Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Statystycznie religijni

     Socjologowie zachwycają się, że "aż tyle" - bo 41,5% katolików w Polsce - uczestniczyło w 2009 r. w niedzielnych Mszach św. Inni pytają: "dlaczego tylko tyle?". Co statystyki mówią o naszej religijności?

     Z roku na rok nieznacznie zmniejsza się odsetek polskich katolików przychodzących w niedzielę do kościoła. Jednocześnie - również nieznacznie, choć systematycznie - rośnie liczba osób przystepujących do Komunii św. - wynika z ogłoszonych 13 maja, najnowszych danych Instytutu Statystki Kościoła Katolickiego (ISKK).

     Badanie, które corocznie od 30 lat jesienią przeprowadza Instytut, ma na celu stworzenie statystyk dominicantes i communicantes (patrz: ramka s. 17), opracowywanych w wymiarze krajowym oraz dla poszczególnych diecezji. Czy są one miarodajne i dają rzetelną wiedzę o naszej religijności? Nad tym można dyskutować. Liczenie wiernych nie daje wiedzy o tym, z jaką motywacją przychodzimy na Msze św. i czy aktywnie w nich uczestniczymy. Ma jednak tę zaletę, że nie badając nastrojów i deklaracji wiary ukazuje fakty. A te są takie, że - statystycznie - więcej niż połowa zdeklarowanych katolików opuszcza niedzielną Mszę św.

     SUKCES NA 40 PROCENT

     Ubiegłoroczne badanie - z 11 października - wykazało, że w niedzielnych Mszach św. uczestniczy 41,5 % tych, którzy są do tego przez Kościół zobowiązani. - To odsetek wysoki, porównywalny z tym, który jest na przykład na Malcie i w Stanach Zjednoczonych. Nieporównanie wyższy niż w krajach zachodniej Europy. W Niemczech wskaźnik dominicantes wyniósł w 2006 r. tylko 14%. Większość krajów w ogóle takich badań nie prowadzi - tłumaczy dyrektor ISKK ks. prof. Witold Zdaniewicz SAC.

     Optymistami są także inni socjologowie. - Dlaczego wskaźnik dominicantes jest taki, jaki jest? Bo zmieniają się warunki, w jakich nasze społeczeństwo żyje. Można by odwrócić to pytanie: co powoduje, że mimo tak daleko idących zmian w życiu społecznym ten spadek jest tak niewielki? Dlaczego w swoich praktykach jesteśmy tak niezmienni? Krótko mówiąc: dlaczego jest tak dobrze? Socjolodzy religii z innych krajów mogą nam tylko naszych badań i uzyskanych tak danych zazdrościć. My możemy w dodatku zobaczyć w jakim kierunku się zmieniamy - mówi prof. Krzysztof Koseła, socjolog z UW.

     W Polsce, według badań ISKK, możemy mówić o trzech - od roku 1980 - okresach zmian. Do 1990 r. średni wskaźnik dominicantes dla Polski wynosił 50% i więcej (w 1987 r. wyniósł 55,3%). Po 1990 r. liczba uczestniczących w niedzielnych Mszach św. nie przekraczała już połowy do tego zobowiązanych, utrzymując się na średnim poziomie 43% - 47%. Rok 2008, kiedy średnia dominicantes spadla do 40,4%, rozpoczął nowy okres. I choć rok 2009 przyniósł wzrost o 1,1%, to - jak mówi ks. prof. Zdaniewicz - są podstawy do twierdzenia o dalszym, nieznacznym spadku w kolejnych latach i oscylowaniu w okolicach 40%.

     Uwagę zwraca bardzo duża rozpiętość dominicantes w poszczególnych diecezjach. Najwięcej katolików chodzi do kościoła na południu Polski. Liderem od lat jest diecezja tarnowska ze wskaźnikiem 70,9%. Za nią są diecezje: rzeszowska (65,3%), przemyska (60,6%) i krakowska (51,8%). Najgorzej w tym zestawieniu wypadają diecezje: łódzka (28,7%), sosnowiecka (28,7%), koszalińsko-kołobrzeska (28,3%) i na samym końcu - szczecińsko-kamieńska (27,5%).

     W perspektywie ostatnich dziesięciu lat widać, jak wskaźnik dominicantes spada. Średnio w Polsce od roku 1999 jest to spadek o 5,5%. Najmniej, przy swoim mizernym wyniku, straciła diecezja łódzka (0,2%) i łomżyńska (0.6%). Najwięcej straciły diecezje: koszalińsko-kołobrzeska (spadek o 9,2%), legnicka (8,1%) i białostocka (8%).

     Powodów do dumy nie mają obie warszawskie diecezje. Archidiecezja, szósta od końca, miała w 2009 r. wskaźnik 31,8%, co w stosunku do roku 1999 r. oznacza spadek o 5,3%. Nieco lepszy wskaźnik ma jedenasta od końca diecezja warszawsko-praska: wskaźnik 33,9%, przy spadku o 4,7% w ciągu 10 lat.

    DOMINICANTES - odsetek wiernych obecnych (w dniu badania) na niedzielnej Mszy św., w odniesieniu do ogólnej liczby osób do tego zobowiązanych (nie mylić z ogólną liczbą wiernych ani mieszkańców parafii). Przyjęto założenie, że zobowiązani do udziału w niedzielnej Mszy św. stanowią 82% wiernych. Pozostałe 18% (niezobowiązani) to dzieci do lat siedmiu, chorzy i ludzie starsi z ograniczoną możliwością poruszania się.
     Istotnym punktem odniesienia jest także rok 2006, kiedy średni dla Polski wskaźnik dominicantes osiągnął najwyższy w ostatnich latach poziom 45,2%. Biorąc pod uwagę ostatnie trzy lata, stwierdzamy, że najbardziej drastyczny spadek uczestnictwa w niecFztelnych Mszach św. nastąpił w diecezji katowickiej: z 59,2% do 43,9%. Uwagę zwracają też spadki w innych diecezjach o wysokim poziomie urbanizacji: warszawskiej (z 39,9% do 31,8%), częstochowskiej (z 43,9% do 38,3%) oraz warszawsko-praskiej (z 39,4% do 33,9%). Jednak tłumaczenie tych spadków faktem, że są to wielkomiejskie aglomeracje, wydaje się nie do końca uzasadnione. Najmniejsze różnice nastąpiły bowiem w sąsiedniej z katowicką diecezji gliwickiej. Zaś mająca duży spadek Częstochowa nie jest przecież wielką aglomeracją.

     SIGNUM TEMPORIS      Czy powyższe statystyki coś zmienią, spowodują głębszą refleksję zarówno u duszpasterzy jak i wiernych? Trudno przewidzieć. - Te badania nic nie wnoszą, są pro forma. Czasem księża podają średnią z ostatnich 5 lat i dodają trochę, żeby był progres. Chcą się wykazać przed przełożonymi, bo dane z liczenia wiernych są przecież dostarczane do kurii biskupiej - komentuje jeden z chcących zachować anonimowość podwarszawskich dziekanów. Zdecydowana większość jednak zapewnia, że do liczenia się przykłada. - Koń, jaki jest, każdy widzi - komentują wyniki badań ISKK.

     - Bywają z pewnością diecezje gorsze od naszej, ale nie jest to powód do radości. Wskaźnik dominicantes odzwierciedla prawdę o nas, poziom naszej religijności. Choć do katolicyzmu przyznaje się 96%, to brak nam gorliwości, jest za to wygodnictwo. Ludzie często uważają, że jak sobie posłuchają Mszy św. w radiu czy w telewizji, to już nie muszą iść do kościoła - mówi kanclerz Kurii Metropolitalnej Warszawskiej i wikariusz biskupi do spraw sakramentalnych ks. prałat Grzegorz Kalwarczyk.

     - W Warszawie nie ma przywiązania do własnych parafii. U nas wynik jest poniżej średniej warszawskiej, ponieważ w sąsiedztwie mamy dwa bardzo popularne kościoły: "u Popiełuszki" czyli św. Stanisława Kostki na Żoliborzu i drugi na Dewajtis, u ks. Wojciecha Drozdowicza, jak się popularnie mówi. Ludzie chodzą na Msze św. do parafii, z którymi z różnych powodów są sentymentalnie związani - tłumaczy proboszcz warszawskiej parafii św. Alberta i Rafała przy ul. Gwiaździstej ks. Grzegorz Jankowski. - Nie można się dziwić, że w dekanacie staromiejskim wskaźnik dominicantes to 120%, z czego 100% to nie są parafianie tego dekanatu - śmieje się inny warszawski proboszcz.

     Kapłani nie ukrywają, że liczba wiernych w kościele zależy często od poziomu duszpasterstwa. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w jednej parafii do kościoła przychodzi 50% do tego zobowiązanych, a po sąsiedzku - tylko 14%? - Czasem się zdarza, że po przyjściu do parafii nowego proboszcza do kościoła wraca 40% parafian. Mieszkają na obrzeżach parafii, ale zniechęceni chodzili gdzie indziej. I wrócili - dzieli się swoim doświadczeniem rzecznik prasowy Konferencji Episkopatu Polski ks. dr Józef Kloch. - Nie o to chodzi, by ksiądz wiernych dopieszczał, ale jego postawa dla wiernych jest bardzo ważna. Ten temat jest bardzo mato badany - zauważa ks. prof. Zdaniewicz. Innym wyjaśnieniem różnic we wskaźniku dominicantes jest ewidentne spoganienie społeczeństwa. - Mamy w parafiach wiele rozbitych rodzin, wiernych z tak pogmatwanym życiem, że nie mogą przystąpić do Komunii św., wiec nie przychodzą wcale na Msze. To, co można zrobić, to pielęgnować wszelkie grupy i ruchy w parafiach. To dziedzina wciąż przez księży niedoceniana - przyznaje wielu z nich.

     Na jeszcze inną interpretację danych z ISKK wskazuje Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny "Więzi". - Czym dziś jest chodzenie do kościoła? Dawniej bywało ono bardziej wyrazem tożsamości narodowej niż religijnej, wyrazem protestu przeciwko komunie. Przecież mieliśmy uchwytny statystycznie fenomen niewierzących praktykujących. Dziś zmienia się to, za co ludzie uważają chodzenie do kościoła. Ci, dla których to był pusty obowiązek, przestali przychodzić. I to jest te parę procent. W społeczeństwie pluralistycznym chodzenie do kościoła tylko dlatego, że tak wypada, staje się przeszłością. Presja sąsiadów znika. Patrząc w tym kontekście te wyniki, jak na koniec pierwszej dekady XXI w., są bardzo wysokie - tłumaczy.

     WINNA POGODA

     Wielu duszpasterzy wskazuje na mankamenty badania. - Jest ono skażone pewną dozą nieprecyzyjności choćby ze względu na zjawisko migracji. Ludzie są bardziej mobilni. Inaczej spędzają niedzielę i czas wolny. Wystarczy w niedzielę wieczorem zobaczyć, jak zakorkowane są drogi wjazdowe do Warszawy - tłumaczy dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego Archidiecezji Warszawskiej ks. prałat Henryk Małecki.

     - Stolica - jak zauważa prof. Koseła - jest miastem urzędników. W dużej części mieszkania w niej wynajmowane są przez tych, którzy na weekend jadą poza diecezję, do rodziny lub po prostu wyjeżdżają za miasto odpocząć. Wtedy - zwłaszcza latem - w takich miejscowościach, jak Urle czy Zalesię Górne, proboszczowie mają nadkomplety wiernych. - Kiedy pracowałem w jednej ze śródmiejskich parafii, jedna trzecia moich parafian, których widziałem w kościele w dni powszednie, na niedziele wyjeżdżała do swoich rodzin w inne regiony Polski - wspomina ks. prał. Małecki.

     Innym mankamentem badania dominicantes jest to, że niedziela niedzieli nie jest równa. Jeśli liczy się wiernych zaraz po pierwszym piątku miesiąca, wskaźniki z oczywistych powodów będą wyższe, niż w przypadku końca miesiąca - zauważa ks. dr Wiesław Piotrowski z Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego Kurii biskupiej w Tarnowie.

     COMMUNICANTES - odsetek wiernych przystępujących (w dniu badania) w czasie niedzielnej Mszy św. do Komunii św., w odniesieniu do ogólnej liczby wiernych zobowiązanych.
     Najgorszym wrogiem dominicantes jest jednak pogoda. Nierzadko zdarza się, że ankiety trafiają do Kurii z adnotacją proboszcza: "Uwaga! Dzisiejsze liczenie nie jest adekwatne, ponieważ był pierwszy atak zimy. Obecność ludzi w kościele zdecydowanie mniejsza" (przypadek z diecezji płockej). Zgodnie mówi się, że liczenie wiernych w 2008 r., kiedy odnotowano gwałtowny spadek dominicantes przypadło na 23 listopada i fatalną pogodę. Tym właśnie tłumaczy spadek dominicantes w ciągu trzech lat aż o 15,3% w diecezji ks. Piotr Kurzela, dyrektor tamtejszego Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego.

     COMMUNICANTES NA CO DZIEŃ

     Tym, co mimo nieobecności większości katolików na niedzielnej Eucharystii może cieszyć, są rosnące stopniowo wskaźniki communicantes. We wspominanych wyżej okresach wyniosły one w skali kraju: w latach 1980-1990: 7,8%-10,7%; 1981-2007:10,8%-17,6%; 2008-2009: 15,3-16,7%.

     Zdaniem ks. prof. Zdaniewicza fundamentalne znaczenie w tej kwestii ma nasz stosunek do sakramentu pokuty i pojednania. - W całej gamie różnorodnych wskaźników religijności to jedno pozostaje niezmienne - spowiedź! Od lat przynajmniej raz w roku się spowiada się ponad 80% Polaków, a połowa - kilka razy w roku. To tłumaczy wskaźniki communicantes - mówi.

     Surowszy w ocenie jest ks. prałat Kalwarczyk. - Cieszy nas wzrost przystępujących do Komunii św., ale obawiam się, że może to być w jakiejś mierze skutek obniżenia kryteriów moralnych, kiedy nawet długo po spowiedzi uważamy, że . możemy przyjmować Eucharystię. A z praktyki wiadomo, że w ciągu miesiąca każdemu się grzechów nazbiera. Chyba troszeczkę zbyt oswoiliśmy się z Komunią św. - tłumaczy.

     Bardziej optymistycznie, jako na zmianę jakości wiary Polaków, patrzy na to zjawisko ks. prał. Małecki. - Dzisiejszy katolicyzm nie jest nieświadomy, powierzchowny, emocjonalny, tradycyjny w złym znaczeniu. To ewidentna zasługa katechizacji i prasy katolickiej, która formuje nasze postawy. Komunii św. nie traktujemy - jak często na zachodzie Europy - w wymiarze socjologicznym, jako komunii społecznej. U nas na szczęście konfesjonały są oblegane. Więcej nawet - ludzie szukają kierowników duchowych i stałych spowiedników - dopowiada.

     Liczne i pełne uczestnictwo w Eucharystii to, obok działania łaski Bożej, zawsze efekt starań ludzi - kapłanów i osób świeckich. - Czy to, co nam się udaje w diecezji tarnowskiej (patrz: ramka s. 15), sprawdzi się gdzie indziej? Trudno powiedzieć. Potrzebna jest wieloletnia praca, bo nic, także ludzie w kościołach, nie biorą się ot tak sobie, znikąd - mówi ks. Piotrowski.

     Dokładne statystyki dominicantes i communicantes dla Polski i poszczególnych diecezji z lat 1980-2008 dostępne są na stronie internetowej Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego: www.iskk.ecclesia.org.pl/praktyki-niedzielne.htm

Radek Molenda

Tekst pochodzi z Tygodnika

30 maja 2010


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej