Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Paschalny testament biskupa Dominika

     7 marca mija 57. rocznica śmierci Sługi Bożego bpa Konstantyna Dominika, sufragana chełmińskiego. W czasie bolesnych wydarzeń wojennych, od września do grudnia 1939 r. sprawował on rządy w diecezji, a będąc w tym czasie ciężko chory uniknął aresztowania i losu kapłanów pelplińskich, zamordowanych 20 października. Po odzyskaniu zdrowia został internowany przez Niemców 31 stycznia 1940 r. i umieszczony najpierw w szpitalu, a następnie w klasztorze ss. Elżbietanek. Pełniąc tam funkcję kapelana zmarł w 1942 r. i został pochowany na cmentarzu w Oruni. Po ekshumacji i przewiezieniu zwłok do Pelplina 7 marca 1949 r., w rocznicę śmierci, odbył się uroczysty pogrzeb.

     Wśród diecezjan chełmińskich trwa żywa pamięć tego świątobliwego Biskupa. Podejmując wielorakie . dzieła pasterskie w tych, którzy go spotkali pozostawił wizerunek męża dobrego, delikatnego, czułego na potrzeby bliźniego, gotowego oddać ostatnią cząstkę swego majątku. Takie są świadectwa tych, którzy mieli szczęście spotkać go osobiście. Do wszystkich, którzy nie mieli takiej okazji mogą przemówić dzisiaj jego słowa pozostawione w postaci zapisków. Udało się je sprowadzić z Kongregacji do Spraw Świętych, gdzie złożono je w 1965 r. dostarczając do Rzymu materiał zgromadzony w czasie procesu diecezjalnego.

     Na łamach Pielgrzyma dokonujemy dzisiaj pierwszej prezentacji. Zaczynamy od słów z pierwszego dostępnego notesu. Zapisane one zostały w jednym z najważniejszych momentów życia Sługi Bożego - po zdaniu matury w 1893 r. i przyjęciu do Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie. Uczynił to będąc na wakacjach w Prątnicy, u swego wuja i opiekuna, księdza Jakuba Derca. Tę nową drogę rozpoczął ze słowami, w które włączył łacińską maksymę. Miał wtedy 23 lata: Boże, umocnij to, co we mnie zdziałałeś. Powiedziałem, teraz rozpoczynam: "drogi do nieba nikt nie osiągnie, kto codziennie jej nie zaczyna".

     Chcąc wyrazić wewnętrzny stan swego serca w tamtym czasie zapisał następującą modlitwę:

     Boże Wszechmocny, Stworzycielu nieba i ziemi! Ty mnie nędzną istotę w swej dobroci nieskończonej z nicestwa na obraz i podobieństwo Twoje stworzyłeś! Panie, dlaczegoś Ty tyle istot godniejszych ode mnie do życia nie powołał a mnie w mej nicości nie pogrążył? Cóż mogło być przyczyną, że Ty mnie robaka nędznego do godności szczęśliwości wiecznej przeznaczyłeś?

     O! zaiste tylko miłość Twoja to sprawiła! Czyż tedy nie słuszne, żebym Ciebie kochał nade wszystko, żebym Ci wzajemną miłościąodpłacał, żebym Ci przez całe życie służył sercem ochotnym i wszystko tylko z miłości ku Tobie wypełniał?

     Ale, Panie Najwyższy, jak ja ci się odpłaciłem za tę dobroć, za tę miłość nieskończoną? Ach! niestety, muszę z żalem i zawstydzeniem się przyznać, że okazałem się jak największy niewdzięcznik! Nie tylko Cię nie kochałem, ale rozdzierałem brzydkimi grzechami memi Twe bolesne rany, zwłaszcza zraniłem to Najsłodsze Serce Twoje, bolejące nad mem zaślepieniem, nad mą zgubą.

    Tyłeś mi Panie łask dał przez całą moją młodość, a ja niemi niejako gardziłem. Tyłeś mi, Panie, przestróg i napomnień przez usta mych przełożonych dał, ale ja raczej do innych niż do siebie je odnosiłem.

     O! miłosierdzie Boga sprawiedliwego, gdyby Ciebie nie było, dawnobym już musiał pomiędzy potępionymi w piekle goreć! Niech żyje miłosierdzie Boskie, a niech zaginie grzech i pycha moja, która mnie do buntu przeciw Bogu memu przyprowadziła!

     O! Jezu mój kochany, musiałbym zwątpić, gdybym Ciebie nie miał na krzyżu rozpiętego przed oczyma! Tyś wyjednał nam miłosierdzie Boskie i mile przyjmowałeś i przyjmujesz grzeszników nawracających się. Więc największy, jak Ci to wiadomo, mój Jezu, grzesznik upada do stóp krzyża Twego, na którym ofiarę za grzechy me spełniłeś, i przyrzeka Ci, że chce za Tobą chodzić, bo sam mówisz: "Kto za mną idzie, nie chodzi w ciemnościach". Dość, już Panie, dość tej obrazy Twojej. Żeby poprawa życia mego grzesznego tern skuteczniejszą była, chcę z pomocą Twojej mój Jezu ukrzyżowany niektóre uczucia i postanowienia moje piśmiennie z Tobą odprawić. Intencją ma być większa chwała Twoja a moje duszne zbawienie, a nie zaś ta, która by miłości własnej i pysze dogadzała. Dawco wszystkiego dobrego, Jezu mój, ześlij do serca mego Ducha Twego, żeby mnie na drodze dobrej prowadził i oświecał; Matko i Królowo moja, ucieczko grzeszników weź mnie w swoją opiekę i nie wypuszczaj mnie prędzej spod oka macierzyńskiego, aż mnie ujrzysz u stóp Twoich w niebie. Nie gardź mąpokornąprośbą, o Matko moja, o Pani moja, o Pocieszycielko utrapionych!

     Św. Aniele Stróżu mój, Tobie ja się polecam, Ty mnie prowadź na drodze prowadzącej do nieba.

     Święci moi patronowie, św. Alojzy, św. St. Kostko, św. Berhmansie, św. Józefie, św. Wincenty, św. Augustynie, św. Konstantynie, św. Barbaro, św. Magdaleno, św. Agnieszko, św. Małgorzato proście za mnie Boga o miłosierdzie, które tak nadużywałem. Bądźcie mi wzorem, bądźcie mi drogą, na której można do Boga dojść, aby mu wiecznie cześć i chwałę wyśpiewywać.

     9 września w tym samym miejscu zapisał słowa osobistej modlitwy:

     O Jezu najukochańszy! Ty w swej dobroci przebaczyłeś mi znowu grzechy me wielkie i wszedłeś do seria mego tylu grzechami zeszpeconego. O! miłosierdzie Boga! O pokoro przedziwna, Ty się poniżasz do mnie robaka nikczemnego, który tak długo Twą miłość odrzucałem! Czyż nie powinienem z Piotrem św. upaść do nóg Twoich i z pokorą i żalem i zawstydzeniem zawołać: Wynijdź Panie, bom jest człowiek grzeszny. Ale nie czyń tego Panie, bo bez Ciebie cóżby się ze mnie stało? Niczem jestem Panie! Tyś jedyny moją drogą, prawdą i żywotem! Ciebie chcę naśladować, daj tylko łaski wytrwania i błogosław zabiegi moje, które bez Ciebie próżne są. Bo ileż to już razy ja ci przyrzekałem z tylu grzechów i błędów się poprawić i zawsze na nowo je popełniałem. O! Panie, na nowo upadnę jeżeli mnie nie wesprzesz łaską Twoją. Żeby na nią zasłużyć i żeby się Tobie wdzięcznym okazać, postanawiam sobie z miłości ku Tobie podczas mego pobytu w Prątnicy punktualnie o szóstej godzinie wstawać i o dziesiątej wieczorem się kłaść spać. Gdybym przekroczyć miał to postanowienie z własnej winy, to muszę tyle czasu, ile przekroczyłem klęcząc się do Ciebie modlić. Także przynajmniej raz oprócz mszy św. chcę Ciebie odwiedzić w Najśw. Sakramencie. Dopomóż mi do tego, P. Jezu, bo duch skory, ale ciało leniwe.

     Na zakończenie spotkania ze Sługą Bożym biskupem Konstantynem proponujemy fragment jego kazania na Wielki Piątek (niestety nie można ustalić czasu). Jest to w rzeczywistości zapis jego osobistego przeżywania tajemnicy paschy Pana Jezusa; świadectwo wewnętrznej więzi z Ukrzyżowanym. Swego rodzaju testament odsłaniający drogę do osiągnięcia świętości:

     W smutku pogrążony Kościół Boży zwoływa nas dzisiaj, abyśmy z nim razem płakali na pamiątkę śmierci Zbawiciela; wszystko co nas dziś otacza, smutek nam głosi: ołtarze święte odsłonięte, muzyka kościelna i głos dzwonów umilkł dzisiaj, żałobne tylko pieśni brzmią w świątyni Bożej, ofiara mszy św. ustała a dlaczegóż to wszystko? Bo oto Syn Boży, Jezus Chrystus w niepojętej miłości na krzyżu boleści ducha swego oddaje! Ta smutna pamiątka sprowadziła nas tu dzisiaj, ta pamiątka śmierci, na którą niegdyś skały się rozdzierały, ziemia się wstrząsała, słońce i gwiazdy niebieskie blask swój straciły - a my, których grzechy przyczyną były tej śmierci okrutnej, moglibyśmy być obojętnymi na ich wspomnienie? Czy twardsze mielibyśmy serca nad zimne opoki? Umarli wstawali z grobów, a żywi mieliby być nieczuli na skonanie upokorzonego Boga? Płaczecie, ubolewacie nad dziećmi, rodzicami schodzącemi z tego świata - przypominacie sobie ich obrazy, przymioty, ową wierną przyjaźń, i nieraz na wspomnienie ich rzewnemi zalewacie się łzami. A Ojciec wasz najukochańszy, na którego co dzień wołamy: "Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech"; oto przyjaciel najlepszy, który nas i w złej nie opuszcza doli - on sromotną śmiercią krzyżową umiera, a my nie mielibyśmy boleć? On ponosi niewypowiedziane boleści a nie mielibyśmy płakać? O, Najmilsi, nie wstrzymujmy się od żalu, albo przynajmniej od litości nad Jezusem, kiedy na niego spojrzymy oczyma wiary do nas przez proroka mówiącego: "O wy wszyscy, którzy przechodzicie, uważnie patrzcie, czy jest boleść jako boleść moja".

     O wielka boleść, wielkie męki Jezusa są zawarte w tych słowach ale większa jego miłość ku nam grzesznikom. Bo miłość Jezusa i szkaradne grzechy nasze to sprawiły, że P. Jezus tyle cierpiał, tak się upokarzał.

     Dlatego słuszne abyśmy się w dzień dzisiejszy u stóp krzyża Jezusowego zastanawiali nad okropną boleścią P. Jezusa, nad tą miłością niezgłębioną ku nam a wręcz abyśmy wzbudzili w sobie żal szczery za grzechy nasze, które P. Jeżusa na śmierć przyprawiły. [...]

     Bo dlaczegóż to Pan Jezus takie boleści nad wszelki wyraz cierpiał? Odzywa się niejako P. Jezus do nas rozmyślających żałosną tę mękę, każe nam powiedzieć: "Oznajmij to chrześcijanom moim, że tę srogość ponoszę z wielkiej a niepojętej miłości ku grzesznikom". Zaprawdę "dla zbytecznej miłości, którą nas umiłował" (Ef 2,4) wydał siebie samego - za nieprzyjaciół cierpi - za bezbożnych, za grzeszników. O! jaka miłość Chrystusa Pana, do której nie masz co porównać! Umiłował nas za życia, przy śmierci i po śmierci - On w szczęściu i w nieszczęściu zawsze jest z nami. Zawsze miłości Jego doznajemy.

Zebrał ks. Andrzej Żur
Pismo Katolickie Pielgrzym
nr 242/1999


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej