O wielkim Gościu rymem
Kiedy się rok wśród śniegów
ku końcowi chylił.
Dwaj sąsiedzi starego
druha odwiedzili.
Ujrzeli jego warsztat skromny,
ecz radosny:
Ozdabiały go świerku
gałęzie i sosny.
Konrad - szewc - twarz promienną,
jasną ukazywał,
Aż nagle wstrzymał dratwę,
którą buty zszywał.
"Przyjaciele, wieść dobra!
Dzisiaj w czas świtania,
Kiedy noc uciekała
wśród kogutów piania,
Ukazał mi się we śnie
sam Pan nasz miłościw
I rzekł: "Oto mam zamiar
przyjść do ciebie w gości!".
Więc się krzątać począłem
od samego rana,
By podłoga gałęźmi została usłana;
Ściany wymyte, półka lśniąca należycie,
A ostrokrzew ozdobił belki na suficie.
On przyjdzie dzisiaj -
stół już stoi zastawiony,
Jest miód i mleko,
i chleb świeżo upieczony."
Przyjaciele odeszli,
on zaś pilnie baczył,
Kiedy cień Gościa
w oknie pojawić się raczy.
Wciąż na nowo przeżywał ten
moment tak błogi,
Kiedy Pan wejdzie oto w jego
skromne progi.
Najpierw stukanie do drzwi,
głos i drzwi skrzypnięcie.
Twarz uśmiechnięta, coś do
picia na przyjęcie.
Obmyje stopy Jego przebite żelazem
I dłonie przewiercone ucałuje razem.
A kiedy zmrok zapadnie,
zasiądą do stołu,
Będą się łamać chlebem,
ucztować pospołu.
Gdy tak Konrad rozmyślał, nieoczekiwanie
U drzwi ubogi żebrak przemoczony stanie.
Szewc go zawołał,
by się w środku
od dżdżu schował,
I buty mu na nogi skrwawione darował.
Odszedł żebrak i wnet się zjawia starowina:
Pod ciężkim workiem węgla grzbiet
jej się ugina.
Twarz jej poryły bruzdy
cierpienia obficie.
Zmęczona jest dźwiganiem
i sterana życiem.
Dał jej chleba bochenek,
by wspomóc niebogę.
Zanim wyruszy dalej w tę nużącą drogę.
Potem do drzwi podeszło dziecko zapłakane,
W tym wielkim, strasznym świecie samotne,
zbłąkane. Więc je podniósł, ukoił,
dał się napić mleka Z filiżanki,
co długo już na stole czeka,
A później zaprowadził wprost
w matki ramiona,
Gdzie najlepsza przed świata
strachami osłona.
Dzień zagasł - całe niebo
w purpurę spowite
- A wraz z nim i nadzieja
na Gościa wizytę.
Gdy świat wokół poszarzał,
westchnął szewc ubogi:
"Czemu, Panie, z nadejściem
zwlekają Twe nogi?
Czyś zapomniał, że dzisiaj
miał być ten dzień drogi?"
Wtedy w ciszy łagodne rozległy
się słowa: "Nie smuć się -
dotrzymana została umowa:
Trzykroć.jam się na progu twym
gościnnym stawiał,
Trzykroć na twej podłodze mój
cień się pojawiał:
Jam był żebrakiem, co miał
stopy we krwi całe,
Jam był kobietą, której
posilić się dałeś,
Jam był dzieckiem zbłąkanym,
które ratowałeś".
Autor nieznany
|