Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Dlaczego Bóg dopuszcza do kataklizmów

    Dlaczego Pan Bóg dopuszcza tragedie, w których giną niewinni ludzie?

     Ten krótki tekst chcę rozpocząć dwoma cytatami:

     1. W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: "Czy myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie". (Łk 13, 1-5).

     2. Tarrou usiadł wygodniej w fotelu i zwrócił głowę w stronę światła.

     - Czy pan wierzy w Boga, doktorze?

     Pytanie znów było postawione w sposób naturalny. Tym razem jednak Rieux się zawahał.

     - Nie, ale cóż to znaczy? Jestem w ciemności i próbuję widzieć jasno. Już od dawna przestałem to uważać za oryginalne.

     — A więc — powiedział Tarrou. -Dlaczego okazuje pan tyle poświęcenia, jeśli nie wierzy pan w Boga? Może dzięki pańskiej odpowiedzi sam potrafię odpowiedzieć.

     Nie wychodząc z cienia doktor odparł, że dał już odpowiedź, że gdyby wierzył we wszechmogącego Boga, przestałby leczyć ludzi zostawiając Bogu tę troskę. Ale ponieważ nikt na świecie, nawet Paneloux, choć sądzi, że w Boga wierzy, nie wierzy w niego w taki sposób, ponieważ nikt nie poddaje się całkowicie, on, Rieux, myśli, że tu przynajmniej jest na drodze prawdy, skoro walczy przeciw światu takiemu, jaki jest (Albert Camus, "Dżuma").

     Kiedy człowiek styka się z wypadkami, katastrofami i innymi nieszczęściami, to może zacząć pytać o obecność Pana Boga w tych dramatach. To pytanie często przybiera postać skargi, żalu, ale także może zmienić się w drwiny czy atak na Pana Boga. Nie myślę teraz o forach intemetowych, na których, po różnych dramatach i tragediach, "produkują się" dyżurni ujadacze wypisujący hasła w stylu "Gdzie był wasz Bóg?". Myślę teraz o poważnym stawianiu pytań Panu Bogu. To są pytanie fundamentalne dla chrześcijańskiej tożsamości, pytania te dotykają samego jądra naszej wiary. Bo jak pogodzić cierpienie człowieka z Bożą miłością i opatrznością? Każdy, a tym bardziej chrześcijanin, ma prawo do stawiania takich pytań.

     Celowo rozpocząłem ten tekst tymi dwoma cytatami. Powieść Alberta Camus toczy się w Oranie, mieście w Afryce Północnej, nawiedzonym przez epidemię dżumy. Ludzie padają jak muchy, a ci, którzy w różny sposób ruszają im z pomocą, stają wobec pytań, których wcześniej sobie nie stawiali lub przynajmniej nie tak często. Doktor Rieux ma swoją wizję Boga i Bożej wszechmocy. Jeśli Bóg byłby wszechmogący, to nie byłoby dżumy - tak można wywnioskować z tego dialogu.

     Jest w tych słowach jakieś ludzkie zmaganie się z Panem Bogiem w obliczu zagłady całego miasta. Jest to także zarzut wobec Pana Boga, który stworzył świat właśnie taki. Czy człowiek nie ma prawa stawiać takich pytań? Ma nie tylko prawo, ale także obowiązek. Każda tragedia to znak zapytania: Dlaczego? Przecież człowiek ma prawo do życia szczęśliwego i do realizacji siebie. Obaj bohaterowie "Dżumy" mają wiele racji stawiając Panu Bogu swoje zarzuty. Ale jaki jest ich Bóg? "Nikt nie poddaje się całkowicie" - te słowa z powieści Camus można różnie interpretować, ale też to może być jeden z kluczy do zrozumienia postawy człowieka doświadczonego dramatem. Człowiek nie poddaje się walcząc o swoje życie i przetrwanie, zmagając się ze swoją kruchością. Zresztą, Pan Bóg nie oczekuje od człowieka pasywności. Ale też, próbując zrozumieć te słowa z innej strony - iluż chrześcijan nie poddaje się autentycznej wizji Boga. Łatwiej przychodzi zrozumieć swoje życie, jeśli lepiej widzi się Pana Boga -nie jest to odkrywanie Ameryki, ale też do łatwych zadań to nie należy. Przyjęcie do swojego życia Boga, który nie jest jakimś demiurgiem, ale konkretną Osobą niesie kolosalne konsekwencje. Jakie? A czy ja w ogóle oczekuję, że ten Pan Bóg pomoże mi zrozumieć moje własne życie, także wraz z ludzkimi dramatami i nieszczęściami? A czy nie lepiej mieć Pana Boga jako "worek" do okładania?

     Dlaczego Pan Bóg dopuszcza takie tragedie, w których giną niewinni ludzie? Powiedzieć trzeba, iż także ludziom wierzącym w Chrystusa nie przychodzi łatwo zrozumienie takich wydarzeń, a nawet więcej - wiele z nich pozostaje niezrozumiałych do końca życia.

     W tekście z Ewangelii wg św. Łukasza Jezus mówi o dwóch rzeczach: po pierwsze wchodzi w typowy dla człowieka sposób myślenia. Ten ludzki sposób myślenia podpowiada często, iż taka czy inna tragedia lub kataklizm, to konsekwencje złego postępowania człowieka. Inaczej mówiąc: ta wieża, która się zawaliła, była karą za grzechy. Jezus wchodzi w to myślenie i pokazuje, iż w doświadczeniu grzechu wszyscy ludzie są podobni, bo każdy człowiek został poddany marności. Nie jest więc tak, iż tamci ludzie zginęli, bo nagrzeszyli i Pan Bóg ich ukarał. Śmierć kogoś znanego lub tragedia znana z mediów powinny sprowokować do pomyślenia o swoim życiu. Czy człowiek jest przygotowany na spotkanie z Panem? W obliczu śmierci ludzkie sprawy nabierają innych barw, a właściwie to bledną i to, co wydawało się bardzo ważne, traci na wartości. Jak to pogodzić z dramatami życiowymi, katastrofami, wypadkami, itd.? Po pierwsze należy zdać sobie sprawę ze swojego sprzeciwu wobec takich wydarzeń. Uczucia można stłumić, ale nie można ich wyrzucić. Warto jednak pójść krok dalej. W kontekście zawalenia się wieży czy ofiar Piłata Jezus mówi o potrzebie nawracania się. W ten sposób Jezus poszerza ten ludzki sposób myślenia o katastrofach.

     Nie wiem dlaczego Pan Bóg dopuszcza te wszystkie katastrofy, trzęsienie ziemi, wypadki drogowe, lotnicze, ciężkie choroby, itd. Z doświadczenia ludzkości wiadomo jednak, iż tego nie da się uniknąć. Skoro nie da się uniknąć, to co robić? Spróbować iść dalej przez życie. Jest jednak jedna rzecz, arcyważna - wracając do Ewangelii: nawrócić się, a raczej nawracać się. Nawrócenie, to po pierwsze zmiana sposobu myślenia, także o swoim losie.

     Dramaty ludzkie pokazują najpierw ograniczoność Ś ludzkiego życia i tak trzeba spojrzeć. To wszystko, co mamy, jest nam dane w zarząd, ale nie na własność. Człowiek nie jest tak mocny, jak się może czasami wydawać. Przerasta nas rak, zawały serca, udary mózgu, katastrofy transportowe, tsunami, trzęsienia ziemi i wiele innych żywiołów. Człowiek ma swoje ważne miejsce we wszechświecie, czuje, przeżywa, doświadcza. Myślę, że pomóc, choć trochę, w przeżywaniu tych wszystkich katastrof i tragedii mogłaby zgoda na swoje życie. Takie, jakie ono jest - z blaskami i cieniami, z mocą i chorobami, z cnotami i grzechami. Tego nie da się zdobyć podstępem - to jest proces i zmaganie się. Nawrócić się, to znaczy także (nadal stawiając Panu Bogu pytania) doświadczyć obecności Chrystusa w swoim życiu, także w swoim dramacie. Nie ma bardziej empatycznego terapeuty nad Chrystusa.


o. Norbert Frejek SJ

Tekst pochodzi z pisma
Ruchu Światło-Życie "Wieczernik" nr 177


   

Wasze komentarze:
 BELLE: 04.08.2013, 23:03
 TAK TRUDNO JEST MI ZROZUMIEC PANA BOGA DLACZEGO PAN BOG NIEKTORYCH LUDZI CHRONI PRZED TRAGEDIAMI A INNI MUSZA TRAGICZNIE ODEJSC Z TEGO NASZEGO SWIATA. JA JUZ WIELE ZROZUMIALAM, POZNALAM BOGAM, WIEM JAKI JEST WSPANIALY, ALE NIESTETY NA TO JEDNO PYTANIE NIE ZNAJDUJE ODPOWIEDZI.W MOIM ZYCIU ROWNIEZ WYDARZYLA SIE TRAGEDIA.GDYBY PAN BOG POMOGL MI TO ZROZUMIEC.CZY TO JEST MOZLIWE?
 Ro_I: 18.06.2012, 17:00
 Dla mnie tak postawione pytanie nie ma sensu. Po pierwsze nalezy sobie zdawac sprawe z prawa przyczyny i skutku (to co do efektow katastrof sprokurowanych przez czlowieka - jak pokazany przyklad walacej sie wiezy). To wiele splecionych z soba malych decyzji wielu ludzi prowadzi do katastrof i choc "w teorii" mowi sie o zainicjowaniu katastrofy, to i tak jest ona z zasady suma zlych decyzji czlowieka (patrz Bog a czlowiek i dana mu wolnosc do podejmowania wlasnych decyzji). Inny wymiar maja kleski zywiolowe spowodowane czynnikami naturalnymi (trzesienia ziemi, tsunami, traby powietrzne, wybuchy wulkanow), a inny juz epidemie, wojny, niepokoje spoleczne niosace wiele ofiar. Moglbym moj wywod kontynuowac, ale jesli uzyje sie logiki - gro katastrof i klesk jest wynikiem decyzji czlowieka lub nawet calych spolecznosci - jako wypadkowa danej czlowiekowi wolnosci. Jest wlasciwie tak jak z dzieckiem - musi doswiadczyc negatywnych skutkow wlasnych dzialan, gdyz nigdy nie uwierzy w pouczenia. Jakie sa tego implikacje? np. nie buduj miast na zboczu wulkanu ktory ma tendencje do wybuchania. Jesli to robisz licz sie z tym, ze mozesz zginac. Jedziesz do Afryki - licz sie z tym, ze mozesz przyniesc do domu nieznane zarazki itp. Jaki jest z tego moral? Nauka. Nauka dla Czlowieka o zasadach tego swiata - jesli bolesna? coz, to nie jest Raj. Problem w tym, ze mamy wszyscy tendencje do spychania odpowiedzialnosci za wlasne czyny na innych (w tym i na Boga), bo ciezko jest analizowac wlasne postepowanie i wyciagac wnioski. Nie zgadzam sie z teza jakoby pytanie o przyczyny dopuszczania (przez Boga) katastrof sa tak trudne do zrozumienia. To raczej prosta sprawa.
 Kasia: 17.01.2008, 18:53
 Dziękuję Ci Panie za to, że stworzyłeś człowieka. Nie żaden ideał, tylko człowieka - grzesznego, ulegającego pokusom, grzeszącego i jakże często błądzącego. Dziękuję Ci Panie, że mnie kochasz taką jaką jestem. Dziękuję, że we mnie wierzysz. Przepraszam, że zawodzę, że wątpię i wciąż za mało ufam, że pomimo iż Ty dałeś nam ludziom tak wiele, nam jest wciąż mało, wciąż chcemy czegoś więcej. Pokusy, nasze grzech, życie doczesne i problemy... oddalamy się od Ciebie, często schodzisz na dalszy plan. Przepraszam. I proszę o dar wiary i ufności w Ciebie i Twój plan wobec mnie. Ty stworzyłeś ludzi, aby "ziemię czynili sobie poddaną", proszę wskaż mi drogę w moim życiu, drogę zgodną z Twoją wolą. Ufam i proszę.
 ewa: 25.11.2007, 19:47
 Adamie do Ciebie piszę ten list.. . Mówisz o sobie , że jesteś ZDOBYWCĄ....i to jest prawdą :masz czynić sobie ziemię poddaną w różnych dziedzinach...ale Ewy...się nie zdobywa ,Ewę sie miłuje!!.Czy pamiętasz ten Dzień ...gdy Bóg przyprowadził Ją do Ciebie. Wcześniej byłeś pogrążony w ''głębokim śnie", nie widziałeś jak Bóg ją rzezbił i dawał jej Ducha i intuicję,która ją do Ciebie przywidła. Była dla Ciebie TAJEMNICĄ... . Ty jej nie zdobywałeś ...,Ty CZEKAŁEŚ< TĘSKNIŁEŚ, byłeś samotny... . A ona jak Oblubienica z Pnp. szuka , jest poraniona ... i pragnie być sercem w Twoim Sercu !.
 ewa: 23.11.2007, 20:57
 Dziękuję za te przemyślenia...nie jestem naukowcem, ale pragnę na chwilę zatrzymać się na ''Ks.Rodz. na odwiecznym problemie WINY ,który jest tam ukazany.Powszeche jest myślenie, że"winna jest Ewa",bo przecież to z nią prowadził dialog szatan...i uległa!!! Jako spatkobierczyni ...po mojej MATCE mam OBOWIĄZEK JĄ bronić...poprzez postawienie pytania " GDZIE BYŁEŚ ADAMIE,GDY WĄŻ KUSIŁ EWĘ ???" bo przecież Twoim powołaniem jest JĄ OSŁANIAĆ przed atakami....jest z Ciebie i do Ciebie kieruje swe pragnienia...Czym tak bardzo się ZAJAŁEŚ...co Cię pochłonęło...że poczuła się samotna...i uległa pokusie ... . Och Adamie Bóg JĄ STWORZYŁ Z CIEBIE I DLA CIEBIE ...ale dał jej Swojego Ducha tak jak Tobie...ZADAŁ!!! Ci Ewę..Masz JĄ osłaniać swoją miłością zatopioną w BOGU a więc musisz sam bYĆ NIM SILNY...gdy to zrozumiesz , może będzie można UTRACONY RAJ ODZYSKAĆ!!!!....
 thebill_: 23.11.2007, 14:51
 Popieram. I zapraszam na stronę Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego :D
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej