Napisałem testament. Po prostu, po śmierci chcę mieć święty spokój!Gdy świadomie i dobrowolnie ktoś zaniedbał sporządzenie testamentu, a po śmierci jego rodzina, przyjaciele, na tym właśnie tle poróżnili się, pokłócili, znienawidzili... to można powiedzieć, że zmarły przed śmiercią popełnił poważny grzech zaniedbania.Święty spokójSpakowałem podręczny bagaż i udałem się na dworzec. Po kilku godzinach jazdy byłem na miejscu. Wszystko zaczęło się wieczorem - kolacją, modlitwą i okolicznościowym spotkaniem. Następnego dnia od rana były zajęcia. Msza Św., konferencje, modlitwy, rachunek sumienia, milczenie, refleksja, czyli... kapłańskie rekolekcje. Przyjechało kilkunastu księży z różnych diecezji Polski.Prowadzący kapłańskie ćwiczenia duchowne mówił o tożsamości księdza, różnych problemach duszpasterskich, o duchowości kapłańskiej. Trochę na marginesie poruszane były sprawy eschatologiczne, czyli rzeczy ostateczne. Ja jednak od pewnego czasu nosiłem się z zamiarem napisania... testamentu. I oto pewnego wieczoru, podczas swoich kapłańskich rekolekcji, z dala od miejsca i środowiska, w którym żyję i służę, usiadłem do prostego, małego stołu i sporządziłem swój testament. Włożyłem go do koperty i umieściłem napis: Otworzyć po śmierci, dodając swoje imię, nazwisko i najcenniejszy tytuł - ksiądz! Dlaczego to uczyniłem? Po prostu, po śmierci chcę mieć święty spokój! Po wtóre, w diecezji, w której pracuję każdy kapłan, ukończywszy 40. rok życia powinien sporządzić testament i złożyć go w urzędzie biskupim. Wreszcie, niejeden raz spotkałem się z problemami, tragediami, dramatami, nienawiścią, niezgodą, grzechem... po śmierci osoby, która nie sporządziła testamentu. Niekiedy były to nawet sytuacje skandaliczne i gorszące... Testament sporządziłem według tego, co mi dyktowało serce, sumienie i rozum. Nie jestem starym człowiekiem, ale skoro co pewien czas modlę się o łaskę świętej, Bożej śmierci, to muszę Bogu pozostawić decyzje, kiedy uzna, że moja służba na ziemi dobiegła końca. Kiedy jak kiedy, ale po swojej śmierci trzeba zostawić porządek. Gdy świadomie i dobrowolnie ktoś zaniedbał sporządzenia testamentu, a po śmierci jego rodzina, przyjaciele, na tym właśnie tle poróżnili się, pokłócili, znienawidzili... to można powiedzieć, że zmarły przed śmiercią popełnił poważny grzech zaniedbania. Dlaczego po śmierci wielu osób, w sądach toczy się tyle spraw spadkowych? Czy nie dałoby się tego załatwić po prostu testamentem i mieć - po śmierci - przynajmiej w tym względzie - święty spokój? Owszem! Dlaczego jednak niektórzy, a może wielu tego nie robi? Moim zdaniem odpowiedź jest prosta: lęk przed śmiercią! Ci, którzy boją się śmierci nie sporządzają testamentu, ani nie jednają się z Bogiem. W pewnym sensie jedno z drugim się łączy. Człowiek, który trwa w łasce uświęcającej i sporządził testament... w każdej chwili gotowy jest na zejście z tego świata i stanięcie przed Panem Bogiem. Gorąco zachęcam moich Czytelników - którzy skończyli czterdzieści lat życia - do sporządzenia testamentu, a jeszcze bardziej do trwania w łasce uświęcającej. Te dwie sprawy, to najlepszy sposób, by po śmierci mieć święty spokój... Ks. Wojciech
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |