Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Toksyczni rodzice

     Z Krystyną, od kilkunastu lat mężatką, matką trójki dzieci spotykam się w jednej ze stołecznych kawiarni. Na pierwszy rzut oka: szczęśliwa kobieta. Zadbana, uśmiechnięta i przedsiębiorcza. Opowiada o swoim małżeństwie. Mąż pochodził z trudnej rodziny. Jego rodzicie nie znajdywali wspólnego języka. Teść lubił sięgać po kieliszek. Teściowa skupiła się na wychowaniu dzieci, ale nie potrafiła okazywać im uczuć. - Przed ślubem mąż był bardzo we mnie zakochany. Ale już wtedy zauważyłam jego szczególny związek z matką. Na ślub cywilny w USC przyjechał spóźniony - opowiada Krystyna. Potem dowiedziała się, że nie zdążył na czas, bo zawoził mamie - właśnie w tym dniu i właśnie o tej porze - zamówioną szafkę do łazienki. Po roku małżeństwa oczekiwali narodzin pierwszego dziecka. Zbliżał się termin porodu. - Mąż nieoczekiwanie zabrał się i pojechał do matki. Ze szpitala odbierała mnie koleżanka, a on nie potrafił cieszyć się z naszego dziecka. Wiele razy w trudnych sytuacjach zostawiał mnie i jechał do mamy. Już na początku małżeństwa usłyszałam od teściowej: "Matkę ma się tylko jedną, a żon można mieć kilka" - wspomina z nutą goryczy Krystyna. Teściowa od kilku lat nie żyje. Ona obok trójki dzieci, które urodziła, wychowuje czwarte - własnego męża. - Na mojej głowie jest utrzymanie domu i troska o dzieci. Mąż jest osobą konfliktową, od lat korzysta z terapii. Nigdy nie zdecydowałam się na rozwód. Jestem osobą wierzącą. Małżeństwo jest dla mnie sakramentem - mówi Krystyna.

     Problem toksycznych rodziców po raz pierwszy nazwała i opisała w l. 80 amerykańska terapeutka Susan Forward. Jej pacjenci to mężowie i żony "skatowani" psychicznie przez własnych rodziców. Są chorobliwie uzależnieni od nich w dorosłym życiu. Forward pokazała, że dopóki nie zdecydują się na terapię, będą niszczyć swoje własne rodziny. Bestseller doczekał się tłumaczeń na wiele języków.

     W Polsce terapią toksycznych rodzin przez wiele lat zajmowała się prof. Maria Ryś z UKSW, psycholog rodziny. Jak funkcjonuje dziecko z toksycznego związku, pokazuje na przykładzie ojca obiecującego dzieciom wycieczkę do ZOO. Nadchodzi sobota, w końcu będą mieli czas na wspólną, wielokrotnie obiecywaną wyprawę. Rano dzwoni toksyczna mama, babcia dzieci, z prośbą: "Stefan, może byś mi pomalował dziś furtkę na zielono". Niedawno Stefan furtkę pomalował na niebiesko, ale kolor nie spodobał się sąsiadom. Toksyczny rodzic nie pyta: "Czy możesz przyjechać? A może masz swoje plany?" Żąda przyjazdu dziecka. Stosownie do stopnia uzależnienia syn reaguje na kilka sposobów. W najlżejszym przypadku nieśmiało mówi, że umówił się z dziećmi. Ale kiedy słyszy od matki: "Jak chcesz mojej śmierci, jedź do ZOO!", wybiera malowanie furtki. Jeśli toksyczność jest większa, syn nawet nie mówi matce, że był umówiony z dziećmi. Oznajmia dzieciom, że "coś stało się u babci" i musi jej pomóc. Wiele toksycznych dzieci próbuje przeciwstawiać się swoim rodzicom. W tym przypadku syn wybiera się z dziećmi do ZOO. Ale na wycieczce ma zły humor. Jest tak wściekły, że dzieci nie mają żadnej przyjemności z przebywania z ojcem. W poniedziałek taki ojciec bierze urlop i jedzie do mamy, by pomalować furtkę na kolor zielony.

     Rodzina jak sekta

     O toksycznych rodzicach mówi się coraz więcej. Brakuje jednak na ten temat publikacji i badań oszacowujących skalę zjawiska. Terapeuci i duszpasterze z poradni rodzinnych twierdzą, że wiele problemów małżeńskich to skutek toksycznych relacji męża lub żony z rodzicem. - To częsty problem wśród osób, przychodzących do poradni - mówi Jacek Pulikowski, terapeuta i doradca życia rodzinnego z Poznania. Ksiądz Marek Kruszewski, duszpasterz rodzin w diecezji warszawsko-praskiej, ma podobną ocenę sytuacji: - Znam wiele małżeństw, gdzie źródło konfliktu tkwi w toksycznych relacjach między jednym z małżonków a jego rodzicem, wcale nie musi to być relacja syna i matki, często uzależniona od matki jest dorosła córka.

     Problem toksyczności w żadnym razie nie dotyczy samych patologicznych rodzin, w których rządzi alkohol i przemoc. - Występuje w rodzinach nadopiekuńczych - podkreśla prof. Ryś. Kolejna kategoria to rodziny, w których ciągle poniżana jest wartość dziecka: np. ojciec ciągle powtarza córce: "Ty i tak nic nie potrafisz. Nie dasz sobie rady w życiu." Toksyczność zagraża też takiej rodzinie, w której małżonkowie mają kłopoty z relacjami między sobą. Oddalają się od siebie i zaczynają uczucia przenosić na dziecko. Jacek Pulikowski wskazuje na niewłaściwy model rodziny, który prowadzi do toksycznych relacji. Wiele kobiet rezygnuje z więzi z mężem, kiedy pojawi się pierwsze dziecko. - Znam bardzo dużo małżeństw, które wtedy pogubiły się emocjonalnie - mówi Jacek Pulikowski. Dla nich po latach odchodzenie z domu dorosłego dziecka staje się dramatem. Małżonkowie zostają ze sobą jak obcy ludzie. Próbują ingerować w dorosłe życie syna czy córki. Dziecko było dla nich "lokatą", z której muszą odzyskiwać teraz procenty.

     - Uwikłanie w sekty przypomina mechanizm toksycznych relacji - ocenia prof. Ryś. Najpierw jest bombardowanie miłością. Do dziecka wielokrotnie płynie przekaz: "Jesteś całym moim światem. W tobie cała moja nadzieja". Kiedy dorastający chłopak chce wyjechać z kolegami na obóz słyszy od matki: "Przecież samej mnie nie zostawisz. Wiesz, że na ojca nie mogę liczyć". Przekaz werbalny albo pozawerbalny jest jednoznaczny: "Jeśli mnie kochasz, to zrezygnujesz z wyjazdu na obóz. A potem w dalszym życiu: "nie wybierzesz tych studiów", "nie ożenisz się z tą dziewczyną" itd. Szantaż miłością staje się coraz mocniejszy. A u dziecka rodzą się coraz mocniejsze wyrzuty sumienia. Proces rozłożony jest na lata.

     Sterowani zza grobu

     - Toksyczne więzy są niebezpieczne także z powodu braku świadomości , że tkwi się w chorej relacji - mówi Jacek Pulikowski. 40-letnia córka spędzająca codziennie po kilka godzin u swojej matki nie widzi w tym nic złego. Mówi: "przecież mama potrzebuje wsparcia, opieki, pomocy". Uważa, że to jej pierwszy obowiązek, chociaż ma już męża i dzieci, a mama nie jest ani stara, ani chora.

     Paweł, pracownik naukowy i ojciec dwóch synów, poddał się już dawno. Jego żona jest cenioną lekarką, ale ich życiem sterowała przez blisko trzydzieści lat teściowa, do tego stopnia dumna z sukcesów córki, że po prostu się z nimi utożsamiała. - Zajmowała się chłopcami, urządzała przyjęcia z okazji naszych sukcesów, wiedziała o moich doktorantach i konferencjach, bo Beata omawiała z nią - a nie ze mną - wszystkie nasze sprawy. Teść był nikim w tym związku, a jeszcze Beata użalała się nad mamusią, że taka zapracowana, o wszystkim musi myśleć i musimy jej okazywać wdzięczność, bo naprawdę bez niej cóż byśmy zrobili! Teściowie nie żyją już od dziesięciu lat, ale nasze życie jest dalej ustawione przez nią.

     Marzena, przystojna szczupła blondynka, od początku swojego małżeństwa funkcjonuje w takim schemacie. - Pamiętam, że kiedy poznałam przed ślubem rodziców męża, byłam zachwycona. Zwłaszcza jego dobrymi relacjami z mamą. Od początku naszego małżeństwa mąż codziennie chodzi do swojej mamy. Oprócz tego codziennie do niej dzwonił. Czasem mylił nas dwie, rozmawiając ze mną przez telefon. Kiedy kupuje coś dla mnie w sklepie, to zaraz też wybiera coś dla swojej mamy. Rodzinne wakacje mąż układa według projektów teściowej. Kiedy teściowa potrzebuje jakiejś pomocy, ani ja, ani nasze córki i syn nigdy nie są "wystarczająco dobre". Wszystko "najlepiej zrobi Andrzej". Czuję, że on nigdy nie rozstał się ze swoim rodzinnym domem - opowiada Marzena.

     Dzieci toksycznych rodziców mają określone cechy charakteru i działają według pewnych schematów. - Ich życiem rządzi przymus - mówi prof. Maria Ryś. Nie są w stanie wyobrazić sobie, że mogłyby postąpić inaczej niż chcą ich rodzice. Takie zasady zawsze im wpajano. Żyją ze świadomością: na mojej osobie opiera się życie mojej matki lub ojca. - Znam takie przypadki, kiedy umiera toksyczny rodzic i jego 50-letniemu dziecku świat zaczyna się zawalać. Toksyczne dziecko ma punkt sterowania swoim własnym życiem w drugiej osobie. Kiedy ona umiera, umiera z nią coś najistotniejszego w jego życiu. I tak toksyczność rodzica działa okrutnie, spoza grobu - mówi prof. Ryś.

     Toksyny jednego z chorych małżonków toczą małżeństwo jak rak. - Zaczynamy oddalać się od siebie. Mamy coraz mniej czasu na rozmowę. W tygodniu po pracy wolny czas poświęcamy naszym dzieciom. A weekendy, kiedy chciałabym pobyć z mężem, na jego prośbę spędzamy z teściową. Próbowałam rozmawiać z mężem, ale nie widzi problemu - mówi Marzena.

     Bożena, małżonka z kilkunastoletnim stażem próbowała - Rozumiałam, że mąż jest jedynakiem i troszczy się o matkę. Ale zależność męża od teściowej była już dla mnie nie do zniesienia. Przed podjęciem każdej większej decyzji dzwonił do niej. Na początku małżeństwa jeździł tam na wakacje. Kiedy dzieci podrosły spędzaliśmy urlop razem. Ale i tak, kiedy i dokąd mamy wyjechać, ustalała teściowa. Korzystałam z pomocy psychologa. Radził, żebym przestała walczyć z ich relacjami, bo nie ma to sensu - mówi Bożena.

     Profesor Maria Ryś opowiada o przypadku mężczyzny, gdzie toksyczna mama niszczyła kolejne jego związki. Syn ciągle się rozwodził, bo żadna "żona" nie była w stanie w z nim wytrzymać.

     W innych przypadkach toksyczne dzieci sztucznie, za wszelką cenę, unikają konfliktów. Żyją w przeświadczeniu: "Konflikt to brak miłości". Zakładają na początku nowej drogi życia: w naszym małżeństwie nie będzie kłótni. - Znam sytuację, w której obydwojgu udało się tak funkcjonować. Przez lata żyli obok siebie: bez kłótni ale i bez więzi emocjonalnych. Któregoś dnia żona odkryła, że mąż ją zdradza - opowiada prof. Maria Ryś.

     Chociaż w niektórych rodzinach od razu widać istnienie silnej więzi między synem a matką, kobiety decydując się na małżeństwo z takim mężczyzną odbierają tę cechę jako zaletę. - "Jeśli tak kocha matkę, to na pewno będzie kochał i mnie" - ocenia Jacek Pulikowski. Wszak jedna z zasad psychologii mówi o zwróceniu uwagi na traktowanie kobiet w rodzinie partnera.

     Cenę za toksyczność swoich rodziców płaci też część "singli", jak się dziś nazywa dorosłe osoby wybierające samotne życie. Mają tak zniszczoną psychikę, że nie są w stanie założyć własnej rodziny. Stają się wiecznymi dziećmi w domu swoich rodziców. - Mamy podają im śniadanie do łóżka, piorą bieliznę - opisuje Jacek Pulikowski. Profesor Maria Ryś wyjaśnia: - Nie chcą sprawiać rodzicom przykrości, ale także uważają, że bez rodziców nie poradzą sobie w życiu. Decydują się na małżeństwo, jeśli trafią na partnera przypominającego cechy któregoś z rodziców. Ale toksyczne dziecko nie potrafi podjąć decyzji. Żyje w przeświadczeniu, że "to musi się jakoś rozwiązać". Bardzo często oczekuje nadzwyczajnych ingerencji Pana Boga. Jest nieszczęśliwe, bo nie widzi możliwości zaspokojenia swoich własnych potrzeb, ale także czuje się niekochane przez rodziców. Po takim poświęceniu pozostaje w nich gorycz i pustka.

     O dziwo, "toksyczni" poza rodziną postrzegani są bardzo pozytywnie. W życiu zawodowym odnoszą sukcesy. Są pracowici, solidni, bardzo lubiani w pracy. Charakterystyczną cechą tych "dzieci" jest godzenie się na wszystko. Podobnie jak w życiu prywatnym, unikają konfliktów. Nie potrafią odmawiać, kiedy są o coś proszeni, dlatego w pracy są często wykorzystywani.

     Pokoleniowa epidemia

     Terapeuci opisują często toksyczne dziecko jako osobę niosącą przed sobą kosz ze śmieciami. Chociaż kosz bardzo jej przeszkadza, nie chce wypuścić go z rąk. Kiedy toksyczne dziecko uda się przekonać, że można coś zrobić z koszem, wtedy odkrywa inny wymiar życia. Terapeuci przestrzegają, że podejmowanie walki z toksycznymi rodzicami małżonka nie ma sensu. Skutki będą odwrotne. Życie toksycznego dziecka jest dramatem. - Teściowa nie żyje od kilku lat. Mąż bardzo powoli zaczyna odchodzić od schematu, w którym żył. Wiem, że gdzieś głęboko nosi w sobie ogromny żal i gniew do swojej matki. Sama nie potrafię mu pomóc - mówi Bożena.

     Współmałżonek może być jednak pierwszą osobą, która zasygnalizuje drugiej stronie uzależnienie i doprowadzi do terapeuty. - Wbrew temu, że czuje inaczej, powinien pójść za radą i spróbować przyjrzeć się sobie - mówi Małgorzata Walaszczyk, doradca życia rodzinnego z diecezji warszawsko-praskiej. - Podobnie jak w przypadku alkoholika trzeba znaleźć odpowiedni moment, kiedy druga strona odczuwa uciążliwości toksycznej relacji i zdecydowanie dążyć, by chciała podjąć decyzję o terapii - mówi Małgorzata Walaszczyk.

     Profesor Maria Ryś prowadziła terapię, którą opierała się na przebaczeniu.- By odbudować poczucie własnej wartości, konieczny jest uczciwy rachunek sumienia i wybaczenie rodzicom. Bez wymazywania z pamięci faktów, w rodzaju: "Nic się nie stało". Ale to dopiero początek drogi.

     Niektórym osobom wystarczyło kilka miesięcy. U innych terapia trwała nawet rok. - Otrzymuję czasem pytania czy wchodzić w związek małżeński z toksycznym dzieckiem. Moje doświadczenie z punktu widzenia osoby przez wiele lat pracującej w poradni pokazuje, że lepiej poczekać ze ślubem. Sprawdzić czy są szanse, że można coś w tych relacjach rodzic-dziecko zmienić, czy druga strona zechce podjąć terapię scalającą.      Toksyczne relacje są problemem złożonym dotykającym także sfery sumienia człowieka. Ksiądz Jarosław Szymczak, wykładowca w Instytucie Studiów nad Rodziną, ocenia, że pokazują brak umiejętności życia w kategoriach daru z siebie i respektowania ewangelicznego przykazania: "Opuści mężczyzna ojca swego i matkę i staną się z żoną jednym ciałem". - Tworzenie toksycznej relacji jest też konsekwencją braku przeżywania do końca swojego powołania. Zapomina się o tym, że jest wdowieństwo, że mówi o nim Kościół. Wtedy na nowo przeżywa się brak drugiej osoby. A sytuację tą można określić jako "zbawczy stan" dla samotnej osoby. Jest on zaproszeniem do tego, by pogłębić relację ze zmarłą osobą przez "świętych obcowanie", zaproszeniem do pogłębienia swojej relacji w wierze z Bogiem. Trzeba więc wracać do rewidowania ewangelicznego wezwania w swoim życiu - przypomina ks. Szymczak.

     Toksyczność rodzinnych relacji rozprzestrzenia się jak epidemia. Nie leczona potrafi przenosić się z pokolenia na pokolenie. Niestety, dorośli jak dzieci, nie zawsze chcą to zrozumieć.

     Jacek Pulikowski: Jeżeli małżonkowie są po stronie cywilizacji życia, jak mówił Jan Paweł II, nie będzie tego problemu. Wtedy dziecko jest darem dla rodziców, traktują je jako wartość i mają świadomość, że ich obowiązkiem jest wychowywanie go do czasu aż wejdzie w życie dorosłe. Jeżeli rodzice są po stronie cywilizacji śmierci wtedy dziecko wychowywane jest "dla siebie", staje się elementem dobrostanu rodziny. Jeśli do takiej postawy dołączą się złe relacje między małżonkami, wtedy cały impet uczuciowy, zwłaszcza matki, kierowany jest na dziecko. Zaczyna walczyć, gdy inna kobieta próbuje odebrać jej syna, którego ona "sobie wychowała".

     Prof. Maria Ryś: Toksyczne dziecko już jako dorosły człowiek ma zaburzone poczucie własnej wartości. Brakuje mu wiary w siebie, nosi głębokie poczucie winy, czuje się bezwartościowe. Każdy z nas jest obowiązany do zaspokajania potrzeb starzejących się rodziców, ale w granicach rozsądku. Toksyczne dziecko przekracza wszystkie granice. Staje się dzieckiem nadopiekuńczym wobec własnych rodziców. Bardzo często przeżywa wewnętrzny dramat. Jeśli założy własną rodzinę, to sercem jest cały czas przy swoi rodzicach. Jego własna rodzina: żona i dzieci stają się mniej ważni, mimo że stara się je kochać, aby ich nie utracić. Teściowie pozwalają sobie więc coraz bardziej ingerować w życie swoich dzieci.


Irena Świerdzewska


Tekst pochodzi z Tygodnika
Warszawsko-Praskiego "Idziemy"

25 listopada 2007



A dlaczego? Jak odpowiadać na trudne pytania dzieci A dlaczego? Jak odpowiadać na trudne pytania dzieci
Eva Zoller
A dlaczego nie mogę być psem? Kiedy zaczyna się jutro? Czy anioły tez mają wakacje? Czy kwiaty też mogą być smutne? Gdzie mieszka Pan Bóg? Takie oraz podobne pytania zadają wszystkie dzieci – często z nieoczekiwaną gorliwością.... » zobacz więcej


      



Wasze komentarze:
 Ona: 01.07.2014, 12:32
 To jest straszne-jak drugi czlowiek moze zniszczyc komus zycie.Jest to tym bardziej straszne-kiedy tym drugim czlowiekiem jest rodzic! Moja mama jedt kochajaca,czula osoba.Na pierwszy rzut oka wydawaloby sie,ze wzor matki....jednak po latach uswiadomilam sobie,ze jedt toksyczna.Uwielbia narzucac swoja wole,kierowac czyims zyciem.Moj tata poddal sie jej "rzadom".jest tzw.pantoflarzem, stlamsila go, robiac z Niego pracownika,sponsora....sama nie robi nic.Lubi miec zawsze tzw.swoje na wieszku.Najgorsze jest to,ze ona nie zdaje sobie sprawy ze swojego zachowania i tylumaczy je serdecznoscia....kotka mozna zaglaskac....kiedy chce gdzies jechac juz podaje mi numer autobusu jakim mam jechac,przystanek, z ktorego mam odjechac, ulice,ktorymi najlepiej bym poszla a koniec koncow bardzo czesto sama pakuje sie ze mna na miasto, tam narzuca,ktoredy mamy isc,do jakiego sklepu wejsc, co i za ile mam kupic, komentuje moje zakupy,ze jestem "rozrzutna"bo kupilam takie truskawki a ni siakie.....po takim dniu jestem emocjonslnie wypompowana....uwielbia wszystkich krytykowac,prowonywac do siebie...uzywa zdan typu "bo ty zawsze...", "bo ty nigdy..."..."bo ty jestes jak ...(i tu pada i,ie i nazwisko konkretnej osoby)"....to jest strasznie irytujace i meczace.....zauwazylam,ze potem zastanawiam sie -co by w takiej syt.powiedziala-zrobila moja mama....wszystko uefnak sie zmienilo odkad z mezem i dziecmi zamieszkalam w Norwegii, pierwszy raz poczulam sie WOLNA ....to wspaniale uczucie,moc zyc po swojemu,wg swoich zachcianek....tesknie za Polska,za rodzina,za matka ale kiefy tu jestem-zaczyna sie wszystko od nowa....zaciskam wiec zeby bo wiem,ze kilka dni wytrzymam i znow wyjade i bede wolna....
 Małgosia: 10.06.2014, 12:46
 Ja z mężem jestem 4lata , nie wiem ile potrwa nasz związek , mój mąż to dorosłe dziecko i rodzice jego wciąż za takiego mają malutki synuś , i go wykorzystują , a synuś wciąż powtarza '' To są moi rodzice '' to jest moja mama itp... na kazde zawołanie pomimo braku czasu jest u nich bo mamusia go potrzebuje bo niema kto isc do sklepu itp.. ja rozumię gdyby rodzice byli schorowani itp. ale po 60-ce mają i tryskają zdrowiem ,wykorzystują mojego męża a swojego synulka , on robi dla nich wszystko nawet ostatnie pieniądze daje nie pozycza a daje pomimo ze jego rodzice mają po ponad 3 tyś emerytury a my jesteśmy na długach , ale nie bo to są MOI RODZICE ! mam już pomału dosyc .... Mąż żyje z Nimi a nie zemną .... moja teściowa jest okropna / mąż nie potrfai powiedziec NIE Czuję ze zostawił by mnie dla nich pomimo że mnie bardzo kocha ..
 bez imienna: 16.05.2014, 17:45
 rodzice mnie nienawidza przezywaja mnie szantarzują biją grzebią w moich rzeczach dziś mi powiedzieli że jak mi się coś nie podoba to niech się wynoszę z domu i nigdy nie wracała a mam dopiero 15 lat nie mam się komu wyrzalić jestem lubiana osobą w mieście ale nikomu wolę o tym nie mówić moja matka cały czas mi robi siare w szkole paczą się na mnie krzywo nauczyciele wszystko przez matkę wolę umrzeć niż miec takich rodziców przez nich się tnę ale przyjdzie taki momęt że już nie zobacza mnie rodzice już oni pewnie będą się cieszyć bo zniknął im problem
 akai: 17.04.2014, 00:09
 Rozbawila mnie wypowiedz Rafael z ktora sie nie zgadzam. Prosze nie mylic eksperymentów z orientacja seksualna. Nie rozumiem tez co ma w tej kwestii tematyka gender do czynienia. Mysle ze spoleczenstwu powinno sie uświadomić ze nie kazda kobieta chce byc matka albo byc taka jak jej matka. Kobiety wrecz zmusza sie do zakladania rodziny (presja otoczenia) bo wnukow nie ma etc.
 aga: 27.03.2014, 12:02
 Wszystkich was rozumiem. Moj dom to jedna wielka toksyna. Moja mama podporządkowana pod babcię tyrana. moj ojciec dupek, który nie miał tyle jaj żeby babcie odseparować od spraw nasze rodziny. I tak babcia sprawiła że rodzice się rozwiedli. jeśli myślicie że od tego czasu było juz tylko lepiej, nic bardziej mylnego. Mamususia poznała swojego obecnego męża. Mistrza egoizmu, intrygi i prostactwa. Ja byłam jestem i zawsze będę tą córką z tamtego związku , pyskatą chamską zdzirą. Teraz sama jestem dorosłą kobietą. mam 39 lat i muszę zajmować się babcią która ma prawie 100 lat. Mama wyjechała bo przecież ma prawo do swojego życia a ja nie. Przecież ja nie muszę mieć swojego życia. A moja babcia - następca lenina jest okropna. u niej nie funkcjonuje słowo zaraz u niej istnieje tylko słowo TERAZ!!!!!
 jagodadd: 15.03.2014, 17:02
 A co powiecie o zwiazku mojego ojca z przyszłom tesciowom
 bezradna 32: 02.02.2014, 17:17
 U mnie nie wiem czy ja jestem bardziej toksyczna od partnera czy oboje po równo. Ja córka alkoholika i mojej mamy, której nigdy nie widziałam szczęśliwej. A on synuś mamusi, ojca nigdy nie było w domu, ale jest namądrzejszy na świecie. Nie mam poczucia własnej wartości przy nim, zdeptał mnie już dawno, a teraz ja o wszystko obwiniam siebie. Najgorsze jest to że nigdy w niczym nie pomagał, a nasz syn najbardziej na tym wszystkim cierpi. A ja ciagle czulam sie samotna i niekochana przez partnera ze wbilam sobie w glowe ze jestem sama i tak wszystkim mowilam ze jestem sama!!! A na koniec go zdradzilam bo itak całe życie zarzucal mi zdrady. Co mam Robić....??????
 ffgg: 29.01.2014, 20:40
 ala: Weź odejdź od tego śmiecia! Jak można kopać własną żonę ?!No ja pie.lę. Przecież to przemoc, za takie coś co zrobił powinien iść do więzienia. Szkoda Ci ładnego domu? A nie szkoda Ci siebie i dzieci? Masakra...
 kasia: 26.01.2014, 19:45
 Moj mąz co niedziela ciagnie mnie do swoich rodziców. Mam jeden weekend w miesiacu wolny i chciałabym go spedzic z córka i mężem, a moj mąż gdy nie pójdziemy ,obraźa się i zamyka w sypialni żeby mnie ukarać. Tak czy siak nie mam męża w takie dni. Potem cały tydzień lub wiecej nie odzywa sie do mnie i mówi że mam radzić sobie sama. Jak widać mama jest dla niego wazniejsza niz my z córka. Nie mam juz sił.
 Rafael: 26.01.2014, 13:04
 No właśnie - a potem z takich niby-normalnych rodzin biora się problemy z homoseksualizmem między innymi (jak jedno z rodziców się za bardzo emocjonalnie z dzieckiem zwiąże) albo z niespełnionym powołaniem do zycia konsekrowanego (jak matka mówi do syna : jak pójdziesz do seminarium to możesz już tu nie wracać). Chyba to jest o wiele straszniejsze i bardziej potrzebne do rozwiązania niż jakiś gender....
 Beata: 24.01.2014, 20:11
 Ja też się modlę w dzień i w noc na różańcu, też jestem zdeterminowana.
 filip: 22.01.2014, 23:42
 moja historia nauczyła mnie jednego Rodzice powinni stać jak najdalej od dorosłych dzieci ponieważ moje życie to był udany związek z dużym poczuciem humoru i miłością ale zazdrośni rodzice mogą wszystko zepsuć jest to wielki problem , naprawdę jak niektórzy nie dość że nie umieją pomóc to zło czynią pod ukryciem dobrej matki ,moja żona jak była młoda była bita przez ojca tak bardzo że złamał jej nosa ale później mamusia zamiast reagować to udała dobra mamusię i tak to tworzy się problem i zła historia ,byli tak toksyczni że musiała być non stop na baczność bała się własnego cienia ,straszne jacy to ludzie, nie mam słów , a pieniądze dla nich to jedyna wartość dla pieniędzy daliby się podpalić ich zazdrość nie zna granic i brak skruchy ,chcę im wytoczyć sprawę tak ich myślenia nie jestem wstanie strawić bo w życiu liczą się intencje a dokładnie zamiary jaki zamiar taka dusza
 Danuta: 22.01.2014, 16:14
 Moim największym problemem jest i była moja toksyczna teściowa.Ona jest naj,najlepszą matką, najlepszą gospodynią - najlepiej wychowała swoje sześcioro dzieci. Natomiast żadna z czterech i jedna była synowa nie potrafiły i nie potrafią wychowywać dzieci jak ona. Wyszłam za mąż za jej syna, który miał 40-ci lat.Totalnie uzależniony od mamusi nie finansowo tylko od jej uczuć. On za każde pogłaskanie po głowie i dobre słowo oddał by jej swoją duszę. Nie dla naszych dwóch już dorosłych córek, nie mówiąc o mnie.Nigdy nie widziałam tak oddanego faceta dla uczuć matczynych. Twierdzi, że gotów jej oddać ostatnie spodanie, bo tak ją bardzo kocha. Nie wiem co ona ma takiego w sobie ma pięciu synów i wszyscy do niej się garną jak ulęgałki.Natomiast żądnej z nas synowych nie uważa.Skąd biorą się tacy ludzie? Zatruwają swoim jadem całe życie.
 news: 16.01.2014, 09:06
 Totalny brak ojca i normalnej matki. Jak mam tworzyć zdrowe relacje międzyludzkie o charakterze damsko męskim? Mam 31 lat i czuję się jak 60 latek.
 sylwia77: 21.12.2013, 19:20
 Witam wszystkich ja też jestem dzieckiem toksycznych rodziców od małego nie pamiętam nic jak wyzwiska od najgorszych okropne bicie i porównywanie do kuzynek lub innych osób.Całe to dziedzictwo spowodowało że 36 letnia kobieta jestem kłębkiem nerwów zaawansowana nerwica wegetatywna strona niskie poczucie własnej wartości.Paradoksem jest to że mój pierwszy mąż też był dzieckiem toksycznych szczególnie teściowa całkowicie podporządkowała sobie jego bezgranicznie stara wredna baba próbowałam rozmawiać z nim ale dostawałam tylko bicie nikt na tę starą knującą przeciwko mnie żmijkę nie mógł nic powiedzieć.Uciekłam od tego tyrana maminsynka i w końcu zaczynam żyć .Choć nie jest mi łatwo nerwica powróciła ze zdwojoną a siłą.Ale ma przy boku kochającego obecnego męża mieszkam z dala od rodziców choć do tej pory chcą umilać mi życie dzwoniąc co jakiś czas i ubliżając mi krzycząc na mnie.Obecnie nie utrzymuję kontaktu z nimi chodzę na trapię i wierzę że musi być lepiej.pozdrawiam
 Miro: 06.12.2013, 12:45
 Każdy z nas mógłby podać jakiś przykład. Wszystkie są pouczające i mogą komuś pomóc. Ja 52 latek, do dziś nie mogę się uwolnić od matki. Pomimo że wychowywaliśmy się w grupie kilkorga dzieci to ja jako pierworodny mam największe problemy. Od najmłodszych lat babcia i matką wpajały we mnie prawość. Za każde kłamstwo bądź spóźnienie byłem karany przez babcię kijem, nazywano to dyscyplina. Potem matka wyrównywała mi te krzywdy pieniędzmi. Ze względu na porywczy charakter matki ojciec do niczego się nie wtrącał, topił smutki w alkoholu. Po ślubie i urodzeniu przez małżonkę dzieci zamieszkaliśmy w innym mieście. Dla matki moja żona to jedna z, wielu których mógłbym mieć. Małżonka przez 20 lat twierdziła, że po przyjeździe od rodziców przez tydzień nie można było ze mną wytrzymać. Wiedziałem, że tak jest, lecz nie wiedziałem, co z ty zrobić. Obecnie matka kończy burzenie mego życia. W firmie, w której już nie pracuję miałem problemy z patologicznym zarządzaniem przez przełożonych. Dzięki temu ukończyłem dwa kierunki studiów. Zacząłem interesować się patologiami w społeczeństwie. Jestem tylko człowiekiem, zwierzałem się ze swych problemów ojcu, rodzinie. Matka w obronie pisała anonimy bądź dzwoniła do różnych możnych tego świata. Nawet teraz, gdy nie mam już pracy i perspektyw na przyszłość próbuje dalej ingerować w moją rodzinę. Dopiero w tym roku po 52 latach powiedziałem jej, co myślę. Ze widziałem jak zdradzała ojca, jak oszukiwała jak kupowała nas, że zrujnowała mi karierą. Do niczego się nie przyznała, wyrzuciła mnie. Zaowocowało to tym, że kończę pisać trylogię mego życia a z małżonką przeżywamy drugą miłość. Na zakończenie mogę tylko dodać: TAK CIĘŻKO JEST WYZBYĆ SIĘ MIŁOŚCI DO RODZICÓW.
 Ewa: 18.11.2013, 23:58
 Moje dzieciństwo było koszmarem, matka nienawidziła nas swoje dzieci. ciągłe wyzwiska ,bicie, wyrywanie włosów, Często szłam do szkoły z podrapaną twarzą i mówiłam wszystkim że to kot tak mnie urządził. zawsze wszystkiego się bałam chociąż byłam grzeczną wzorową uczennicą, Dzisiaj leży w pampersach i wymaga całodobowej opieki., teraz nazywa mnie kochaną córeczką,ale ja nawet nie mogę tego słuchać., tyle mam w sobie żalu ,tyle bólu i poniżenia mi zafundowała ze chyba w ogóle nie powinnam się nia zajmować,
 nadzieja: 05.11.2013, 16:03
 Ja też mam toksycznych teściów ,raczej teraz teściową bo szanowny teściuniu rok temu zmarł. Jednego złego mniej,za to teściowa zagarneła mojego męża dla siebie. Akurat teraz syneczek jest u niej ,bo od smierci swojego męza nie wychodzi z domu ,trzeba robic zakupy ,pomyc okna codziennie coś innego ,ale dziwne z koleżanką do kosmetyczki zapiepsza sama.Jestem już 33 lata po ślubie i przez cały czas walczyłam z mężem i teściami o nasza rodzinę ,częściowo mi się udawało ,dlatego do tej pory jesteśmy razem.Po smierci teścia powróciło z tym że teraz ona jest stara ,chora i samotna i powiedzcie jak z tym wampirem walczyć !!!
 Me: 10.10.2013, 20:02
 wszystkich was rozumiem , moja rodzina jest toskyczna, wczesniej nie zdawałem sobie aż tak z tego sprawy bo bałem sie szukac wyjscia z tej sytuacji ale teraz wiem , ze musze i jakos próbuje to zmienic.ojciec w ogóle sie mną nie interesował,rozwiódł się z matką i zamieszkałem z dziadkami,mozna powiedziec ,ze wpadlem z deszczu pod rynne gdyz nie zmienilo sie wiele.pewnie dlatego doszlo tez do wczesniejszych problemow, matka jest nadopiekuncza ale nie w dobrym slowa tego znaczeniu , martwi sie na zapas i nie daje wolnosc jedyne co kaze to wykonywac polecenia, nie potrai okazywac czulosci ani rozmawiac o niczym i nigdy jej nie ma w domu bo pracuje.jesli prosze o pomoc to to bagatelizuje i mowi ,ze jest dobrą matka jednak tak nie jest, jestem jej tylko potrzebny jak cos chce i mowi , co ty chcesz ode mnie jestem bardzo dobrą matka bo masz dom nad głową są o wiele gorsci alkoholicy a maja normalne dzieci nie da sobie nic przetlumaczyc , to nie jest normalne, dziadek jest alkoholikiem ktory nie okazuje uczuc i zawsze musi miec racje wiec moze tez z tego wynika zachowanie matki i babci.nie wiem jak to zmienic ale musze cos zrobic.jestem nieodwazny boje sie poznawac ludzi, ciezko mi odróznic intencje innych ludzi, nie wiem co jest normalne, jestem niesamodzielny, a nie jestem już dzieckiem , odsunac sie tez od spraw duchowych myslac ,ze Bog mnie nie kocha bo pozwala na to, nienawisc czuje w sobie i powielam schematy zaczerpnięte z domu. chce byc normalny i wrazliwy.poki jeszcze mam czas musze znalezc wyjscie z tego bo pozniej bedzie juz za pozno i się pogrąże. no wlasnie ale nie wiem jak do konca
 porzucona: 15.09.2013, 22:48
 mój mąż jest toksycznym dzieckiem mojego teścia(teściowa zmarła 13 lat temu) dla mojego m teść (toksyczny rodzic)zawsze był najważniejszy to co on mu rozkazał tak robił nie liczyło się to że trzeba było z dziecmi zostać czy mi pomóc. Teść wiele razy powtarzał mojemu mężowi że ojca ma 1 ale żon może mieć 10 także chyba szuka albo już mu znalazł nową bo po 4latach małżeństwa mąż wyprowadził się do teścia zostałam sama z 2 małych dzieci, codziennie się awanturował krzyczał i poniżał i często mi mówił że jego ojciec jest najważniejszy bo mu pomaga w życiu-tak ja byłam traktowana. A mój teść tylko mu dyktował jak ma do mnie mówić i jak ma mnie traktować i synek tak robił...przed slubem nie zwracałam uwagi na wiezi męża z jego ojcem myślałam że mnie kocha...i że będziemy mieć normalne życie przeliczyłam się.Najgorsze jest to że on wybrał ojca a zostawił własne dzieci to boli najbardziej...
 
(1) [2] [3] [4] [5] [6]


Autor

Treść




[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2014 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej