Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Byłem blisko tej śmierci

     Jakże byłem blisko tej śmierci. Katyń leży 18 kilometrów od Smoleńska. Gdy pociąg specjalny Warszawa-Smoleńsk dotarł do stacji przeznaczenia, był chłodny, sobotni poranek. Wszyscy byliśmy podekscytowani. Wielu posłów, a w dwóch wagonach jechało nas około 60, po raz pierwszy udawało się do Katynia. Ja także nie widziałem jeszcze tego miejsca kaźni polskich oficerów z 1940 r. Bardzo przeżywaliśmy tę pielgrzymkę. Nie wiedzieliśmy, że emocje, których doświadczymy, będą przez resztę życia kojarzyły nam się z inną śmiercią, z katastrofą samolotu pod Smoleńskiem, w której zginął Prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką i wszystkimi członkami delegacji.

     PIERWSZY KATYŃ

     Gdy dotarliśmy do katyńskiego cmentarza wojennego, już wiele osób czekało na wejście. Wszystkich, którzy wchodzili, dokładnie sprawdzał BOR. Wszak miał z nami być Prezydent RP, przez swą obecność podnosząc rangę uroczystości. Przed wejściem każdy poseł dostał małą chorągiewkę w barwach narodowych. Pamiętam, że po drugiej stronie ulicy stały samochody OMON-u. Zastanawiałem się, czy rosyjska specsłużba ma nas strzec czy pilnować, abyśmy nigdzie się nie oddalali niezgodnie z planem uroczystości. (Po drodze do Katynia chcieliśmy odwiedzić stację Gniezdowo, gdzie z bydlęcych wagonów wyładowywano polskich oficerów, ale był z tym pewien problem, bo milicjanci długo nie chcieli się na to zgodzić.) Zauważyłem, że w pewnej chwili te samochody jeden po drugim zaczęły odjeżdżać w stronę Smoleńska. Nie wiedziałem wtedy, że panowie milicjanci pojechali zabezpieczać miejsce katastrofy.

     Na teren katyńskiego cmentarza wojennego wpuszczono nas około godziny przed planowaną Mszą św. Czas, który dzielił nas od modlitwy, postanowiłem przeznaczyć na dokładne poznanie miejsca. Robiłem sporo zdjęć, by po powrocie pokazać bliskim to święte dla Polaków miejsce. Szczególnie przygnębiające wrażenie wywołują metalowe płyty ułożone w kształcie dołów, w których leżały ciała pomordowanych oficerów. Do refleksji skłania także oryginalny radziecki wagom kolejowy z czasów wojny: takimi wagonami mieli być przywożeni polscy oficerowie na stację Gniezdowo, kilka kilometrów od Katynia. Ale szczególnie byłem przejęty, gdy czytałem nazwiska pomordowanych żołnierzy. Wśród nich znalazłem aż trzech o moim nazwisku, ale żaden nie pochodził z moich stron rodzinnych. Wiedziałem zresztą, że dziadek, który w 1939 r. walczył z armią niemiecką jako ułan, całą wojnę przesiedział w niemieckim oflagu. Przeżył.

     Tym razem w lesie katyńskim wypatrywałem żywych świadków tamtej śmierci, drzew, które miały siedemdziesiąt i więcej lat. Pamiętałem, że jeden kolega opowiadał o starym drzewie, które akurat miało rosnąć pomiędzy dwoma dołami. Jego korzenie na pewno czerpały soki z polskiej krwi. Miało się wrażenie, że cała ziemia jest nią nasiąknięta. Dlatego nie zdziwił mnie widok ludzi, którzy na obrzeżach cmentarza rozdzierali darń i wygrzebywali ziemię do torebek czy pojemników. Chcieli przywieźć do Polski okru-chy świętej ziemi z Katynia.

     DRUGI "KATYŃ"

     Jeszcze jakieś 30 minut dzieliło nas od godziny, na którą planowano rozpoczęcie uroczystej Mszy św. Po obejrzeniu polskiej części cmentarza poszedłem zwiedzić część radziecką. Tam spotkałem posła Antoniego Macierewicza, który szedł w wielkiej zadumie. Przez chwilę mu towarzyszyłem. Nagle ktoś do niego zadzwonił. Pan Antoni przystanął. Myślałem, że to jakaś tajna rozmowa i nie chce, bym słyszał jej treść. Po chwili podszedł do mnie i powiedział: "Nie uwierzy pan, ale spadł samolot z prezydentem". Nie uwierzyłem. Nie dotarło to do mnie, choć zdjęcia, które właśnie miałem zrobić, już nie zrobiłem. Nie tylko ja nie uwierzyłem. Ludzie również nie chcieli, nie mieściło im się to w głowach. Jakaś kobieta nakrzyczała na mężczyznę, że rozpowiada takie głupie, niepotwierdzone informacje.

     Następna informacja była taka, że owszem, był wypadek, ale tylko trzy osoby zginęły. Wśród ludzi rosło zamieszanie i niepewność. Odzywały się kolejne telefony z Polski. Podobno w mediach już pojawiła się enigmatyczna wzmianka o katastrofie samolotu pod Smoleńskiem z Prezydentem RP na pokładzie. Potem kolejna informacja. Potwierdzenie katastrofy, ale że trzy osoby przeżyły. Czy wśród nich jest Lech Kaczyński? Bardzo szybko rozwiano moje nadzieje i innych uczestników uroczystości. Oficjalnie potwierdzono fakt katastrofy i że nikt nie przeżył.

     Niektórzy płakali jak dzieci, ktoś dostał drgawek, inna osoba siadła w odrętwieniu na ziemi. Niektórzy posłowie chcieli natychmiast jechać na lotnisko pod Smoleńskiem lub wracać do Warszawy. Ostatecznie zdecydowaliśmy się pozostać na Mszy św., którą rozpoczynaliśmy z półgodzinnym opóźnieniem. Byliśmy w szoku i podwójnej żałobie. Mieliśmy modlić się za ofiary sprzed 70 lat i te sprzed kilkudziesięciu minut. Wiedzieliśmy, że jesteśmy tak blisko katastrofy, a nic nie możemy zrobić, że wszystko jest już tylko w rękach Boga.

     Posłowie mieli zarezerwowane miejsca blisko ołtarza. Przed naszymi krzesłami stały krzesła, na których mieli siedzieć uczestnicy delegacji. Na każdym leżała kartka z imieniem i nazwiskiem, zaś na krześle w pierwszym szeregu - z nazwiskiem Lecha Kaczyń-skiego. Posłowie na każdym z pustych krzeseł położyli chorągiewki w barwach narodowych. O krzesełko, na którym miał siedzieć Prezydent, oparto flagę biało-czerwoną, a po chwili jeszcze wieniec przywieziony przez posłów. To był przygnębiający widok, którego nie sposób zapomnieć. Niektórzy posłowie zabrali później z tych krzeseł kartki z nazwiskami swoich - zmarłych tragicznie przyjaciół.

     To była naprawdę żałobna Msza św. Rozpoczął ją odgłos katyńskiego dzwonu. Po Mszy nie było oficjalnych delegacji z wieńcami. Wszystkie zostały złożone całkiem "prywatnie", w cichości.

     Pamiętam, że gdy opuszczaliśmy Katyń, zza chmur wyszło piękne słońce. Wcześniej mówili, że może padać i każdy miał dostać pamiątkowy parasol katyński. Nie miałem głowy, by mój zabrać do pociągu.

     INNA POLSKA

     Pociąg specjalny relacji Smoleńsk-Warszawa wyruszył kilka godzin wcześniej, niż początkowo planowano. Wszyscy jego pasażerowie komentowali smoleńską tragedię. Zbieraliśmy strzępy informacji, które do nas docierały i staraliśmy się złożyć z tego jakiś sensowny obraz wydarzeń. Nie było jednego scenariusza. Emocje wciąż były na najwyższym poziomie. Jakoś nie chciało się wierzyć w wypadek, w błąd pilota, czy niską mgłę.

     Oczywiście w pierwszej kolejności wypadek kojarzono z mordem ka-tyńskim. "Polacy nie mają szczęścia do tej ziemi, przed siedemdziesięciu laty i teraz zginęła tu elita narodu polskiego" - mówiono. Od razu przyszły na myśl także dwie podobne tragedie: zabójstwo pierwszego prezydenta Polski Gabriela Narutowicza i zamach w Gibraltarze na samolot, którym leciał gen. Władysław Sikorski. Według oficjalnych ustaleń, katastrofa samolotu Sikorskiego nastąpiła z przyczyn technicznych, lecz część okoliczności zdarzenia do dziś nie została wyjaśniona. Ale ta smoleńska tragedia była znacznie większa niż tamte. Uświadomiłem sobie, że w tej katastrofie straciliśmy nie tylko głowę państwa, ale również więcej generałów, niż zamordowano w Katyniu.

     Nie widziałem jeszcze tylu wyszlochanych łez i takiego smutku na twarzach. Jakbyśmy utracili kogoś z najbliższych. Jadąc do Warszawy, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że nasza rozpacz coraz szybciej i coraz szerzej rozlewa się na cały kraj, pogrążając go w żałobie. Naród utracił swego ojca. Podobnie jak po śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II Polacy przebudzili się na chwilę w swojej religijności, tak teraz mieli szansę przebudzić się w swoim patriotyzmie. Śmierć naszego Papieża rozpoczęła dzieło odmienienia polskiego Narodu. Czy śmierć naszego Prezydenta dokończy to dzieło? Czy Polacy obudzą się z tego snu, otrząsną z odrętwienia i otworzą oczy? Wiem, że po tej śmierci Polska nie będzie już taka sama, jak wcześniej.


Artur Górski


Tekst pochodzi z Tygodnika

18 kwietnia 2010


KL Warschau KL Warschau
Maria Trzcińska
23 sierpnia 1939 roku został podpisany "pakt przyjaźni" – Pakt Ribbentrop-Mołotow pomiędzy hitlerowskimi Niemcami a bolszewicką Rosją, na podstawie którego Polska miała przestać istnieć. Dwie cywilizacje śmierci chciały unicestwić naród polski, bezwzględnie próbując doprowadzić nasz kraj do zagłady... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej