Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Co daje Pan

     W swoim, ponad czterdziestoletnim życiu, przechodziłam okres buntu z powodu samotności. Chociaż "samotność" w moim przypadku nie jest właściwym określeniem, bo byli wokół mnie inni ludzie i dużo się działo. Chodzi o to, że nie miałam w sobie zgody na mój stan panieński. Pojawiało się poczucie, że jestem gorsza, że nie zasługuję na czyjąś miłość. Odczuwałam przeogromne pragnienie, aby dzielić z kimś troski i radości, być żoną i matką. To pragnienie potęgowało się zwłaszcza wtedy, gdy patrzyłam na małżonków szczęśliwych, żyjących w zgodzie. Zazdrościłam im, że mają siebie. Ale widziałam również wokół siebie wiele osób nieszczęśliwych w małżeństwie. I tak powoli pryskała iluzja, że życie w małżeństwie to szczęście, a w pojedynkę to nieszczęście.

     Dziś mogę powiedzieć, że mnie to nie boli. I to nie jest żadną moją zasługą. Przedstawiałam Panu Bogu swoje plany, własną wizję życia i mówiłam Mu o tym, co czuję - że generalnie jest mi źle. No i mnie uleczył :) Nie znaczy to, że już nie mam pragnień "prorodzinnych" - to naturalne, że je mam. On wyprostował we mnie to krzywe myślenie. Nadal uważam, że nie zasługuję na miłość, na Jego miłość (i nigdy nie zasłużę, choćbym nie wiem jak się starała; to On pierwszy mnie pokochał - miłością bezinteresowną). Ale dostrzegam wiele znaków, że mnie kocha, że jest przy mnie. Ta świadomość nie rodzi frustracji, tylko radość i wdzięczność. A to mnie mobilizuje do podejmowania różnych inicjatyw i przede wszystkim dodaje odwagi przy trudnych wyborach (np. zmiana pracy i mieszkania).

    Bóg przychodzi do każdego człowieka z konkretną propozycją, z konkretnym planem (jak do Maryi). Ale najtrudniej jest uwierzyć, że to, co Pan Bóg daje, JEST NAJLEPSZE. Każda droga życia, czy każda sytuacja jest łaską, bo może do Niego prowadzić.


Bożena


Tekst pochodzi z pisma
Ruchu Światło-Życie "Wieczernik" nr 150



Tamtej nocy, tamtego dnia powiedziałem Bogu Tamtej nocy, tamtego dnia powiedziałem Bogu
Praca zbiorowa
Kapłaństwo. Jak "przychodzi" do człowieka? Dlaczego do tej, a nie do innej osoby? Ile w tym zasługi ludzkiej, ile Bożych zamysłów? Czy kapłaństwu można przeszkodzić, czy jest ono jak fatum – nieuniknione? Po czym poznać, że rozpoznawane powołanie nie jest pomyłką, iluzją, wymysłem umysłu? Tyle pytań. A odpowiedzi...? Odpowiedzi na te pytania nakreśliło życie... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 nie śmiały: 19.04.2009, 21:49
 mam 18 lat - miałem pane z kturą byłem 3 tygodnie było fajnie . a teras jestem sam i mnie to denerwuje unikam parkuw miejsc bublicznych po jak widze pary to żal mnie ogarnia . siedze na ławce sam szkole i chciałbym tak jak tamta pana kturaś domnie podeszła zagadała czy to tak dużo ????? - odał bym takiej osobie serce na talerzu - nie musi to być osoba ktura zemną by ciała być ino by pogadała jak człowiek a nie jak z ułomem na kturego wyglądam - ale zadurzo wymagam najwidoczniej - musze stwrdnięć po inaczej dołka wchyce i pogodzić się z losem
 Marta do Katarzyny: 27.08.2008, 15:16
 Kaśiu.Jeśli mogę coś Ci doradzić. Nie poddawaj się z realizacją życia w Zakonie. Sama wiem po sobie. Kiedyś byłam, odeszłam moja w tym wina. Poszłam do innego, bo powołanie nie dało mi spokoju wewnętrznego, zachorowałam a Siostry same mnie odesłały. Nie załamałam się, choć było ciężko... czułam że jest to moja droga. Minęło od tego 3 lata i wiesz wstępuje do Zakonu. Jeśli wierzysz że to Pan Cię powołał, że to jest Jego wola, choć zewnętrznie to tylko są kłopoty, i wszystko i wszyscy mówią nie, to przejdziesz to wszystko i będziesz szczęśliwa pytanie gdzie?
 Katarzyna: 03.11.2007, 16:34
 Witaj Bożeno! Kiedy czytałam Twoje świadectwo poruszyła mnie ufna zgoda na wolę Bożą w życiu. Moja historia jest nieco podobna, tylko, że ja widziałam siebie w życiu zakonnym. Poszłam za głosem Pana Boga i ... musiałam odejść z kwitkiem, choć całym sercem czułam, że to moje miejsce. No i co dalej? Nigdy nie chciałam być osobą samotną, ale nie mogę przecież nagle udać przed samą sobą, że mam powołanie do małżeństwa - bo nie mam. Nie chcę unieszczęśliwiać siebie i bliskich oszukując ich. Tak to Boże drogi czesto nas boleśnie krzyżują. Bardzo pragnę pewnego dnia całym sercem przyjąć trudną wolę Bożą! Pozdrawiam!
 nemezis: 27.08.2007, 14:41
 Wybacz, że otrzeźwię Cię nieco, ale mając ponad czterdzieści lat (jak sam piszesz) masz jeszcze jakieś pragnienia "prorodzinne" i wierzysz, że one mogą się zrealizować? Nie bądź naiwna. Po prostu Bóg postanowił, że masz żyć samotnie i koniec. Im prędzej pozbędziesz się złudzeń, tym lepiej. Jak długo zamierzasz się łudzić? A słyszałaś kiedyś o tzw "zegarze biologicznym"?
 Weronika: 10.05.2007, 13:33
 Ciesze sie,ze wspomnialas o zazdrosci.Ja nigdy nie spotkalam sie z tym uczuciem,do glowy mi nie przyszlo,ze ktos moze byc o mnie zazdrosny. Dwa lata temu obiecalam kolezance,ze pomoge jej bratu w opiece.Ona mieszka daleko. On ma 80 lat.Opiekuje sie nim konkubina,Pani R,ktora nie wyszla za maz. Poniewaz jestem bardzo wrazliwa i wspolczujaca podchodzilam do niego z miloscia bezplciowa(Jezusowa).Sama ofiarowalam sie Jezusowi i z wyboru po smierci meza jestem samotna, bardzo szczesliwa. Pani R pierwszy raz krzyknela na mnie,kiedy podnosilam zranionego z podlogi slowami: "prosze wyjsc,jestem zazdrosna". Wyszlam, nie odzywajac sie,przebaczlam,bo nawet nie czulam sie urazona. Pomagalam bezintersownie przez dwa lata.W styczniu br.Pani R. o glupstwo wpadla w szal,mowiac,ze nie chce zebym z nia szla. Chory rowniez nazwal mnie glupia. Tym razem tez nie czulam sie urazona,ale powiedzialam: skoro nie chcecie pomocy,przepraszam,dowidzenia.Tak sie w miedzyczasie stalo,ze spotykaja ich teraz powazne klopoty.Dzwonia do mnie niby w innych sprawach, ja odpowiadam na pytania i nic wiecej. Gdyby przeprosili i poprosili o dalsza pomoc nie odmowilabym,lecz w tym przypadku nie chce prowokowac zazdrosci. Czy dobrze postepuje? Nie wiem. Mam czyste sumienie. Jezus wie,ze jestem tylko i do konca Jego i to mi wystarczy. Pozdrawiam.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej