Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Toksyczni rodzice

     Z Krystyną, od kilkunastu lat mężatką, matką trójki dzieci spotykam się w jednej ze stołecznych kawiarni. Na pierwszy rzut oka: szczęśliwa kobieta. Zadbana, uśmiechnięta i przedsiębiorcza. Opowiada o swoim małżeństwie. Mąż pochodził z trudnej rodziny. Jego rodzicie nie znajdywali wspólnego języka. Teść lubił sięgać po kieliszek. Teściowa skupiła się na wychowaniu dzieci, ale nie potrafiła okazywać im uczuć. - Przed ślubem mąż był bardzo we mnie zakochany. Ale już wtedy zauważyłam jego szczególny związek z matką. Na ślub cywilny w USC przyjechał spóźniony - opowiada Krystyna. Potem dowiedziała się, że nie zdążył na czas, bo zawoził mamie - właśnie w tym dniu i właśnie o tej porze - zamówioną szafkę do łazienki. Po roku małżeństwa oczekiwali narodzin pierwszego dziecka. Zbliżał się termin porodu. - Mąż nieoczekiwanie zabrał się i pojechał do matki. Ze szpitala odbierała mnie koleżanka, a on nie potrafił cieszyć się z naszego dziecka. Wiele razy w trudnych sytuacjach zostawiał mnie i jechał do mamy. Już na początku małżeństwa usłyszałam od teściowej: "Matkę ma się tylko jedną, a żon można mieć kilka" - wspomina z nutą goryczy Krystyna. Teściowa od kilku lat nie żyje. Ona obok trójki dzieci, które urodziła, wychowuje czwarte - własnego męża. - Na mojej głowie jest utrzymanie domu i troska o dzieci. Mąż jest osobą konfliktową, od lat korzysta z terapii. Nigdy nie zdecydowałam się na rozwód. Jestem osobą wierzącą. Małżeństwo jest dla mnie sakramentem - mówi Krystyna.

     Problem toksycznych rodziców po raz pierwszy nazwała i opisała w l. 80 amerykańska terapeutka Susan Forward. Jej pacjenci to mężowie i żony "skatowani" psychicznie przez własnych rodziców. Są chorobliwie uzależnieni od nich w dorosłym życiu. Forward pokazała, że dopóki nie zdecydują się na terapię, będą niszczyć swoje własne rodziny. Bestseller doczekał się tłumaczeń na wiele języków.

     W Polsce terapią toksycznych rodzin przez wiele lat zajmowała się prof. Maria Ryś z UKSW, psycholog rodziny. Jak funkcjonuje dziecko z toksycznego związku, pokazuje na przykładzie ojca obiecującego dzieciom wycieczkę do ZOO. Nadchodzi sobota, w końcu będą mieli czas na wspólną, wielokrotnie obiecywaną wyprawę. Rano dzwoni toksyczna mama, babcia dzieci, z prośbą: "Stefan, może byś mi pomalował dziś furtkę na zielono". Niedawno Stefan furtkę pomalował na niebiesko, ale kolor nie spodobał się sąsiadom. Toksyczny rodzic nie pyta: "Czy możesz przyjechać? A może masz swoje plany?" Żąda przyjazdu dziecka. Stosownie do stopnia uzależnienia syn reaguje na kilka sposobów. W najlżejszym przypadku nieśmiało mówi, że umówił się z dziećmi. Ale kiedy słyszy od matki: "Jak chcesz mojej śmierci, jedź do ZOO!", wybiera malowanie furtki. Jeśli toksyczność jest większa, syn nawet nie mówi matce, że był umówiony z dziećmi. Oznajmia dzieciom, że "coś stało się u babci" i musi jej pomóc. Wiele toksycznych dzieci próbuje przeciwstawiać się swoim rodzicom. W tym przypadku syn wybiera się z dziećmi do ZOO. Ale na wycieczce ma zły humor. Jest tak wściekły, że dzieci nie mają żadnej przyjemności z przebywania z ojcem. W poniedziałek taki ojciec bierze urlop i jedzie do mamy, by pomalować furtkę na kolor zielony.

     Rodzina jak sekta

     O toksycznych rodzicach mówi się coraz więcej. Brakuje jednak na ten temat publikacji i badań oszacowujących skalę zjawiska. Terapeuci i duszpasterze z poradni rodzinnych twierdzą, że wiele problemów małżeńskich to skutek toksycznych relacji męża lub żony z rodzicem. - To częsty problem wśród osób, przychodzących do poradni - mówi Jacek Pulikowski, terapeuta i doradca życia rodzinnego z Poznania. Ksiądz Marek Kruszewski, duszpasterz rodzin w diecezji warszawsko-praskiej, ma podobną ocenę sytuacji: - Znam wiele małżeństw, gdzie źródło konfliktu tkwi w toksycznych relacjach między jednym z małżonków a jego rodzicem, wcale nie musi to być relacja syna i matki, często uzależniona od matki jest dorosła córka.

     Problem toksyczności w żadnym razie nie dotyczy samych patologicznych rodzin, w których rządzi alkohol i przemoc. - Występuje w rodzinach nadopiekuńczych - podkreśla prof. Ryś. Kolejna kategoria to rodziny, w których ciągle poniżana jest wartość dziecka: np. ojciec ciągle powtarza córce: "Ty i tak nic nie potrafisz. Nie dasz sobie rady w życiu." Toksyczność zagraża też takiej rodzinie, w której małżonkowie mają kłopoty z relacjami między sobą. Oddalają się od siebie i zaczynają uczucia przenosić na dziecko. Jacek Pulikowski wskazuje na niewłaściwy model rodziny, który prowadzi do toksycznych relacji. Wiele kobiet rezygnuje z więzi z mężem, kiedy pojawi się pierwsze dziecko. - Znam bardzo dużo małżeństw, które wtedy pogubiły się emocjonalnie - mówi Jacek Pulikowski. Dla nich po latach odchodzenie z domu dorosłego dziecka staje się dramatem. Małżonkowie zostają ze sobą jak obcy ludzie. Próbują ingerować w dorosłe życie syna czy córki. Dziecko było dla nich "lokatą", z której muszą odzyskiwać teraz procenty.

     - Uwikłanie w sekty przypomina mechanizm toksycznych relacji - ocenia prof. Ryś. Najpierw jest bombardowanie miłością. Do dziecka wielokrotnie płynie przekaz: "Jesteś całym moim światem. W tobie cała moja nadzieja". Kiedy dorastający chłopak chce wyjechać z kolegami na obóz słyszy od matki: "Przecież samej mnie nie zostawisz. Wiesz, że na ojca nie mogę liczyć". Przekaz werbalny albo pozawerbalny jest jednoznaczny: "Jeśli mnie kochasz, to zrezygnujesz z wyjazdu na obóz. A potem w dalszym życiu: "nie wybierzesz tych studiów", "nie ożenisz się z tą dziewczyną" itd. Szantaż miłością staje się coraz mocniejszy. A u dziecka rodzą się coraz mocniejsze wyrzuty sumienia. Proces rozłożony jest na lata.

     Sterowani zza grobu

     - Toksyczne więzy są niebezpieczne także z powodu braku świadomości , że tkwi się w chorej relacji - mówi Jacek Pulikowski. 40-letnia córka spędzająca codziennie po kilka godzin u swojej matki nie widzi w tym nic złego. Mówi: "przecież mama potrzebuje wsparcia, opieki, pomocy". Uważa, że to jej pierwszy obowiązek, chociaż ma już męża i dzieci, a mama nie jest ani stara, ani chora.

     Paweł, pracownik naukowy i ojciec dwóch synów, poddał się już dawno. Jego żona jest cenioną lekarką, ale ich życiem sterowała przez blisko trzydzieści lat teściowa, do tego stopnia dumna z sukcesów córki, że po prostu się z nimi utożsamiała. - Zajmowała się chłopcami, urządzała przyjęcia z okazji naszych sukcesów, wiedziała o moich doktorantach i konferencjach, bo Beata omawiała z nią - a nie ze mną - wszystkie nasze sprawy. Teść był nikim w tym związku, a jeszcze Beata użalała się nad mamusią, że taka zapracowana, o wszystkim musi myśleć i musimy jej okazywać wdzięczność, bo naprawdę bez niej cóż byśmy zrobili! Teściowie nie żyją już od dziesięciu lat, ale nasze życie jest dalej ustawione przez nią.

     Marzena, przystojna szczupła blondynka, od początku swojego małżeństwa funkcjonuje w takim schemacie. - Pamiętam, że kiedy poznałam przed ślubem rodziców męża, byłam zachwycona. Zwłaszcza jego dobrymi relacjami z mamą. Od początku naszego małżeństwa mąż codziennie chodzi do swojej mamy. Oprócz tego codziennie do niej dzwonił. Czasem mylił nas dwie, rozmawiając ze mną przez telefon. Kiedy kupuje coś dla mnie w sklepie, to zaraz też wybiera coś dla swojej mamy. Rodzinne wakacje mąż układa według projektów teściowej. Kiedy teściowa potrzebuje jakiejś pomocy, ani ja, ani nasze córki i syn nigdy nie są "wystarczająco dobre". Wszystko "najlepiej zrobi Andrzej". Czuję, że on nigdy nie rozstał się ze swoim rodzinnym domem - opowiada Marzena.

     Dzieci toksycznych rodziców mają określone cechy charakteru i działają według pewnych schematów. - Ich życiem rządzi przymus - mówi prof. Maria Ryś. Nie są w stanie wyobrazić sobie, że mogłyby postąpić inaczej niż chcą ich rodzice. Takie zasady zawsze im wpajano. Żyją ze świadomością: na mojej osobie opiera się życie mojej matki lub ojca. - Znam takie przypadki, kiedy umiera toksyczny rodzic i jego 50-letniemu dziecku świat zaczyna się zawalać. Toksyczne dziecko ma punkt sterowania swoim własnym życiem w drugiej osobie. Kiedy ona umiera, umiera z nią coś najistotniejszego w jego życiu. I tak toksyczność rodzica działa okrutnie, spoza grobu - mówi prof. Ryś.

     Toksyny jednego z chorych małżonków toczą małżeństwo jak rak. - Zaczynamy oddalać się od siebie. Mamy coraz mniej czasu na rozmowę. W tygodniu po pracy wolny czas poświęcamy naszym dzieciom. A weekendy, kiedy chciałabym pobyć z mężem, na jego prośbę spędzamy z teściową. Próbowałam rozmawiać z mężem, ale nie widzi problemu - mówi Marzena.

     Bożena, małżonka z kilkunastoletnim stażem próbowała - Rozumiałam, że mąż jest jedynakiem i troszczy się o matkę. Ale zależność męża od teściowej była już dla mnie nie do zniesienia. Przed podjęciem każdej większej decyzji dzwonił do niej. Na początku małżeństwa jeździł tam na wakacje. Kiedy dzieci podrosły spędzaliśmy urlop razem. Ale i tak, kiedy i dokąd mamy wyjechać, ustalała teściowa. Korzystałam z pomocy psychologa. Radził, żebym przestała walczyć z ich relacjami, bo nie ma to sensu - mówi Bożena.

     Profesor Maria Ryś opowiada o przypadku mężczyzny, gdzie toksyczna mama niszczyła kolejne jego związki. Syn ciągle się rozwodził, bo żadna "żona" nie była w stanie w z nim wytrzymać.

     W innych przypadkach toksyczne dzieci sztucznie, za wszelką cenę, unikają konfliktów. Żyją w przeświadczeniu: "Konflikt to brak miłości". Zakładają na początku nowej drogi życia: w naszym małżeństwie nie będzie kłótni. - Znam sytuację, w której obydwojgu udało się tak funkcjonować. Przez lata żyli obok siebie: bez kłótni ale i bez więzi emocjonalnych. Któregoś dnia żona odkryła, że mąż ją zdradza - opowiada prof. Maria Ryś.

     Chociaż w niektórych rodzinach od razu widać istnienie silnej więzi między synem a matką, kobiety decydując się na małżeństwo z takim mężczyzną odbierają tę cechę jako zaletę. - "Jeśli tak kocha matkę, to na pewno będzie kochał i mnie" - ocenia Jacek Pulikowski. Wszak jedna z zasad psychologii mówi o zwróceniu uwagi na traktowanie kobiet w rodzinie partnera.

     Cenę za toksyczność swoich rodziców płaci też część "singli", jak się dziś nazywa dorosłe osoby wybierające samotne życie. Mają tak zniszczoną psychikę, że nie są w stanie założyć własnej rodziny. Stają się wiecznymi dziećmi w domu swoich rodziców. - Mamy podają im śniadanie do łóżka, piorą bieliznę - opisuje Jacek Pulikowski. Profesor Maria Ryś wyjaśnia: - Nie chcą sprawiać rodzicom przykrości, ale także uważają, że bez rodziców nie poradzą sobie w życiu. Decydują się na małżeństwo, jeśli trafią na partnera przypominającego cechy któregoś z rodziców. Ale toksyczne dziecko nie potrafi podjąć decyzji. Żyje w przeświadczeniu, że "to musi się jakoś rozwiązać". Bardzo często oczekuje nadzwyczajnych ingerencji Pana Boga. Jest nieszczęśliwe, bo nie widzi możliwości zaspokojenia swoich własnych potrzeb, ale także czuje się niekochane przez rodziców. Po takim poświęceniu pozostaje w nich gorycz i pustka.

     O dziwo, "toksyczni" poza rodziną postrzegani są bardzo pozytywnie. W życiu zawodowym odnoszą sukcesy. Są pracowici, solidni, bardzo lubiani w pracy. Charakterystyczną cechą tych "dzieci" jest godzenie się na wszystko. Podobnie jak w życiu prywatnym, unikają konfliktów. Nie potrafią odmawiać, kiedy są o coś proszeni, dlatego w pracy są często wykorzystywani.

     Pokoleniowa epidemia

     Terapeuci opisują często toksyczne dziecko jako osobę niosącą przed sobą kosz ze śmieciami. Chociaż kosz bardzo jej przeszkadza, nie chce wypuścić go z rąk. Kiedy toksyczne dziecko uda się przekonać, że można coś zrobić z koszem, wtedy odkrywa inny wymiar życia. Terapeuci przestrzegają, że podejmowanie walki z toksycznymi rodzicami małżonka nie ma sensu. Skutki będą odwrotne. Życie toksycznego dziecka jest dramatem. - Teściowa nie żyje od kilku lat. Mąż bardzo powoli zaczyna odchodzić od schematu, w którym żył. Wiem, że gdzieś głęboko nosi w sobie ogromny żal i gniew do swojej matki. Sama nie potrafię mu pomóc - mówi Bożena.

     Współmałżonek może być jednak pierwszą osobą, która zasygnalizuje drugiej stronie uzależnienie i doprowadzi do terapeuty. - Wbrew temu, że czuje inaczej, powinien pójść za radą i spróbować przyjrzeć się sobie - mówi Małgorzata Walaszczyk, doradca życia rodzinnego z diecezji warszawsko-praskiej. - Podobnie jak w przypadku alkoholika trzeba znaleźć odpowiedni moment, kiedy druga strona odczuwa uciążliwości toksycznej relacji i zdecydowanie dążyć, by chciała podjąć decyzję o terapii - mówi Małgorzata Walaszczyk.

     Profesor Maria Ryś prowadziła terapię, którą opierała się na przebaczeniu.- By odbudować poczucie własnej wartości, konieczny jest uczciwy rachunek sumienia i wybaczenie rodzicom. Bez wymazywania z pamięci faktów, w rodzaju: "Nic się nie stało". Ale to dopiero początek drogi.

     Niektórym osobom wystarczyło kilka miesięcy. U innych terapia trwała nawet rok. - Otrzymuję czasem pytania czy wchodzić w związek małżeński z toksycznym dzieckiem. Moje doświadczenie z punktu widzenia osoby przez wiele lat pracującej w poradni pokazuje, że lepiej poczekać ze ślubem. Sprawdzić czy są szanse, że można coś w tych relacjach rodzic-dziecko zmienić, czy druga strona zechce podjąć terapię scalającą.      Toksyczne relacje są problemem złożonym dotykającym także sfery sumienia człowieka. Ksiądz Jarosław Szymczak, wykładowca w Instytucie Studiów nad Rodziną, ocenia, że pokazują brak umiejętności życia w kategoriach daru z siebie i respektowania ewangelicznego przykazania: "Opuści mężczyzna ojca swego i matkę i staną się z żoną jednym ciałem". - Tworzenie toksycznej relacji jest też konsekwencją braku przeżywania do końca swojego powołania. Zapomina się o tym, że jest wdowieństwo, że mówi o nim Kościół. Wtedy na nowo przeżywa się brak drugiej osoby. A sytuację tą można określić jako "zbawczy stan" dla samotnej osoby. Jest on zaproszeniem do tego, by pogłębić relację ze zmarłą osobą przez "świętych obcowanie", zaproszeniem do pogłębienia swojej relacji w wierze z Bogiem. Trzeba więc wracać do rewidowania ewangelicznego wezwania w swoim życiu - przypomina ks. Szymczak.

     Toksyczność rodzinnych relacji rozprzestrzenia się jak epidemia. Nie leczona potrafi przenosić się z pokolenia na pokolenie. Niestety, dorośli jak dzieci, nie zawsze chcą to zrozumieć.

     Jacek Pulikowski: Jeżeli małżonkowie są po stronie cywilizacji życia, jak mówił Jan Paweł II, nie będzie tego problemu. Wtedy dziecko jest darem dla rodziców, traktują je jako wartość i mają świadomość, że ich obowiązkiem jest wychowywanie go do czasu aż wejdzie w życie dorosłe. Jeżeli rodzice są po stronie cywilizacji śmierci wtedy dziecko wychowywane jest "dla siebie", staje się elementem dobrostanu rodziny. Jeśli do takiej postawy dołączą się złe relacje między małżonkami, wtedy cały impet uczuciowy, zwłaszcza matki, kierowany jest na dziecko. Zaczyna walczyć, gdy inna kobieta próbuje odebrać jej syna, którego ona "sobie wychowała".

     Prof. Maria Ryś: Toksyczne dziecko już jako dorosły człowiek ma zaburzone poczucie własnej wartości. Brakuje mu wiary w siebie, nosi głębokie poczucie winy, czuje się bezwartościowe. Każdy z nas jest obowiązany do zaspokajania potrzeb starzejących się rodziców, ale w granicach rozsądku. Toksyczne dziecko przekracza wszystkie granice. Staje się dzieckiem nadopiekuńczym wobec własnych rodziców. Bardzo często przeżywa wewnętrzny dramat. Jeśli założy własną rodzinę, to sercem jest cały czas przy swoi rodzicach. Jego własna rodzina: żona i dzieci stają się mniej ważni, mimo że stara się je kochać, aby ich nie utracić. Teściowie pozwalają sobie więc coraz bardziej ingerować w życie swoich dzieci.


Irena Świerdzewska


Tekst pochodzi z Tygodnika
Warszawsko-Praskiego "Idziemy"

25 listopada 2007



Miłość, granice, konsekwencje Miłość, granice, konsekwencje
Franz-Werner Muller, Hiltraud Laubach
Autorzy uczą, jak wychowywać dzieci zgodnie z zasadami demokracji i udzielają praktycznych wskazówek. Nawiązują przy tym do podstawowych wartości humanistycznych, zawartych w dokumentach dotyczących praw człowieka, takich m.in. jak chociażby konstytucja... » zobacz więcej


      



Wasze komentarze:
 Katarzyna: 21.10.2014, 10:11
 Ciekawy artykuł i prawdziwy.Ale moim zdaniem niepotrzebna całkiem ta katolicka poprawność polityczna.
 Paweł: 20.10.2014, 12:47
 Do Agusi ;) Wiem co czujesz ja miałem to samo z byla dziewczyna...nieoswiadczylem sie jej tylko dlatego ze chchiala zostac na osiedlu przy mamie mimo iz tłumaczylem ze niemoge tego zrobic bo tu gdzie jestem lepiej zarabiam (na tyle zeby wziasc kredyt i godnie zyc z nia i dziecmi w przyszlosci)Ktos powie ze jestem cham bo po 5 latach zostawiłem dziewczyne-tłumaczyłem ..tłumaczyłem.Ale jak sie ozenic z taka osoba która potrzebuje mamy do zycia po slubie?30letnia kobieta...Było to dla mnie mega trudne bo naprawde ja kochałem.Teraz buduje wszystko od nowa.Takie życie...
 gg: 20.10.2014, 09:14
 Moi teściowie też są toksyczni, manipulują dziećmi i mną też próbowali manipulować, ale ich przejrzałam i okazało się , ze pod pozorem dobra czaiło się zwykłe chamstwo, obelgi i zazdrość. Mąż przejrzał na oczy, ale i tak do nich ciągnie. Wie że liczyć na nich nie może tylko na mnie i moja rodzinę, ale i tak moją rodzinę traktuje gorzej. Ja - wg niego - nadal mam się dla nich (jego rodziców, rodziny i jego) poświęcać, bo są tacy dobrzy. Oczywiście z tym skończyłam, bo zawsze i tak zrobiłam coś nie tak w całym rozrachunku i byłam kozłem ofiarnym. Teraz mam ich wszystkich gdzieś i niech się kiszą we własnym sosie. Poświęcać to sie mogę komu mi pasuje, a nie tym co stale wymagają a nic z siebie nie dają (chodzi o wsparcie uczuciowe i moralne).
 agusia: 08.10.2014, 18:47
 Matka mojego chlopaka niszczy moje zycie. On jest dorosly, pracuje, zarabia, ja takze. Ale nie ma juz nawet czasu na spotkania, bo mama mu karze zrobic od rana do wieczora w gospodarstwie (ona tez ma prace, tata tez, ale sa ze wsi wiec gospodarstwo byc musi). On jest po swojej pracy i pracy w foliach tak zmeczony ze nie ma sily na spotkania. Na wakacje nie wyjechalismy bo rodzice musieli pracowac i musia mu kazala zostac na gosposarstwie i sie tym zajac. On chce sie wybudowac na przeciwko rodzicow bo tam maja dzialke. A jego mamusia jak przez 6 lat mnie nie obrazala tak nagle jakies uwagi, robienie synkowi wody z mozgu, ostatnio jak mial jechac na gielde i wrocil po nocy z pracy i odebral ode mnie telefon to weszla do niego do pokoju i kazala mu skonczyc rozmowe bo teraz to ma jechac z towarem a rozmowy to sobie bedzie kiedy indziej zalatwial - myslalam ze sie przeslyszalam po prostu...jego mama zachowuje sie jakby byla zazdrosna. Ja juz dawno chcialam slubu, tego zebysmy sie wyprowadzili od rodzicow i zaczeli wlasne zycie. Ale on nie chce bo nie moze zostawic rodzicow. Jak cos sie dzieje to jego mama nie dzwoni do swojego meza tylko do niego. Czasami potrafi dzwonic kilka razy dziennie i on uwaza ze to jest normalne. Ostatnio juz naprawde nie mam sily, on poswieca wszystko bo mama mu karze cos zrobic. A ja jak.go o cos poprosze to i tak nigdy tego nie robi i mowi tylko ze on nie ma czasu,jest zapracowany. A ja naprawde jestem dobra dziewczyna, kochajaca, dbajaca, wady tez mam, ale staram sie byc dobrym.czlowiekiem i nie rozumiem dlaczego on mnie tak zle traktuje, zaniedbuje i poswieca wszystko, nasz ponad 6letni zwiazek dla rozkazow mamusi. Prosze Boga zeby mi pomogl bo juz nie wiem co robic. Boje sie ze jesli kiedysbedziemy malzenstwem i bedziemy miec dzieci to on bylby w stanie zostawic dziecko i leciec bo mamusia go zawola. A mnie mowi ze nie czuje sie wolny, tylko jak na smyczy, ale jak mu mowie o jego relacji z mama to on na mnie krzyczy ze oczywicie tylko jego rodzina jest zla itp i sie obraza, a ja mu chce pomoc, bo walcze o niego i nasz zwiazek, ale ile mozna? Kocham go tak.mocno, ale ta jest najbardziej bolesna milosc, strasznie przez niego cierpie, bo daje mu tyle milosci a dostaje ciagle po twarzy (to taka przenosnia, bo nigdy mnie akurat nie uderzyl). Jego mamusia czasem przy mnie i innych ludziach ma takue jazdy...mowi np, ojej moj synus taki zdolny, taku wspanialy, taki madry takue i takue szkoly ukonczy i ma taka swietna prace, no bo to moj synus itp. Naprawde brak mi sil Boze.
 Quartes: 01.10.2014, 19:40
 Ja mam toksycznych rodziców... nie pozwalają i normalnie żyć i funkcjonować.. muszę być przy nich cały czas bo gdy mnie nie ma choćby jednego dnia dostają szału.. nie mogę się usamodzielnić.. nie chce dla nich źle.. chcę tylko żebym umiał kiedyś zadbać o rodzinę wyjść z żoną do kina na wakacje.. nie chcę zostać kaleką życiowym.. wiem teraz trudno mi się uwolnić spod władzy rodziców i choć mam 20 lat bardzo tego pragnę... chcę zmienić swoje życie o 180 ° , wiem że niektórzy mają łatwiej bo mają o wiele lepszych rodziców...
 do Sorry: 26.09.2014, 17:26
 Człowieku olej matkę, masz prawo samemu ułożyć sobie życie. Nie musisz się od razu wyprowadzać, ale nie daj sobie wchodzić na głowę, bo życie masz tylko jedno i nikt za Ciebie go nie przeżyje. Zarabiasz jakieś pieniądze, więc masz przynajmniej pracę a to już coś, jak nie to zacznij od szukania i chwytaj czegokolwiek. Staraj się jak najmniej przesiadywać w domu, zapisz się na basen, siłownię, raz w miesiącu wyskocz do kina na jakiś film, popracuj nad wyglądem może spotkasz jakąś dziewczynę. Matka niszczy cię psychicznie, to ją po prostu ignoruj. Nie ma obowiązku niańczenia rodziców na starość, jakaś pomoc powinna być wiadomo, ale wszystko w granicach rozsądku i szacunku do samego siebie. Twoja matka jeśli nie jest kaleką, ma obie ręce i nogi to sama sobie da radę, a ty zajmij się sobą i swoim życiem, bo zmarnujesz się. To nie jest do końca Twoja wina tego, że tak Ci się ułożyło życie, bo wiem jak to jest jak ma się toksycznych starych. Znajdź w necie książkę "Toksyczni rodzice" Susan Howard, poczytaj, może wiele spraw Ci rozjaśni. A ludźmi się nie przejmuj.
 no sorry: 17.09.2014, 00:10
 Matka i jej 10 kotów i ja samotny bez przyszłości, bo pracy normalnej nie ma. Mam żyć z nią resztę życia i bez ułożenia swojego? Nawet dziewczyny żadnej nie mogę zaprosić, bo wchodząc jeszcze wdepnie w gówno i siki. Jeżeli jesteście za ochroną praw zwierząt bardziej niż za prawami człowieka, to życzę wam abyście jedli zamiast opłatka kocie gówno a zamiast wina mszalnego kocie szczyny. Bo kurwa wasza mać zamiast pomóc 32 latkowi, to wolicie się śmiać, że nie może sobie ułożyć życia i z przyjemnością się przyglądacie kiedy to będę opiekował się swoją matką na stare lata nie mają swojego życia ani żony ani dzieci. Od 16 lat żyję w upodleniu. Nic do niej nie przemawia. Woli ze mnie psychicznie chorego zrobić wyżywając się poprzez czerpanie radności z tego, że jestem samotnym kawalerem i zaopatrzyć mnie w rentę dla psycholi niż żebym zbudował sobie udane życie i miał partnerkę z którą zbudowałbym sobie życie i rodzinę. Stare baby powinny umierać po 60 roku życia i tak samo chłopy. Eutanazję wprowadzić i problemy milionów młodych nieszczęśliwych ludzi znikną. Lada moment będę miał 40 lat i wtedy żadna mnie nie zechce. Już jestem stary, bo mam 32 lata. Życie mam tylko jedno. I jeżeli ktoś jej stąd nie zabierze, to przez nią umrę, bo jest przyczyną mojej samotności oraz tego, że nikt mnie nie chce. Kto by chciał teściową, która śmierdzi kotami i kocim gównem mieszkając w przeszczanym mieszkaniu z porwanymi fotelami i poniszczonymi meblami. Życie mam jedno i jak ona sama się nie zmieni, to nie wiem czy przypadkiem jej sam nie zabiję. Nie zasłużyłem na to, by żyć w upodleniu i by być samotnym. Nie to jest sensem życia aby gnić przy matce, która ma gdzieś życie swojego jedynego syna. Nie po to żyję, by umrzeć w samotności ślecząc przy matce. A perspektyw żadnych od co najmniej 11 lat zarówo tu jak i za granicą.
 Sorry: 16.09.2014, 23:19
 Jeżeli moja matka nie wyprowadzi się gdzieś mieszkać sama lub nie zdechnie to będzie to koniec mojego życia. Aha... no i niech zabierze swoje 10 kotów razem ze sobą, bo śmierdzi i ludzie się boją by w gówno nie wdepnąć wchodząc do mieszkania. Dodam tylko, że mam 32 lata i żyję od 16 lat w upodleniu i kompletnej alienacji przez nią. Ludzie się ode mnie odsunęli i nabijają z mojej sytuacji zarówno materialnej jak i z tego, że mam tak psychiczną matkę. Przez tą kurwę nigdy żony nie będę miał ani dzieci jeżeli coś się nie zmieni. Lata tak szybko mijają i niebawem będę starym dziadem. Baaaa już jestem, bo mam 32 lata. Nie mam zamiaru się nią opiekować na stare lata. Nie zasłużyłem na takie upodlenie. Całe życie byłem dobrym człowiekiem. Zabijcie ją lub zabierzcie tego potwora, bo zginę sam jak palec lub popełnię samobójstwo. Nie stać mnie przy dochodach 1200zł na miesiąc na wyprowadzkę na swoje. Od 10 lat nigdy nie zarobiłem więcej jak 1500zł. To jest życie? Mam czcić Boga? Niech ta kurwa Bóg, zejdzie ze mnie i zgnoi siebie.
 Bera: 29.07.2014, 15:26
 Niestety nam nikt nie pomaga. Nie mozemy liczyc ani na moich rodzicow, ani na rodzicow meza.Wszystko o czym marzymy lub co potrzebujemy,musimy oplacic sami. Moi rodzice pomagaja bardzo mojemy bratu,ktory ma 1 dziecko,ale nie pomogli nigy nam. Moj tata pomaga mojemu bratu praktycznie kazdego dnia,a mama zajmuje sie od poniedzialku do piatku synem brata.Nie wiem ,dlaczego maja tak rozne podejscie do nas mimo,ze staramy sie,aby mogli wyjezdzac na wakacje, miec sie dobrze itd. Mysle,ze nie do konca akceptuja ,ze nie mieszkamy blisko ich. Niestety musielismy wyjechac z Polski ze wzgledu na prace. Odkad mieszkamy za granica nasze stosunki sa bardzo zimne. Wrecz nie czuje potrzeby,aby przyjezdzac do PL,poniewaz gdy sie tam pojawie ublizaja mi i pobyt zamienia sie w serie niemilych odczuc. Czuje jednak,ze rodzice mojego meza sa dla nas milsi i staraja sie zrozumiec nasza sytuacje.
 Ona: 01.07.2014, 12:32
 To jest straszne-jak drugi czlowiek moze zniszczyc komus zycie.Jest to tym bardziej straszne-kiedy tym drugim czlowiekiem jest rodzic! Moja mama jedt kochajaca,czula osoba.Na pierwszy rzut oka wydawaloby sie,ze wzor matki....jednak po latach uswiadomilam sobie,ze jedt toksyczna.Uwielbia narzucac swoja wole,kierowac czyims zyciem.Moj tata poddal sie jej "rzadom".jest tzw.pantoflarzem, stlamsila go, robiac z Niego pracownika,sponsora....sama nie robi nic.Lubi miec zawsze tzw.swoje na wieszku.Najgorsze jest to,ze ona nie zdaje sobie sprawy ze swojego zachowania i tylumaczy je serdecznoscia....kotka mozna zaglaskac....kiedy chce gdzies jechac juz podaje mi numer autobusu jakim mam jechac,przystanek, z ktorego mam odjechac, ulice,ktorymi najlepiej bym poszla a koniec koncow bardzo czesto sama pakuje sie ze mna na miasto, tam narzuca,ktoredy mamy isc,do jakiego sklepu wejsc, co i za ile mam kupic, komentuje moje zakupy,ze jestem "rozrzutna"bo kupilam takie truskawki a ni siakie.....po takim dniu jestem emocjonslnie wypompowana....uwielbia wszystkich krytykowac,prowonywac do siebie...uzywa zdan typu "bo ty zawsze...", "bo ty nigdy..."..."bo ty jestes jak ...(i tu pada i,ie i nazwisko konkretnej osoby)"....to jest strasznie irytujace i meczace.....zauwazylam,ze potem zastanawiam sie -co by w takiej syt.powiedziala-zrobila moja mama....wszystko uefnak sie zmienilo odkad z mezem i dziecmi zamieszkalam w Norwegii, pierwszy raz poczulam sie WOLNA ....to wspaniale uczucie,moc zyc po swojemu,wg swoich zachcianek....tesknie za Polska,za rodzina,za matka ale kiefy tu jestem-zaczyna sie wszystko od nowa....zaciskam wiec zeby bo wiem,ze kilka dni wytrzymam i znow wyjade i bede wolna....
 Małgosia: 10.06.2014, 12:46
 Ja z mężem jestem 4lata , nie wiem ile potrwa nasz związek , mój mąż to dorosłe dziecko i rodzice jego wciąż za takiego mają malutki synuś , i go wykorzystują , a synuś wciąż powtarza '' To są moi rodzice '' to jest moja mama itp... na kazde zawołanie pomimo braku czasu jest u nich bo mamusia go potrzebuje bo niema kto isc do sklepu itp.. ja rozumię gdyby rodzice byli schorowani itp. ale po 60-ce mają i tryskają zdrowiem ,wykorzystują mojego męża a swojego synulka , on robi dla nich wszystko nawet ostatnie pieniądze daje nie pozycza a daje pomimo ze jego rodzice mają po ponad 3 tyś emerytury a my jesteśmy na długach , ale nie bo to są MOI RODZICE ! mam już pomału dosyc .... Mąż żyje z Nimi a nie zemną .... moja teściowa jest okropna / mąż nie potrfai powiedziec NIE Czuję ze zostawił by mnie dla nich pomimo że mnie bardzo kocha ..
 bez imienna: 16.05.2014, 17:45
 rodzice mnie nienawidza przezywaja mnie szantarzują biją grzebią w moich rzeczach dziś mi powiedzieli że jak mi się coś nie podoba to niech się wynoszę z domu i nigdy nie wracała a mam dopiero 15 lat nie mam się komu wyrzalić jestem lubiana osobą w mieście ale nikomu wolę o tym nie mówić moja matka cały czas mi robi siare w szkole paczą się na mnie krzywo nauczyciele wszystko przez matkę wolę umrzeć niż miec takich rodziców przez nich się tnę ale przyjdzie taki momęt że już nie zobacza mnie rodzice już oni pewnie będą się cieszyć bo zniknął im problem
 akai: 17.04.2014, 00:09
 Rozbawila mnie wypowiedz Rafael z ktora sie nie zgadzam. Prosze nie mylic eksperymentów z orientacja seksualna. Nie rozumiem tez co ma w tej kwestii tematyka gender do czynienia. Mysle ze spoleczenstwu powinno sie uświadomić ze nie kazda kobieta chce byc matka albo byc taka jak jej matka. Kobiety wrecz zmusza sie do zakladania rodziny (presja otoczenia) bo wnukow nie ma etc.
 aga: 27.03.2014, 12:02
 Wszystkich was rozumiem. Moj dom to jedna wielka toksyna. Moja mama podporządkowana pod babcię tyrana. moj ojciec dupek, który nie miał tyle jaj żeby babcie odseparować od spraw nasze rodziny. I tak babcia sprawiła że rodzice się rozwiedli. jeśli myślicie że od tego czasu było juz tylko lepiej, nic bardziej mylnego. Mamususia poznała swojego obecnego męża. Mistrza egoizmu, intrygi i prostactwa. Ja byłam jestem i zawsze będę tą córką z tamtego związku , pyskatą chamską zdzirą. Teraz sama jestem dorosłą kobietą. mam 39 lat i muszę zajmować się babcią która ma prawie 100 lat. Mama wyjechała bo przecież ma prawo do swojego życia a ja nie. Przecież ja nie muszę mieć swojego życia. A moja babcia - następca lenina jest okropna. u niej nie funkcjonuje słowo zaraz u niej istnieje tylko słowo TERAZ!!!!!
 jagodadd: 15.03.2014, 17:02
 A co powiecie o zwiazku mojego ojca z przyszłom tesciowom
 bezradna 32: 02.02.2014, 17:17
 U mnie nie wiem czy ja jestem bardziej toksyczna od partnera czy oboje po równo. Ja córka alkoholika i mojej mamy, której nigdy nie widziałam szczęśliwej. A on synuś mamusi, ojca nigdy nie było w domu, ale jest namądrzejszy na świecie. Nie mam poczucia własnej wartości przy nim, zdeptał mnie już dawno, a teraz ja o wszystko obwiniam siebie. Najgorsze jest to że nigdy w niczym nie pomagał, a nasz syn najbardziej na tym wszystkim cierpi. A ja ciagle czulam sie samotna i niekochana przez partnera ze wbilam sobie w glowe ze jestem sama i tak wszystkim mowilam ze jestem sama!!! A na koniec go zdradzilam bo itak całe życie zarzucal mi zdrady. Co mam Robić....??????
 ffgg: 29.01.2014, 20:40
 ala: Weź odejdź od tego śmiecia! Jak można kopać własną żonę ?!No ja pie.lę. Przecież to przemoc, za takie coś co zrobił powinien iść do więzienia. Szkoda Ci ładnego domu? A nie szkoda Ci siebie i dzieci? Masakra...
 kasia: 26.01.2014, 19:45
 Moj mąz co niedziela ciagnie mnie do swoich rodziców. Mam jeden weekend w miesiacu wolny i chciałabym go spedzic z córka i mężem, a moj mąż gdy nie pójdziemy ,obraźa się i zamyka w sypialni żeby mnie ukarać. Tak czy siak nie mam męża w takie dni. Potem cały tydzień lub wiecej nie odzywa sie do mnie i mówi że mam radzić sobie sama. Jak widać mama jest dla niego wazniejsza niz my z córka. Nie mam juz sił.
 Rafael: 26.01.2014, 13:04
 No właśnie - a potem z takich niby-normalnych rodzin biora się problemy z homoseksualizmem między innymi (jak jedno z rodziców się za bardzo emocjonalnie z dzieckiem zwiąże) albo z niespełnionym powołaniem do zycia konsekrowanego (jak matka mówi do syna : jak pójdziesz do seminarium to możesz już tu nie wracać). Chyba to jest o wiele straszniejsze i bardziej potrzebne do rozwiązania niż jakiś gender....
 Beata: 24.01.2014, 20:11
 Ja też się modlę w dzień i w noc na różańcu, też jestem zdeterminowana.
 
(1) [2] [3] [4] [5] [6] [7]


Autor

Treść




[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ]
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna Jarosz, Tomasz Jarosz
Jest tak wiele pytań na temat miłości, które zadajesz sobie codziennie. Czy czasami masz wrażenie, że te pytania są bez odpowiedzi? Mamy dla Ciebie rozwiązanie... » zobacz więcej
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2014 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej