Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Teozofia a chrześcijaństwo

     Teozofia, nurt z pogranicza filozofii, religii i okultyzmu, najlepsze lata ma już za sobą. Był jednak czas, gdy teozofowie przejawiali imponującą aktywność, a wobec ich teorii niełatwo było przejść obojętnie.

     Cywilizacje Dalekiego Wschodu w drugiej połowie XIX w. ze wzmożoną siłą zaczęły kusić kulturową odmiennością. Na wielu mieszkańcach Starego Kontynentu wrażenie wywarła m.in. hinduska sztuka, obyczajowość czy wreszcie tradycja religijna. Niejeden Europejczyk nie oparł się pokusie zgłębiania egzotycznych koncepcji. Tak było z Heleną Bławatską, współinicjatorką założonego w 1875 r. Towarzystwa Teozoficznego.

     TYBETAŃSKIE NAUKI

     Początkowo niewiele wskazywało, że ta potomkini niemieckiego oficera w służbie cara Mikołaja I i rosyjskiej szlachcianki zasłynie ekstrawaganckimi teoriami z dziedziny okultyzmu. Podobnie jak wiele innych dziewcząt z dobrego domu szykowano ją do wczesnego zamążpójścia. Zanim ukończyła 17. lat, wydano ją za znacznie starszego Nikifora Bławatskiego, wicegubernatora Erewania. Zaledwie kilka miesięcy po ślubie Helena porzuciła męża, usiłując przedostać się drogą morską do stolicy Rosji. Wskutek pomyłki trafiła na statek, którym zamiast do Petersburga trafiła do Konstantynopola. Nieplanowany rejs stał się początkiem trwającej przeszło dekadę (1848-1858) podróży, podczas której, odwiedziła m.in. Egipt, Grecję, Indie i Meksyk.

     Szczególnie istotny okazał się dwuletni pobyt w Tybecie, kiedy to Bławatską zgłębiała nauki duchowych mistrzów zwanych przez nią "Mahatmami". Według jej słów, część z nich osiągnęła stan zbliżony do Buddy, własnymi siłami wyzwalając się z iluzji rzeczywistości i uzyskując niejako status nadczłowieczeństwa. Żyjący w odosobnionych tybetańskich enklawach wiekowi asceci (niektórzy mieli liczyć sobie przeszło tysiąc lat!) pośrednimi drogami monitorowali rozwój ludzkości, przygotowując ją na przyjęcie "Boskiej Mądrości", systemu duchowego definiowanego przez zwolenników Blawatskiej jako ukryta podstawa wszystkich religii.

     Elementy tej doktryny, często dalece odkształcone lub błędnie interpretowane, obecne były m.in. w nauczaniu pitagorejskich orfików, gnostyków doby pierwszych wieków naszej ery, niektórych alchemików i spirytystów (np. Jakuba Boehmego), a współcześnie m.in. w koncepcjach odłamów buddyzmu. Rosyjska szlachcianka wskazywała na pokrewieństwo duchowe jej ruchu z Amoniuszem Sakkasem, inicjatorem jednej z aleksandryjskich szkół w duchu neoplatonizmu z przełomu II i III w. Przy tym nie tylko interesowała się zjawiskami nadprzyrodzonymi, jak lewitacja, telekineza czy prekognicja, ale też sama przejawiała zdolności mediumiczne. Z czasem poniechała ich ze względu na założenia teozofii, mówiące, że wszelkie kontakty z rzeczywistością pozagrobową (tzw. Dewachanem, stanem zawieszenia jaźni pomiędzy wcieleniami) są szkodliwe. Nie przeczyła jednak istnieniu zjawisk paranormalnych, które w jej przekonaniu dawało się ująć w ramy naukowe. Tym samym zręby systemu zawierającego elementy doktryn hinduistycznych, buddystycznych, chrześcijańskich, a nawet neopogańskich (odwołania do istot pokroju gnomów, sylfów czy rusałek, zwanych ogólnym terminem elementali) były już niemal w pełni sprecyzowane.

     Bławatską odwoływała się również do przekazów o mitycznych rasach poprzedzających naszą, która w odwiecznym pędzie ewolucyjnym jest piątą z siedmiu (chociaż ludy mongoloidalne miały się zaliczać do rasy czwartej). Odwołując się do enigmatycznej Kroniki Akaszy, energetycznej otoczki Ziemi, w której zapisane są wszelkie informacje dotyczące przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, Bławatską wspominała o dokonaniach tych ras, wśród których wymieniała eteryczne "meduzy" oraz mieszkańców pochłoniętej przez ocean legendarnej Lemurii czy Atlantydy. Brzmi to niczym wątki rodem z literatury fantasy - nieprzypadkowo, bo tworzący w tej manierze literaci, tacy jak Robert Edwin Howard, Henry Kuttner czy Howard Philips Lovecraft z lubością sięgali po motywy zawarte w publikacjach teozoficznych, m.in. "Doktrynie tajemnej", opublikowanej po raz pierwszy w 1888 r. Ogół tych elementów złożył się na synkretyczną dogmatykę teozofii, która rychło zyskała tyluż zwolenników, co i przeciwników.

     APOSTOŁOWIE OKULTYZMU

     Bławatską oraz jej poplecznik Henry Steel Olcott bez wątpienia trafili ze swoimi pomysłami w idealny wręcz moment. Zainteresowanie kultami Dalekiego Wschodu przy równoczesnym bujnym rozwoju stowarzyszeń parających się badaniem niekonwencjonalnych możliwości ludzkiego umysłu oraz ogólne znużenie scjentyzmem i pozytywizmem stanowiło idealny grunt do rozwoju teozofii. Toteż publikacje Towarzystwa Teozoficznego, jak "Izyda odsłoniona", "Klucz do teozofii" (swoisty wywiad-rzeka z założycielką) oraz czasopisma takie jak "Lotos", "Path", "Lucifer" czy "Revue Theosophique" - znajdowały wielu nabywców, a ruch zyskiwał rzesze sympatyków.

     Nie obyło się bez sytuacji konfliktowych, gdyż Bławatską i wielu teozoficznych publicystów przejawiali skłonność do pouczania wszystkich, którzy ze sceptycyzmem odnosili się do ich koncepcji. Aroganckie sformułowania typu: "Wierzyć inaczej (niż teozofowie) to wierzyć na ślepo", czy: "Ludzie, którzy nam zaprzeczają, są ignorantami udającymi orientalistów" - były na porządku dziennym i prędko wywołały liczne głosy oburzenia. Za głównych wrogów Bławatską uznała spirytystów skupionych wokół "szkoły" Allana Kardeca (autora "Księgi Duchów", zawierającej domniemane przekazy mediumiczne). Nie tylko piętnowała ich doktrynę, uznając ich za praktykujących czarną magię, ale też konkurowała o zbliżonych odbiorców dla swych koncepcji i literatury, z której dystrybucji czerpano pokaźne zyski. W końcu od spirytyzmu już nie tak daleko do wyznawanego przez nią okultyzmu.

     Wraz ze śmiercią Bławatskiej w maju 1891 r. funkcję prezesa Towarzystwa objęła Annie Besant, wsławiona działalnością na rzecz ruchu sufrażystowskiego i uzyskania niepodległości przez Indie. Za jej sprawą doktryna teozoficzna uległa przeorientowaniu z dotąd najsilniej akcentowanego buddyzmu ezoterycznego ku hinduizmowi. Nie obyło się bez wewnętrznych perturbacji, kiedy Besant usiłowała przeforsować uznanie za inkarnację Chrystusa hinduskiego młodzieńca Jiddu Krishnamurtiego. Oponował przeciw temu m.in. przewodzący niemieckim i austro-węgierskim teozofom Rudolf Steiner. W efekcie doprowadziło to w 1913 r. do schizmy i zaistnienia Towarzystwa Antropozoficznego, skupiającego się na edukacji wczesnoszkolnej przy użyciu niekonwencjonalnych, a zarazem dyskusyjnych metod.

     W kolejnych latach teozofowie tracili na popularności m.in. z względu na teorię ras, mocno kojarzącą się z nazizmem. Również postęp w dziedzinie nauk takich jak archeologia czy geologia, kwestionujących pomysły Bławatskiej i Olcotta co do przeszłości naszej planety, odbił się niekorzystnie na popularności ruchu. Towarzystwo Teozoficzne funkcjonuje dziś raczej jako ciekawostka. Tym bardziej, że od chwili świetności tej organizacji przybyło jej mnóstwo konkurencji.

     WOBEC CHRZEŚCIJAŃSTWA

     Pomimo że teozofowie pełnymi garściami czerpią z tradycji i terminologii chrześcijańskiej (osobliwie ją przy tym interpretując), z reguły stosują bezpardonową krytykę Kościołów wyrosłych na przesłaniu Chrystusa. Jezus uznawany jest przez nich za osobowość wybitną, choć nie wyrastającą ponad księcia Gautamę (czyli Buddę), Krisznę czy Apoloniusza z Tyany. Wzorem starożytnych gnostyków rozdzielają Jezusa-Człowieka od Chrystusa postrzeganego jako różnie interpretowany kosmiczny byt zawierający znamiona boskości. W rozumieniu teozofów każdy nosi w sobie potencjał, by osiągnąć stan analogiczny do Jezusa - poprzez samodzielny wysiłek przejawiający się przede wszystkim w zgłębianiu sekretów teozofii. Stąd w ramach tej doktryny nie ma miejsca na jedynego Syna Bożego, Zbawiciela całej ludzkości, współistotnego swemu Ojcu pod względem boskiej natury. Takie postrzeganie Chrystusa to według teozofów wynik celowego zniekształcania faktów przez decydentów Kościołów chrześcijańskich, m.in. katolickiego. Dla poparcia tej tezy wysuwają mało przekonujące argumenty, np. o domniemanym zafałszowywaniu oryginalnych przekazów biblijnych przez duchowieństwo. Pechowo dla nich wyniki współczesnych badań archeologicznych i filologicznych przeczą tego typu tezom.

     Z dorobku teozofów jeszcze do niedawna czerpał m.in. ruch parareligijny znany jako New Age. Współcześnie teozofia to już raczej relikt przeszłości, choć istotny ze względu na wciąż aktywny odłam tego ruchu - wspomnianą antropozofię. To już jednak osobny temat.


Przemysław Mazur


Tekst pochodzi z Tygodnika

3 października 2010


   

Wasze komentarze:
 Jagoda: 13.11.2010, 00:02
 Andre, to co napisałeś, to święte słowa, nic dodać nic ująć.Wszystko prawda,tak Pan Jezus powiedział, więc musimy się zastanowić nad swoim życiem i zmienić je, aby nie było za póżno.
 Andre: 07.10.2010, 17:46
  Jezus do Św. Faustyny: Jestem święty po trzykroć i brzydzę się najmniejszym grzechem. Nie mogę kochać duszy, którą plami grzech, ale kiedy żałuje, to nie ma granicy dla Mojej hojności, jaką mam ku niej. Miłosierdzie Moje ogarnia ją i usprawiedliwia. Miłosierdziem Swoim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się Serce Moje, gdy oni wracają do Mnie. Zapominam o goryczach, którymi poili Serce Moje, a cieszę się z ich powrotu. Powiedz grzesznikom, że żaden nie ujdzie ręki Mojej. Jeżeli uciekają przed miłosiernym Sercem Moim, wpadną w sprawiedliwe ręce Moje. Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję [się] w tętno ich serca, kiedy uderzy dla Mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie łaski Moje, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i daję im czego pragną.(Dz 1728)
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej