Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Człowiek zawsze najważniejszy


     Rozmowa z księdzem Wiktorem Gumiennym MIC kustoszem Sanktuarium Maryjnego w Licheniu

     Minął rok odkąd został ksiądz kustoszem Sanktuarium w Licheniu.

     - Tak, ale przewrotnie powiem, że niedługo minie dziewięć lat, od kiedy zostałem przełożonym Domu Zakonnego w Licheniu. Ważniejsze jest dla mnie zakończenie okresu, w którym nałożyły się na mnie obowiązki przełożonego i kustosza. Zdawałem sobie sprawę, że będzie to trudne, ale też wiedziałem, że będzie to tylko rok, po którym będę mógł spokojnie zabrać się za pełnienie funkcji kustosza. Cieszę się, że niektóre z obowiązków kustosza, np. zarządzanie czynami maryjnymi, wziął na siebie w tym czasie kustosz senior ks. Eugeniusz Makulski MIC. W sierpniu zdałem obowiązki przełożonego licheńskiej wspólnoty ks. Wojciechowi Sokołowskiemu MIC. Teraz mogę dużo spokojniej wnikać w sprawy pielgrzymów i Sanktuarium.

     Czym zajmuje się ksiądz kustosz?

     - Dbam o bazylikę. Nie jest ona jeszcze wykończona, a mija już 10 lat odkąd rozpoczęła się budowa i powolutku trzeba już myśleć o konserwacji. Ale na pierwszym planie są sprawy duchowe. Teraz mam więcej czasu, by jako kustosz pomyśleć o rozszerzeniu oferty rekolekcyjnej w Sanktuarium. Do tej pory mieliśmy w Sanktuarium rekolekcje organizowane przez Centrum Formacji Maryjnej, Licheńskie Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym czy też powołaniowe.

     Lubię siadać w konfesjonale i widzę, jak dużo ludzi przyjeżdża z potrzebą spowiedzi z całego życia. Widzę ich wielką chęć do odbycia takiej spowiedzi, a z drugiej strony pewną bezradność, bo do tego trzeba się przygotować. Wydaje mi się, że wiele osób skorzystałoby z rekolekcj i przygotowujących Ksiądz Wiktor Gumienny M do spowiedzi z całego życia. Chciałbym, kustosz Sanktuarium Maryjnego aby w Licheniu pracowało więcej księży, by żaden pielgrzym chcący pogłębić i umocnić swoje relacje z Bogiem, nie wyjechał stąd bez pomocy duszpasterza.

     Czy istnieje jakaś długofalowa strategia rozwoju Sanktuarium?

     - Na razie takie pomysły dopiero rodzą się w naszych głowach: mojej i współpracowników. Trudno powiedzieć, że jest to plan strategiczny. Chcemy stworzyć w starym domu zakonnym, który niedługo opuścimy, ośrodek dla ludzi potrzebujących pomocy. Może to będzie ośrodek pobytu dla alkoholików próbujących wyjść z nałogu, albo dom samotnej matki lub dom starców. W planach jest też dom młodego pielgrzyma połączony z centrum obsługi pielgrzyma, który miałby się mieścić naprzeciw nowej dzwonnicy. Myślę, że takie centrum ułatwiłoby wszystkim pielgrzymom organizację pobytu w Sanktuarium.

     A plany duszpasterskie?

     - Ludzie bardzo potrzebują modlitwy o uzdrowienie, błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem. Przekonałem się o tym, gdy ogłosiłem, że po Mszy św. będzie procesja, a po niej pomodlę się nad chorymi. Zostało wtedy bardzo dużo ludzi. Zawsze trzeba było zachęcać, by na procesję ktoś wziął chorągwie, a wtedy zostały wzięte wszystkie. Ludzie oczekują nabożeństw z błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem i modlitwą o uzdrowienie. Mówią, że wtedy dzieją się cuda. Chcemy umożliwić pielgrzymom takie przeżywanie bliskości z Chrystusem i na pewno w tym kierunku będą zdążały nasze działania duszpasterskie.

     Czy w Licheniu powstanie radio albo telewizja

     - Próbowaliśmy stworzyć Radio Licheń wspólnie z Radiem Plus. Ale tam nastąpiła zmiana w strukturach własnościowych i zrezygnowaliśmy. Stwierdziliśmy, że samodzielnie to przedsięwzięcie przerasta nasze możliwości, przynajmniej dziś. Jeśli chodzi o telewizję, to nawet o tym nie marzyłem. Wydaliśmy za to pierwszy numer "Pielgrzyma" i ten pomysł spodobał się ludziom. Na razie pismo będzie się ukazywało dwa razy w roku, a potem może nawet częściej, bo jest taka potrzeba.

     Spędza ksiądz sporo czasu w konfesjonale. Do spowiedzi do księdza przyjeżdżają ludzie z odległych stron Polski. Człowiek jest dla księdza ważny?

     - Człowiek jest drogą Kościoła. Jest w tym zawarta wielka Boża prawda. Sam jestem tylko człowiekiem i zdaję sobie sprawę ze swoich ułomności, szczególnie jeśli chodzi o relacje z drugą osobą. Zawsze będę prosił Boga o to, żebym umiał tak żyć, aby człowiek był dla mnie najważniejszy.

     Jaki był księdza dom?

     - Pochodzę z prostej, robotniczej rodziny ze Stalowej Woli. Moje miasto z dzieciństwa porównuję do Konina. Oba te miasta mają podobny klimat i zabudowę. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to prawie bliźniacze miejsca. Moja mama pracowała w domu, była zawsze do naszej dyspozycji, a tato był listonoszem. Dom był ciepły, pogodny. Byliśmy zgraną rodziną. Ja i moi dwaj bracia zawsze staraliśmy się pomagać rodzicom. Stalowa Wola leży na terenie dawnej Puszczy Sandomierskiej. Często jeździliśmy całą rodziną do lasu, gdzie zbieraliśmy grzyby i jagody. Mieliśmy z tego dodatkowy dochód.

     To prawda, że od małego chłopca chciał ksiądz być duchownym?

     - Od małego mówiłem, że będę księdzem. Rodzicie śmiali się i mówili: dobrze, dobrze, poznasz dziewczynę, zakochasz się i zmienisz decyzję. Ale nikt mnie od tego pomysłu nie odwodził. Bardzo długo służyłem do Mszy Św., nawet jako wojskowy. Ale do tego, kim teraz jestem, droga nie była prosta. W szkole podstawowej i w liceum miałem świetne klasy. Pamiętam, kiedy składałem podanie do liceum. Tak się akurat zdarzyło, że to był pierwszy rok, kiedy nie zdawało się egzaminów, tylko był konkurs świadectw. Przyniosłem więc świadectwo i dałem je dyrektorowi. On popatrzył na nie i powiedział, że lepiej zrobię jeśli je zabiorę i zaniosę szybko do zawodówki, bo tam zaraz nie będzie miejsc. Ale nie odpuściłem. Świadectwo zostało w liceum, a ja z dziwnym spokojem czekałem na wyniki. Kiedy przyszły okazało się, że wylądowałem w najlepszej klasie - matematyczno-fizycznej. Moim koleżankom i kolegom z klasy wiele zawdzięczam, bo nie ukrywam, że na początku moje wyniki w nauce nieco odstawały od ich wyników. Pomagali mi nadgonić braki, nie dając w żaden sposób odczuć, że jestem słabszy. Naprawdę dużo im zawdzięczam.

     Jakoś im się ojciec wówczas odwdzięczał za to wszystko?

     - Jeśli tylko mogłem zawsze im się odwdzięczałem. Mogli na mnie liczyć. Kiedy pojawiały się w klasie jakiekolwiek problemy, to najczęściej właśnie do mnie przychodzono, by się poradzić.

     A co po liceum? Były jakieś konkretne plany?

     - Zdawałem na AWF, bo trenowałem koszykówkę, ale nie dostałem się z powodu braku miejsc. Poszedłem więc do policealnego studium zawodowego, a po dwóch latach wylądowałem w wojsku. Tam doszedłem do wniosku, że trzeba zdecydować, co chcę w życiu robić. I nie chodziło tylko o życie zawodowe. Byłem wówczas zakochany po uszy i jednocześnie myślałem o służeniu Bogu. Jeszcze, jakby tego było mało, czterech moich kolegów, z którymi służyłem do Mszy Św., poszło do seminarium. Któregoś dnia nasz zaprzyjaźniony ksiądz pyta mnie: Wiktor, a ty co? I wtedy uświadomiłem sobie, że czas coś zdecydować. Z jednej strony pojawiło się bardzo wyraźne i ogromne pragnienie służenia Bogu, a z drugiej była moja miłość po uszy. Ale miłość do Boga była większa. Kiedy to sobie uświadomiłem, spadł mi kamień z serca i już wiedziałem, co będę robił. Do Zgromadzenia poszedłem z kolegą, z którym się wychowałem. Dziś on służy jako misjonarz w Rwandzie i co dwa lata, gdy przyjeżdża do Polski, spotykamy się, dużo rozmawiamy, często razem wędkujemy.

     Wolny czas spędza ksiądz wędkując, podróżując.

     - Mam niestety strasznie mało wolnego czasu, więc staram się go wykorzystać jak najlepiej. Ciągnie mnie nad wodę. To się zapewne wzięło stąd, że wychowałem się nad Sanem, w którym kiedyś było bardzo dużo ryb. Lubię wędkowanie. Niesamowicie się wówczas wyciszam i odpoczywam. Łowienie bawi mnie i odpręża.

     A złowił ksiądz już taaaką rybę?

     - Boję się chwalić, bo wiem, jakie sukcesy mają miejscowi wędkarze, ale mój rekord to amur o wadze 18,7 kg, który skusił się na mira- belkę. Oprócz wędkowania interesuję się też muzyką. Najbardziej lubię Piotra Szczepanika, Czerwone Gitary, Skaldów, czyli muzykę z czasów mojej młodości. Przyznam się, że jak byłem w wojsku, to grałem na basie w wojskowej orkiestrze dętej. W wolnych chwilach nie pogardzę też dobrą książką.

     Kim był dla księdza Jan Paweł II?

     - Przy całej Jego wielkości był przede wszystkim normalnym człowiekiem. Z podziwem patrzyłem, jak bez względu na to, kto jak się nazywa, skąd pochodzi i kim jest, Jan Paweł II pochylał się nad każdym tak samo. Każdy z nas, jeśli tylko będzie właściwie odczytywał, czego Bóg od niego chce, może stać się kimś wielkim. Wielkość Jana Pawła II polegała przede wszystkim na tym, że dbał nieustannie o to, by mieć kontakt z Panem Bogiem.

     A jak nauczyć się odczytywać to, co Bóg dla nas przygotował?

     - Trzeba raz na jakiś czas pojechać w jakieś odosobnione miejsce, by pobyć sam na sam ze sobą i z Bogiem. Trzeba pokochać samotność. Mniej mówić do Pana Boga, a więcej Go słuchać.

Ksiądz Wiktor Gumienny MIC - kustosz sanktuarium w Licheniu, ks. Wiktor Gumienny MIC, urodził się 25 lutego 1959 r. w Stalowej Woli. Do Zgromadzenia Księży Marianów wstąpił w 1982 r, Pierwsze śluby zakonne złożył we wrześniu 1983 r. W 1989 ukończył Wyższe Seminarium Duchowne Księży Marianów w Lublinie. Śluby wieczyste złożył 15 sierpnia 1987 r. Święcenia kapłańskie przyjął 24 czerwca 1989 r. Bezpośrednio po święceniach trafił do parafii Skórzec. Po dwóch latach pracy parafialnej powierzone mu zostały obowiązki magistra nowicjatu. W latach 1996 - 2005 pełnił obowiązki przełożonego domu zakonnego w Licheniu, a 26 sierpnia 2004 r. został kustoszem licheńskiego sanktuarium. Największą satysfakcję daje mu posługa w konfesjonale, dlatego mimo licznych obowiązków zawsze znajduje czas na to, aby spowiadać. Jego hobby to wędkarstwo. Wolne chwile poświęca łowieniu ryb w jeziorach otaczających Licheń.


Anna Tomczak, Magda Kowalska

Tekst pochodzi z Informatora Sanktuarium Maryjnego w Licheniu
Pielgrzym Licheński - Informator nr 2, grudzień 2005


   

Sztuka uwodzenia własnej żony Sztuka uwodzenia własnej żony
Margaret Hardisty
„Sztuka uwodzenia własnej żony” to książka dla mężów, choć i kobiety przeczytają ją z wielkim zainteresowaniem.

Autorka pisze o tym, czego pragną kobiety i potrafi jasno ukazać, czego tak naprawdę żony oczekują od mężów. Kto jest bowiem bardziej kompetentny, by powiedzieć mężczyznom, co myślą i czują kobiety, niż właśnie jedna z nich?... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej