Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Błogosławieni prześladowani

     Do kogo odnosi się ostatnie z Chrystusowych błogosławieństw? Wypowiadając błogosławieństwa, Chrystus miał na myśli wpierw samego siebie, dopiero potem odnosił ich znaczenia do wszystkich słuchających Go.

     "Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości." Głównie i zasadniczo przykazanie to odnosi się do samego Jezusa, ponieważ w Nim jednoczą się ze sobą i znajdują ostateczne spełnienie ubóstwo ducha, cichość, posługa miłosierdzia, czyn pokoju i cierpienie dla sprawiedliwości, sięgające szczytu podczas męki krzyżowej. Skłonni bylibyśmy sądzić inaczej. To przecież o nas chodzi: my jesteśmy w pracy niedoceniani przez przełożonych, to nas oskarżają o najróżniejsze przewinienia i złe uczynki; my na co dzień jesteśmy prześladowani, choć może nie jest to dyskryminacja prowadząca do przelewu krwi. Dzieci często traktują rodziców jako swoich ciemiężycieli, kiedy ci domagają się na przykład, aby postępowały zgodnie z normami Ewangelii. Wołają: jesteśmy wolne, mamy prawo do osobistych (choćby i kontrowersyjnych) decyzji. Tworzymy swój świat, niekonieczne przystający do obowiązujących etycznych zasad.

     Uczestnicy wydarzeń wiążących się z krzyżem mającym upamiętniać osoby, które zginęły tragicznie w katastrofie pod Smoleńskiem, mogą zdecydowanie powiedzieć (każda dysponując oczywistymi dla siebie racjami), że doznali ciężkich prześladowań, tak fizycznych, jak i psychicznych. Rzeczywiście, skupiamy troskę na samych sobie, niekiedy poddawani różnego rodzaju szykanom. Ojciec Święty rozumie tę naszą sytuację, choć wcale nie zamierza akceptować naszego, niekiedy bezkrytycznego podejścia do samych siebie. Jeżeli ktoś uświadamia nam, że niewłaściwie postępujemy, że nie przyjmujemy logicznych uzasadnień, trwamy w swym absurdalnym samozaparciu - nie oznacza to, że należy traktować go jako przeciwnika, obcego czy prześladowcę. Byłoby to wyrazem poznawczej i moralnej ślepoty.

     BOŻY KIERUNEK

     Chrystus zachęca, abyśmy zmienili kierunek refleksji. Najpierw popatrzmy na samego Jezusa. On znajduje się w centrum doświadczenia wiary, a w jej głębi - wydarzenie Wielkiego Piątku. Umarł nie tylko dlatego, że ludzie podjęli straszliwą decyzję zamordowania Go. Umarł, ponieważ taka była Jego wola. Chciał doprowadzić do naszego zbawienia na drzewie krzyża: belka pionowa wskazuje, że na krzyżu Zbawiciel przywrócił naszą łączność z niebem, rozciągnięte zaś na krzyżu ramiona - że im żarliwiej zwracamy się ku Ukrzyżowanemu, tym więcej wzajemnie dla siebie jesteśmy przyjaciółmi, którzy potrafią zrezygnować z siebie na rzecz kogoś drugiego. Mając to na względzie, jesteśmy w stanie wypowiedzieć główną zasadę chrześcijaństwa: Chrystus umarł za wszystkich ludzi, za wszystkie ich grzechy, bo każdy z nich był i jest Jego bliźnim. Wówczas to co nieskończone i niezmierzone weszło, jak to precyzyjnie określił Hans Urs von Balthasar, dzięki krzyżowi do miłości chrześcijańskiej. Chrystus umarł, abyśmy mogli zasługiwać na zbawienie, czyli uczestnictwo w życiu Bożym, a my staramy się odpowiadać na tę donację gorącą wiarą i wiarygodnym świadectwem. Tym bardziej że Jezus zawsze jest przed nami, niejako na widoku publicznym. Tak było, kiedy nauczał w ziemi palestyńskiej, tak jest obecnie, kiedy realnie doświadczamy Go w sakramentalnej przestrzeni Kościoła. Nawet po zmartwychwstaniu zjawia się pośród wspólnoty, by zaświadczyć o swej więzi nie tylko z apostołami i wyznawcami, ale wszystkimi ludźmi, gdyż dar zmartwychwstania nikogo nie pomija.

     To ważna sprawa. W miarę uświadamiania sobie Jezusowego zniżania się, widzimy, że właśnie w tym tkwi niewyobrażalny Boży majestat. Im bardziej zrzeka się Jezus swej siły na rzecz słabości w cierpieniu, tym przejrzyściej zdajemy sobie sprawę, że jedynie On ma moc, by "życie swoje oddać za owce" i "by znów je odzyskać" (J 10, 15-17), cierpieć i al-truistycznie umrzeć za wszystkich, i powstać z martwych. W taki właśnie sposób działa Boża miłość, zawsze - nie wolno stracić tego faktu z oczu - narażona na odtrącenie i ryzyko. Czyż nie wiemy o tym, stawiając siebie pod cowieczorny osąd sumienia?

     Oczywiście, zbawienie świata mogło przebiec inaczej, ale skoro dokonało się za sprawą bolesnej męki, starajmy się ją włączać w swoją egzystencję. Znaczy to, że jeżeli dotykają nas cierpienia, próbujmy, jak to tylko możliwe, przeżywać je jako współcierpienie ze zbawczym bólem Chrystusa. Wówczas możemy rozpoznać, że Jezusowa męka była świadomym cierpieniem dla sprawiedliwości, aby ludzie mogli odnaleźć ostateczne szczęście. Wypowiadając błogosławieństwa, Chrystus miał na myśli wpierw samego siebie; dopiero potem odnosił ich znaczenia do wszystkich słuchających Go. Staje się więc czymś oczywistym, że doznawszy cierpienia, zwracamy się do Jezusa. W Nim poszukujemy pełnego wsparcia i niewyczerpanej pociechy.

     Jan Paweł II podkreśla to nad wyraz jasno: "Chrystus jest prorokiem wielkim. W Nim wypełniają się proroctwa, bo wszystkie one na Niego wskazywały. W Nim równocześnie otwiera się proroctwo ostateczne. On jest Tym, który cierpi prześladowanie dla sprawiedliwości z pełną świadomością, że właśnie to prześladowanie otwiera przed ludzkością bramy życia wiecznego. Odtąd do tych, którzy uwierzą w Niego, ma należeć Królestwo Boże" (Bydgoszcz, 7 czerwca 1999 r.). Nie zapominamy, że sam Jezus wystąpił jako Mesjasz, który celowo wybiera i akceptuje, by tak określić, status prześladowanego. Należy tedy odróżnić cierpienie od prześladowania. To pierwsze stanowi problem dotyczący wszystkich ludzi, nie wyłączając osób sprawiedliwych. Poprzez nie Bóg pragnie oczyścić grzesznika, wypróbować sprawiedliwego w jego miłości, czego dowodzi historia biblijnego Hioba. Prześladowania zaś są wyrazem przeciwstawiania się zamysłom Bożym, próbą odłączenia człowieka od Boga, który - jak z tego wynika - niekiedy posługuje się prześladowaniami, podobnie jak cierpieniem, aby ostatecznie doprowadzić do pełnego zwycięstwa praw-dy. Jak zaakceptować tę Bożą logikę? Otóż powinniśmy się podjąć rzeczy prawie nieosiągalnej. Chodzi o szczerą - a więc z zaangażowaniem woli i serca - akceptację krzyża rozpoznanego jako dar; dar Jezusa dla każdego z nas i dar kogoś drugiego dla nas. Bo, jak powiedział Jan Paweł II: "na Kalwarii wydawało się, że [Jezus] został opuszczony przez Boga i wydany na pośmiewisko ludzi" (tamże). Wielu zresztą ludzi wciąż zachowuje tego rodzaju przekonanie. Dlaczego?

     RADYKALNA PRÓBA

     Ewangelia wywoływała w przeszłości i wciąż wywołuje kontrowersje. Jezus był tego świadom. Wiedział, że pozostaje na zawsze w ludzkim świecie znakiem sprzeciwu i niekiedy zapiekłej niezgody. Ewangelista zapisał charakterystyczne reakcje tłumu przyglądającego się kal-waryjskiej agonii: "Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego" (Mt 27, 42). Jan Paweł II tłumaczył, dlaczego Jezus nie zareagował na te podszyte wyraźnym szyderstwem, ale i religijną naiwnością, głosy. Jest bowiem wierny Ewangelii. Cierpi niesprawiedliwość ludzką, gdyż jedynie w ten sposób może dokonać "usprawiedliwienia człowieka", który zapomina, że bardzo groźna bywa obojętność i pokładanie nadziei tylko w sobie samym. Że wiara jest wciąż narażona na osłabnięcie, a może nawet i całkowity zanik. Wystarczy zdać się na propozycje obecnego czasu, gdzie ceni się pluralizm, przypadkowość, doraźne satysfakcje, tolerowanie czegokolwiek, byleby życie było ciekawe, podniecające, pulsujące atrakcjami.

     Warto do tego opisu dodać bezinteresowną zawiść. Gdy komuś udaje się dokonać czegoś ważnego, oryginalnego, potrzebnego, natychmiast sypią się podejrzenia, uprzedzenia, plotki. Na ogół nie umiemy cieszyć się sukcesami innych. Dlatego słowa błogosławieństw z trudnością przebijają się do ludzkiej świadomości, choć Jezus wyraźnie daje do zrozumienia, że to na Nim w głównej mierze sprawdzają się słowa z Kazania na Górze: "Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami" (Mt 5,11-12).

     DAR WIERNOŚCI

     Trudno właściwie wyobrazić sobie życie w kręgu uczniów Jezusa bez realnej groźby dostąpienia przeciwności, udręk czy katuszy. Są one niejako wpisane w żywy nurt wiary. Historia chrześcijaństwa jest tego faktu widomym potwierdzeniem. Jan Paweł II przywołał św. Wojciecha, patrona Polski. Oddał on swe życie w słusznej sprawie. Wielu innych świętych przejawiało taką postawę. Warto wspomnieć trudny czas rozbiorów, okrucieństwa wojen światowych czy okresu PRL. Polscy patrioci, w imię wartości wyższych, godzili się na cierpienie. Represje polityczne odcisnęły ogromne piętno na psychice inwigilowanych, prześladowanych. Oni, pomimo wszystko, bronili prawdy i Ojczyzny. Poświęcając się dla narodowej sprawy, chcieli żyć w realiach polskiej kultury i obyczajów. Ojciec Rafał Kalinowski, nazaretanki z Nowogródka, o. Maksymilian Kolbe, kard. Stefan Wyszyński, bp Michał Kozal, zamęczony w Dachau, ks. Jerzy Popiełuszko - wszyscy cierpieli dla Bożej sprawiedliwości, wiążąc autentyczny patriotyzm z duchem najgłębszej miłości do Chrystusa i ludzi. Powinniśmy - wskazywał Jan Paweł II - ów ich egzystencjalny testament wypełniać, zgodnie z przesłaniem wyrażonym przez św. Pawła: "Nam bowiem z łaski Bożej dane jest to dla Chrystusa: nie tylko, w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć, skoro toczymy tę samą walkę" (por. Flp 1, 29-30).

     Łatwe to nie jest i być nie może, lecz mając za wzór tylu świętych poprzedników, jesteśmy w stanie podejmować trud ewangelicznego świadectwa, podążając śladem chociażby kard. Wyszyń-skiego. Jan Paweł II przypomniał ważny epizod z jego życia. W 1973 r., po wielu staraniach, Prymas Tysiąclecia uzyskał od władz komunistycznych pozwolenie na budowę w Bydgoszczy pierwszego po II wojnie światowej kościoła i nadał mu niezwykły tytuł: Świętych Polskich Braci Męczenników. W ten sposób dawał wyraz przekonaniu, że "doświadczona ťprześladowaniem dla sprawiedliwości ziemia bydgoska stanowi właściwe miejsce dla tej świątyni. Upamiętnia ona bowiem wszystkich bezimiennych Polaków, którzy w ciągu przeszło tysiącletnich dziejów polskiego chrześcijaństwa oddali swe życie za Chrystusową Ewangelię i za Ojczyznę, zaczynając od św. Wojciecha. Znamienne jest również, że właśnie z tej świątyni ks. Jerzy Popiełuszko wyruszył w swoją ostatnią drogę" (tamże).

     Z refleksji tych jasno wynika, że błogosławieństwa Jezusa o cierpieniach prześladowanych dla sprawiedliwości obejmują również wielu ludzi, którym dane było cierpieć. Ich chwalebne czyny wypełniają całe strony dziejów Kościoła powszechnego. Najstraszniejsze były czasy od Nerona do Dioklecjana, choć prześladowania właściwie nigdy nie ustały i przejawiają się również współcześnie w różnych formach i sile natężenia. Ziemia polska zaznała wyjątkowego udziału w tej wielkiej martyrologii. Papież podkreślał stokrotne owoce męczeństwa w polskim narodzie, zwłaszcza te, które sprawiają, że nadal pozostajemy w blasku wartości chrześcijańskich. Poświadczał swoim osobistym życiem, że z krwi męczenników warto czerpać moce do codziennej ofiary, jaką mamy składać Bogu z naszego życia.

     MĘCZEŃSTWO WNĘTRZA

     Nawet ci, którzy byli najbliżej Jezusa, poznali Jego zwyczaje, sposób i styl życia, którzy, tak, jak Jan, mogli przytulić się do Niego - nie byli pewni swej wiary; do końca nie rozpoznawali ani nauczania, ani ostatecznego przesłania Chrystusowej nauki. Proszą więc: spraw, abyśmy nie poruszali się po omacku, nie trwali w ciemnościach, ale zdołali Tobie zaufać i w Twoje, Boże, ręce złożyli osobiste nadzieje. Sami zbyt łatwo ulegamy złudzeniom, podszeptom złego ducha, fałszującym rzeczywistość emocjom. Nie potrafimy, bez widocznego wsparcia, iść za Tobą i przyjąć faktu, że będziesz musiał wiele wycierpieć i umrzeć na drzewie krzyża. Rzadko bywamy świadkami, którzy pozostają wierni Bożemu słowu aż po zawsze możliwe cierpienie, a nawet śmierć. Tymczasem taka właśnie jest istota chrześcijańskiego orędzia.

     Jezus potwierdza obawy apostołów; wie, że należy pracować nad kształtowaniem ich religijnej świadomości. Nie wpada jednak w moralizatorski ton, jakby wiedział, że nikt tego nie lubi. Przybliża tylko obraz: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy! Mówi to również do nas, żyjących teraz w polskiej rzeczywistości. Wystarczy przecież zalążek wiary, kropelka na dnie serca, promyk ufności, a wówczas ogarnie nas pasja, chęć, pragnienie bycia z Tym, który zawsze jest blisko i który nigdy nie opuszcza własnego stworzenia.


ks. Jan Sochoń


Tekst pochodzi z Tygodnika

10 października 2010


   

Wasze komentarze:
 Andre: 17.10.2010, 19:09
  Jezus do Św. Faustyny: Jestem święty po trzykroć i brzydzę się najmniejszym grzechem. Nie mogę kochać duszy, którą plami grzech, ale kiedy żałuje, to nie ma granicy dla Mojej hojności, jaką mam ku niej. Miłosierdzie Moje ogarnia ją i usprawiedliwia. Miłosierdziem Swoim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się Serce Moje, gdy oni wracają do Mnie. Zapominam o goryczach, którymi poili Serce Moje, a cieszę się z ich powrotu. Powiedz grzesznikom, że żaden nie ujdzie ręki Mojej. Jeżeli uciekają przed miłosiernym Sercem Moim, wpadną w sprawiedliwe ręce Moje. Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję [się] w tętno ich serca, kiedy uderzy dla Mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie łaski Moje, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i daję im czego pragną.(Dz 1728)
 Znany PANU BOGU: 05.01.2010, 04:54
 Witam. To prawda, ale co na to proza życia. Podam moją prozaiczność życia. Gdy w 2005roku umarł masz najukochańszy Papież,to już w okresie WielkiejNocy roku 2006 pewna gazeta (GW) , reklamowała że jest piąta ewangelia. Nakład tej gazety dochodził do około 1.000.000. I co rozszedł się jak świe. bułe. w kraju nazywanym "katolickim". Ta gazeta chyba ma się dobrze, nie wiem bo ona dla mnie od tamtej pory nie istnieje. Tak postanowiłem. Wiem że kupić gazetę to nie jest grzech, ale od tamtej pory w tej gazecie niema mojego wdowiego grosza. Gdy kiedyś przyjdzie się rozliczyć, to będę chodź może miał piasek ale złoty w swoich dłoniach. I myślę że MIŁOSIERNEGO PANA to ucieszy. Nie umiem robić wielkich rzeczy, ale mogę małe. Podobnie w innych małych rzeczach postępuje. Kochani zły jest tak przebiegły że nic my nie możemy zrobić. ąle mądrze patrząc możemy własną wolą zaniechać pewnych rzeczy.Im mamy słabszą świadomość tym mniejsze rzeczy będziemy przeciw złemu wykonywali. Oby nam się tylko chciało chcieć!. Za niezamierzoną obrazę przepraszam. Po takim okresie gdy widzę te tytuły które dla mnie nie istnieją, odzywa się we mnie delikatna nutka satysfakcji. Ktoś może mnie jak chce nazwać, ale ja wiem że jestem osobą myślącą. To tylko jeden aspekt, jest ich więcej, lecz on dość dodrze obrazuje moją małą wiarę. Na pewno z drżeniem serca czekam na werdykt mego PANA. I dobrze wiem że tylko JEGO MIŁOSIERDZIE jest dla mnie ratunkiem. Pozdrawiam, Znany PANU BOGU>
 xxx: 24.07.2009, 18:59
 św. Josemaría Escrivá († 1975): "Jak bez pomocy naszej Matki mamy się utrzymać w codziennej walce? — Czy starasz się o nią nieustannie?" św. Józef Sebastian Pelczar (1842 - 1924): "Ponieważ Jej [Maryi]dziatki muszą ustawicznie walczyć, przeto daje im Imię swoje jako strzałę, Różaniec swój jako miecz i szkaplerz swój jako puklerz. Tak uzbrojonych wysyła do boju i sama spieszy im na pomoc" (Życie duchowne, t. 3, s. 161). św. Rafał od św. Józefa (Józef Kalinowski) (1835 - 1907): "Żadne ataki nieprzyjaciół ludzkiej duszy nie mogą być straszne tym, którym za przewodniczkę do Chrystusa służy sama Matka Jego." św. o. Pio (1887 - 1968) „Tak moja dobra Córko, rozszerzaj coraz bardziej Twe serce na zaufanie tej najukochańszej Matce, która służy nam nie tylko jako więź zjednoczenia z Bogiem, jako więź dobroczynności, ale także jeszcze jako Pośredniczka, która stała się jakby Środkiem obrony przed wrogami naszego zbawienia. Odwagi więc i ciągle do przodu, ponieważ, jeśli wróg nie śpi, aby nas zgubić, to ta błogosławiona Matka nie opuszcza nas ani na moment" (z Listu do Józefiny Morgera) Bądź pozdrowiona, Maryjo, pełna miłosierdzia. Nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twojej pomocy wzywa, Ciebie o przyczynę prosi. Jesteś miłosierną, jesteś Tą, która nosi mnie w swoim sercu, bo przecież jesteś zatroskaną o moje dobro Matką. Od kochającego Boga uczyłaś się kochać człowieka - dobrego miałaś nauczyciela, takiego, który z miłosierdzia nie zawahał się wydać samego siebie za swoich uczniów. Straszliwa jest potęga szatana, (...) ale niech będzie chwała Bogu za to, że dał nam pomoc dla naszego zbawienia: efekt zwycięskiego boju jest w ręku naszej niebieskiej Matki. Wspierany i kierowany przez tak dobrą Matkę, będę walczył dotąd, dopóki spodoba się Panu, bezpieczny i pełen ufności do Matki, która nigdy nie pozwoli mi zginąć (Epistolario I, s. 576). "Kochajcie Maryję i starajcie się, by Ją kochano. Odmawiajcie zawsze Jej różaniec i czyńcie dobro. Dzięki tej modlitwie szatan spudłuje swe ataki i będzie pokonany, i to zawsze. Jest to modlitwa do Tej, która odnosi triumf nad wszystkim i nad wszystkimi". "Podajcie mi moją broń - mówił Ojciec Pio, gdy czuł, że traci siły w walce ze złem. - Tym się zwycięża szatana - wyjaśniał, biorąc do ręki różaniec." "Kiedy przy końcu życia, on już z nami nie mógł rozmawiać, po przekazaniu mu naszych myśli, jego jedyną odpowiedzią było pokazanie różańca i słowa: Zawsze, zawsze..."
 xxx: 16.01.2009, 09:09
 Ludwik Grignion de Montfort opowiada, że święty Dominik zapytał kiedyś diabły, które wypędzał z bluźniercy: "Kogo obawiacie się najbardziej spośród świętych?". Odpowiedź brzmiała: "Naszym największym nieprzyjacielem jest matka Jezusa, która ma moc chronienia przed piekłem tych, którzy się Jej oddają. Ona jak słońce rozprasza ciemności tam, gdzie zastawiliśmy pułapki. Za jej sprawą nasze kuszenie staje się bezskuteczne. Musimy wyznać, że żaden z tych, którzy się jej oddali, nie został strącony do piekieł. Jedno jej westchnienie ofiarowane świętej Trójcy znaczy więcej niż wszystkie modlitwy i prośby innych świętych. Obawiamy się jej bardziej niż wszystkich błogosławionych naraz. Nie możemy nic zrobić jej wiernym sługom".
 Mariusz: 14.01.2009, 22:12
 Dzięki męce PANA JEZUSA,szatan jak pies jest przykuty do łańcucha.Należy ostrożnie obok niego przechodzić.
 Kamil: 05.01.2009, 11:21
 Ludzie którzy nie wierzą w istnienie szatana,są jego największymi ofiarami...
 Piotr: 26.11.2008, 21:35
 nie dajmy sie mu Pan Jezus powiedział gdy odmawiamy Koronke do Miłosierdzia Bozego to diabeł by sie chciał schowac na dno piekla przed ta dusza ktora odmawia koronke wiec serdecznie zachecam do jej odmawiania. w razie potrzeby pomocy to moje gg:13109380
 Magda: 25.08.2008, 20:59
 "...strzelajmy paciorkami do złego..." o to to;];];] p.s. zakaz noszenia spodni przez dz: Do ludzi
 zakaz noszenia spodni przez dz: 24.08.2008, 14:45
  Wasze istnienie budzi we mnie wstręt. Uważam was za coś gorszego od waszych świń. Do kogo to było skierowane?
 Ewa: 07.05.2008, 22:06
 Różaniec to broń- strzelajmy paciorkami do złego systematycznie a zabijemy go.
 Wojtek: 30.01.2008, 23:35
 Módlmy się ....
 Michael: 13.01.2008, 22:17
 AVE MARYJA !!! MODLITWA I RÓŻANIEC JEST NAJDOSKONALSZĄ BRONIĄ !!
 BERCIA: 09.01.2008, 13:51
 O MATKO RATUJ LUDZI KTORZY UWAZAJA ZLO ZA DOBRO ,LUDZIE SIE ZEZWIERZECILI NAPRAWDE GORSI NIZ ZWIERZETA A ROZUM MAJA ,BY MIEC WYGODE WOLA ZABIC DZIECKO SWOJE A ZAPOMNIELI ZE NA SIEBIE GRZECH SPROWADZILI A NIE NA DZIECKO BO DZIECKO IDZIE DO NIEBA A ONI GRZECH MAJA JESLI NIENAWROCA SIE ,PLAKAC MI SIE CHCE JAK CZYTAM TUTAJ TAKIE PIEKNE RZECZY A ILE NAUKI ,SAMA SIE MUSZE POPRAWIC MAM WIELEEE WAD I GRZECHOW ,
 nati: 12.12.2007, 21:40
 oki nie dajmy sie skusic
 Sasi: 10.08.2007, 20:12
 Długo nie trzeba się zastanawiać żeby się domyśleć że chociażby wprowadzenie legalnej aborcji przez niektore rządy jest sprawką szatana który pod pretekstem samostanowienia o sobie (?) dla kobiet zabija setki tysiecy dusz poprzez nas samych a grzech oczywiscie idzie na "nasze konto". "Och, jakie kpiny mogę sobie z was stroić w imię tej waszej wolności" - a my nawet sie nie domyslilismy ze to jest tylko jego dzilanie!!!!! No i rzeczywiscie ma racje ze uwarzamy siebie za najmadrzejszych i ze ta "wolność" to Nasz wynalazek a tymczasem jestesmy tylko jego glupimi i slepymi pionkami.
 Maksymilian: 29.06.2007, 22:36
 Oddajmy się pod szczególną opiekę Matki Najświętszej, a zawszwe zwyciężymy
 Justyna: 07.05.2007, 14:31
 Maryja jedyną naszą ucieczka
 Krysia:16.03.2007,15:40: 19.03.2007, 09:27
 Maryja,Miriam jak Bóg Ojciec o Niej pięknie mówi;ZWYCIĘŻYŁA,ZWYCIĘŻA,ZWYCIĘŻY. A my ofiarujmy się Najświętrzemu Serc Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi, szczerym i pokornym sercem wypełniając wolę Bożą ,nie lękając się złudnych przeszkód ,wpatrując się w Mękę Pana tym sposobem zwyciężymy
 karol: 06.02.2007, 22:52
 Dobrze sobie uzmysłowić co on tak naprawdę o nas myśli. To zagrzewa do walki za pomocą ROZUMU, ROZSĄDKU I PRAWDY!! KTÓŻ JEST JAK BÓG!
 justyna: 01.02.2007, 09:37
 najwieksze zwyciestwo szatan odnosi wtedy kiedy sie w niego nie wierzy,Wielki Jest Bog W Swym Milosierdziu!!! Zwracajmy sie zawsze w strone Boga i Maryji! chocby nie wiem jak zle z nami bylo!!!
(1) [2]


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej