Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Rozmowa o stworzeniu oraz o związkach między wiarą i rozumem

Dziś porozmawiamy o pierwszej części Katechizmu omawiającej wyznanie wiary - o stworzeniu oraz o związkach między wiarą i rozumem.

Psikus Pana Boga

kl. Michał Wilk SP: W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: Wierzymy, że Bóg stworzył świat według swojej mądrości (KKK 295). Stwórca z jednej strony jawi się jako Absolut, który stwarza według planu, zamierzenia, a z drugiej strony - jako Osoba, która kieruje się miłością. Sądzę, że te dwie cechy Boga-Stwórcy człowiek spostrzega niejako intuicyjnie. Przecież już Heraklit głosił, że Mądrość wszystko uporządkowała. Jak we współczesnym świecie odnaleźć Bożą logikę i mądrość?

ks. Józef Tarnawski: Trudno odkryć logikę w tym, co nas otacza: ludzie niszczą siebie nawzajem, klimat płata figle, gospodarka jednych bogaci ponad miarę, a innych doprowadza do śmierci, katastrofy następują jedna po drugiej, częściej słyszymy o wojnie niż o pokoju... Jak to jest z Bożym planem? A może stworzenie po prostu wymknęło się z ręki Boga? Gdzie jest kochający Ojciec? Gdzie mądry Stwórca? Aby odpowiedzieć na te pytania, należy uznać, że Boża mądrość nie sprowadza się do ładu w historii. Historia nie jest zdeterminowana zamysłem Boga, tylko zależy od człowieka. Bóg stworzył dobry świat, a myśmy go popsuli. Ale trzeba oddzielić to, co jest chaosem ludzkiej codzienności od tego, co jest fundamentalne. Dla przykładu: męczy nas ludzka zawiść i nieuczciwość, zepsucie relacji międzyludzkich i brak miłości. Mówimy, że nie ma dobra na tym świecie. Przyglądając się własnemu życiu, możemy dostrzec w nim przypadkowość, niezrozumiałe meandry naszych decyzji i niezrealizowanych zamierzeń. A z drugiej strony, jakby na przekór temu, zaskakująco harmonijnie funkcjonuje ludzki organizm, obserwujemy matematyczną cykliczność przyrody, stałość zjawisk chemicznych i fizycznych. Jestem przekonany, że niezależnie od biegu zdarzeń, zawsze będziemy mogli - przy odrobinie refleksji i wnikliwości - dostrzec piękno natury, przedziwny porządek biologicznych przemian, cud życia, ład kosmosu. I odniesiemy to zawsze do mądrości Boga jako Stwórcy.

Skoro racjonalna obserwacja wystarczy, czy zatem potrzebna jest wiara?

Jeśli w naszych czasach ktoś próbuje przeciwstawiać wiedzę wierze, daje dowód niezrozumienia przynajmniej jednej z tych rzeczywistości. Chrześcijanin nie może patrzeć na całość stworzenia inaczej niż z głęboką wiarą. Ona jest wewnętrzną i ostateczną racją naszego pokoju i optymizmu. Nie tylko podziwiamy uroki świata, ale wierzymy, że są one odbiciem piękna Boga. Nie tylko odkrywamy zaskakujący porządek natury, ale wierzymy, że jest to echo boskiego porządku Stwórcy!

A co wiara i rozum mówią o celu stworzenia?

Zacytowany przez ciebie punkt Katechizmu powiada: Wierzymy, że [świat] pochodzi z wolnej woli Boga, który chciał dać stworzeniom uczestnictwo w swoim bycie, w swojej mądrości i dobroci. Celem stworzenia jest uczestnictwo. Nie polega ono na zwyczajnym "dojściu" czy na "powrocie", ale jest "wejściem w..." - choć i to słowo nie oddaje w pełni tego, czym jest uczestnictwo. Warto czasem się zamyślić nad ostatecznym celem życia człowieka, nad celem ludzkości, kosmosu... Coś niezwykłego: odnaleźć się w Bogu. Żyć teraz, przejść kilkadziesiąt lat ziemskiego życia, by zanurzyć się w Absolucie, osobowym Bogu, uczestniczyć w Jego życiu, w wymianie miłości w wiecznym teraz. To niesamowite! Kto nie zadziwi się tą chrześcijańską prawdą, właściwie nie odnalazł celu swego życia.

Ale skoro cel osiągniemy za kilkadziesiąt lat, to jaki sens ma życie na ziemi?

W mądrości Boga uczestniczymy już teraz. Czyż wspaniałe wynalazki i odkrycia nie są przejawem inteligencji, która najpierw była w Stwórcy, a dopiero potem w nas? Inna rzecz, że powszechnie się o tym nie pamięta. Kim byłby człowiek bez Boga i co mógłby osiągnąć, gdyby Pan nie dał mu talentów, rozumności i inteligencji?!

To jest psikus Pana Boga. Mógł przecież nas stworzyć jako gotowy "pakiet", doskonale sprawne urządzenie. [...] A On wymyślił coś innego: zostawił w nas coś z siebie... moduł centralny, który przenosi nas z wymiaru tego wszechświata w rzeczywistość pozostającą poza naszym wyobrażeniem.

I jeszcze jedno: Bóg dał nam możliwość uczestnictwa w swojej dobroci. To również niezwykłe. Żyjemy z łaski Bożej (przypomina o tym druga modlitwa eucharystyczna w słowach: dziękujemy, Ci, że nas wezwałeś, abyśmy stali przed Tobą i Tobie służyli) - Jego dobroć wobec nas nieustannie się objawia. Ale łaskawość i dobroć Boga są dla nas zadaniem - domagają się od nas pójścia drogą postępowania moralnie odpowiedzialnego, działania na rzecz dobra w świecie. Gdybyśmy to zadanie wypełniali, nikt dzisiaj nie krzyczałby w akcie rozpaczy i zawodu: "Gdzie jest Bóg?"... Powiedział Ksiądz, że naszym postępowaniem świadczymy o Bogu. A czy możemy być źródłem wiedzy o Nim przez sam fakt, że jesteśmy ludźmi?

W pewnym stopniu tak. Mówię: w pewnym, gdyż odbicie Boskiej szlachetności zostało w nas - i przez nas - zamazane. Podobnie jak z lustrem. Gdy przed nim stoisz, widzisz swoje odbicie. Ale jeśli na lustrze gromadzi się brud albo para, obraz staje się coraz mniej wierny. Grzech pierworodny, a po nim nasze grzechy uczynkowe, konsekwentnie niszczą odbicie Boże w nas. Przypominamy sprzątaczkę, która wciąż musi przecierać lustro ściereczką. Warto podjąć tę wędrówkę w głąb siebie. Odkrywamy tam takie przestrzenie, że trudno się nimi nie zadziwić: myśl ludzka, twórczość, przeżycia emocjonalne, zdolność do refleksji, świadomość siebie, niezaspokojone pragnienie miłości... To odkrycie musi obudzić w nas respekt do samego siebie. Nie bez powodu mówię o respekcie do samego siebie w obliczu uznanej tajemnicy. Żyjemy w erze odkryć, wyjaśniają się kolejne niewiadome, odsłaniamy po kolei tajemnice naszego świata. I wydaje się, że już prawie wszystko wiemy. A to nieprawda. Trzeba czasem rozczarować się mężem, żoną, przyjacielem, chłopakiem, dziewczyną, wreszcie... sobą, żeby uznać, że tak niewiele wiemy. Respekt względem tajemnicy drugiego człowieka, względem samego siebie... jak bardzo tego nam potrzeba, aby nie spłaszczyć widzenia rzeczywistości.

Tak więc, Michale, jesteśmy studnią, w którą należy się odpowiedzialnie zapuścić. Zstępując w coraz głębsze poziomy naszego człowieczeństwa, będziemy poznawali coraz więcej, a równocześnie coraz mocniejsze będzie w nas przekonanie, że jesteśmy studnią bez dna, że nasze ciemności otwierają się na nieskończoność, bo jesteśmy wychyleni "ku wieczności", ku Nieskończonemu... Powiem żartobliwie: to jest psikus Pana Boga. Mógł przecież stworzyć nas jako gotowy "pakiet", doskonale sprawne urządzenie. Stałe procesy, matematyczna konsekwencja, przewidywalne reakcje. A On wymyślił coś innego: zostawił w nas coś z siebie... moduł centralny, który przenosi nas z wymiaru tego wszechświata w rzeczywistość pozostającą poza naszym wyobrażeniem. To jest swoista "złośliwość" Pana Boga, bo właśnie ten element na zawsze czyni nas niespokojnymi... Ale jest to także błogosławieństwo, bo ten element sprawia, że tęsknimy za Bogiem, który jako jedyny może zaspokoić nasze najbardziej dalekosiężne pragnienia.

Skoro poznanie rozumowe jest tak skuteczne, dlaczego Ojciec Święty w encyklice Fides et ratio naucza, iż wiara ma pierwszeństwo?

Tam, gdzie rozum może się wypowiadać, tam go słuchajmy. Ale on w którymś momencie dyskursu o rzeczywistości musi zamilknąć. Nie chce, ale musi, bo nie ma nic więcej do powiedzenia. Wówczas otwiera się przestrzeń wiary. Ale patrząc z perspektywy człowieka, mamy dwa... wiosła - rozum i wiarę. Obu trzeba używać, aby płynąć do przodu...

Czy rozum pomaga wierze? Przychodzą mi na myśl: nawrócenie św. Pawła, akt wiary Łotra na krzyżu, wyznanie Marii przed grobem Łazarza. Te zdarzenia następowały błyskawicznie, trudno mówić, że ich uczestnicy dokonywali racjonalnych analiz. Wiara rodzi się sama z siebie...

Tak, bo wiara jest łaską. A łaska pochodzi od Boga. Wiara nie jest efektem działania rozumu Choć może on przygotować grunt dla wiary, jednak wiary nie wzbudzi, choćbyśmy czuli do niej ogromne przekonanie, a racjonalność naszego myślenia tylko w wierze znajdowała wyjście z dręczącego nas, egzystencjalnego niepokoju. To prawda, że trudno wyobrazić sobie, że Łotr na krzyżu dokonał chłodnej kalkulacji, której rezultatem było zawierzenie i wyznanie wiary w Syna Bożego. Taki racjonalizm Chrystus na pewno by zdemaskował. Czy jednak wyobrażasz sobie akt wiary, który nie byłby podtrzymany rozumem, przynajmniej w tych sferach, w których rozum jest w nim pomocny? Wiara pozbawiona rozumu staje się formą - tak niebezpiecznego dzisiaj - fanatyzmu. Skoro Bóg stworzył nas istotami rozumnymi, skoro dał nam rozum analityczny i zarazem syntetyzujący, to po to, aby z tego daru korzystać. Także w odniesieniu do wiary.

Przy innej okazji rozmawialiśmy o tym, co służy umacnianiu wiary. Dzisiaj chciałbym zapytać o to, co możemy czynić, aby właściwie myśleć?

Sformułowanie "właściwie myśleć" można odczytywać dwuznacznie. Ktoś może Ci zarzucić, że chodzi o myślenie według schematu, zaprogramowane przez jakąś ideologię. A tu chodzi o myślenie według Prawdy. Uczyć się używania rozumu, to znaczy postawić mu jeden cel: szukanie Prawdy. Przypomina mi się sylwetka św. Edyty Stein; do spotkania z Prawdą doprowadziła ją naczelna zasada jej życia: iść za prawdą.

Gdzie jest granica między moją wolą i wolnym działaniem, a Bożym pragnieniem, które się spełnia? Modlimy się: bądź wola Twoja... jak daleko sięga nasza wolność?

Słowa Modlitwy Pańskiej są deklaracją: "Przyjmuję Twoją wolę, Boże". Deklaracją, która bez jednoczesnego przekonania w wierze, że ta wola jest dla mnie najlepsza, nie ma sensu. Jak często jesteśmy nieszczerzy, gdy, modląc się tymi słowami, jednocześnie oczekujemy tylko tego, co sami uznajemy za najlepsze? Jaka jest tego przyczyna? Jest nią brak wiary w to, że Bóg wie lepiej, że widzi dalej i to, czego On dla nas pragnie, jest najkorzystniejsze. Bóg rzeczywiście pochyla się nad moim życiem. Ale jest to troska pełna poszanowania ludzkiej wolności. Co więcej, często zamienia się w dramat Boga, który jest niezrozumiany przez człowieka albo wręcz oskarżany o zamysły prowadzące ku nieszczęściu. Choć Bóg pragnie dla nas najwyższego dobra, którym jest uczestniczenie w Jego życiu, nie daje nam go na siłę. Mamy wolność, by się od Bożego planu odwrócić i pójść swoją drogą. Bóg oczekuje współpracy, zaangażowania. I to jest nasza wolność, która spotyka się z miłującą wolą Boga.

ks. Józef Tarnawski SP - kl. Michał Wilk SP
eSPe nr 59


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości



Wieczernik, czyli tam, gdzie się wszystko zaczęłoWieczernik, czyli tam, gdzie się wszystko zaczęło

Duch czasów ostatecznychDuch czasów ostatecznych

Potężna Niebios Królowo i Pani AniołówPotężna Niebios Królowo i Pani Aniołów

Gietrzwałdzkie uzdrowieniaGietrzwałdzkie uzdrowienia

Potężna Niebios Królowo i Pani AniołówMatka obojga narodów

Najbardziej popularne

Litania do Najświętszej Maryi PannyLitania do Najświętszej Maryi Panny

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej