Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Analfabetyzm funkcjonalny

     Oburzenie z powodu zamknięcia sklepu, gdy tymczasem wystarczyłoby najpierw odczytać napis na drzwiach: "urlop". To analfabetyzm funkcjonalny, w którym Polacy należą do czołówki światowej. Napis wisi tygodniami np. w kruchcie kościelnej i bardzo wielu nie wie, co tam jest napisane. Lepiej byłoby, gdyby im ktoś przeczytał. Ale samodzielnie czytać? Skoro wielu czyta "dukająco", co męczy i wyczerpuje umysł absolwenta powszechnej edukacji. Kłopot z nadmiarem papierków do wypełnienia, co jest często przyczyną niechęci do zmian i rozwoju. Bardziej przyjmuje się kulturę masową jako sensacje i plotki niż prawdziwe, funkcjonalne informacje. Negacja pokarmem, a nie afirmacja. Taki jest kierunek edukacji polskiej i mediów.

     Zastanawiam się, jak z analfabetyzmem funkcjonalnym w mojej parafii? Na pewno jest. Od prawie dwudziestu lat wisi w kruchcie objaśnienie dla narzeczonych. Ale nikt tego nie czyta. Wywieszam w gablocie spis dzieci do I Komunii św. i kandydatów do bierzmowania z widocznymi brakami przy nazwiskach, które trzeba uzupełnić (np. data urodzenia i inne) - mijają miesiące i nikt nie przychodzi z poprawką, ponieważ nikt tego nie czyta. Narzeczeni (po katechezach i rozmowach u nas w tzw. katechumenacie parafialnym) nie interesują się nawet wywieszonymi zapowiedziami ślubnymi.

     - Basiu, widziałaś siebie w zapowiedziach w bocznej kruchcie za szybą gablotki?

     - Nie.

     - Nie chciałaś siebie przeczytać?

     - Nie.

     Nie, nie i nie. Oto analfabetyzm funkcjonalny. Potem zdarzył się pech, bo pomyliłem się, wpisując zniekształcone nazwisko narzeczonego... I nikt nie zwrócił uwagi.

     Kiedyś przed I Komunią św. wydawało mi się, że "Ariel" to chłopiec. Bo w parafii mam chłopców z imieniem Ariel. Tymczasem w końcówce pierwszokomunijnych przygotowań ten jedyny Ariel był dziewczynką (lepiej byłoby Arielówna). Wcześniej nikt nie poprawił błędu ani nie zwrócił żadnej uwagi.

     Albo przed ślubem konkordatowym wpisuję nazwiska i imiona świadków do dokumentu z Urzędu Stanu Cywilnego (USC). Aza trzy dni, pod koniec uroczystości sakramentu małżeństwa w kościele podchodzi para ślubna i świadkowie do podpisu. Patrzę - pani świadek podpisuje się innym nazwiskiem niż podane przed trzema dniami. Pytam się po cichu panny młodej:

     - Słuchaj, Elżbieto, czy zmieniłaś świadka?

     - Nie.

     - Przecież jest inne nazwisko w podpisie.

     - Ojej, proszę księdza, zapomniałam, to kuzynka, która pół roku temu wyszła za mąż i ma teraz inne nazwisko.

     Pomyślałem, co powie pracownik USC, widząc skreślenia w przysłanym dokumencie. Od stycznia tego roku kto chce, może zawrzeć tylko jeden ślub w kościele, bez ślubu cywilnego (nazywany popularnie konkordatowym) ze skutkami prawa cywilnego. Wtedy wcześniej para zgłasza się w USC i stamtąd otrzymuje dokument w trzech egzemplarzach, który ksiądz wypełnia z odwrotnej strony. Jeden egzemplarz wręcza parze ślubnej, drugi pozostaje w parafii, a trzeci w poniedziałek wysyła do właściwego Urzędu Stanu Cywilnego (USC).

     Od pewnego czasu narzeczonym daję parafialny protokół ślubny (5 stron do wypełnienia) do domu, aby dokładnie przeanalizowali pytania i rubryki oraz je wypełnili. Niemało osób nie potrafi wszystkiego dobrze wypełnić. Albo to też analfabetyzm funkcjonalny albo ten analfabetyzm tkwi w sformułowaniach protokołu. Nieraz z innej parafii otrzymuję jakiś dokument i nie wiem, co zrobić. Bo nie ma adresu, nie ma kodu albo duża pieczątka zamazuje dokładnie nazwisko. Albo nieraz przyjeżdża młoda dziewczyna po dokument przygotowania do ślubu, chociaż ma na świadectwie ukończenia szkoły rolniczej ocenę dobrą albo bardzo dobrą z religii. Wtedy smutno mi. Zastanawiam się, gdzie są ukryte te diabelskie rogi analfabetyzmu funkcjonalnego. Przecież zawsze miałem 2 godziny religii tygodniowo i zawsze przyjeżdżał z Tczewa pan Jan Barczyński jako uprawniony nauczyciel naturalnego planowania rodziny, aby też kilka godzin przeprowadzić z gniewnymi a wspaniałymi młodymi ludźmi. A teraz muszę jeszcze raz wypisywać dodatkowy dokument religijny, bo inny ksiądz nie wierzy w słuszność oceny z religii na świadectwie. I tak się toczy życie parafialne.

ks. Franciszek Kamecki
Pismo Katolickie Pielgrzym
nr 22/99


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej