Jestem wdzięczna Bogu, bo docenia moją coraz większą słabośćRozmowa z dr Wandą Błeńską lekarzem-misjonarzemCo się czuje w chwili zostania Wielkopolaninem Roku 2000?- Ogólnie przypomina to trochę sportową sytuację: kogoś się chwali, wyróżnia, daje medal... Potem następuje następny skok, który musi być lepszy, o kilka centymetrów dalej albo wyżej; bieg musi być o kilka setnych części sekund szybszy, bardziej dynamiczny i to dopinguje! Człowiek z medalem powinien starać się o więcej, a u mnie - choć dostałam wyróżnienie - niestety... poprzeczka idzie niżej, wszystko trwa krócej i wolniej. Troszkę wyżej dalej i więcej wzrasta wdzięczność wobec Pana Boga, że mi pomaga. Swoimi silami niewiele bym zrobiła, On - jak ktoś ładnie powiedział - nie wyręcza nas w pracy, lecz zawsze dodaje sił. Za to jestem Mu bardziej wdzięczna, bo przecież docenia moją coraz większą słabość. Słuchacze radia Merkury wybrali i zaufali "Dokcie" - jak nazywano panią w Ugandzie - oddając głos na kogoś, kto przez 43 lata bronił człowieka dotkniętego trądem i się nie bał... - Wydaje mi się, że stałam się - do pewnego stopnia - personifikacją tego, co ludzie chcieliby widzieć i przeżywać. Wcale do tego nie dociągam, wiele rzeczy mnie już przerasta. Czy coś panią przeraża, zadziwia w obecnej rzeczywistości? - Potworna brutalność i nie branie pod uwagę cudzego nieszczęścia - zwłaszcza w sferach rządzących. W Polsce przeraża mnie znieczulica, która jest spowodowana lękiem. Jeśli - nie daj Boże - kogoś napadną na ulicy, to wszyscy uciekają. Robią tak nie dlatego, że nic ich nie obchodzi, ale boją się konsekwencji, zastraszenia, szantażu i że zaraz spotka ich coś złego. Paraliżuje nas dziwny lęk i poczucie pewnej bezradności. Nie jesteśmy źli! Nadal mamy w sobie iskrę pomocy i współczucia (popatrzmy, jak ludzie hojnie dają na ofiary nieszczęść i klęsk), ale rarczej wolimy pozostawać "z boku", nie chcemy się wtrącać. Czy ciągle myśli pani o Bulubie, o chorych i przyjaciołach, którzy tam, daleko walczą z biedą, bólem, samotnością? - Zawsze o nich myślę i o tych, z którymi pracowałam i których leczyłam. Staram się przybliżać tamtą biedę i ludzi do naszego "tutaj i teraz". Często opowiadam, jak żyją, o czym marzą w Afryce, czego najbardziej pragną. Staram się w Polsce zrodzić cząstkę wielkiej rodziny, która przekroczyłaby granice i kontynenty. Pragnęłabym, by wszyscy poczuli się do tego włączeni! Czy czuje się pani bardziej lekarzem, czy misjonarzem? - Powiem tak: Matka Teresa - podobnie jak wiele osób konsekrowanych - w każdym chorym człowieku widziała Boga, natomiast ja widziałam w trędowatym człowieka, bardzo cierpiącego i poniżonego człowieka. A przyszłość? - Chciałabym zaszczepić międzynarodową jedność, zresztą zrobił to znakomicie Ojciec Święty Jan Paweł II, organizując spotkania młodych. Trzeba rozbudzać łączność między ludźmi! Teraz na Czarnym Kontynencie trwają straszne wojny i bratobójcze prześladowania. Palone są całe misje, w pień wybija się szczepy, okalecza, przepędza, zabiera do niewoli i uczy nienawiści, zabijania. Mam nadzieję, że tam i u nas coś się musi zmienić. W każdym, szczególnie w młodych i najmłodszych, jest przecież tyle dobra, miłości i piękna.
Rozmawiał ANDRZEJ SIKORSKI
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |