieniem szacunek, poważanie, opinia, na którą zasłużył.

     Tego rodzaju formuła jest ogólna. Tymczasem sytuacje i warunki życia ludzi wciąż się zmieniają. Pojawiają się nowe odkrycia, rodzą się dotąd niespotykane aporie (paradoksy) moralne, rozszerza się po prostu ludzka przestrzeń decyzyjna, jednak tęsknota za światem sprawiedliwym wydaje się powszechna i niezmienna. Człowiek jest człowiekiem przez sam fakt narodzenia. Z tej racji jest wolny, ma godność ludzką, pozostaje równy w prawach. Nie tylko troszczy się o siebie, dba o własne szczęście, ale jest zdolny do czynów mających na celu dobro innych ludzi. Potrafi im się poświęcać. Tworzy poniekąd miejsce wyzwalania się sprawiedliwości. Jest osobą. Umie podejmować określone decyzje, oddawać to, co się komuś należy. Dzięki rozumowi, woli, miłości i religii przezwycięża biologiczne i psychiczne determinacje, przyzwyczajenia i dewiacje. Jest w stanie zmieniać się na kogoś bardziej moralnie odpowiedzialnego i otwartego na zewnętrzne potrzeby. Nieustannie przekracza siebie, aby wejść w rzeczywistość innych ludzi, wspólmyśleć z nimi, współczuć im, obdarzyć sprawiedliwym gestem.

     Jest osobą-substancją, ma w takim razie prawo do współmiernego dla siebie dobra. Prawo takie znika, kiedy człowiek zostanie potraktowany jako cząstka jakiejś całości albo jako ktoś wyniesiony do poziomu życia na poły boskiego. Wówczas sprawiedliwość traci rację bytu, ponieważ człowiek staje się niewolnikiem czegoś większego od siebie, albo zyskuje miano tyrana, zapominając, że społeczność jest dla człowieka, a nie człowiek dla niej. Podstawą sprawiedliwości musi przeto być dostrzeżenie dobra, jakie należy się człowiekowi-osobie.

     Dokonuje się to w sferze społecznej, przenikniętej różnego rodzaju relacjami. Sprawiedliwość oddaje się zasadniczo innej osobie, choć i wobec siebie należy być sprawiedliwym, to znaczy oceniać siebie zgodnie z realnym stanem rzeczy. Cnota sprawiedliwości ma za zadanie wyrobienie w nas trwałej i niewzruszonej woli oddania tego, co innym z naszej strony się należy. Poprawne określenie tego "ile się należy" każdemu od wszystkich - pisał Jan Paweł II - a zarazem wszystkim od każdego, tego "co się należy" człowiekowi od człowieka w różnych sytuacjach, określenie tego, a przede wszystkim zrealizowanie, jest wielką sprawą, dla której każdy człowiek żyje i dzięki której życie jego ma sens" (tamże, s. 116). Przede wszystkim chodzi o godność człowieka-osoby. Wszyscy jesteśmy sobie równi, niezależnie od tego, czy jesteśmy bogaci, czy biedni, mniej lub bardziej wykształceni. Pierwszym i podstawowym wymogiem sprawiedliwości jest uszanowanie godności każdego człowieka. W sercu nie można zlekceważyć nikogo, choćby był naszym największym wrogiem.

     Taka pogarda prowadząca do wyniosłości czy pychy ujawnia, że przestaliśmy reagować na rzeczywistość, nie potrafimy jej "czytać", istniejąc w świecie moralnej nieprzyzwoitości i fikcji. Arystoteles słusznie przestrzegał przed ludźmi, którzy nie tylko dopuszczają się niegodziwości wobec samych siebie, ale zwłaszcza wobec swoich przyjaciół; pochwalał zaś tych, którzy są dobrzy nie tylko dla siebie, ale i dla innych. Dlatego, jego zdaniem, sprawiedliwość jest nie częścią szeroko pojętej cnoty, ale nią całą; jej przeciwieństwo nie jest częścią zła, ale samym złem.

     Możemy tedy stwierdzić, że sprawiedliwość dotyczy ludzkiego postępowania, jako naczelna zasada życia społecznego. Jej realizacja zależy jednak od poziomu moralnego człowieka, gdyż słuszne pryncypia sprawiedliwości mogą zostać łatwo zaprzepaszczone, jeżeli nie zaistnieje wola ich stosowania.

     Jan Paweł II zwraca jednak uwagę na to, że sprawiedliwość jest w pewnym sensie większa od człowieka, od wymiarów jego ziemskiego życia. Zasadniczo tu na ziemi nie sposób do końca wprowadzić sprawiedliwych relacji międzyosobowych, międzyspołecznych i międzynarodowych. Wszyscy ludzie umierają w poczuciu swoistego niedopełnienia sprawiedliwością, ponieważ świat nie jest w stanie zaspokoić najgłębszych tęsknot ludzkich. Dlatego w każdym z nas wciąż budzi się i rozwija "głód sprawiedliwości". Stąd też otwieramy się na Boga, który jest samą Sprawiedliwością.

     EWANGELICZNA SPRAWIEDLIWOŚĆ

     W doświadczeniu religijnym sprawiedliwość raz oznacza spełnianie wszystkich Bożych przykazań (Bóg przedstawia się jako wzór wszelkiej sprawiedliwości), swego rodzaju moralną godziwość, innym razem koncentruje się na Bogu jako dysponującemu przymiotem miłosiernej sprawiedliwości albo odnosi do Jego darów, będących wyrazem najwyższej dobroci i życzliwości. W perspektywach Nowego Testamentu Boża sprawiedliwość objawia się w Jezusie Chrystusie jako sprawiedliwość błogosławieństw, sprawiedliwość zbawcza, czyli przeniknięta wiernością i pełnią miłosierdzia.

     Jan Paweł II, kierując uwagę na to ewangeliczne znaczenie sprawiedliwości, zdecydowanie przekonywał, aby uważać ją także za podstawowy wymiar życia ludzkiego na ziemi, pamiętając o jej etycznym wymiarze. Pisał: "Poza tym sprawiedliwość jest zasadą istnienia Kościoła i różnych struktur społecznych, przede wszystkim państwa oraz organizacji międzynarodowych. Na rozległym i zróżnicowanym obszarze człowiek i ludzkość poszukują nieustannie sprawiedliwości: jest to proces odwieczny i zadanie najwyższej wagi" (tamże, s. 63). Zatem ten tylko zdobędzie miano człowieka sprawiedliwego, kto będzie rozporządzał sprawiedliwymi miarami, zgodnie z ewangelicznym przesłaniem: "Bo takim sądem, jak wy sądzicie, was sądzić będą" (Mt 7, 2). Nad kim nie wezmą góry negatywne siły, takie jak zawziętość, nienawiść czy nawet okrucieństwo. A przecież nie raz dochodziło w historii do wypaczenia idei sprawiedliwości, wrętz do jej znieprawienia. Encyklika Dives In miseńcordia Jana Pawła II wyraźnie na to wskazuje. W imię motywów rzekomej sprawiedliwości (na przykład dziejowej czy klasowej) niejednokrotnie niszczy się drugich, zabija, pozbawia wolności, wyzuwa z elementarnych ludzkich praw. Dlatego sama sprawiedliwość nie wystarcza. Należy sięgać do głębszych jeszcze sił ducha, warunkujących porządek sprawiedliwości. Stanowi je głównie i przede wszystkim miłość.

     MIŁOŚĆ I SPRAWIEDLIWOŚĆ

     W ludzkiej egzystencji miłości nie daje się niczym zastąpić. Praktykowana przez poszczególne osoby, ale również w sposób solidarny przez grupy i wspólnoty stanowi zasadniczą podstawę istnienia. Staje się rym bardziej potrzebna, im bardziej różne instytucje wysuwają roszczenia do opanowania wszystkich dostępnych dziedzin życia. Tę sprawę Jana Paweł II klarownie wysuwa na czoło swych wypowiedzi. Nawiązując do przypowieści o synu marnotrawnym przypomina, że chociaż nie pada w niej ani razu słowo "sprawiedliwość", to jednak ujawnia ona precyzyjny "stosunek sprawiedliwości do tej miłości, która objawia się jako miłosierdzie" (p. 5). Nie może więc być miłości bez sprawiedliwości. Miłość "przerasta" sprawiedliwość, ale jednocześnie weryfikuje się sama w sprawiedliwości, z naciskiem podkreśla.

     W związku z tym staje się miłością miłosierną, to znaczy potrafi przekroczyć ścisłą miarę sprawiedliwości, czasem nazbyt wąską. Syn marnotrawny utraciwszy majątek, jaki otrzymał, zasługuje jednak na to, aby - po powrocie - dopracować się jakiegoś zasobu dóbr, choć już nie w takiej ilości, w jakiej zostały one przez niego roztrwonione. Oczywiście, jest on świadom, że bardzo głęboko dotknął ojca swym gorszącym postępowaniem; niemniej jednak potrafi właściwe ocenić samego siebie, znaleźć odpowiednie dla siebie miejsce w tej nowej sytuacji życia. Powtórzmy: miłość "przerasta" sprawiedliwość, równocześnie w niej się weryfikując. Oto ważny moment papieskiej nauki. Wyraża on samą istotę nawrócenia, będącego najbardziej konkretnym wyrazem działania miłości i obecności miłosierdzia w ludzkim świecie.

     W tak wyznaczonej perspektywie miłosierdzie ukazuje się jako moc podnosząca w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku. W tym sensie stanowi podstawową treść orędzia mesjańskiego Chrystusa oraz siłę konstytutywną Jego posłannictwa. Tutaj miłosierdzie objawia się jako miłość. Tymczasem w ludzkiej doczesności, pełnej grzechu i przenikniętej śmiercią, sprawa ma się inaczej: miłość - pisze Jan Paweł II - musi się objawiać nade wszystko jako miłosierdzie i wypełniać się również jako miłosierdzie. Pozostaje ono głębokim źródłem wszelkiej sprawiedliwości, która jest w stanie rozsądzać pomiędzy ludźmi, rozdzielając wśród nich przedmiotowe dobra słuszną miarą.

     Rola miłości zdaje się mocniejsza i piękniejsza. Zdolna jest ona mianowicie "przywrócić człowieka samemu człowiekowi", z właściwą mu godnością, co nie oznacza naturalnie, że miłość zaciera osobowe różnice. Nie czyni tego. Wskazuje, że zawsze wobec siebie pozostajemy dłużnikami i że mamy zmierzać z całych sił do konkretnych czynów wobec konkretnych ludzi. Gdyby tak nie było, sprawiedliwość i miłosierna miłość byłyby zaledwie słowami rzuconymi na wiatr. Zobaczmy, co właściwie czynił Jezus. Z dnia na dzień pochylał się nad biednymi, potrzebującymi pomocy, opętanymi przez szatana bądź dźwigającymi ciężar choroby. Jego styl życia przynaglał do działania, przejścia drogi od "ja" do "my", co zawsze wymagało i nadal wymaga przezwyciężenia egoizmu i oportunizmu, po prostu bycia w sprawiedliwej aurze. Ale taka postawa nie sugeruje, że należy odgrodzić się od tych ludzi, którzy czynią zło, krzywdząco odnoszą się do rzeczywistości. Łaknący bowiem sprawiedliwości to ci, którym zawsze zależy na nawróceniu grzeszników, nie zaś na ich unicestwieniu. W spotkaniu i starciu z nimi ujawnia się najpełniej jakość miłosiernej miłości i jej solidarnościowy wymiar. Osoba powinna być zawsze na pierwszym miejscu, a sprawiedliwe działanie przenicowane miłością ma łączyć się z prawidłowym rozpoznawaniem sensu życia.

     WYŻSZA SPRAWIEDLIWOŚĆ

     Jan Paweł II komentując Jezusowe błogosławieństwo sprawiedliwości zaznacza, że chociaż sama ludzka sprawiedliwość pozostaje wzniosłym celem osobistych i społecznych usiłowań, to jednak Chrystus miał na myśli coś bardziej zasadniczego, mianowicie sprawiedliwość, która polega na poszukiwaniu zbawczej woli Bożej. Błogosławiony jest właśnie ten, kto chce tego rodzaju sprawiedliwości: "Wejdzie do królestwa niebieskiego (...) ten, kto spełnia wolę mojego Ojca" (Mt 7,21). Nie jest to więc sprawiedliwość starotestamentalnej formuły "oko za oko", lecz raczej sprawiedliwość osoby religijnej, która ufa Bogu i stara się realizować w codzienności Jogo przykazania. To model sprawiedliwości większej niż ta "uczonych w Piśmie" (zakłamanej, przewrotnej, wytykającej błędy i niedociągnięcia innych ludzi), realizowany w mądrej wrażliwości na potrzeby danej osoby, potrafiący odróżnić jej autentyczne potrzeby od pragnień pozornych, zachcianek i - także moralnych - mistyfikacji. Taki stan nie jest łatwo osiągnąć. Trzeba wobec tego modlitewnie odnosić się do Boga, gdyż to On jest twórcą prawdziwej sprawiedliwości, jest wręcz, jak już powiedzieliśmy, samą Sprawiedliwością: "Tyś sprawiedliwy, uwolnij od wrogów, Swoją poprowadź mnie bezpieczną drogą" (Ps 5, tłum. Stanisław Schramm) Wówczas będziemy w stanie przyjąć, że osnową wszystkich przykazań jest miłość, że błogosławieństwa dotyczą całego człowieka, zwłaszcza sfery ludzkiego serca, że nauczanie Jezusa domaga się postępowania otwartego na Boga. Jeżeli będziemy trzymali się przykazań tylko zewnętrznie, nie pokonamy osobistego przeciwnika wewnętrznego, jakim sami dla siebie jesteśmy. Musimy jednakże pamiętać, że być błogosławionym w Nowym Testamencie znaczy odwołać się do motywów błogosławieństwa ze Starego Testamentu, również do żydowskiego dziedzictwa liturgicznego; to także duchowy stan będący udziałem tych, którzy należą do królestwa Chrystusa. Naród wybrany nie jest już głównym odbiorcą Bożego błogosławieństwa, teraz są nim poszczególni wierni.

     Starajmy się przeto integralnie spoglądać na własną religijność i zachowywać czujność. Przecież szczęśliwym człowiekiem nie jest ten, kto prowadzi życie moralne i w rezultacie cieszy się pomyślnością, lecz raczej ten, kogo Chrystus znajdzie czuwającego, gdy przyjdzie powtórnie. Oto przesłanie, które należy przyjąć z wdzięcznością. Aby zwiększyć radość, umocnić przyjaźń, zachować swoją tajemnicę i nie dać się zwieść złu, które ostatecznie przepadnie. Jan Paweł II zapewniał o tym, z pełną odpowiedzialnością i miłością.


ks. Jan Sochoń


Tekst pochodzi z Tygodnika

13 czerwca 2010


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej