Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Bracie kochany dobrze żeś przyszedł


     Rozmowa z księdzem Czesławem Szyszko MIC, duszpasterzem w Sanktuarium Maryjnym w Licheniu.

     Kiedy ksiądz pierwszy raz zobaczył Licheń?

     - W 1958 r. jako kleryk przyjechałem do Lichenia na wakacje. To było wyjątkowo suche lato. Spojrzałem na wioskę i pomyślałem: Sahara. Przez środek wsi szło się po żółtym piasku. Podobnie do kościoła św. Doroty trzeba się było wspinać po piachu pod górkę. Nie było nawet najmniejszego placu wybetonowanego.

     A jak wyglądał kościół św. Doroty?

     - W pamięci mam, że wtedy kościół był bardzo biedny, a wnętrze niemalowane od wojny. Zbudowany na planie krzyża. Zamknięty od góry jedynie lekkim sklepieniem, od dołu drewnianą podłogą. Nie miał bocznych kaplic. Dopiero później ściany zostały usunięte i powstały boczne kaplice. Tam, gdzie dziś stoją dwa filary znajdowały się ołtarze boczne. To był naprawdę skromny wiejski kościółek. Cudowny Obraz znajdował się w drewnianej kapliczce w głównym ołtarzu.

     A co ksiądz wiedział o Cudownym Obrazie?

     - Prawdę mówiąc miałem bardzo ogólne informacje. Wiedziałem, że Licheń to miejsce pielgrzymkowe, szczególnie w okresie odpustu 15 sierpnia. Dopiero na miejscu zacząłem poznawać szczegóły objawień. Zobaczyłem grób Sikatki, do którego ludzie chodzili. Dowiedziałem się, że w latach II wojny światowej w kościele był obóz Hitleijugend. Usłyszałem o Bercie Bauer. Zobaczyłem podziurawiony kulami krzyż.

     Jak wówczas odbywał się odpust Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny?

     - Przybywało bardzo dużo ludzi. Przychodzili już w przeddzień na noc. 14 sierpnia po południu zjeżdżały wozy drabiniaste nakryte plandekami, a na każdym z nich gromada ludzi. Piętnastu, dwudziestu - ilu weszło. Te wozy ciągnęły w stronę kościoła. Pola były już puste po żniwach i tam pielgrzymi wjeżdżali i lokowali się. Ci, którzy nie przyjechali wozami nocowali na cmentarzu przy kościele. Spali między grobami. Wcale się nie bali zmarłych! Modlili się. Śpiewali. Różaniec odmawiali. Całą noc.

     Czym różnią się dzisiejsze odpusty od tamtych sprzed półwiecza?

     - Odpusty przed laty były zdecydowanie skromniejsze. Natomiast treści religijne zachowaliśmy. I wtedy i dziś są one bardzo podobne. Tylko procesja do Grąblina w przeddzień odpustu była zdecydowanie liczniejsza i wypełniona specjalnymi pieśniami, jak np. do Matki Najświętszej. Przez lata posługiwania w Licheniu prowadziłem te procesje. Tłumy rozmodlonych i rozśpiewanych ludzi, pięknie na ludowo ubrana asysta procesyjna na zawsze pozostaną w mojej pamięci.

     Jak przebiegały przygotowania do koronacji Cudownego Obrazu koronami papieskimi?

     - Pod koniec października 1965 r. do Lichenia przybył ksiądz Eugeniusz Makulski. Przysłany przez ojca prowincjała od razu zabrał się do pracy i zaczął odtwarzać historię Sanktuarium. Zapraszał ludzi. Pytał czy mają pisma, śpiewniki, inne materiały pozwalające odtworzyć historię objawień. Prosił, by przynieśli te pamiątki do kancelarii parafialnej. Oprócz tego prowadził wywiady, w których pytał, jak to było. Parafianie chętnie dzieliii się. Tak poznawaliśmy tradycję związaną z objawieniami i przeżycia z czasów II wojny.

     Potem ks. Makulski przygotował Cudowny Obraz do konserwacji. Nastąpiło uroczyste pożegnanie i obraz odwieziono do Warszawy. To była wielka uroczystość. Parafia wspaniale się zmobilizowała. Ze łzami w oczach ludzie żegnali Matkę Najświętszą. Po kilku miesiącach odbyło się uroczyste sprowadzenie obrazu. Całą noc trwało czuwanie - najpierw w kościele drewnianym (dziś kościół Matki Boskiej Częstochowskiej -przyp. red.), do którego zgodnie z tradycją obraz wprowadzono. Potem uroczyste przeprowadzenie do kościoła parafialnego św. Doroty i umieszczenie w ołtarzu.

     Jak poradziliście sobie z godnym przyjęciem rzeszy pielgrzymów, które przybyły na koronację?

     - Wtedy ludzie mieli inne oczekiwania i potrzeby niż dziś. Nie musieli otrzymać wygodnego noclegu. Tłumy wiernych z różnych parafii przychodziły do Lichenia od wczesnych godzin porannych. Raniutko Sanktuarium było już wypełnione modlącymi się, bo sporo przyjechało w przeddzień. Całą noc prowadziliśmy nabożeństwa. Przez wiele godzin spowiadaliśmy. Przypomnę tylko, że w 1965 r. Licheń jeszcze nie miał drogi utwardzonej. Do autobusu dojeżdżaliśmy albo do Piotrkowic, albo do Grąblina. Oczywiście cały czas szło się czy jechało rowerem po piasku.

     Ile ja kilometrów tych piaszczystych dróg przemierzyłem rowerem jeżdżąc na lekcje religii! Jak się zbliżała koronacja, komuniści bardzo się przejęli, że będzie tylu gości - Episkopat i wiele innych osobistości kościelnych na czele z kardynałem Wyszyńskim. W ostatnich dniach przed koronacją postanowili przygotować drogę. Ludzie pracowali dzień i noc i droga była!

     Krąży dowcip, że służby bezpieczeństwa, które jak zwykle czuwały, odjeżdżając z uroczystości zabierały drogę, bo kleiła się im do kół.

     - Nie kleiła się, bo była to betonówka, ale faktycznie taki dowcip krążył. Jest pewne, że ubecy byli na tej uroczystości, ale nie było ich widać.

     Jest też faktem, że wzdłuż nowej drogi komuniści zdążyli wbić wysokie, betonowe słupy, na których zawiesili transparenty z hasłami przeciwko biskupom polskim, przeciwko Kościołowi. Jedno z nich zapamiętałem. Brzmiało: "Żądamy lojalności Episkopatu Polski wobec Rzeczypospolitej Ludowej". Ksiądz kardynał Wyszyński w trakcie koronacji odpowiedział, że lojalność obowiązuje obydwie strony.

     Dziś Licheń to pięknie położona, rozwijająca się wioska. A jak wyglądał wtedy?

     - Ubożuchno. Prościutkie domy z gliny, ale wybielone, więc czysto i schludnie. Podziwiałem tutejsze gospodynie za ich staranność, za troskę o dzieci. Lubię Licheniaków. To mili i kochani ludzie. Wszedłem w to środowisko, bo lubię przebywać z ludźmi, a ponieważ uczyłem dzieci w Anielewie, Grąblinie i w By- lewie miałem wiele okazji do kontaktów. Znałem wszystkich parafian. A ludzie, choć sami żyli skromnie, byli życzliwi kapłanom.

     Parafianie bardzo ufali Matce Najświętszej, bardzo też byli związani z Cudownym Obrazem, z objawieniami, z Kościołem. To parafianie pomagali w zorganizowaniu i przeprowadzeniu uroczystości tak, jak dziś pomagają wolontariusze. Podczas odpustu księża zawsze mogli na nich liczyć. Całe dnie pracowali na rzecz pielgrzymów. Zawsze też zwozili na odpust mnóstwo kaczek, kurczaków, żeby poczęstować księży i gości, żeby wszyscy byli dobrze przyjęci.

     ;Sanktuarium licheńskie z 1958 r. było bardzo różne od tego, jakie znamy dziś.

     - To po prostu dzieło Matki Bożej. Mówimy, że Bóg posługuje się ludźmi, ale Matka Najświętsza też. Pan Bóg posyła odpowiedniego człowieka - w tym przypadku księdza Makulskiego - w odpowiednie miejsce i czasy. Te czasy... Tyle bólu, tyle problemów, tyle strasznej tragedii, które ludzie zanosili Matce Bożej. Tutaj zawsze w tamtych i w tych czasach pielgrzymi przynosili swoje cierpienie. Dziś ono jeszcze wzrosło. Ludzie czują się biedni, poranieni, znękani. Cierpią, bo została porzucona miłość, rozbite rodziny, mąż żonę opuszcza albo żona męża. To straszne udręki. Przypuszczam, że jest ich jeszcze więcej niż wtedy było. Bo wtedy ludzie trzymali się mocno. Nie było tak dużo rozbitych małżeństw. Rodzina była ogromnie szanowana i trwała.

     Kiedy spowiadam w licheńskiej bazylice, to w ławkach co rusz ktoś wstaje i siada, wstaje i siada. Wreszcie decyduje się i przychodzi. Mówi, że dwadzieścia lat nie był u spowiedzi. Więc witam go: Bracie kochany, dobrze żeś przyszedł, Pan Jezus się cieszy. Nie bój się - otwórz się, pomogę ci - zobaczysz, jaki Bóg jest dobry i pełen Miłosierdzia. Iluż tu u Matki Licheńskiej ludzi uratowało się. Dla mnie to jest cud.

Ksiądz Czesław Szyszko MIC - Duszpasterz w Sanktuarium Maryjnym w Licheniu. W Zgromadzeniu Księży Marianów od 1956 roku. Przez te lata pełnił posługę w wielu miejscach: w Elblągu, Stoczku Warmińskim, Goźlinie, Rdzawce koło Rabki, Skórcu i Górze Kalwarii. Ale zawsze wracał do Lichenia, bo jak mówi to była jego pierwsza parafia i tutaj zostało jego serce.


Irena Wawrzyniak

Tekst pochodzi z Informatora Sanktuarium Maryjnego w Licheniu
Pielgrzym Licheński - Informator nr 4, grudzień 2006


   

Sztuka uwodzenia własnej żony Sztuka uwodzenia własnej żony
Margaret Hardisty
„Sztuka uwodzenia własnej żony” to książka dla mężów, choć i kobiety przeczytają ją z wielkim zainteresowaniem.

Autorka pisze o tym, czego pragną kobiety i potrafi jasno ukazać, czego tak naprawdę żony oczekują od mężów. Kto jest bowiem bardziej kompetentny, by powiedzieć mężczyznom, co myślą i czują kobiety, niż właśnie jedna z nich?... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej