Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca

Jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca. To zdanie - z 1 Listu św. Jana 3,20 - fascynuje mnie od dziesiątek lat. Tak wiele odnajduję w nim z siebie i z rzeczywistości innych ludzi. Odnajduję Boga, o którym przez całe życie wierzę, że On taki jest: większy od mego serca.

Nasze serce nas oskarża

Serce to więcej niż organ ciała. Już jako organ jest czymś zdumiewającym: mięsień, który jako pompa ssąco-tłocząca utrzymuje nieustannie krążenie krwi w organizmie, dniem i nocą. Wielkości pięści, ważący 250-300 gramów, krew zaopatrzoną w płucach w tlen i odświeżoną w ten sposób kieruje do najdalszych komórek organizmu - za każdym uderzeniem około 60 mililitrów. Już to jest wiele, bardzo wiele. Ale serce to coś więcej. Kiedy chcemy określić samo centrum naszej osobowości, miejsce, gdzie najpełniej jesteśmy sobą, nie mówimy: mój umysł czy moja wola, moje uczucia - mówimy: moje serce. Czasem jest ono ciężkie, czasem nas boli, jest znużone, bezradne; chcielibyśmy je przed kimś otworzyć, by zrzucić z niego ciężar. A kiedy się prawdziwie radujemy, kiedy czujemy się szczęśliwi, doświadczamy tego właśnie w sercu.

Jesteśmy zgodni w tej ocenie ludzkiego serca. Czy także w tym, że nasze serce nas oskarża? Wielu odpowie tu zrazu: nie! Za co ma oskarżać? Owszem, tak było kiedyś. Wyrzuty sumienia towarzyszyły nam jak cień, którego nie można się pozbyć. Nękał nas lęk przed grzechem, a najbardziej właśnie tych wrażliwych. Zbyt często i zbyt pochopnie mówiło się o winie. Wszystko było grzechem! I to śmiertelnym. Czekaj, za to pójdziesz do piekła - zapewnialiśmy się nawzajem jako dzieci. A Bóg był dla wielu tym, kogo interesuje głównie, czy skrupulatnie przestrzega się Jego nakazów i zakazów. Czuwał nad tym wszędzie, w dzień i noc, i zapamiętywał wszystko. Małe grzechy karał od razu, większe zapisywał sobie.

Ale dzisiaj? Zapewne, nasze serce nadal oskarża, tylko że już nie nas. Oskarża innych, warunki życia, społeczeństwo, te wszystkie siły, które zaciemniają obraz świata. Ale nas samych? Nie!

To prawda, że słowa grzech i wina pisano czasem za dużymi literami, że za często ogarniał nas lęk, iż obraz Boga wypaczono, widząc w Nim tylko Boga nakazów i zakazów. Ale prawdą jest też, że grzech i wina stały się tematem przemilczanym, choć samo życie sprawia, że się go bez końca przemilczeć nie da, że musimy mu w końcu spojrzeć w oczy. Wina należy do rzeczywistości ludzkiego życia. Kto czuje się winny, ten cierpi, jest osamotniony, pragnie się wyzwolić, stać się znowu sobą. Można się rzeczywistej winy wypierać, jej świadomość w sobie głuszyć i wszyscy nauczyliśmy się stosować tu odpowiednie mechanizmy. Jednak przez to winy się nie pozbędziemy. Co zatem pozostaje? Powrót do lęku? Do obrazu takiego Boga, który jest tylko stróżem porządku? Jeśli nasze serce nas oskarża... Trzeba, abyśmy zrozumieli dwie rzeczy. Po pierwsze, że nie we wszystkim, o co nas oskarża, oskarża słusznie. Oskarża nas bowiem także wtedy, kiedy trzeba nas uniewinnić. Nie wszystko, co się nam w życiu nie udaje, stanowi winę. A nie udaje się wiele. Nie ma winy tam, gdzie nie ma wolnej decyzji postąpienia tak albo inaczej, gdzie nie ma jasnego rozeznania konsekwencji i gdzie nie ma woli popełnienia zła niejako "pomimo to".

Czasem robimy coś niewłaściwie, ponieważ jesteśmy wyczerpani i brak nam sił, by pokierować sobą w sposób wolny. Czasem stajemy wobec spraw przekraczających nasze możliwości, nie jesteśmy zdolni działać z rozeznaniem, tak uwikłani we własne problemy, że już nie widzimy w ogóle, czego potrzebuje teraz od nas drugi człowiek. Czasem musimy sprawić innym zawód, ponieważ postępując inaczej zagubiliśmy siebie. Nie możemy dla "świętego spokoju" rezygnować z prawdy i zdrowego rozsądku. Czasem jesteśmy współuczestnikami, ale nie współwinowajcami. Czasem chcielibyśmy coś zmienić, lecz nie leży to w naszej mocy i niesłusznie czujemy się winni. Nie jesteśmy winni wszystkiemu, co się nam nie udaje. A jeśli jest, to jest na świecie mniej winy, niż to się niejednemu zdaje.

I druga sprawa: winy nie można mylić z lękiem przed winą. Słyszę niekiedy, jak rodzice pytają samych siebie, czy nie są zbyt pobłażliwi dla dzieci, czy w wielu wypadkach nie byłaby lepsza surowość. Nasi rodzice - wspominają - potrafili powiedzieć: "Koniec. Nie ma gadania!" I rzeczywiście był koniec - co wcale nam nie zaszkodziło.

Nie jestem jednak tak zupełnie pewien, czy rzeczywiście nie zaszkodziło. Istnieje bowiem też takie wychowanie do posłuszeństwa, którego jedynym celem jest, by dziecko było uległe. Za jaką cenę? To dostrzega się zwykle bardzo późno. Bo takiemu wychowaniu odpowiada w psychice dziecka gotowość do poddania się przymusowi. Jest w dziecku lęk przed sprawieniem zawodu, niespro- staniu wymaganiom, popełnieniu błędu. Rodzi się potem z tego lęk przed winą trwający całymi latami i pojmowany jako poczucie rzeczywistości popełnionej winy. Męczy to poczucie mylone niesłusznie z samą winą.

Co więc pozostaje? - Bóg, ludzie (a także ja sam sobie) stawiają mi słuszne i uzasadnione wymagania, które mogę i wi- nienem spełnić. Niektórych jednak nie spełniam, dlatego że spełnić nie chcę - i to jest winą.

W noweli Zabiliśmy Stellę autorka, Marlen Haushofer, wkłada w usta jednej z postaci te słowa: Niczego tak nienawidzę jak z kimś się spierać. Dlatego starałam się niczego nie słyszeć i nie widzieć. Robiłam właśnie to, czego nie wolno mi było robić: pozostawiałam wszystko swojemu biegowi. I dlatego Stella odeszła z tego życia, w którym nie starano się zatrzymać jej odrobiną miłości, cięrpliwo- ści, dobroci.

Jeżeli nasze serce nas oskarża, to Bóg jest większy od naszego serca. Gdyby tak nie było, można by zwątpić! Pozostaje to właśnie: Bóg jest większy! Nie mniejszy, nie ciaśniejszy, nie lękliwszy - On jest większy. W tej wielkiej Bożej przestrzeni mogę swobodnie oddychać, mogę w niej żyć, przez Niego akceptowany i podtrzymywany. Kiedy byłem małym dzieckiem, często chorowałem. Jeśli nie pomagały już żadne lekarstwa, mój ojciec znał jeszcze jedno: Wyjmował mnie z łóżeczka, brał na ręce i nosił przez wszystkie pokoje. Nie było ich wiele. Ale niósł mnie - to było ważne - przez wszystkie, bo to był mój cały dziecięcy świat. Niesiony w ojcowskich ramionach spokojnie zasypiałem. Od tego czasu przeszedłem niejedno. Mój ojciec już blisko czterdzieści lat nie żyje, wciąż jednak niesie mnie mocna Ręka. Wszyscy już przeżyliśmy wiele i jeszcze będziemy przejść musieli. I wciąż od nowa oskarża nas nasze serce - słusznie i niesłusznie. Ale jeżeli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca.

Ks. HANS ALBERT HOENTGES
Tłum.: M.W. z "Christ in der Gegenwart"



Wasze komentarze:
 Darek: 28.12.2024, 15:53
 Szczęście mieć takiego tatę
(1)


Autor

Treść

Nowości

bł. Bolesława Lamentbł. Bolesława Lament

Modlitwa do bł. Bolesławy LamentModlitwa do bł. Bolesławy Lament

Litania do bł. Bolesławy LamentLitania do bł. Bolesławy Lament

Modlitwa do św. Józefa FreinademetzaModlitwa do św. Józefa Freinademetza

Modlitwa do bł. Archanieli GirlaniModlitwa do bł. Archanieli Girlani

Modlitwa do św. Sulpicjusza SeweraModlitwa do św. Sulpicjusza Sewera

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej