Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Bóg nie chce wiecznego zatracenia człowieka

W Ewangelii znacznie więcej jest słów o zbawieniu niż o potępieniu. Bóg nie chce przecież wiecznego zatracenia człowieka. - Dlatego nawet jeżeli chodzę nad przepaściami wiary, to unoszą mnie nad nimi skrzydła nadziei - mówi ks. Wacław Hryniewicz OMI, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Właśnie ukazała się książka: "Nad przepaściami wiary", będąca zapisem rozmów z wybitnym teologiem ks. Wacławem Hryniewiczem. Stanowi ona próbę udzielenia odpowiedzi na podstawowe ludzkie pytania: o sens życia i sens śmierci, o miejsce w świecie, miłość, cierpienie, wiarę.

- Gdy chodziłem do zakładu dla przewlekle chorych, tam widziałem najwięcej wiary - wspominał na promocji książki ks. Hryniewicz. Z jednej strony ciało tak ukrzyżowane, tak zdegradowane, tak mizerne: kalectwo, przykucie do łóżka bez możliwości wstawania, wieczne leżenie. A z drugiej strony - uparta, a często pogodna wiara. - Skąd w nich było tyle pogody i dowcipu, i humoru? - zastanawia się. I odpowiada sam sobie: - Nie wiem. Chyba z przeobrażonego wiarą cierpienia.

Ceruć szczęście

Cierpienie z wiarą wiąże się nieodłącznie. Tak zresztą, jak z każdym ludzkim życiem. Dlatego też Elżbieta Ada miak i Józef Majewski pytają Hryniewicza o sens cierpienia. Proszą, by wyjaśnił im, dlaczego istnieje i po co. I czy nie można inaczej.

- Uważam, że są to najtrudniejsze zagadnienia, z którymi boryka się każdy - mówi. Przyznaje zarazem, że boi się mówić o cierpieniu. Ono przecież ma to do siebie, że kładzie się cieniem, że przerywa bieg ludzkiego życia, wdziera się w to życie i niszczy je. Sam musiałby więc najpierw przejść wielkie cierpienie, żeby umieć o nim mówić z własnego doświadczenia. - W obliczu ludzkiego cierpienia człowiek jest onieśmielony. Jest jakiś lęk, że się coś sprofanuje, że się mówi na wyrost.

Zamiast szafować słowami, lepiej po prostu być blisko kogoś, kto cierpi.

Taka wrażliwość na cierpienie, zdaniem ks. Hryniewicza, uczy, że trzeba niezmiernie cenić szczęście, że należy uczyć się dostrzegać każdego dnia drobne radości. Chociażby to, że zaczynam ten dzień, przystępuję do zwyczajnej pracy, że świeci słońce... A wtedy można osiągnąć szczęście.

Bo szczęście, zaznacza teolog, nie jest sprzeczne z Bożym zamiarem: - Ewangelia bez doznania radości w życiu byłaby niezrozumiała. Chrystus nigdy nie błogosławił cierpienia jako takiego. On od niego wyzwalał.

Ks. Hryniewicz przyznaje jednocześnie, że wskutek cierpienia człowiek dojrzewa. Poprzez doświadczenia życia, poprzez zbliżanie się do ludzkich dramatów, uczy się większej wyrozumiałości i staje, się pogodniejszy. Więcej rozumie i więcej potrafi wybaczyć.

Jest w tym świecie coś, czego nie da się wytłumaczyć tylko przypadkiem. Jest w nas samych i w świecie coś tak zastanawiającego, że nie da się tego wyjaśnić ewolucją materii i przygodnością zaistnienia, które rozbłysło i zgaśnie, i na tym się wszystko skończy.

Także w dziejach ludzkiej winy teolog znajduje coś tajemniczego. Bo paradoksalnie, łaska rodzi się także z przeżytego grzechu. Nie z samego grzechu jako takiego, tylko z doświadczenia przejścia przez winę może zrodzić się coś nowego. Jak pisał św. Ambroży: "Owocniejsza jest wina niż niewinność". Ks. Hryniewicz przypomina: "wina może być błogosławiona". Uważa, że trzeba mieć więcej zrozumienia i współczucia dla człowieka, nawet na dnie upadku i zatracenia się.

Z takiej perspektywy nieco inaczej należałoby patrzeć na grzech. "Pogodniej" - jak mówi ksiądz profesor. Tak, by raczej powierzać się miłosierdziu Bożemu, niż tragizować. - Pod koniec życia człowiek uczy się większej wyrozumiałości. Gorliwcy w młodości najwięcej się rzucają. To tak jak magister, który jest bardzo surowy na egzaminie, gorszy niż profesor.

Nadzieja wymaga walki

Miłosierny Bóg nie byłby szczęśliwy, gdyby choć jedno ludzkie istnienie poszło na zatracenie. Dlatego nadzieję na zbawienie mogą mieć wszyscy ludzie - stwierdza autor. Nadzieja chrześcijańska koncentruje się na postaci Chrystusa, który obiecuje, że może ocalić nawet najbardziej zagubionego człowieka. I który jest jego przyszłością. - Przy czym, zbawiony nie będę dotąd, dopóki nie będę chciał - wyjaśnia ksiądz profesor.

Nadzieja na ocalenie wszystkich nie jest tanią amnestią Boga. Nie znaczy: rób co chcesz, bo i tak będziesz zbawiony, niejako siłą konieczności, bo Pan Bóg jest od tego, by przebaczył, bo to Jego funkcja. To nieprawda. Wszelkie zło musi być odcierpiane. Nadzieja zatem to widzenie dalej aniżeli to, co teraz widzę oczyma. To wysłanie przed sobą posłańca, cząstki mnie samego, który wybiega o wiele dalej i mówi mi o wiele więcej, niż mogę powiedzieć w miejscu, w którym teraz jestem.

Nadzieja jednak, przekonuje ks. Hryniewicz, nie pojawia się nagle i raz na zawsze. Bo wymaga pracy nad nią. Jak miłość, która całe życie walczy o miłość i wiara, która walczy o wiarę.

Trzeba też pamiętać, że Bóg działa przez ludzi. Także poprzez ludzi przychodzi nadzieja.

Temat nadziei przewija się w odpowiedziach na wiele pytań stawianych ks. Hryniewiczowi przez Elżbietę Adamiak i Józefa Majewskiego. W ujęciu teologa, nadzieja rozumiana po chrześcijańsku dostrzega takiego Boga, którego obchodzi ludzki los. Jest to zatem nadzieja, która umie przeciwstawić się rozpaczy. Nadzieja, która nie jest matką głupich, ale mądrością trwania przy życiu. Najmocniejszym oparciem zaś dla chrześcijańskiej nadziei jest zmartwychwstanie Chrystusa. I ufność w Jego miłosierdzie. Ks. Hryniewicz daleki jest od pedagogii strachu, wielką wagę zaś przywiązuje właśnie do nurtu ocalającego.

Przypomina, że także w Ewangelii znacznie więcej jest stów o zbawieniu niż o potępieniu.

Trzeba się cieszyć że świeci słońce

Takie spojrzenie na życie możliwe jest tylko w świetle wiary. Czym jest zatem wiara dla wybitnego teologa? - Zaufaniem. Przekonaniem, że istnieje Ktoś Większy, przylgnięciem do Niego, zawierzeniem Mu. Samo istnienie człowieka jest wołaniem skierowanym do świata niewidzialnego - podkreśla ks. Hryniewicz. Co nie znaczy oczywiście, że wiara wyklucza wątpliwości. Przeciwnie: dobrze, że w pewne rzeczy nieraz "wątpimy", bo wiara to jest ciągłe stawianie sobie pytań. Także przez teologów. Oni mogą mnożyć pojęcia, ale przecież nie dochodzą do końca. Muszą przyznać, że ich myśl nie sięga w głąb tajemnicy.

To dlaczego ludzie muszą umierać? Odpowiedź Hryniewicza jest prosta: by przejść na drugą stronę istnienia. Jak to jest możliwe? - A jak z poczwarki powstaje motyl? Jakby inna istota, ale przecież ta sama.

Kapłan przyznaje na łamach książki, że trudno mówić, iż to jest drugie życie. Bo to raczej życie, które nabiera nowych cech. Zabierając z doczesności to, co najbardziej istotne, zaczyna ono być istnieniem w innej postaci. Dlatego tak ważne jest pogodne wychodzenie naprzeciw śmierci, pogodne rozstanie się z życiem. Tak wielkie zaufanie do Boga, które usuwa lęk. Bo przecież jest coś w człowieku, co nie umiera. Jest coś, co zostało dane bezpośrednio przez Boga i do Niego wraca.

Zapytany, czy myśli czasem o śmierci, teolog odpowiada, że z wiekiem czyni to coraz częściej. - Jest to wpisane w ludzkie dojrzewanie. Samo życie oswaja z perspektywą odejścia. Trzeba mieć poczucie dobra i szczęścia w życiu. Wtedy łatwiej wyczuć, że druga strona życia nie powinna przerażać.

Trzeba też oswoić się ze śmiercią i przygotować się do niej. Dla Hryniewicza, takim przygotowaniem człowieka jest po prostu jego życie: - Czynić dobro to najlepsze przygotowanie do śmierci - mówi.

Dla człowieka wierzącego takim przygotowaniem będzie również modlitwa, która może rozciągać się niemal na wszystko. Całe życie człowieka, tłumaczy profesor KUL, może być modlitwą: pisanie, myślenie, praca. - Boję się modlitwy, która jest mnożeniem słów. Modlitwą jest bycie przed Bogiem, jak na słońcu - mówi.

Ks. Hryniewicz od trzydziestu lat nosi ze sobą egzemplarz Ewangelii św. Jana, zapisany ważnymi datami, nazwami miejsc, autografami ludzi. Znalazł się tam również fragment jednej z modlitw kard. Newmana, który chyba pomaga uchwycić przesłanie książki "Nad przepaściami wiary": "Prowadź mnie Łagodne Światło, pośród otaczającego mroku, prowadź mnie. Noc jest ciemna, a ja jestem z dala od domu. Ty mnie prowadź. Strzeż moich kroków. Nie proszę o to, bym widział daleką scenę. Wystarczy mi jeden krok".

MILENA KINDZIUK



Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Autor

Tresć

Poprzednia[ Powrót ]Następna

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2024 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej