Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Przedsmak piekła i nieba

     Howard Storm urodził się w 1946 r. w stanie Massachusetts. Przez 20 lat był profesorem sztuki na Uniwersytecie Northern Kentucky. Jako ateista był przekonany, że śmierć jest definitywnym końcem istnienia człowieka. Jego ateizm prysł jak bańka mydlana po doświadczeniu ciężkiej choroby i śmierci klinicznej podczas wakacyjnego pobytu w Paryżu w 1985 r. Największa telewizja katolicka na świecie EWTN wiosną 2003 r. wielokrotnie powtarzała wywiad z prof. Howardem Stormem.

W obliczu cierpienia i śmierci

     Latem 1985 r. prof. Howard Storm razem ze swoją żoną i grupą studentów przebywał w Europie, zwiedzając najważniejsze centra sztuki. Ostatnim etapem ich podróży był Paryż. W przeddzień odlotu do USA zwiedzali wystawę sztuki współczesnej w centrum Georges'a Pompidou. Było to dla nich jedno z najważniejszych wydarzeń podczas europejskiej podróży. Następnego dnia rano Howard Storm poczuł przeszywający ból żołądka, jakby został ugodzony pociskiem. Było to tak wielkie cierpienie, że nie mógł powstrzymać się i dosłownie wył z bólu. Wezwany lekarz stwierdził przebicie dwunastnicy, dał zastrzyk morfiny w celu uśmierzenia bólu i skierował na natychmiastową operację.

     Po przewiezieniu do szpitala prześwietlenie wykazało, że w dwunastnicy jest duży otwór spowodowany najprawdopodobniej przez wrzody. Aby zapobiec śmierci, konieczna była natychmiastowa operacja. W miarę upływu czasu morfina przestawała działać. Oczekując na operację, prof. Storm intuicyjnie czuł, że są to ostatnie chwile jego życia. Rozpaczliwie prosił o pomoc personel szpitala. Ponieważ był to czas wakacji i wielu lekarzy przebywało na urlopach, Storm musiał czekać na operację kilkanaście godzin. W doświadczeniu porażającego bólu minuty wydawały mu się tak długie jak godziny. Był zrozpaczony brakiem zainteresowania i obojętnością personelu. Stawiał sobie pytania, co stanie się z jego żoną i dwójką dzieci, z jego obrazami, domem, ogrodem i wszystkimi drogimi mu rzeczami, jeżeli umrze. Myśl o śmierci przerażała go, miał dopiero 38 lat i był dobrze zapowiadającym ,się artystą. Za wszelką cenę chciał żyć, ale gwałtownie tracił siły, z wielkim trudem mógł oddychać, podnieść głowę i coś powiedzieć. Po 10 godzinach pobytu w szpitalu pielęgniarka powiadomiła go, że chirurg poszedł do domu i operacja może się odbyć dopiero następnego dnia rano. Ta informacja była dla Storma jak wyrok śmierci. Wiedział, że do tego czasu nie przeżyje. Ze łzami w oczach pożegnał się ze swoją żoną, mówiąc, że bardzo ją kocha. Objęła go swoimi ramionami i szlochając, całowała. Storm był pewny, że śmierć jest końcem świadomości i istnienia człowieka. Nie wierzył w istnienie Boga, a tym bardziej w niebo, czyściec i piekło.

Przedsmak śmierci

     Zmiażdżony ogromem cierpienia, Storm zamknął oczy i powoli zaczęła ogarniać go przerażająca ciemność; czuł, że zapada się w otchłań unicestwienia. W pewnym momencie ze zdziwieniem stwierdził, że jednak dalej żyje i posiada wyjątkowo klarowną samoświadomość oraz percepcję otaczającej go rzeczywistości. Był świadomy swoich problemów z żołądkiem, jednak nie odczuwał już bólu, miał tylko żywą o nim pamięć. Ze zdziwieniem zorientował się, że stoi obok swojego łóżka w sali szpitalnej i widzi leżące nieruchomo własne ciało. Obok siedziała z pochyloną głową jego żona, Beverly. Pragnął za wszelką cenę skomunikować się z nią, jednak bezskutecznie, gdyż w ogóle nie reagowała, tylko siedziała nieruchomo, wpatrując się w podłogę. Sala szpitalna wydawała mu się jaskrawo oświetlona, wszystko widział w najdrobniejszych szczegółach i jak nigdy dotąd, niezwykle ostro i jasno. Był bardzo zirytowany, że nie mógł nawiązać kontaktu ze swoją żoną. W pewnym momencie usłyszał głosy: Wyjdź stąd natychmiast. Pospiesz się. Czekamy tu na ciebie od dawna, aby ci pomóc. Czuł, że jeśli opuści ten pokój, to nigdy już do niego nie wróci. Tajemnicze głosy nalegały: Nie będziemy w stanie ci pomóc, jeżeli stąd nie wyjdziesz. Postanowił ich posłuchać. Miał wrażenie, że znalazł się w czymś na podobieństwo ogromnego zamglonego holu, który podświadomie budził lęk. Nie widział szczegółów, ale wydawało mu się, że przemierza jakąś tajemniczą przestrzeń. Zobaczył w dużej odległości niewyraźne postacie przypominające ludzi. Byli bladzi, a ich ubrania miały szary kolor. Pragnął zbliżyć się do nich, ale okazało to się niemożliwe, gdyż nieustannie oddalali się od niego. Zdawał sobie sprawę, że natychmiast musi się poddać operacji i że ci ludzie są dla niego jedyną nadzieją. Nieustannie powtarzali oni, że jeżeli pójdzie z nimi, to wtedy znikną wszystkie jego problemy. W miarę upływu czasu ciemności pogłębiały się, a liczba krążących wokół niego złowrogich postaci była coraz większa. Ich obecność napełniała go rosnącym przerażeniem, gdyż emanowały nienawiścią, podstępem i kłamstwem. Storm, oglądając się za siebie, widział w odległości jakby kilku mil swoje ciało leżące na łóżku szpitalnym i siedzącą obok żonę. Odniósł dziwne wrażenie, że dla niego czas się skończył, a to, czego doświadcza, nie jest jakimś koszmarnym snem, lecz pełną grozy rzeczywistością. Tajemnicze postacie, które go otaczały i prowadziły do nieznanego mu celu, zaczęły wypowiadać straszne przekleństwa i obelgi pod jego adresem. Mówiły z szyderczym uśmiechem, że już niedługo dotrą na miejsce. Howard zorientował się, że przebywa w przerażającym, pełnym grozy otoczeniu. Uświadomił sobie beznadziejność sytuacji, w jakiej się znalazł. Postacie z bliska miały straszny wygląd. Stawały się coraz bardziej agresywne, wśród bluźnierstw i przekleństw poddawały go najrozmaitszym torturom. Istoty te były całkowicie pozbawione współczucia, opanowane żądzą nienawiści i nieokiełznanego okrucieństwa. Storm zrozumiał, że to są ludzie potępieni, którzy w czasie życia na ziemi odrzucili i znienawidzili Boga, stając się stuprocentowymi egoistami. Bezskutecznie próbował przed nimi się bronić, ale wywoływało to z ich strony jeszcze większą agresję i szyderstwa. Dla Storma była to sytuacja makabrycznego wprost cierpienia przerażającej beznadziei, jakich jeszcze nigdy dotąd nie doświadczył. W pewnym momencie usłyszał wewnętrzny głos, wzywający go do modlitwy do prośby do Boga o pomoc. Początkowo odrzucał tę myśl, ale wezwanie do modlitwy stawało się coraz bardzie naglące. Storm nie modlił się przez całe swoje dorosłe życie i dlatego nie wiedział, jak to się robi. Przypomniał sobie jednak fragmenty modlitwy Ojcze nasz oraz inne proste formuły z czasów dzieciństwa i zaczął je powtarzać. Ku swojemu zdziwieniu zauważył, że gdy nie poradnie próbował się modlić, odrażające postacie zaczęły w popłochu uciekać. Krzyczały z wielką wściekłością że niepotrzebnie się modli, bo i tak go nikt nie usłyszy, gdyż Bóg nie istnieje. Straszyły, że dopiero teraz się z nim rozprawią, wypowiadając przy tym straszne bluźnierstwa pod adresem Boga i Matki Najświętszej. Storm nieustannie powtarzał słowa modlitwy doświadczał jej wielkiej mocy, widząc z jaką wściekłością złe duchy w popłochu uciekały od niego. Zrozumiał, że gdyby przestał zwracać się do Jezusa, natychmiast by wróciły i wtedy m nowo rozpocząłby się koszmar duchowej męczarni, która w swoim okrucieństwie była tak straszna, że w porównaniu z nią cierpienie fizyczne, jakiego doświadczył w szpitalu, było nikłe.

Sąd nad sobą

     Kiedy Storm powtarzał słowa modlitwy, ujrzał siebie w prawdzie i ocenił, co w minionym życiu było dobre, a co złe. Uświadomił sobie, że przez całe ziemskie życie stawiał pomnik największemu bożkowi, jakim był jego egoizm. Całkowicie skoncentrowany na sobie, za wszelką cenę chciał stać się sławny i pragnął, aby jego obrazy były oglądane i podziwiane przez ludzi na całym świecie. Teraz zrozumiał, że jego stosunek do rzeźb, obrazów, które posiadał w swojej kolekcji, a także do rodziny, domu był niewłaściwy i że cały system wartości, którym kierował się w życiu, był tylko przedłużeniem jego egoizmu. To właśnie skoncentrowanie na sobie upodabniało go do tych odrażających istot, które wprowadziły go w rzeczywistość niewyobrażalnego cierpienia. Wszystko to, co do tej pory tak bardzo cenił i co nadawało sens jego życiu, teraz nie miało już żadnego znaczenia. Ogarnął go wielki wstyd i żal za dotychczasowy stosunek do Boga i ludzi. Wprawdzie nie był złodziejem, nikogo nie zamordował, respektował prawo i niepisane reguły cywilizowanego życia, ale to było za mało, aby żyć życiem godnym człowieka. Jego religią i normą życia był egoizm i bezwzględny indywidualizm, a współczucie dla innych znakiem słabości. Uświadomił sobie także, że przez całe życie nosił ukrytą złość i niechęć do przebaczenia własnemu ojcu oraz wrogość do sytuacji i rzeczy, których nie mógł kontrolować. Teraz był całkowicie bezradny i bezsilny. Zrozumiał, że niewiele już mu brakowało, aby stać się stuprocentowym egoistą, tak jak ci zionący nienawiścią potępieńcy, i dołączyć na całą wieczność do ich grona.

Światło nadziei

     Świadomość zmarnowanego życia spowodowała, że Howarda ogarnął przejmujący żal z powodu tego wszystkiego, co z własnej woli złego myślał i czynił, a co wynikało z jego egoizmu i jeszcze bardziej go pogłębiało. I właśnie wtedy usłyszał swój śpiew z czasów dzieciństwa. Był to nieustannie powtarzany refren: Jezus mnie kocha... da, da, da. Jako dziecko śpiewał tak często podczas zajęć w szkółce niedzielnej. W tej przerażającej ciemności, która go teraz otaczała, bardzo pragnął obecności kogoś, kto bezwarunkowo go kocha i zatroszczy się o niego. Śpiew Jezus mnie kocha stawał się jego modlitwą i największym pragnieniem całej jego istoty. Całym sobą czuł, że w tej beznadziejnej sytuacji miłość Jezusa jest dla niego jedynym ratunkiem i wybawieniem. Dzięki tej modlitwie zaczęło budzić się w nim światło nadziei. Po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu pragnął gorąco, aby okazało się prawdą, że Jezus go kocha, i dlatego zaczął całym sobą wołać: Wybaw mnie, Jezu! W pewnym momencie zauważył w otaczającej go ciemności maleńkie światełko, jakby ledwie widocznej gwiazdy, która powoli stawała się coraz jaśniejsza i większa. Sprawiała wrażenie, że zbliża się do niego z wielką prędkością. Zafascynowany jej blaskiem nie mógł od niej oderwać wzroku. Światło to było jaśniejsze od słońca czy błyskawicy i piękniejsze od czegokolwiek, co do tej pory widział. Kiedy do niego dotarło, zorientował się, że nie jest to żadna gwiazda, tylko żywa Osoba, która emanuje niesamowitym światłem miłości. To był zmartwychwstały Jezus Chrystus, Zbawiciel i Pan całego wszechświata. Howard Storm został ogarnięty Jego miłością. W jej świetle ujrzał ogrom swoich grzechów, całe zło spowodowane przez jego ateizm, ale pomimo bólu wynikającego z prawdy o sobie, czuł, że jako marnotrawny syn jest kochany miłością, która przebacza wszystkie grzechy, leczy największe rany i przywraca utraconą godność dziecka Bożego. Zrozumiał, że jedynym koniecznym warunkiem, aby to mogło się stać, jest ufność i zgoda człowieka, aby Chrystus mógł go kochać i uzdrawiać. Howard doświadczył miłości i miłosierdzia Boga w sposób tak intensywny, że nie znalazł w ogóle słów i porównań, aby swoje przeżycie wyrazić ludzkim językiem. Płakał ze szczęścia i z żalu za grzechy. Czuł się kochany, akceptowany mimo swoich licznych grzechów. Jezus Chrystus wziął go w swoje ramiona, aby go przenieść z tej mrocznej i budzącej grozę rzeczywistości, która prowadziła wprost do piekła. Storm miał wrażenie, jakby Zbawiciel pokonał nieskończony dystans oddzielający światło od ciemności, miłość od nienawiści, prawdę od kłamstwa, wolność od całkowitego zniewolenia. W tej nowej, niewyobrażalnie pięknej rzeczywistości, w której życie jest miłością, Storm czuł się bardzo onieśmielony i zawstydzony stanem swojego człowieczeństwa. Czuł się w obliczu świętości Boga jak ohydna szmata, którą trzeba wyrzucić do śmieci. Wiele razy w swoim życiu nie tylko zaprzeczał, ale i drwił z prawdy, że Bóg istnieje i jest Miłością. Tysiące razy używał imienia Boga jako przekleństwa. Chciał być jedynym centrum całego wszechświata i samemu decydować o tym, co jest dobre, a co złe, kierując się jedynie egoizmem. Mając świadomość tych oraz innych, popełnionych przez siebie grzechów, pomyślał, że znalazł się tu przez pomyłkę. I wtedy usłyszał słowa Jezusa kierowane bezpośrednio do jego umysłu: To nie jest pomyłka, właśnie tutaj ma być twoje miejsce. Musisz się jeszcze przygotować, dojrzeć i oczyścić. Na prośbę Jezusa pojawiły się jasne istoty, promieniujące radością i miłością. Były to duchy czyste, anioły, które komunikowały się przez bezpośrednie przekazywanie myśli. Cokolwiek Storm pomyślał, one natychmiast o tym wiedziały. Jego bezpośredni opiekun, Anioł Stróż, oznajmił mu, że musi wrócić do ziemskiego życia, że nie jest jeszcze gotowy, aby przejść do wieczności. Uświadomił mu również, że Pan Bóg obdarzył wszystkich ludzi zdolnością do przyjęcia lub odrzucenia Jego miłości, która jest całkowicie wolnym i bezinteresownym darem, dlatego może być tylko przyjmowana w całkowitej wolności, przez ufną i szczerą modlitwę. Z tego powodu właśnie ludzie powinni się dużo modlić. Anioł Stróż tłumaczył również Stormowim, żeby kochając nie oczekiwał jakiejś nagrody lub innych korzyści tylko pragnął jednego - by w całkowitej wolności akceptował i wypełniał Bożą wolę, bo tylko w ten sposób będzie stawał się dzieckiem Boga i szedł najprostszą drogą do nieba.

Całkiem nowe życie

     Kiedy Anioł Stróż skończył mówić. Howard zorientował się, że leży w łóżku i jest już po operacji, a pielęgniarka przemywa ranę pooperacyjną na jego brzuchu ciepłą wodą z mydłem.

     To doświadczenie z pogranicza śmierci całkowicie zmieniło Storma, całą jego dotychczasową hierarchię wartości i sposób myślenia. Z ateisty stał się człowiekiem żywej wiary i modlitwy. Do dnia dzisiejszego Howard Storm nieustannie daje świadectwo, że tylko ufając i wierząc Bogu, człowiek staje się rzeczywiście wolnym i zdolnym do bezinteresownej miłości, i że tylko wtedy, gdy jednoczy się z Bogiem przez wiarę, która działa przez miłość, człowiek osiąga prawdziwe szczęście, staje się świętym, a więc idzie drogą, która prowadzi prosto do nieba.


M.P.


   


Katolicka nauka o czyśćcu i formy niesienia pomocy zmarłym Katolicka nauka o czyśćcu i formy niesienia pomocy zmarłym
Kinga Helena Szczurek WDC
Książka jest przystępnym opracowaniem na temat czyśćca, powstałym w oparciu o katechezy i konferencje dla uczestników rekolekcji i dni skupienia poświęconych tej tematyce. Jest próbą spojrzenia na tę prawdę wiary w aspekcie tajemnicy Odkupienia i Bożego miłosierdzia... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 test: 17.05.2014, 00:11
 chyba nie dziala
 Casimir: 19.02.2014, 19:48
 Panie Jezu prowadź mnie swoją drogą i nie pozwól na to by szatan i jego słudzy robili ze mną to na co mają ochotę.Bądź ze mną zawsze i wszędzie,o każdej porze dnia i nocy. Daj mi zwycięstwo nad nimi w chwili ostatecznej,bo wraz z Tobą w niebie jest mój cel.
 Sara: 16.01.2014, 18:17
 Wiara jest bardzo ważna i by starać się czynić dobro.Dla mnie Bóg jest samą miłośćia i sensem życia chociaż jakieś błedy się popełnia ale wtedy trzeba udać sie do kośćioła i pójść do spowiedzi.Wiara czyni cuda i daje siłe ale trzeba głęboko wierzyć i się modlić i chodzić do kośćiolą.Wtedy okazujemy Bogowi ze go kochamy.Kazde kolano powinno się zgiąc przed Jezusem i oddać mu to co najpiekniejsze szacunek i miłość i uwielbienie.On cierpiał ogromnie przez nasze grzechy a to by powinnismy być ukrzyżowani za to kim byliśmy i co przeszedł nasz Król Jezus i Maryja.Ten czas kazdy powinien poświęcić na podziekowanie i pokute i modlitwe.A swoim przykłądem czynić dobro i kochać innych.Swiat idzie w złym kierunku ale trzeba wierzyc ze dobro zwyciezy ale to od nas zalezy co wybierzemy.Ja doświadczyłąm wiele zła od innych ale zawsze byłam dobra chociaz nieraz pytałąm dlaczego bóg mnie tym doswiadczał.Teraz mam spokój i bezpieczeństwo i odnalazłam upragnioną miłość.Więc Bog dal mi najpiekniejszy prezent miłość i jestem mu wdzieczna.Kazdy musi przejść swoja droge krzyżowa.Ale na końcu jest spelnienie,spokój i miłosc do stworcy i jezusa i maryji.A duch swięty daje nam madrość i siłe.Dlatego trwajmy w wierze i szanujmy wszystko co jest wokoło.
 KRZYCHU: 11.08.2013, 22:26
 Pan Jezus to JEDYNA DROGA! Nie ważne są religie, najważniejszy jest Pan Jezus, Jego sławić chcę. Wybacz mi PANIE TATO moje grzechy!
 Hania: 21.11.2012, 21:39
 Mariusz, chociażbyś się ciągle przewracał, choćbyś nie potrafił, to nigdy tak nie myśl. Każdy z nas jest zerem w porównaniu do Jazusa Chrystusa, to prawda, ale mimo to On na zbawia. Nasz koniec w piekle to ostatniej rzecz której chce. Płacze nad każdą utraconą duszą, dlatego będzie robił wszystko, by nas nawrócić, a my jeśli będziemy w Niego wierzyć szczerze, jeśli będziemy się starać nawracać, nawet o te kilka stopni, On to doceni. Nikt, kto w Jezusa wierzy(i Jemu wierzy, bo to też niesamowicie ważne, jeśli powierzamy Mu swoje życie) nie zginie.
 Katol3: 01.11.2012, 13:53
 Mariusz, powątpiewanie w miłosierdzie Boże tez jest grzechem.Widać, że nie jesteś wierzący. KAŻDY może iść do nieba.NAWET HITLER mógł. Ale głównym warunkiem tego jest żal za grzechy. Jezus powiedział, że nawet najwięksi grzesznicy mogą się zbawić, I NIE AM TAKIEGO, który nie ma szans na zbawienie.Także idź do spowiedzi, szczerze żałuj za grzechy, zacznij chodzić na mszę ucz się o Bogu, módl się, i przestrzegaj przykazań,a będziesz miał wielką nagrodę w niebie.Taki jest przepis na zbawienie, tylko(aż) tyle.Pan Bóg nam to ZAPEWNIŁ, a On zawsze dotrzymuje słowa..I żebyś nie myślał, ze gadam od siebie.WSZYSTKO co tu napisałem jest z Pisma Świętego, a Biblia to SŁOWO BOGA do człowieka.Pozdrawiam.
 Ania: 11.10.2012, 13:53
 Cokolwiek czynimy naszym bliznim zlego po smierci do nas powroci z taka sila jaka byla sila cierpienia kogos z naszego powodu-z tym ze bedzie ona stokroc lub tysiackroc wieksza i bedzie nas meczyc nasz wlasny nieustajacy wyrzut sumienia.
 Tomasz: 22.07.2012, 17:15
 Mariusz myśle że nie jesteś zerem pamiętaj że Bog jest miłością i nas kocha takim jakimi jesteśmy
 Mariusz: 01.06.2012, 21:55
 Choćbym się starał to i tak trafię do piekła. Nic dobrego w życiu mnie nie spotka. Choćbym się starał to i tak będę zerem.
 tomasz: 13.05.2012, 12:12
 należy wystrzegać się fałszywych kaplanów obcych omamionych sekt które mają na celu nas zniechecić do Boga Bóg nas kocha
 Bohdan gg 40981504: 01.04.2012, 17:31
 Piękny artykuł . A tak wg ateiści twierdzą ze KK straszy piekłem że religia to wirus ale tak nie jest Bóg daje nam wybór .albo lightowe życie pełne kwiatków a na koncu gnój albo pełne upadków i cierpień życie wiary a na koncu piękny ogród. Większąść twierdzi ze trzeba sie skupiać tylko nad sobą , nad własnym "ja" - nic bardziej mylnego. My sami decedujemy i nikt nas nie przestraszy piekłem - tak jest ale kiedy tam trafiamy to zmieniamy zdanie ale jest wtedy zapóźno bo sami zdecydowaliśmy. Jeśli Bóg mnie kocha a tak jest to troszczy się o mnie jak ojciec czasami mnie upomni gdy coś zle zrobie a nawet ukaze ale tez przyjdzie i porozmawia. Kiedyś nie rozumiałem ze musze być posłuszny rodzicom . Ale teraz wiem ze jesli np matka nie pozwoli swojej córce póść do dyskoteki to niech córka dziękuje za to bo troskliwośc rodzica to prawdziwy akt miłości - i taki jest Bóg troskliwy.
 monika: 02.04.2011, 21:44
 Mamy szczęście że Bóg jest Milosierny i nam przebacza
 :): 09.01.2011, 13:40
 W labiryncie życia wybierajmy tą właściwą dla nas drogę ... Drogę Bożą ...
 Chochoł: 21.07.2010, 16:13
 Wiem czym jest nienawiść do Boga. Poprzez grzechy nieczyste zaczyna się ślepnąć i nienawidzieć Boga (to narasta stopniowo i powoli). Proszę was nie oglądajcie pornografii itp. Po grzechu (jeśli się zgrzeszy) idźcie zaraz do spowiedzi. Pozdrawiam Was serdecznie.
 Anetta: 21.06.2010, 15:27
 Kiedyś jak miałm jechać samochodem ogarnęła mnie dziwna myśl, że to ostatnia moja jazda, jakby mi ktoś to mówił, chociaż teoretycznie to mogłabyć zwykła obawa przed drogą, ale jakby ktoś zadal mi pytanie: idziesz, czy zostajesz? Pomyślałam, że mam jeszcze coś do zrobienia - ale abym została musiałam specjalnie odmówić modlitwę - Ojcze nasz itd. - jak gdyby zmuszono mnie przez to do świadomej decyzji. W czasie jazdy (byłam pasażerem) - zabrakło jednej sekundy do sprzątnięcia naszego samochodu przez inny z naprzeciwka. Wynika z tego, że modlitwa nie jest bez sensu.
 murdock: 16.02.2010, 21:45
 Bog jest naszym szczesciem.Prosze was wszystkich -POLACY-modlmy sie i dzialajmy w sprawie Intronizacji Najswietszego Serca Jezusa w naszym narodzie,oraz w sprawie intronizacji Chrystusa-Krola Polski.Maryja jest juz nasza Krolowa.Pozwolmy,robmy co mozemy ze wszystkich sil aby ta Cudowna Osoba-Jezus Chrystus-zostala naszym KROLEM.Jezus prosil o to nas Polakow przez kilka osob-R.Celakowna,F.Kowalska,Z.Nosko...Blagam was modlcie sie i dzialajcie w tym kierunku.
 Michał: 17.01.2010, 18:35
 To jest prawda.Bóg jest miłością.
 Łukasz: 30.12.2009, 21:59
 Przerazily mnie te szatany, ale taka jest prawda... bez boga nie ma życia.. tego po smierci.. moje gg:8550362
 Iwona: 07.12.2009, 13:24
 Wspaniały artykuł i wspaniała strona. Bóg zapłać!!!
 Daria : 10.10.2009, 19:45
 Jak to przeczytalam to nie moglam w to uwierzyc..to wszystko tak przerazajace a zarazem piekne..wierze calym sercem w Pana Boga i gdybym miala umrzec to nigdy sie CIEBIE PANIE BOZE nie wyrzekne....
 
(1) [2]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej