Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Ubóstwo w rozumieniu Kazania na Górze i Starym Testamencie


     Błogosławieństwo ubogich jest nie tylko pierwsze z kolei, ale stanowi także klucz do zrozumienia dalszych, "bramą" wprowadzającą do wszystkich pozostałych błogosławieństw. Kard. Daneels zaznacza trafnie: "Właściwie wszystko zostało powiedziane w pierwszym błogosławieństwie, następne objaśniają tylko różne aspekty podstawowego błogosławieństwa: Błogosławieni ubodzy".

     Błogosławieni ubodzy w duchu (Ptochoi pneumati), albowiem do was należy Królestwo Boże (Mt 5,3)

     W ujęciu św. Łukasza błogosławieństwo odnosi się do "ubogich" w znaczeniu dosłownym, materialnym. Zwrot "ubodzy w duchu" w Ewangelii św. Mateusza oznacza błogosławieństwo w kategoriach duchowych. Pomijam kwestię żywo interesującą egzegetów, w jakiej formie to błogosławieństwo zostało wypowiedziane przez samego Chrystusa, tzn. która z dwu przekazanych przez Ewangelistów form jest bardziej pierwotna. Fakt, że obydwa ujęcia znalazły się w źródłach objawienia, stanowi wystarczające uzasadnienie, by usiłować zgłębić treść błogosławieństw w rozumieniu obydwu Ewangelistów. W świetle wiary obydwa teksty zostały zamieszczone przez Ducha Świętego ku naszemu pouczeniu (Rz 15,4).

     Pierwszy krok do poznania właściwej treści pierwszego z błogosławieństw stanowi przypomnienie nauki Starego Testamentu o ubóstwie.

     Stary Testament o ubóstwie

     W porównaniu ze Starym Testamentem postawa Jezusa względem ubóstwa jest radykalnie nowa. W księgach Starego Testamentu bogactwo i dobra materialne, jak o tym świadczy chociażby Księga Hioba, są wyrazem Bożego błogosławieństwa. Oczywiście bogactwo przyporządkowane jest wartościom duchowym, jak sprawiedliwość, prawość, pobożność czy uczciwość. Więcej wart jest biedak, co żyje uczciwie - stwierdza Prz 19,1 - niż głupiec o ustach kłamliwych.

     Błogosławieni jesteście wy, ubodzy (ptochoi), albowiem do was należy Królestwo Boże (Łk 6,20)

     Pisma Starego Testamentu usiłują łagodzić los ludzi materialnie ubogich przez litość i nakaz niesienia pomocy ludziom ubogim i potrzebującym. Probierzem miłosierdzia jest stosunek do wdów i sierot, pozbawionych w tamtych czasach jakichkolwiek zabezpieczeń socjalnych.

     Księgi Mądrościowe rozwijają swoistą filozofię życia, ukazującą szczęście jako kompromis pomiędzy nadmiarem bogactw i ich niedostatkiem:

     Nie dawaj mi bogactwa ni nędzy,
     - prosi mędrzec Pański -
     żyw mnie chlebem niezbędnym,
     bym syty nie stał się niewiernym,
     i nie rzekł: A któż jest Jahwe? (a kimże jest Bóg?)
     lub z biedy nie począł kraść i imię mego Boga znieważać (Prz 30,8-9).

     Innymi słowy: daj mi tylko tyle chleba, ile konieczne. Nie pozwól, by bogactwo przysłoniło mi Boga, a nędza zdeprawowała moją duszę, bym pod jej wpływem zaczął bluźnić Bogu samemu.

     Już w starożytności człowiek doświadczył, że zarówno wielkie bogactwo jak i skrajna nędza potrafią jednakowo deprawować serce człowieka. Ułuda bogactw prowadzi do złudzenia, że Bóg jest niepotrzebny, czyni serce nieczułym na potrzeby bliźnich. Skrajna zaś nędza, jako reakcja na rażącą niesprawiedliwość, może być źródłem zatwardziałości serca i niewiary.

     Stary Testament zna jednak także inną formę ubóstwa, tzn. ubogich Jahwe (ani im, anawim). Są to na ogół ludzie ciężko doświadczeni chorobą, nieszczęściem, nędz.: materialną, cierpieniem, którzy znosz.: swój niedostatek w cichości serca, bo zawierzyli Bogu Jahwe, od Niego oczekują pomocy, ratunku, ocalenia (zbawienia). On jest ich jedyną nadzieją i jedynym oparciem.

     Rabin Mojżesz Leib mówi:

     Jak łatwo jest ubogiemu zdać się na Boga!
     Cóż bowiem posiada innego, na co mógłby się zdać?
     A jakże ciężko jest bogatemu zdać się na Boga!
     Całe jego bogactwo woła bowiem: zdaj się na mnie.

     Ci ubodzy w duchu stanowią niejako elitę duchową Izraela. Właśnie ich zachował Pan Bóg jako świętą resztę Izraela na czasy mesjańskie, jako świadków trwałych, nieprzemijających wartości.

     Wymownym przykładem ubogich Jahwe jest Maryja - Matka Jezusa razem ze św. Józefem. Wykopaliska w Nazarecie potwierdziły, że należeli oni do materialnie ubogich. Jedynym bogactwem, które posiadali, było ich całkowite, bezgraniczne zawierzenie Bogu, wyrażone w słowach: Oto ja, służebnica Pańska (Łk 1,38), oraz wypływająca zeń służba Bogu i ludziom. Motyw zawierzenia szczególnie wyraźnie uwidocznia się w czasie ucieczki do Egiptu.

     Ubóstwo w rozumieniu Kazania na Górze

     Słowo greckie: ptochos - "ubogi" użyte przez św. Łukasza oznacza ludzi ubogich w sensie dosłownym, a więc tych, którzy nie posiadają żadnych bogactw materialnych. Szczęściu ostatnich zostaje przeciwstawione "biada bogaczom":      Biada wam bogaczom - mówi Chrystus - bo odebraliście już pociechę waszą (Łk 6,24). Chrystus tym samym nie gloryfikuje skrajnej nędzy i ubóstwa. Ludzie ci są szczęśliwi nie dzięki ubóstwu, a z powodu usposobienia, które z reguły towarzyszy człowiekowi ubogiemu. Jest on świadomy, że sam sobie pomóc nie może, że jest skazany na innych, wyczekuje od nich pomocy, ponadto z motywów religijnych zawierzy! sam siebie Bogu, zaufał, zawierzył Bogu w swojej trudnej sytuacji i od Niego oczekuje pomocy i wybawienia. Swoją ufność pokłada nie w dobrach materialnych a w Bogu, który jest dla niego najważniejszym zabezpieczeniem i rękojmią szczęścia. W trudnej sytuacji Bóg staje się nie tylko najważniejszym, ale wręcz jedynym jego skarbem i zabezpieczeniem na wieczność. Niektórzy tłumacze uwydatniają ten właśnie aspekt już w samym przekładzie:

     Szczęśliwi, którzy są świadomi własnej nędzy, bo mają udział w rządach Boga.

     Znaczenie greckiego słowa ptochos użyte w Kazaniu przez św. Łukasza zbliża się bardzo do ubogich w duchu, o których mówi Św. Mateusz. Obok ubóstwa materialnego słowo ptochos może wyrażać także wszelkie formy nędzy i ubóstwa duchowego. Takim nędznikiem w zrozumieniu Chrystusa jest właśnie człowiek, który położył swoją nadzieję w ułudzie bogactwa (Mt 13,22), który podobnie jak bogacz budujący coraz większe gumna i spichrze jest przekonany, że bogactwo materialne może dać mu szczęście na ziemi i zabezpieczyć ponadto trwałe szczęście w przyszłym świecie (por. Łk 12,16-21).

     Dzięki Królestwu Bożemu, zainaugurowanemu przez Chrystusa, dokonuje się radykalne przewartościowanie bogactwa i ubóstwa. Co ludzie prawie powszechnie nazywają bogactwem, dzięki fałszywemu usposobieniu i złudnej nadziei, może stać się źródłem nędzy. I odwrotnie: co dla wielu stanowi największy rodzaj zagrożenia, może stać się źródłem prawdziwego bogactwa i trwałego szczęścia.

     Jakże łatwo rozmija się z trwałym szczęściem człowiek, który obrał fałszywy kierunek życia i równie złudny punkt oparcia dla tego, co nazywa szczęściem:

     Kiedy masz mało, nie jesteś szczęśliwy - stale poszukujesz. Kiedy masz dużo, nie jesteś szczęśliwy, bo na tym nie poprzestajesz. Jesteś nieszczęśliwy nie z powodu nędzy i ubóstwa, ale z powodu fałszywego ukierunkowania życia (chciwość). Pomnażasz swój majątek, ale nie zmniejszasz swego niepokoju. Twoje pragnienie rośnie ze wzrostem bogactw. Gonisz za czymś, co się nie zbliża, ale oddala. I w ten sposób twój bieg nigdy się nie skończy i twoja troska nigdy nie ustanie.

     Czymże są twoje dni? Powikłanymi rozrachunkami, nieustanną walką z czymś, co stale zagraża, ciągłym staraniem, aby się jakoś utrzymać na poziomie. A czym są twoje noce, jeśli nie tęskliwym czuwaniem, lub wyczerpującymi zabawami? Jak długo jesteś niespokojny z tego właśnie powodu, żyjesz w skrajnej nędzy, nie jesteś bogaty. Twój dom jest miłym gniazdem, lecz nie potrafisz się nim i z niego cieszyć.

     Dla swoich jesteś obcy, jak cudzoziemiec. Posuwasz się w latach, ale daremnie. Twój czas jest dla interesu, twoje zdrowie jest dla interesu, twoje sity, twój umysł, twoje serce są zaplanowane dla interesu. Pogoń za zyskiem ograbiła cię z radości, odebrała spokój, pogodę i radość ducha. Nawet twoja miłość stała się interesem, w pogoni za interesem zatruwasz swoją głębię ducha i rozmijasz się ze szczęściem, dla którego Bóg cię stworzył. - pisze G. Albanese.

     Kazanie na Górze pozwala nam dostrzec zarówno względne, jak również skrajne i radykalne formy naszego ubóstwa i bogactwa duchowego. Względną formę bogactwa duchowego może stanowić: własne życie, zdrowie, młodość, a także bogactwo materialne, dobrobyt, wygoda, ukształtowany pogląd, opinia, która nie dopuszcza korekty. Wszystko to może stanowić tak wielkie dobro, że pochłania nas całkowicie, nie pozostawia żadnego miejsca i czasu dla Boga, a nierzadko wręcz nam Go zasłania. Jesteśmy tak bardzo zajęci samymi sobą, własnym życiem, jak gdyby ono było rzeczywiście jedyną realną wartością. Przesłania nam ono zarówno Boga, jak i drugiego człowieka. Można przecież całe życie żyć jedynie obawą o utratę zdrowia, życia czy posiadanego majątku. Na dodatek to wszystko, co otrzymaliśmy od Stwórcy, przypisujemy sobie, porównujemy stan swego posiadania, wiedzy czy zdolności z innymi. Z tego porównania wyciągamy wnioski, że jesteśmy lepsi, porządniejsi od innych, zapominając o tym, że przez brak odniesienia do Boga oglądamy samych siebie w krzywym zwierciadle. Wszystko to świadczy o naszej duchowej nędzy, prowadzi do niezadowolenia, zawodów i rozgoryczenia, a nie do pokoju i radości.

     Przeciwnie, odnalezienie Boga jako jedynie prawdziwego punktu odniesienia dla naszego życia, rodzi świadomość własnej zależności od Niego, a w następstwie także od poczucia własnej niegodności, niedoskonałości i słabości. Doświadczywszy własnej słabości i niemocy kierujemy naszą ufność i nadzieję ku Bogu i doświadczamy działania Jego mocy. W sposób paradoksalny możemy powtórzyć za św. Pawłem: Kiedy jestem słaby, wtedy jestem silny (por. 2 Kor 12,9-10), mianowicie Jego mocą i działaniem.

     Św. Teresa od Dzieciątka Jezus zwykła mawiać: Jedynym moim skarbem są moje puste ręce gotowe przyjąć dar, który Bóg w nie włoży.

     Postawa ubogich w duchu może się wyrażać także w przyjęciu monotonii życia, codzienności, zwyczajności, a także objawów starzenia się, utraty sił duchowych i fizycznych, jako znaku Boga, który pragnie prowadzić mnie do tego, aby sam Chrystus stawał się coraz pełniej jedynym moim skarbem. A ponieważ sam Chrystus mówiąc: Bytem głodny, byłem spragniony... (Mt 25,31-46) lub cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych (tzn. najbardziej potrzebujących) Mnieście uczynili (Mt 25,40) utożsamia się z ubogimi i potrzebującymi, właśnie ubodzy stają się według słów M. Debrel: "Sakramentem spotkania Chrystusa i naszej miłości względem Niego".

     Nie wystarczy przy tym sama świadomość: Res sacra miser - rzeczą świętą jest człowiek biedny. Wyznając Jezusa Chrystusa swoim Panem tym samym wyznajemy, że nie wystarczy biednego kochać i uznać w nim swojego brata. Trzeba go uczynić swoim "panem", tzn. stawić do jego dyspozycji posiadane środki, samego siebie i usługiwać jemu tym wszystkim, co posiadamy i kim jesteśmy, i to na miarę naszych możliwości. Rozumieli to doskonale pierwsi chrześcijanie, którzy według świadectwa Dziejów Apostolskich wszystko mieli wspólne (Dz 2,44). Byli to ludzie w pełni wolni. Gdy opadły z nich więzy bogactwa materialnego, gdy wyrzekli się wszystkiego, co zniewala ducha i gdy pod względem materialnym zaznali losu nędzarzy, ich udziałem stało się szczęście i radość błogosławionych Kazania na Górze; Bóg stał się ich jedynym prawdziwym skarbem. Nic nie mając, posiedli wszystko (2 Kor 6,10). To paradoks, że w sposób trwały można posiąść jedynie to, czego się człowiek wyrzekł dobrowolnie. Dziś, w dobie bałwochwalstwa, kultu bogactw i dobrobytu, stanowi to najbardziej fundamentalne prawo duchowej wolności. Jeżeli nie fcędziemy potrafili zdobyć odpowiedniego dystansu wobec dóbr materialnych, zapanują one nad nami, zabiorą nam wolność umysłu i serca, gdzie jest bowiem nasz skarb, tam i serce nasze będzie (Mt 6,21).

     Najbardziej skrajną formą naszego duchowego ubóstwa jest nasz grzech i niemoc kochania Boga całym sercem i ze wszystkich sił (Pwt 6,5), do której to miłości zostaliśmy powołani. W tym względzie jesteśmy ubodzy duchem, bo nie umiemy odpowiedzieć na miłość Bożą, objawioną w otwartym sercu Jezusa (por. J 20,34) i kochać Boga tak, jak na to zasługuje.

     Nie za darami, a za ich Dawcą trzeba nam tęsknić - przypomina Św. Grzegorz z Nazjanzu. Jeżeli nie jesteśmy świadomi tej właśnie nędzy wypływającej z naszej niemocy kochania, jesteśmy godni większego pożałowania niż ktokolwiek inny. Stanowi to bowiem bezpośrednie zaprzeczenie uczniów Chrystusa powołanych do przedłużania Jego miłości: To wam powiedziałem, aby miłość moja była w was (J 13,34). Miłujcie się wzajemnie, jak ja was umiłowałem (J 13,34) - wzywa Chrystus.

      Przeciwnie, jeżeli towarzyszy nam świadomość niemocy miłowania cechująca ubogich duchem, Bóg potrafi ją wypełnić swoją obecnością, bo czymże jest ta niemoc, jeżeli nie pragnieniem większej miłości?

Abp Henryk Józef Muszyński

Miejsca Święte 7/1997


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej