Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość Ojczyzny

     Czym jest Ojczyzna? To nie tylko "kraj lat dziecinnych", przyroda, klimat, krajobrazy. To przede wszystkim naród, z którego wyrastamy - jego historia przez niezliczone pokolenia, jego cnoty i wady, zwycięstwa i klęski, tryumfy i cierpienia, jego religia, cywilizacja, język, tradycja i obyczaje. To wszystko naród przekazuje swym dzieciom zarówno przez genetyczne dziedziczenie pewnych cech, jak przez wychowanie i wykształcenie. Wprawdzie bezpośrednimi rodzicielami i wychowawcami są rodzice, ale w swej funkcji są oni głównie przekazicielami dóbr materialnych i duchowych wytwarzanych przez ogromną rzeszę członków danego narodu. Również przyswajanie produktów pracy i myśli innych narodów odbywa się w ten czy w inny sposób przez własny naród, przez jego nauczycieli, wydawnictwa, środki przekazu itp.

     W swym ziemskim rozwoju człowiek jest w ogromnej mierze karmiony i kształtowany przez swą ojczyznę, którą dlatego słusznie można nazywać matką w szerszym, ogólniejszym znaczeniu.

     Ojczyzna to nie tylko "zbiorowy obowiązek" (jak powiedział Norwid). To przede wszystkim zbiorowy, wspólny skarb, do którego kolejne pokolenia narodu wkładają dorobek swych myśli i rąk. To zarazem wspólny dom, przystań i ochronna twierdza dla wielkiej duchowej rodziny, jaką stanowi naród. Ten wspólny skarb i wspólny dom można wzbogacać i uświetniać, a można też niszczyć, zubożać i zaśmiecać tak w duchowym, jak w materialnym i biologicznym sensie. I tu właśnie rodzi się obowiązek - jest on sprawą wtórną, wypływa ze zrozumienia tej olbrzymiej wartości, jaką stanowi dla człowieka jego ojczyzna. Każdy członek narodowej wspólnoty powinien więc zdać sobie z tego sprawę, wnikliwie spojrzeć na swe życie i zadać sobie pytanie, w jakim kierunku działa: czy na dobro i wzbogacenie, czy na szkodę tego wspólnego skarbu, wspólnego domu? Czy tę matkę - ojczyznę prawdziwie kocha i chce jej służyć?

     Już dwa tysiące lat temu słynny rzymski mówca i publicysta Cyceron pisał: "Drodzy są rodzice, dzieci, krewni, domownicy..., lecz wszystkie te miłości zawiera w sobie miłość do ojczyzny, dla której któż szlachetny wahałby się umrzeć, gdyby jej przez to mógł być pomocny?" Te słowa, jak zresztą wiele innych wypowiedzi i faktów historycznych, świadczą, że, choć pojęcie patriotyzmu sformułowane zostało dopiero w XVIII wieku, sama treść tego pojęcia znana była i sławiona od zamierzchłych czasów, obejmując miłość do ojczyzny i poświęcenie dla niej aż do ofiary z życia.

     Miłość ojczyzny w swej rozwiniętej formie należy do tzw. uczuć wyższych, podobnie jak miłość do Boga czy miłość do ideałów, dobra, prawdy, piękna. Im człowiek wyżej stoi duchowo, im jest "szlachetniejszy", tym bardziej zdolny jest do głębokiej i ofiarnej miłości ojczyzny.

     Przywiązanie to może być nieuświadomione, lecz może objawiać się nagle w sytuacji zagrożenia dla ojczyzny, co jest odczuwane również jako zagrożenie własne człowieka i jego rodziny, jego bytu duchowego, a często i biologicznego. W takich sytuacjach można wyraźnie odczuć, jak silna jest więź z ojczyzną, czym ona jest dla człowieka.

     Zastanówmy się z kolei, czy miłość do ojczyzny jest miłością pożądania i potrzeby, czy też miłością dobrej woli, a więc bezinteresownym darem? Niewątpliwie występują tu oba te elementy, ale niestety najczęściej zaznacza się miłość pożądania, a więc miłość - potrzeba, miłość - wymaganie. Dotyczy to różnych dóbr tak materialnych, jak kulturalnych, które ojczyzna, kraj i państwo (jako forma organizacyjna istnienia narodu) w ludzkim przekonaniu powinny dawać. A jeśli się z tego nie wywiązują, ta prymitywna miłość - potrzeba nieraz zanika, przechodząc nawet w pogardę i nienawiść. Pewne silne potrzeby stwarza również swego rodzaju społeczny "instynkt mocy". Ludzie chcą być dumni ze swej ojczyzny, chlubić się nią. Pamiętamy dobrze, jaki wybuch patriotycznego entuzjazmu, i to bynajmniej nie tylko u gorliwych katolików, wywołał u nas wybór papieża-Polaka. Ale nawet i międzynarodowe sukcesy w zawodach sportowych potrafią budzić tego rodzaju patriotyzm. Niestety - taka "miłość" żądająca zaspokojenia pewnych ambicji i potrzeb, nastawiona na to, co się "należy", i zazdrosna w stosunku do "szczęśliwych" krajów, raczej rzadko skłania człowieka do refleksji nad własnymi obowiązkami wobec ojczyzny, nad tym, co jej się od nas należy według praw porządku moralnego, sprawiedliwości i miłości dobrej woli.

     I gdy ta wspólna matka ojczyzna popada w nieszczęście i biedę, gdy swym dzieciom może zapewnić tylko skromne i niełatwe życie, widzimy, jak często jej synowie i córki bez żadnych skrupułów ją porzucają. "Nie rzucim ziemi skąd nasz ród, nie damy pogrześć mowy" - pisała kiedyś Konopnicka, ale cóż powiedziałaby dziś ta wielka patriotka widząc jak rodacy uciekają bynajmniej nie "za chlebem" i z nędzy, lecz za "lepszymi warunkami", za luksusem i różnymi wygodami. Nieraz nawet uciekają własnymi samochodami opuszczając porządne mieszkania, stanowiska, intratne przedsiębiorstwa. Swe zdolności i wykształcenie zawodowe - otrzymane przecież od ojczystego kraju - i swą pracę oddają obcym, dzieci ich będą już Niemcami, Kanadyjczykami, Australijczykami.

     Wspomniałam Konopnicką, lecz warto przypomnieć tu również patriotyczną decyzję jej koleżanki i serdecznej przyjaciółki Elizy Orzeszkowej. Gdy narzeczony jej, doktor Zygmunt Święcicki, zażądał, by razem z nim wyjechała w głąb Rosji, gdzie otrzymał korzystną posadę, stanowczo odmówiła zrywając zaręczyny, choć bardzo go kochała. Znamienna była jej motywacja. "Gdyby ojczyzna moja była kwitnąca i nie potrzebowała mnie, wyjechałabym - powiedziała. - Lecz gdy jest tak nieszczęśliwa, obowiązkiem moim jest tu być i wszystkie siły poświęcić dla kraju". Dodajmy, że był to straszny dla Polaków okres po upadku powstania styczniowego. W swej późniejszej twórczości Orzeszkowa nieraz wyrażała potępienie dla tych, którzy w trudnej dla kraju sytuacji porzucają ojczyznę, by szukać prywatnego "szczęścia".

     Często się mówi i pisze, że prawo do emigracji jest jednym z podstawowych praw człowieka. Ale oprócz praw istnieją również obowiązki człowieka, a do nich należy moralny obowiązek służby ojczyźnie, pracy dla niej i obrony jej przed wrogiem, aż do poświęcenia życia (służba wojskowa w czasie wojny). Oczywiście i na emigracji można czasem służyć ojczyźnie, lecz są to sytuacje wyjątkowe i nie o nich tu mowa. Nie można też potępiać emigracji z głodu czy nędzy, czy dla ratowania życia, ąle takich przypadków chyba dziś u nas nie ma. A wyjazdy czasowe dla zarobku czy nauki nie są emigracją. Moralną ocenę naszej dzisiejszej emigracji dali biskupi polscy na 223 Konferencji Episkopatu podkreślając z naciskiem, że w aspekcie moralnego prawa sama ucieczka przed trudnościami życia codziennego, samo poszukiwanie życia łatwiejszego nie usprawiedliwia decyzji porzucenia kraju.

     Istotnie - gdyby prawo do wyboru "jedwabnego życia" miało moralnie wyższą rangę niż ten obowiązek służby narodowi, musielibyśmy tych, którzy swe życie i szczęście poświęcili dla ojczyzny, uważać za głupców, a przecież czcimy ich i stawiamy im pomniki - i tak jest na całym świecie. A ojczyźnie służy się nie tylko przez jakieś nadzwyczajne zadania i czyny - służy się jej też przez to, że w niej się mieszka, pracuje i wychowuje dzieci na uczciwych ludzi i dobrych Polaków.

     Nie ma i nie może być moralnego prawa, które by pozwalało opuszczać własną matkę w jej biedzie i potrzebie i wybierać sobie inną, bogatszą, "wygodniejszą". To samo dotyczy ojczyzny. Zauważmy też, że wyjeżdżając na stałe z kraju młodzi ludzie opuszczają nie tylko ojczyznę, ale również najbliższą rodzinę, nieraz skazując ojca i matkę na samotną starość, niejako przekreślając ich prawo do opieki i pomocy ze strony syna czy córki. Bywa, że i małżeństwa "rozwodzą się" w ten sposób, co powoduje nieraz wiele komplikacji i cierpień.

     Wiemy zresztą, jak rzadko realizują się te wizje "słodkiego życia" na emigracji - przez ile cierpień i upokorzeń muszą przejść ci wychodźcy, jak bardzo degradują się zawodowo, a często i duchowo. W Polsce narzekanie na brak warunków i perspektyw dla młodych stało się dziś bardzo modne, ale przecież wszędzie na świecie młodzi muszą ciężko pracować i walczyć o swą pozycję i warunki, jeśli nie chcą staczać się w bagno przestępstwa, pijaństwa czy narkomanii. Jest zrozumiałe, że im bardziej uprzemysłowiony kraj i większa mechanizacja, tym większe zagrożenie bezrobociem i w tych warunkach zawsze preferowani będą swoi, a cudzoziemcy często schodzą do roli pariasów żyjących z żebraczych zasiłków czy najgorzej płatnej fizycznej pracy grubo poniżej ich kwalifikacji. I gdzie tu ambicja, duma narodowa, gdzie poczucie własnej godności.

     Ale nie te zagraniczne materialne porażki czy sukcesy są ważne. Istotne jest to, że miłość ojczyzny i praca dla swego narodu są obowiązkiem moralnym, o którym tak często i dobitnie przypomina nam w swych przemówieniach do rodaków Jan Paweł II, nawołując nas do walki o moralną "naprawę Rzeczypospolitej". Wymaga to mobilizacji dobrej woli, sił i starań, a porzucenie kraju dla polepszenia materialnych warunków jest w tej sytuacji po prostu dezercją, ucieczką z pola tej trudnej choć bezkrwawej walki o jakże słuszną, świętą dla nas sprawę.


Doc. dr hab. med. K. Wiśniewska-Roszkowska

Ryczerz Niepokalanej, grudzień 1988


Książeczka o dobrym czasie Książeczka o dobrym czasie
Wilfrid Stinissen OCD
Jak sensownie zagospodarować czas tutaj na ziemi? Jak nauczyć się patrzeć na swoje życie i swój czas Bożymi oczyma? Jak żyć chwilą obecną, a równocześnie być niesionym wiecznością?... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej