Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Skocznia widmo

     Jednych straszy, innych zachwyca, wszystkich intryguje. Magnetyzowała warszawiaków samym faktem swojego istnienia. Skocznia narciarska "Skarpa" niedawno skończyła 50 lat!

     Dziś niewiele z niej zostafo. Ukryta od strony ul. Puławskiej za blokami osiedla przy ul. Cieszyńskiej na Ksawerowie, pokazuje kikut swojej wieży wjeżdżającym ulicą Idzikowskiego na górny Mokotów. Wtedy tym bardziej fascynuje. Mało jest związanych z nią zdjęć i wspomnień. A historię ma taką, jak miniony ustrój, w którym powstała i z którym odeszła w niebyt. Zaprojektowana na początku lat 50., w okresie sportowej gigantomanii, miała zachwycać w 1955 r. uczestników V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów . Nie miała jednak tyle szczęścia, co jej oddani na czas rówieśnicy - Stadion Dziesięciolecia oraz Pałac Kultury i Nauki, a także wybudowany wcześniej (1953 r.) stadion "Skry".

     "Skoczni zaszkodziło kombinowanie przy jej budowie. Ciągnęła się latami przy zaniżonych skandalicznie kosztorysach. Każdy bał się jej dotknąć, wietrząc wcześniej czy później prokuratorską interwencję" - można przeczytać w książce "50 lat narciarstwa warszawskiego 1923-1973". Ciężar dokończenia - ze środków Totalizatora Sportowego - rozgrzebanej budowy skoczni-widma wziął na siebie Warszawski Klub Narciarski (WKN), który - paradoksalnie - był przeciwny tej inwestycji. Zresztą nie on jeden.

     Dane techniczne skoczni
     (wg dostępnych źródeł)

     Punkt konstrukcyjny: 38 m
     Wysokość wieży startowej: 35 m
     Trzy tarasy rozbiegowe; długość najwyższego: 55,5 m
     Długość wybiegu: 70 m
     Całkowita wysokość skoczni: 54 m
     Całkowita długość skoczni: 120 m
     Najdalszy skok: 47,5 m, Janusz Duda
     Oficjalny rekord skoczni: 40,5 m, Antoni Łaciak
     Zawody mogło oglądać 7 tys. widzów
     Uroczyste oddanie nastąpiło we wrześniu 1959 r., "uświetnione dwudniowym konkursem naszej kadry narodowej, z niezapomnianym Zdzisławem Hryniewieckim na czele". - To był pierwszy w Polsce igielit. Sprowadzony z NRD, bardzo drogi. Może to nie była jedyna letnia skocznia w Polsce, ale wtedy była najbezpieczniejsza ponoć w całej Europie - tłumaczy Zbigniew Suchan. Ten były zawodnik WKN i były p.o. kierownik skoczni dziś jest szefem najstarszego w stolicy serwisu ze sprzętem narciarskim, mieszczącego się pod skocznią, przy ul. Czerniowieckiej 3.

     Po otwarciu obiektu szybko odbył się nabór "narciarzyków" z okolicznych podstawówek i przedszkoli do "szkółki skokowej". Tak właśnie swoją przygodę ze sportem rozpoczął pan Suchan. Pierwszy prawdziwy skok oddał, gdy miał 10 lat, ostatni - 20 lat później, w 1984 r., w sekcji oldboyów. Bierze do ręki stare zdjęcie z jednego z konkursów, ze stojącą na progu skoczni grupką chłopaków z nartami.

     - Bieniek, Pawlusiak, Przybyła, Nazarkiewicz, Tajner - obecny prezes PZN, ja. Był też Wojtek Fortuna, ale na zdjęciu go nie ma. To nic, że - na dzisiejsze czasy - skoki nie były długie. Biorąc pod uwagę punkt konstrukcyjny skoczni (patrz: ramka), polecieć tu 40 m to było wyzwanie dla najlepszych. Skakali tu wszyscy, głównie latem, kiedy normalne skocznie na południu Polski były wyłączone. Czasy były takie, że się mniej skakało. Był inny sprzęt. Było też więcej niż dziś upadków i kontuzji - wspomina pan Suchan. Miał swoje osiągnięcia. W 1971 r. w międzynarodowym Turnieju Trzech Skoczni (Warszawa, Praga, Budapeszt - połączenie idei słynnego Turnieju Czterech Skoczni i Wyścigu Pokoju - przyp. RM) zajął 2 miejsce w grupie juniorów.

     Dość szybko pojawiły się problemy finansowe, a potem techniczne. Utrzymanie skoczni, sprzęt i zapewnienie trenującym tu zawodnikom warunków - to kosztowało. WKN, dysponent skoczni, postawił na szkolenie młodzieży. Tymczasem "dotacje były za wyczyny, a za codzienną pracę - uściśnięcie ręki i dyplom na ścianę". Wyszły też zaniedbania z okresu budowy skoczni. Pod koniec lat 70. zaczęła się sypać. Wykruszali się zawodnicy. Ostatnie skoki oddało ostatnich siedmiu członków sekcji w pełnym symboli roku 1989.

     Co się obecnie dzieje na skoczni? Praktycznie nic - mówi Krzysztof Sznajder, który z ramienia Warszawskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji administruje - jak mówi: nie zarządza, bo nie ma czym - obiektem. Jako własność miasta stołecznego Warszawy, od 20 lat pozostawiona sama sobie, skocznia stała się ruiną. W latach 90. zdemontowano środkową część rozbiegu pozostawiając wieżę startową i odcinek progu skoczni, dziś pokryty spróchniałymi deskami. Stąd mówi się żartem, że to jedyna na świecie skocznia do dwuskoku. Zjazd - jak określa kierownik Sznajder - to tundra z tajgą. W dodatku pełen górek i dołów. W końcu lat 80. myślano o zrobieniu na nim stoku podobnego do tego na Szczęśliwcach. Finansów starczyło na nawiezienie ziemi, ale już nie na jej wyprofilowanie.

     Jaka będzie przyszłość należącej do miasta skoczni z przeszłości? Niezmiennie cieszy się sympatią mieszkańców stolicy - tych, którzy o niej wiedzą. Od początku jednak była bardziej kaprysem komunistycznych działaczy, jednym z większych paradoksów życia sportowego stolicy, niż realnie potrzebnym obiektem. Z pewnością nie zostanie odbudowana, ponieważ dziś sens ma jedynie budowa kompleksu skoczni różnych rozmiarów, o którym w stolicy nikt nie myśli. Były wizje wykorzystania wieży na ściankę wspinaczkową, sklep lub skocznię bungee. Innych pomysłów brak. - Do 24 grudnia miała być wyłoniona firma, która wykona ekspertyzę pozostałości konstrukcji skoczni. Wg oceny Państwowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego zagraża ona katastrofą budowlaną. Być może trzeba będzie ją zburzyć - tłumaczy kierownik Sznajder. Nim tak się stanie - jest jedną z większych ciekawostek stolicy. Bo nawet giełda używanego sprzętu narciarskiego, przez całe lata "pod skocznią", też się stąd wyprowadziła.

     Zdjęcia archiwalne skoczni:
     http://mefracko.pl/mokotow/Wierzbno%20Szopy%20Polski%20oraz%20Ksawer%C3%B3w/index.html
     http://www.stolica.fotolog.pl/6092,kategoria.html


Radek Molenda


Tekst pochodzi z Tygodnika

3 styczna 2010



   


Archeologia na wyrywki Archeologia na wyrywki
Paweł Jasienica
Autor wraca w znane już sobie miejsca, gdzie wciąż trwają prace wykopaliskowe. Ponownie zjawia się więc w Biskupinie, a także w Gdańsku i Opolu. Ogląda też pozostałości pogańskiego kręgu kultowego na Górze Sępiej (dawnej Raduni).... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej